15-11-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Neil Murray

fot. Manuel Harlan


Teatr Narodowy Szkocji został nareszcie otwarty w ostatnim roku XX stulecia i zadebiutował w pierwszej dekadzie XXI wieku. Pierwsze spektakle wystawiliśmy w lutym 2006 roku, a więc mamy trzy i pół roku. Z tego co nam wiadomo, byliśmy jedynym teatrem narodowym, który powstał w XXI wieku, dopóki swych podwoi nie otworzył Teatr Narodowy Walii [pierwsza premiera w marcu 2010, przyp. red.].

Próba zdefiniowania roli teatru narodowego może być, paradoksalnie, kwestią sporną. Bardzo ciekawe są wyzwania, które stają przed starszymi teatrami narodowymi, ale my, jako młoda instytucja, borykamy się z takimi samymi. Myślę, że publiczność jest najmniejszym problemem, gdyż ostatecznie widzowie chcą zobaczyć wielki teatr bez względu na miejsce. Jako praktykom, ciężko nam czasem określić, co sami rozumiemy pod pojęciem „teatr narodowy” i jak siebie widzimy.

O sukcesie naszego teatru narodowego – co zresztą było dla nas dużym zaskoczeniem, gdyż byliśmy dość nerwowi, jeśli chodzi o wynik starań – decyduje fakt, że pracowaliśmy w oparciu o zupełnie inny model, niż większość teatrów reprezentowanych na tym spotkaniu.

Zrobię krótką dygresję historyczną. Szkocja nie jest niepodległym krajem, jesteśmy częścią Wielkiej Brytanii. Pomimo licznych sugestii i kampanii na rzecz powstania Teatru Narodowego Szkocji w ciągu minionego stulecia, wszyscy zdawali sobie sprawę, że Szkocja potrzebuje własnego parlamentu. I mamy już parlament, który posiada pewne uprawnienia oraz możliwość decydowania o polityce podatkowej. Co nie zmienia faktu, że jesteśmy w dalszym ciągu związani z rządem Wielkiej Brytanii. Oczywiście, są w nim Szkoci. Gordon Brown pochodzi ze Szkocji, mimo że mieszka w Anglii – nazywają to szkocką mafią.

Ale to przeświadczenie, że po raz pierwszy w historii społeczeństwo szkockie pójdzie zagłosować za niepodległą Szkocją, w jakiś sposób pobudziło środowisko teatralne do refleksji, co stanie się, jeśli w Szkocji powstanie teatr narodowy. I jeśli miał powstać rząd, to jedyną rzeczą, na którą mógłby on mieć wpływ byłby właśnie teatr, gdyż istniał już szkocki balet, opera, orkiestry, galerie i muzea. Doszliśmy do wniosku, że rząd z pewnością chciałby w jakiś sposób wpłynąć na naród poprzez teatr. Dlaczego to było tak istotne?

Cała Wielka Brytania jest obsługiwana przez Teatr Narodowy Wielkiej Brytanii – tak oficjalnie brzmi jego nazwa. Dzięki koprodukcjom pojawiał się on też w Szkocji, ale, oględnie mówiąc, raczej sporadycznie i coraz rzadziej, zwłaszcza kiedy zaczął grać na południowym brzegu. Powstała więc nisza dla teatru narodowego Szkocji. Głównym tematem dyskusji w środowisku było to, że jeśli nie weźmiemy w swoje ręce inicjatywy opracowania jego kształtu, z pewnością zrobi to rząd. I stało się coś zupełnie niesamowitego – teatralne środowisko Szkocji zebrało się i uzgodniło sprawę. Taka rzecz miała miejsce po raz pierwszy w historii, głównie dzięki temu, że żyjemy w niewielkim kraju, który posiada niewiele ponad pięć milionów mieszkańców. Tak naprawdę wszyscy się znaliśmy i mogliśmy razem usiąść przy stole, żeby tę kwestię przedyskutować.

Nie do końca chyba wiedzieliśmy, jak ten teatr powinien wyglądać, ale z całą pewnością wiedzieliśmy, jak wyglądać nie powinien. Wszyscy zgodzili się, że nie może to być duża instytucja lub budynek. Częściowo dlatego, że wybuchłyby spory – jak to zwykle bywa – między Glasgow a Edynburgiem, gdzie powinien on mieć siedzibę. Byliśmy także świadomi, że istniejące w Szkocji teatry miały duże problemy z zapełnieniem swoich sal. Nie miało większego sensu tworzenie kolejnego, do którego ludzie nie będą przychodzić.

Wreszcie był trzeci powód. Chodzi o historię powstawania gmachu szkockiego parlamentu, który jest przepięknym budynkiem, zaprojektowanym przez katalońskiego architekta Enrico Moralesa. Na jego budowę wydzielono czterdzieści milionów funtów. Myślę, że kalkulacja została sporządzona na kolanie, gdyż rzeczywisty koszt jego wzniesienia wyniósł czterysta milionów funtów. Jest to chyba największe przekroczenie budżetu w dziejach architektury. Owszem, budynek jest wspaniały i na pewno przejdzie do historii, ale jego budowa oznaczała, że przez bardzo długi czas w Szkocji nie powstanie żaden nowy.

Nabraliśmy przekonania, że nie potrzebujemy ogromnej instytucji. Rząd zgodził się, żeby środowisko teatralne weszło w skład zespołu roboczego, który opracuje koncepcję teatru narodowego. Grupa ta miała pomysł stworzenia instytucji bez stałej siedziby, z administracją, biurem, salami prób, magazynem, ale bez stałej sceny. Planowano, że występy odbywać się będą w całej Szkocji. A więc nie tylko w Glasgow czy Edynburgu, ale także na wsi i w większych miastach północnej Szkocji, takich jak Inverness i Aberdeen.

Oto fragment rządowej wersji opisu roli teatru narodowego: „Teatr Narodowy Szkocji ma za zadanie ulepszać i energetyzować szkocką scenę teatralną i utrzymywać wysoki poziom osiągnięć szkockiego teatru wystawiając sztuki gościnnie zarówno w Szkocji, jak i za granicą. Ma przyczyniać się do edukacji i promowania rodzimego repertuaru o wysokim stopniu wartości artystycznej, który podniesie znaczenie teatru jako formy sztuki i ustanowi standardy sztuki teatralnej”. To może oznaczać wszystko i nic. To znaczy dosłownie nic. Powiedziano w tym fragmencie: róbcie teatr! I tyle. Zadziwiające jest to, że po sześciu latach mamy sprawnie działającą firmę, ustalony repertuar i występujemy zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i za granicą.

Katalizatorem całego procesu była decyzja zarządu Teatru Narodowego o mianowaniu dyrektora artystycznego. Nominacja była niezwykła, gdyż wybrano młodą osobę, pochodzącą z Anglii, na dodatek kobietę. To była przysłowiowa płachta na byka w Szkocji. Mówię o Vicky Featherstone. Wcześniej była ona dyrektorką angielskiej grupy Paines Plough, gdzie pracowała z takimi pisarzami jak Mark Ravenhill, który był jej asystentem, Sarah Kane, David Greig i Stephen Greenhorn, czyli młodym pokoleniem autorów. Przyprowadziła także ze sobą młodego reżysera, Johna Tiffany, który pracował w Traverse Theatre w Edynburgu, ja zaś przeszedłem z Tron Theatre w Glasgow. Można więc powiedzieć, że dano szansę zespołowi awangardowemu, ponieważ wszyscy pochodziliśmy ze środowisk awangardowych, nie z głównego nurtu.

To chyba także przyczyniło się do naszego sukcesu, gdyż nie obawialiśmy się pomysłu, żeby stać się instytucją. Chcieliśmy pracować jak teatr awangardowy, ale z budżetem, który pozwoli nam realizować ekscytujące i śmiałe pomysły. Od pierwszego dnia chcieliśmy funkcjonować jako zespół produkujący – czy to samodzielnie czy też w koprodukcji, a nie być sponsorem dla pozostałych teatrów w Szkocji. To było dla nas wyzwanie, a dla innych teatrów okazja, gdyż mogły wchodzić z nami w projekty dużo większe niż w przeszłości. Innego rodzaju wyzwaniem był fakt, że bardzo często musieliśmy odmawiać.

W Szkocji jest około trzydziestu pięciu działających zespołów teatralnych i wszyscy przychodzili do nas z pomysłami, chcieli wchodzić w koprodukcje. Wszyscy liczyli na to, że uda im się skorzystać z naszej hojności. Ale, niestety, często mówimy nie, gdyż postawiliśmy bardzo wysoko poprzeczkę i nie każdy zespół czy projekt jest w stanie sprostać tym wymaganiom.

W Glasgow mieści się administracja oraz sale prób. Możemy jednak działać dosłownie wszędzie, jeśli tylko uda nam się znaleźć odpowiedniego partnera. Jeśli na przykład decydujemy się na Inverness, wtedy kontaktujemy się z tamtejszym teatrem i przedstawiamy im nasz projekt. Mówimy, że to duży spektakl na festiwal w Edynburgu, że potrzebujemy miejsca na próby, ustawienie wszystkich elementów technicznych i pytamy, czy możemy zrobić to u nich. Wówczas rozpoczynają się negocjacje i bardzo często dostajemy taką możliwość. Albo mamy pomysł, żeby zrobić przedstawienie na promie czy na łodzi, które będą kursować między Szetlandami i Aberdeen. Wtedy kontaktujemy się z firmą zarządzającą promami i pytamy, czy udostępnią nam prom na dwa tygodnie, podczas których będziemy realizować projekt przedstawienia na wodzie.

W przeciągu trzech lat graliśmy w około stu pięćdziesięciu różnych lokalizacjach na całym świecie, w tym w osiemdziesięciu miastach i wsiach w samej Szkocji. I wydaje mi się, że dla Szkotów właśnie to sprawia, że nasz teatr jest „narodowy” – fakt, że ludzie nas widzą jako zespół i że nie jesteśmy instytucją w Glasgow, dokąd musieliby specjalnie przyjeżdżać, aby obejrzeć, na przykład, Shakespeare’a. Zresztą my nie wystawiamy Shakespeare’a. W Anglii istnieje bardzo duży teatr, który specjalizuje się w jego dramatach i robi to wyśmienicie. Właściwie jest kilka teatrów, które grają Shakespeare’a z dużym powodzeniem. Nie ma potrzeby, aby kolejny się tym zajmował.

Jednym słowem, możemy grać zarówno w największych teatrach, jak i w zupełnie małych mieścinach, wszystko zależy od spektaklu. Potrzebujemy pewnego zaplecza, dlatego zatrudniamy na stałe ekipę trzydziestu czterech pracowników. Są to głównie ludzie zajmujący się kwestiami produkcyjnymi, artystycznymi, finansowymi i edukacyjnymi. Oprócz tego angażujemy także ogromną liczbę wolnych strzelców. Nie mamy stałego zespołu aktorskiego. Każde przedstawienie jest robione od zera, jako nowa produkcja. Wielu ludzi wraca jednak do współpracy z nami – scenografowie, oświetleniowcy czy aktorzy – więc w pewnym sensie tworzymy pomału nieformalny zespół. W 2009 roku pracowaliśmy z około stu pięćdziesięcioma aktorami i stu trzydziestoma technikami.

Jesteśmy jedynym teatrem w Szkocji, który jest bezpośrednio finansowany z budżetu rządu Szkocji, wraz z operą, baletem i orkiestrami. Pozostałe teatry są dotowane pośrednio, przez Radę Kultury. Nasz budżet na ten rok wynosi cztery miliony osiemset euro. Oprócz tego generujemy własne zyski, na przykład ze sprzedaży biletów, co daje nam kolejne dwa i pół miliona euro. W sumie dysponujemy ponad siedmioma milionami euro. Nie mamy własnego budynku i kosztów z tym związanych, więc blisko pięć milionów euro idzie na produkcję spektakli. Przekłada się to na lepsze wynagrodzenia dla naszych pracowników, w porównaniu z jakimkolwiek innym teatrem w Szkocji, a także z większością teatrów w całej Wielkiej Brytanii.

To oznacza także, że możemy mieć duże ambicje w planach i działaniach. Na przykład wyprodukować bardzo kosztowny spektakl dla małej społeczności. Od początku nie chcieliśmy, aby największe produkcje w Glasgow i Edynburgu konsumowały lwią część budżetu, niewiele pozostawiając na mniejsze przedstawienia objazdowe. Chodziło nam o to, żeby ludzie żyjący nawet w najbardziej odległych krańcach Szkocji wiedzieli, że kiedy Teatr Narodowy przyjeżdża do ich miejscowości, mogą się spodziewać takiej samej jakości, jaką zobaczyliby w Glasgow, Edynburgu, Londynie, Nowym Jorku czy w jakiejkolwiek innej części świata, gdzie bywamy. Definiujemy siebie jako teatr narodowy przez to, że chcemy połączyć całą Szkocję i opowiadać historie szerokiej publiczności. Wybór sztuk jest określany zarówno geograficznie i społecznie – to znaczy pod kątem tego, do kogo zamierzamy się zwrócić, z kim wejść w interakcję. Chcemy po prostu robić ciekawe przedstawienia, które ludzie będą oglądać.

Kiedy tworzyliśmy Teatr Narodowy oczekiwania były inne – oto mamy teatr narodowy, który będzie wystawiać Makbeta z Ewanem McGregorem w tytułowej roli i będzie duża scena z czerwoną kurtyną. A my powiedzieliśmy: nie, nie, nie tak to będzie wyglądać! Dlaczego zresztą mielibyśmy współpracować z McGregorem? On nie zna nas, ani my jego. Oczywiście, moglibyśmy do niego zadzwonić, ale od początku daliśmy do zrozumienia, że Teatr Narodowy będzie narodowy w tym sensie, że to mieszkańcy Szkocji będą jego częścią.

W ramach naszego pierwszego projektu zorganizowaliśmy dziesięć zespołów, składających się głównie z reżyserów, czasem dramatopisarzy czy scenografów. Posadziliśmy ich przy stole, na którym rozłożona była mapa Szkocji i pokazaliśmy wszystkie miejsca, w których chcieliśmy wystawiać. Każdy zespół dostał jedną lokalizację i siedemdziesiąt tysięcy euro. Powiedzieliśmy: ruszajcie do pracy, przygotujcie spektakl, który ma mieć premierę dokładnie 26 lutego 2006 roku. Tym sposobem powstało dziesięć inscenizacji, wystawionych tego samego wieczoru. Niektóre zostały zagrane tylko raz, inne trzy lub cztery razy. W średniowieczu w Szkocji przekazywano sobie wiadomości za pomocą ognia rozpalanego na szczytach górskich. Jeśli ktoś dostrzegał znak, przekazywał go dalej. I my podobnie, chcieliśmy stworzyć taką sztafetę inicjując Teatr Narodowy, aby nawet w odległych regionach Szkocji ludzie mogli poczuć jego obecność.

Drugą rzeczą zrealizowaną w pierwszym roku działalności był projekt Black Watch, wykorzystujący doświadczenie żołnierzy znanego szkockiego regimentu, powracających z wojny w Iraku. Wystawiany w Edynburgu spektakl stał się ogromnym hitem. Nigdy nie doszedłby jednak do skutku, gdybyśmy byli tradycyjnym teatrem narodowym ze swoim gmachem. Myśleliśmy nad projektem zaledwie trzy tygodnie zanim zaczęliśmy produkcję. Posadziliśmy publiczność w taki sam sposób, jak ogląda się w Edynburgu festiwal orkiestr wojskowych Military Tattoo, to znaczy naprzeciw siebie. Pomiędzy nimi były okopy, w których działa się akcja. Ten spektakl jest w pewnym sensie znakiem handlowym, marką naszego zespołu. Naszym marzeniem jest pokazać go także w krajach nieanglojęzycznych. Wraca na afisz jesienią 2010 roku i mamy nadzieję, że uda się wystawić go w Europie.

Historia szkockiego teatru nie jest długa. Nie mamy autorów na miarę Shakespeare’a czy Moliére’a. Szkocja ma piękną tradycję literacką, mamy poezję Roberta Burnsa, Waltera Scotta czy J. M. Barrie’ego, autora Piotrusia Pana. Mamy wspaniałą tradycję muzyczną, ale nie mamy tradycji teatralnej. Dla wielu ludzi szkocki teatr zaczął się w roku 1970 wraz z powstaniem zespołu 7:84. To daje nam ogromną wolność. Nie ma żadnej presji, aby wystawiać klasyków. Jeśli nad nimi pracujemy, to na naszych warunkach. W pewnym sensie jesteśmy więc nowym zespołem piszącym własne teksty i mam nadzieję, że szkoccy pisarze także będą grani w Europie.

Teatr się zmienia, publiczność się zmienia i nie możemy po prostu wystawiać dramatów w wielkich teatrach, licząc na to, że zjawi się sama. W innym przypadku teatr umrze i będziemy mieć pokolenia, które nigdy w nim nie były. Ale naszą ambicją jest także przenosić tę sztukę w szerszy świat, do nowych przestrzeni, aby przyciągać różnych widzów. W jakimś sensie stworzyliśmy teatr, z którego Szkoci są dumni. W krótkim czasie, przez trzy lata, udało się zrobić około osiemdziesięciu nowych spektakli, które zobaczyło ponad pięćset tysięcy widzów. Jest to zaledwie początek, ale dobry początek. I jesteśmy niezmiernie ciekawi, co nam przyniesie przyszłość.

Neil Murray – menedżer kultury, wieloletni dyrektor Tron Theatre Company w Glasgow. Współpracował m.in. z zespołami 7:84 Theatre Company Scotland i Citizens Theatre, a także z Międzynarodowym Festiwalem w Edynburgu. Od 2005 jest producentem wykonawczym National Theatre of Scotland.

Wydarzenie
Bez tytułu
Uwagi na stronie
Całopalenie
Po premierze
Twórca i tworzywo
Rozprzężenie sensu
Racja istnienia
Madame La Peste
Świat według Witkacego
Gogolewski w purpurze
Grzmoty i błyski
Śledztwo donikąd
Dyrektorzy
Stwarzanie gorzkich opowie [...]
Teatry narodowe
Sześć filarów Narodoweg [...]
Między wsią a światem
Arogancja i tradycja
Młody teatr narodowy
Klasykiem we współczesno [...]
Comedie italienne
Krajobraz po kryzysie
O zmierzchu
Po Tangu
Wyjść przez zamknięte d [...]
Opera
Nibelungowie w konwencji [...]
Lalki
Everyman w dresie
Teatr jednego aktora
Monowrażenia
Po jubileuszu
Lampa tak ciemno się pali [...]
Wbijanie złotych gwoździ [...]
Ukraina
Teatr Marii Matios
Nie daj Boże przeżyć ko [...]
Słodka Darusia
Kufer z książkami
Freud i Ameryka
Książki
Piękny rewanż
Upiór w teatrze

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone