16-07-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Hanna Wesełowska

fot. materiały promocyjne Iwano-Frankiwskiego Akademickiego Obwodowego Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Iwava Franki


Jeśli człowiek nakreśli wokół siebie koło – może się rozpocząć rytuał, jeśli przez to koło ktoś odważy się przeskoczyć – odbędzie się gra, a jeśli na tę grę ktoś inny się zapatrzy – stanie się coś w  rodzaju teatru. Wszystko w tym uniwersalnym przepisie jest proste i zrozumiałe, problem polega tylko na tym, jak to zrobić, by czyjeś działanie kogoś zaciekawiło.

W poszukiwaniach samego siebie współczesny teatr ukraiński, już dawno temu nauczony sprawnie przeskakiwać przez ideologiczne i koniunkturalne przeszkody, pragnie uchwycić się czegoś pewnego i pomocnego. Stałą dominantą dla rodzimej sceny, tak jak sto pięćdziesiąt lat temu, pozostaje tekst literacki, przepełniony szczerością, bolesnymi problemami i ogólnoludzkimi lękami. Jednak współczesna dramaturgia ukraińska nie bardzo interesuje reżyserów, którzy raczej preferują prozę – obcą i rodzimą, starą i nową, taką, która bez większych zmian i ingerencji w treść, dobrze zaadaptowana, nadaje się na scenę i może przyciągnąć widza.

Na początku XXI wieku wybuchło zainteresowanie twórczością Jurija Andruchowycza, obecnie uwagę ukraińskich intelektualistów przyciągają teksty Marii Matios. Jej „Słodka Darusia”, jak zresztą w ogóle utwory z gatunku realizmu magicznego, czyli splecione ze wspomnień, wyznań, marzeń, rzeczywistych wydarzeń i bólu, stały się dla teatru materiałem, dzięki któremu może on zarówno ratować widzów przed obojętnością, jak i zapewnić sobie impuls do twórczej pracy. Tak właśnie ten „dramat na trzy życia” potraktowały zespoły teatralne w Czerniowcach i Iwano-Frankiwsku. Słodka Darusia zainteresowała także Narodowy Akademicki Teatr Dramatyczny im. Iwana Franki w Kijowie, ale inscenizacja przygotowywana przez Ołeksandra Dzekunoma, nie została zrealizowana.

Rostysław Derżypilskyj (Iwano-Frankiwsk) i Ludmyła Skrypka (Czerniowce), inscenizatorzy Słodkiej Darusi, przeszli w swych teatrach bardzo podobne drogi. Oboje należeli do czołówki aktorskiej, oboje zaczęli kierować teatrami, gdy te stanęły na progu unicestwienia, ale jak na razie ich wysiłki przyniosły zupełnie inne rezultaty. Każde z nich potraktowało teatralność tekstu, w którym oddzielne części przypominają sceny dramatyczne, jako wskazówkę inscenizacyjną, i każde dostrzegło przede wszystkim jego warstwę fabularną.

Opowieść o Darusi, trywialnie, cukierkowo omamionej przez emgiebistę, by wyznać mu, komu w nocy tato oddał kołchozowe sery i bryndze, dziewczynce, która po owej niezawinionej zdradzie zamilkła na całe życie, jest dla Ukraińców historią wciąż aktualną politycznie. Także dlatego, że nasz naród, do tej pory nie wyleczony z syndromu radzieckości i antyradzieckości, uparcie dzieli kulturę na pro- i anty-, a kierujący się tym twórcy tylko w różny sposób rozkładają akcenty. Najtrudniejszym wyzwaniem dla teatrów decydujących się na wystawienie Słodkiej Darusi, nie było więc odpowiednie dozowanie elementów artystycznych i pozaartystycznych, a umiejętność przewidzenia, jaka część sukcesu wyniknie z politycznego zaangażowania.

Oboje reżyserzy stworzyli spektakle o bolesnych i niezagojonych ranach, prawdopodobnie przeczuwając, że na widowni mogą kiedyś pojawić się żywi świadkowie owych wydarzeń, postarzałe, posiwiałe Darusie. I w tym wypadku reżyserskim amuletem miało stać się nie tylko sumienie, ale także intuicja artystyczna, estetyczny smak i talent.

W spektaklu Rostysława Derżypilśkiego widzowie zostają rozmieszczeni na scenie, a aktorom oddaje się jedynie niewielki półokrąg. Struktura tekstu Matios nie została tu naruszona, dzięki czemu za pośrednictwem literatury, a więc omijając wszelkie zafałszowania, plotki i kłamstwa, którymi karmi się opinię publiczną, możemy zanurzyć się w ukraińską przeszłość. Potężny kołowrót Darusinego potoku świadomości jest właśnie tym, co reanimuje straszną historię. Dlatego dla Derżypilśkiego niema dziewczynka staje się nie tylko osobą dramatu, ale swego rodzaju kodem przedstawienia.

W czerniowieckim teatrze wydarzenia zostały nanizane jedno po drugim jak korale, fabuła uproszczona, a historia opowiedziana tak, by było oczywiste, że w bukowińskiej wsi żyli wesoło i szczęśliwie ludzie, do których przyszli okropni Sowieci. I zupełnie jak w odległych latach pięćdziesiątych, czasach pierwszych głośnych, czerniowieckich inscenizacji utworów Olhi Kobylańskiej, na współczesną scenę wchodzą cepeliowscy Ukraińcy, którzy od czasu do czasu chwacko tańczą i śpiewają, ustawiając się w upozowanych grupkach.

W przedstawieniu teatru z Iwano-Frankiwska niemal cały czas brzmi śpiew, ale nie jest już tak przejaskrawiony i monotonny, jak u czerniowieckich kolegów. Właśnie śpiew, reżyserowany przez znaną aktorkę i pieśniarkę Natałkę Połowynkę, rozpoczyna spektakl i mieści w sobie cały diapazon ludzkich emocji. Dźwięczy jak jęk, szloch, jak rozpacz i przekleństwo, a przede wszystkim sprawia, że sceniczna akcja nabiera cech rytuału. To dzięki niemu widzowie mogą usłyszeć bolesne dźwięki wypełniające niemą bohaterkę: szum, bełkot, lament, a także pomruki zebranej wokół niej młodzieży – ten męczeński Darusiny ból głowy. Funkcjonując na różnych poziomach wielopłaszczyznowego przedstawienia, wokalno-dźwiękowe elementy nie tylko pokazują, ale także nadają spektaklowi inne, głębsze znaczenia, w tym najważniejsze dla twórców – wskazujące na przynależność do kultury rytualnej. Dlatego też, pochłaniający widza gardłowy śpiew, łączy się w oczywisty sposób z obrazem koła, stworzonym przez malarza Andrija Kyrylczuka. Bo wszak Darusia najbardziej lubi obracać się dookoła własnej osi: rozłożywszy ręce i przymrużywszy oczy, prawie unosi się we wspomnieniach, marzeniach i wizjach.

Nie obeszła się bez obrzędowego przepychu również reżyserka czerniowieckiego przedstawienia, która właśnie w ten sposób „podkolorowała” codzienne życie Bukowian. Połączenie świątecznego nastroju i ludowego obrzędu przypominało jednak patetyczne spektakle radzieckie, mitologizujące rzeczywistość. Natomiast rytualne podstawy inscenizacji Derżypilskiego w żaden sposób nie mitologizowały historycznych wydarzeń. Wręcz przeciwnie, dzięki zrozumieniu potrzeby rytuału, na scenie pokazano bohaterów Marii Matios jak archetypy, a nie jak rodzajowe charaktery.

Aktorzy grający w przedstawieniu: Nadija Łewczenko, Hałyna Barankewycz, Ołesia Pasiczniak, Roman Łućkyj, Sniżana Wynarczuk, to jeszcze bardzo młodzi ludzie, wychowankowie reżysera. Może dlatego spektakl cechuje zespołowość gry i rzadka u ukraińskich aktorów umiejętność nadania jej akwarelowych odcieni. Tymczasem aktorzy czerniowieckiego teatru, przyzwyczajeni do lepienia wyrazistych charakterów, operowania nadmierną ilością szczegółów oraz akcentowania słów i gestów, opracowali tekst Matios pod dyktando własnych przyzwyczajeń. W dodatku sposób budowania scenicznych obrazów ani nie nadał postaciom głębi, ani nie uczynił ich bardziej przekonującymi. Co więcej, w czerniowieckiej Słodkiej Darusi mamy do czynienia z maskami – pozytywnymi i negatywnymi. Przy czym linia demarkacyjna między nimi przechodzi niezupełnie tam, gdzie zakreśliła ją pisarka: w końcu nie tylko dobrzy żyli we wsi, do której przyszli źli.

Rezygnując z charakterów, Derżypilśkyj zrezygnował tym samym z podziału na złych i dobrych, co było trafną interpretacją. Wszyscy ludzie są grzeszni i nieszczęśliwi – i wszyscy to my, nierozumiejący swego życia i przyszłości. To my, w niekończącej się gonitwie za nie wiadomo czym, nie dostrzegamy i nie czujemy niczego o krok dalej, sami tworzymy piekło i sami się w nim spalamy. A za bycie świętym wśród ludzi trzeba zapłacić bardzo wysoką cenę – cenę życia. I to wewnętrzne przesłanie prezentują w spektaklu kolejne postaci: podniośle i rozpaczliwie daje mu wyraz Maria (Nadija Łewczenko), wibrująco i wyrafinowanie Matronka (Swiżana Wynarczuk), namiętnie i zawzięcie Mychajło (Roman Łućkyj), naiwnie i tragicznie Darusia (Hałyna Barankewycz).

Oczywiście w przedstawieniu Derżypilśkiego jest także to, co nie pasuje do owej formuły, wydobywającej sens ludzkiego istnienia, czyli trochę plakatowi emgiebiści i upowcy, a nawet antyczna ekkiklema – wózek, na którym leżą zmaltretowane torturami ciała. Jednak wymowne metafory teatralne, całkowicie nieobecne w zorientowanym na naturalistyczne przedstawianie świata czerniowieckim spektaklu, wydają się pełne sensu w rytualnym akcie Iwano-Frankiwców. Zresztą różnorodność Słodkiej Darusi z Iwano-Frankiwska – plastyczna i akustyczna metafora rytualnego koła, oblewanie prawdziwą wodą i elementy teatru cieni, parodiowani radzieccy żołnierze w długaśnych szynelach i mechaniczne trupy-lekarze z podniesionymi rękami, plotki kumów i dziobanie kukurydzy, a nawet maleńka, prawdziwa i szczera dziecinka Darusia (Jaryna Strynahaluk) – składa się w jedną całość. Teatr opowiedział tę historię swoim językiem. I nie daj Boże, przeżyć komuś coś takiego.


tłum. Anna Korzeniowska-Bihun

Hanna Wesełowska – ukraińska teatrolog, wykładowca Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu Teatralnego, Filmowego i Telewizyjnego, autorka wielu publikacji naukowych w języku ukraińskim, rosyjskim, angielskim i niemieckim, dwóch monografii i licznych artykułów prasowych.

Wydarzenie
Bez tytułu
Uwagi na stronie
Całopalenie
Po premierze
Twórca i tworzywo
Rozprzężenie sensu
Racja istnienia
Madame La Peste
Świat według Witkacego
Gogolewski w purpurze
Grzmoty i błyski
Śledztwo donikąd
Dyrektorzy
Stwarzanie gorzkich opowie [...]
Teatry narodowe
Sześć filarów Narodoweg [...]
Między wsią a światem
Arogancja i tradycja
Młody teatr narodowy
Klasykiem we współczesno [...]
Comedie italienne
Krajobraz po kryzysie
O zmierzchu
Po Tangu
Wyjść przez zamknięte d [...]
Opera
Nibelungowie w konwencji [...]
Lalki
Everyman w dresie
Teatr jednego aktora
Monowrażenia
Po jubileuszu
Lampa tak ciemno się pali [...]
Wbijanie złotych gwoździ [...]
Ukraina
Teatr Marii Matios
Nie daj Boże przeżyć ko [...]
Słodka Darusia
Kufer z książkami
Freud i Ameryka
Książki
Piękny rewanż
Upiór w teatrze

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone