15-11-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Dariusz Nowacki

Podniosły się już głosy, że w ostatnich latach dzieło Sławomira Mrożka niejako wyodrębnia się na nowo czy raczej jest ponownie wyodrębniane przez publiczność kulturalną i opiniodawców. Podobno na pierwszy plan wysuwają się dziś pisma prywatne autora Tanga – niektórzy powiadają nawet, że to właśnie intymistyka, nie zaś twórczość dramatyczna i prozatorska, stanie się „tekstem głównym” Mrożkowego dzieła, jego najbardziej wartościową częścią.

Trudno przewidzieć, jak będzie. Wiemy natomiast, jak jest – kolejne tomy listów przyjmowane są wyśmienicie, nie słabną plotki na temat tysiącstronicowego dziennika, który ma się ukazać w końcu 2010 roku. Słowem, jest nieźle, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że chodzi o twórcę, który kilka lat temu zarzucił pisanie i pożegnał się ze swoimi czytelnikami (zob. Mrożkowe Uwagi osobiste, 2007).

Od premiery zbioru korespondencji Sławomira Mrożka i Adama Tarna minęło trochę czasu. Jestem więc w sytuacji nietypowej i zarazem kłopotliwej – kreślę niniejsze uwagi nie tylko po lekturze książki, ale i po przejrzeniu licznych komentarzy jej poświęconych. Wydaje się, że wszystko, co było tu do powiedzenia, zostało już wyartykułowane. Spróbuję jednak uniknąć zbędnych powtórzeń.

Publikacja różni się od dwu wcześniejszych, tj. listów do i od Jana Błońskiego (2004) oraz do i od Wojciecha Skalmowskiego (2007), nie tylko tym, że jest objętościowo i czasowo skromniejsza. Tamte gromadziły epistolografię, która narastała trzydzieści trzy lata (odpowiednio: 1963–1996, 1970–2003), Tarn i Mrożek wymieniali listy przez lat dwanaście (1963–1975). Różnica leży w charakterze korespondencji. Ta zgromadzona w najnowszym zbiorze jest w dużej mierze użytkowa i – by tak rzec – sytuacyjna, podejmowana w sprawach zawodowych, pisana, zwłaszcza przez Mrożka, z myślą o rozmaitych interesach (wydawniczych, inscenizacyjnych, przekładowych itd.). Refleksji czy uogólnień, efektownych diagnoz czy rozmyślań o kulturze znajdziemy tutaj niewiele. Szczerze mówiąc, tyle co kot napłakał.

Ów tom jest tedy w pierwszej kolejności źródłem wiedzy. Co wcale nie oznacza, że ucieszy tylko specjalistów zajmujących się dziełem i życiem Sławomira Mrożka bądź – szerzej – sprawami teatru i dramaturgii. Nie do przecenienia jest także i to, że dzięki tej książce powróciła – słusznie i sprawiedliwie – postać Adama Tarna (1902–1975), osobistości niezwykłej, założyciela i wieloletniego redaktora naczelnego pisma „Dialog”, krytyka i tłumacza, człowieka instytucji, którego gust artystyczny i rozliczne kontakty w świecie (dobry znajomy Becketta, Frischa, Dürrenmatta) w dużej mierze przesądziły o kształcie polskiego życia teatralnego w latach 1956–1968. Wpływ Tarna na decyzje repertuarowe był bez precedensu. Aż chciałoby się sparafrazować słowa Churchilla, że nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele… jednej osobie. Najkrócej tedy mówiąc, zbiór listów czytany w perspektywie – by tak rzec – materiałowej (faktograficznej, encyklopedycznej, historycznej etc.) prezentuje się rewelacyjnie. To istny skarb.

Tadeusz Nyczek zanotował: „Dominantą tej korespondencji jest […] przede wszystkim teatr. Tak zwane życie schodzi często na drugi plan. Ale nawet jeśli kogoś teatr mało wzrusza, ten drugi plan całkiem wystarczy za powód do lektury” (nota w „Przekroju”). Rzecz jednak w tym, że ów drugi plan – jakkolwiek zabrzmi to dziwnie – należy stworzyć, jakoś zorganizować go sobie na własną rękę. Odbiorca, którego „teatr mało wzrusza”, staje zatem przed koniecznością ustanowienia pewnej narracji, wyodrębnienia jednej lub kilku warstw fabularnych czytanego tomu. A można z niego wydobyć co najmniej dwie fascynujące, a nade wszystko wielce pouczające opowieści.

Pierwsza z nich to oczywiście historia zrazu znajomości, a później przyjaźni dwu nietuzinkowych postaci: młodego pisarza i starszego o pokolenie arbitra teatralnej elegancji. Tarn jako pierwszy poznał się na talencie Mrożka, służył mu radą i pomocą. Przepiękna to historia, pokazująca, jak wielka siła tkwi w życzliwości i wzajemnym szacunku, oraz czym może być – a tak rzadko bywa – mądra i pożyteczna więź łącząca twórcę z krytykiem. Warto o nią bardziej dociekliwie zapytać.

Tom otwiera wspomnienie Mrożka o Tarnie: „Tarn był zdolny do bezinteresownego entuzjazmu. Kiedy coś uważał za słuszne, kiedy mu się coś podobało (albo nie podobało), wtedy nie wchodziły w grę inne względy, być może nawet ich nie zauważał. Można dyskutować z jego upodobaniami, ale nie można zaprzeczyć, że kierował się tym, co uważał za sprawiedliwe”. Autor Emigrantów zrewanżował się redaktorowi „Dialogu” bezgranicznym zaufaniem. Lecz tylko w sprawach sztuki dramatopisarskiej, i to na początku. Kiedy we wrześniu 1965 roku krytyk rozpoznał w Krawcu dzieło nieudane, pisarz zareagował: „jestem Ci wdzięczny za jasne i życzliwe postawienie sprawy. To jest najważniejsze”; „zatrzymaj ten rękopis u siebie, niechaj na tym się skończy”. W późniejszym okresie dramaturg nie był już tak uległy. W rzeczach wykraczających poza kwestie czysto pisarskie, Mrożek stawiał bardziej zdecydowany opór. Najmocniej polemizował z Tarnem, kiedy ten parokrotnie (oczywiście przed rokiem 1968) namawiał go do powrotu do kraju, stojąc na stanowisku, że przebywanie na emigracji wyjaławia twórcę i szkodzi jego sztuce („Spójrz na innych. Hłasko się skończył. Gombrowicz, gdyby nie był autorem przedwojennych powieści i sztuk, byłby drugorzędnym pisarzem” – pisał w listopadzie 1966 roku).

No dobrze, ale jaki był klucz? Na czym polegał sekret modelowej relacji pisarz – krytyk? Wydaje się, że o wszystkim zdecydowała postawa, którą dziś nazwalibyśmy zachowaniem profesjonalnym. Ja i moje pisanie – upierał się Mrożek – to nie jest to samo. Owszem – przyjaźnimy się, ale przede wszystkim na gruncie zawodowym. Adresat tych słów, jak można sądzić, nie miał nic przeciwko tak ujętym „regułom gry”. Nie jest chyba sprawą przypadku, że bardziej osobisty ton pobrzmiewa w liście ostatnim, pisanym przez Mrożka do umierającego w Szwajcarii Tarna („Nikt nie jest związany tak jak Ty z moją historią jako dramatopisarza, tak – powiedziałbym nawet – emocjonalnie”).

Równie ciekawie przedstawia się druga, komplementarna, w dużej mierze zazębiająca się z pierwszą narracja – o doświadczeniu emigracji. Wszak Mrożek rozpoczął tę korespondencję kilka miesięcy po tym, jak osiadł we Włoszech; wymiana listów staje się intensywna wraz z wyjazdem Tarna z kraju pod koniec 1968 roku (został on do tego przymuszony, padł ofiarą czystek antysemickich).

Jeśli idzie o Mrożka, to jego uwagi na temat emigracji – nieliczne zresztą – uzupełniają to, co już zdążyło się wyłonić w korespondencji z Błońskim i Skalmowskim. Jedno spostrzeżenie, zanotowane także w komentowanym tu tomie, warto przypomnieć, gdyż wydaje się szczególnie ważne i przenikliwe. Otóż doświadczenia wychodźstwa nie sposób odseparować od – mówiąc słowami Mrożka – „religii sukcesu”. Nie sam fakt przebywania pisarza poza granicami kraju jest istotny, lecz to, co się z nim w sensie zawodowym dzieje. O jego kondycji – nie tylko socjalnej przecież – przesądza ów sukces lub brak tegoż. Przypadek zaś Tarna jest po prostu przejmujący. Jak zauważyła autorka posłowia, Maria Prussak, „Nie da się ze spokojem czytać o tym, jak starzejący się człowiek musi zaczynać od początku, trafiając na kolejne przeszkody”. Na pozór nic złego mu się nie dzieje. „Znalazłem się w jakiejś luksusowej Syberii, na końcu świata” – pisze Tarn w grudniu 1968 roku z Calgary, gdzie – jak zanotował Mrożek – „na niepoważnym uniwersytecie niepoważnym studentom wykładał poważnie wiedzę o teatrze”. Ale przecież jego świat zawalił się całkowicie.

W przytoczonym tu ostatnim, nad wyraz wzruszającym liście (z datą 15 kwietnia 1975) dramatopisarz przypomina przyjacielowi, jak wiele mu zawdzięcza. Po trzydziestu czterech latach przyszedł czas na piękny rewanż. Teraz to Tarn zawdzięcza Mrożkowi, który zdecydował o ogłoszeniu ich korespondencji, bardzo wiele, może najwięcej. Obecność.


Dariusz Nowacki – adiunkt w Zakładzie Krytyki Literackiej Uniwersytetu Śląskiego. Redaktor pism „FA-art” i „Opcje”.

Wydarzenie
Bez tytułu
Uwagi na stronie
Całopalenie
Po premierze
Twórca i tworzywo
Rozprzężenie sensu
Racja istnienia
Madame La Peste
Świat według Witkacego
Gogolewski w purpurze
Grzmoty i błyski
Śledztwo donikąd
Dyrektorzy
Stwarzanie gorzkich opowie [...]
Teatry narodowe
Sześć filarów Narodoweg [...]
Między wsią a światem
Arogancja i tradycja
Młody teatr narodowy
Klasykiem we współczesno [...]
Comedie italienne
Krajobraz po kryzysie
O zmierzchu
Po Tangu
Wyjść przez zamknięte d [...]
Opera
Nibelungowie w konwencji [...]
Lalki
Everyman w dresie
Teatr jednego aktora
Monowrażenia
Po jubileuszu
Lampa tak ciemno się pali [...]
Wbijanie złotych gwoździ [...]
Ukraina
Teatr Marii Matios
Nie daj Boże przeżyć ko [...]
Słodka Darusia
Kufer z książkami
Freud i Ameryka
Książki
Piękny rewanż
Upiór w teatrze

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone