20-07-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Maria Napiontkowa

Księga jest imponująca i godna zazdrości. Samą swoją wielkością (592 strony formatu B4) narzuca niezwyczajny sposób traktowania jej – do czytania w łóżku czy w fotelu nie nadaje się, wymaga stołu (biurka) lub pulpitu, na którym się ją rozłoży i dopiero wówczas można oddać się przyjemnościom lektury. A zacząć należy od uważnego obejrzenia materiału ilustracyjnego, który sam w sobie stanowi wykład o formach teatralizacji życia społecznego i rodzajach sceny instytucjonalnej, nie mówiąc o zawartych w nim przykładach sztuki teatru.

Teatra polskie. Historie Dariusza Kosińskiego to kolejna opera magna tego autora. Tym razem obejmująca kilkaset (jeśli nie więcej) lat działalności polskiej nacji w – jak sam to formułuje – świecie przedstawień należących do różnych porządków życia społecznego. Po wielu latach posuchy, swoistego lęku przed syntezami, otrzymaliśmy dzieło, którego ambicją jest prezentacja widowisk kulturowych w ich dziejowym rozwoju. Podzielony na pięć części materiał zawiera dostępną dziś summę wiedzy na ten temat, ułożoną w sposób właściwy podręcznikom, choć autor zastrzega, iż ambicji takich nie miał; chciał po prostu przedstawić swoją wersję historii kultury polskiej. Ambicje ambicjami, ale już sam fakt, że Teatra polskie nie mają konkurenta w tej mierze, spowoduje traktowanie ich jako podręcznika, subiektywnego, ale jednak podręcznika. Zresztą nie bez powodu w przytoczonym na okładce cytacie z recenzji wydawniczej profesora Jana Michalika znajduje się takie stwierdzenie.

Niewątpliwie Teatra polskie przynoszą wykład metodologicznie nowoczesny, oparty na lekturach z zakresu antropologii kultury, od Diltheya począwszy, a na performance studiem skończywszy. Przyjęta przez autora perspektywa opisu historii teatru życia codziennego i świątecznego cieszy, choć deklarowane we wstępie intencje budzą pewne wątpliwości.

Wydaje się, że obecnie nikt z teatrologów-historyków nie kwestionuje konieczności poszerzenia pola zainteresowań badawczych o praktyki społeczne, czyli rytuały, obrzędy, ceremonie, różnego typu manifestacje, posiadające własną dramaturgię (Kosiński określa je mianem „rzeczywistości kształtowanej dramatycznie”) i dowodzące potrzeby widowiskowości i piękna w działaniach zbiorowości. Nie wszyscy natomiast muszą się pasjonować badaniem tych praktyk, tak jak nie wszystkich fascynuje szkolny teatr liturgiczny. Jedni podejmują ryzyko wszystkoizmu i „pojęciowej powodzi” – jak ładnie określa to Kosiński, inni wolą uprawiać swój mały ogródek. To kwestia wyboru, z którą stykamy się w każdej z dziedzin. Wypełnianie białych plam z dziejów polskiego teatru dramatycznego wcale nie musi prowadzić do „uwiądu zainteresowania historią”, czego dowodzi stała jednak (choć niewielka) liczba osób takimi badaniami zainteresowana. Metodologia ich prac zdecydowanie różni się od poprzedników, przeciw którym wytacza działa Kosiński, ze sztandarową postacią profesora Zbigniewa Raszewskiego. Krótka historia teatru polskiego to nie kompendium wiedzy o kilkuset latach sceny polskiej. Nie jest ona opowieścią o dziejach instytucjonalnego teatru polskiego „w ogóle”, lecz pokazuje, w jaki sposób poprzez działania tego teatru odczytać można uwarunkowania społeczne i polityczne czasów, w jakich przedstawienia powstają, i jakie one są. Wyczytać w niej można pasję badacza tak samo, jak w książce Kosińskiego. A że stała się od lat ponad trzydziestu obowiązującą lekturą z historii teatru dla studentów spowodowane było i jest brakiem „normalnego” podręcznika, bo przecież za takowy nie można uważać kilkutomowych, „czarnych”, Dziejów teatru polskiego, niedokończonych, zadziwiających metodologicznie i dowodnie pokazujących, jak nie należy podziałów chronologicznych z jednej dziedziny przenosić do innej (z historii dziejów do historii teatru), bo powstaje hybryda dowodząca bezradności badaczy. Teraz rolę podręcznika przejmie dzieło Kosińskiego, do czasu aż się coś nowego, równie obszernego nie pokaże (czy to w postaci encyklopedycznej czy opisowej).

Z historią rzecz się ma tak samo, jak z pytaniem „co czyta Hamlet?”. Odpowiedź na nie wyznacza interpretację postaci i poniekąd całego dramatu Shakespeare’a. A, jak wiadomo, każda epoka ma swoje lektury. Podobnie – w każdej epoce obowiązują właściwe jej propozycje metodologiczne, najczęściej rozszerzające i modyfikujące pole badawcze. Nieustanne polemizowanie z ongisiejszym sposobem postrzegania obiektu badań w dzisiejszych czasach wydaje się bez sensu. Gdy dwadzieścia lat temu walczyli z nim Grzegorz Sinko czy Sławomir Świątek, było to sensowne i znaczące.

Zasadniczą moją wątpliwość wobec zaprezentowanych historii Dariusza Kosińskiego budzi ich polonocentryczność. Nie sądzę, żeby wyróżnikiem kultury czy „tożsamości polskiej” był jej „wybitnie dramatyczno-przedstawieniowy” charakter, gdyż prawdopodobnie tak samo można określić cechy kultury (tożsamości) każdej z europejskich (i nie tylko europejskich) nacji. Oczywiście poszczególne kultury różnią się szczegółami (tu kłania się historia społeczeństw), niemniej podstawowy ich charakter jest podobny. W wielu dyskusjach nad dziejami rodzimego teatru, najszerzej pojętego, i tego starego, i tego nowego, podnoszono wielokrotnie zagadnienie wzajemnych relacji między Polską a Europą czy światem. Można to nazwać kolonialnym uzależnieniem, niemniej problem ten jest bardzo istotny. Przecież metodologia, którą posługuje się autor, także jest przykładem adaptacji czy akceptacji zachodnich pojęć. Dlaczego więc ten Zachód jest taki „be”? Jak uchwycimy odmienność rodzimych przedstawień, jeśli nie będzie się ich rzutować na praktyki innych narodów czy krajów?

Nie rozumiem, dlaczego Dariusz Kosiński koniecznie chce nas przekonać o homogeniczności obrzędów czy rytuałów na ziemiach polskich, które – jak wiadomo – zamieszkiwały różne grupy etniczne, gdzie migracje momentami były bardzo silne i z konglomeratu zwyczajów powstawało dopiero coś wspólnego, ale nie homogenicznie polskiego – obrzęd ślubny na Kaszubach, Lubelszczyźnie czy u górali różni się jednak, nawet dziś. Tu znów się kłania sprawa kształtowania się poszczególnych tradycji świątecznych czy ceremonialnych. Co prawda autor w końcowej części Uwag wstępnych tłumaczy się z rozlicznych braków i uproszczeń („pozwoliłem sobie odłożyć na bok pytania o genezę etniczną”) w swym wywodzie, nie chce także być posądzonym o „historyczno teatralny nacjonalizm”, niemniej brak kontekstów innokulturowych pogłębia wrażenie o dominującej opcji narodowej w widzeniu opisywanych zjawisk.

Oczywiście, każdy badacz ma prawo do postawienia własnych pytań historycznemu materiałowi, niestety także wówczas, gdy materiał ów podporządkowuje założeniom ideologicznym. Szkoda tylko, gdy przykraja do tego celu cytaty. Przywoływany przez Kosińskiego jako metodologiczny autorytet Aron Guriewicz w cytowanym fragmencie artykułu mówi także (a co zostało zastąpione trzykropkiem): „Wzbogacając własną kulturę znajomością semantycznych bogactw innych kultur, historycy, kulturoznawcy zarazem ukazują nową treść badanej przez nich cudzej kultury, która nie była uświadamiana
przez tę kulturę i nie była uchwycona przez historyków we wcześniejszych etapach rozwoju myśli historycznej”. Dla Guriewicza owe „inne kultury” były na tyle ważne, iż kilkakrotnie przywołuje tezy Bachtina o funkcjonowaniu „tworu kulturalnego” i związanym z nim „ciągłym odnajdywaniem sensów w cudzej kulturze”. Swoją drogą ciekawe, że Kosiński cytuje tylko Guriewicza, innych metodologów czy teoretyków antropologów omawia; nawet Foucault na cytat nie zasłużył, choć jego rozważania o opresywnym charakterze kultury i edukacji stanowią bazę ideową dla wywodów Kosińskiego o teatrze instytucjonalnym.

W ramach każdego z rozdziałów mamy do czynienia z narracją de facto linearną, nawet w części dotyczącej obrzędów, które opisane zostały niezwykle statycznie, nieomal „obiektywnie”, i ani słowa o tym, że na ich dramaturgiczny kształt wpływała literatura i sztuka oficjalna (Lenartowicza, Anczyca, Rydla czy Stryjeńskiej), ergo – dziś mamy do czynienia ze swoistą hybrydą obrzędowo-literacką.

Kosiński skupia się w większości wypadków na omówieniu ważnych dlań dramatów, zwłaszcza romantycznych, odsuwając zdecydowanie na drugi plan ich inscenizacje teatralne. Zgodnie z deklaracją we wstępie, Kosińskiego nie interesuje tu sztuka teatru, lecz idee przez przedstawienia wyrażane. Obiektem opisu jest „funkcja kulturowo- społeczna przedstawień i rola, jaką odgrywały one w życiu wspólnotowym i indywidualnym Polaków”. Tak jest rzeczywiście w rozważaniach o czasach dawnych, z których sztuka teatru uciekła prawie całkowicie. Odnajduje się ona nieoczekiwanie w częściach poświęconych współczesnym inscenizacjom, tym po roku 1989. W czwartej części, zatytułowanej TKKT, poświęconej nie lubianym przez autora (co wyraźnie jest wyczuwalne) przedstawieniom TKM (Teatru Kulturalnego Miasta), narracja kończy się na roku 2009, co niewątpliwie dowodzi odwagi autora w zmaganiach ze współczesnością.

Jak wspomniałam na początku, Teatra polskie. Historie zapierają dech swoją objętością. Adeptom teatrologii obszerny charakter materiału podsuwać będzie pokusę, żeby poprzestać na zebranej w książce wiedzy i traktować ją jak internetową Wikipedię z nie do końca prawdziwymi danymi, choć bez wątpienia opartymi na nadzwyczaj obszernej bibliografii, szkoda tylko, że nie całkiem zaktualizowanej. A ci, którzy czytać za dużo nie lubią, poprzestaną na lekturze podsumowań. One także są w tej książce znakiem czasu.

Maria Napiontkowa – adiunkt w Zakładzie Historii i Teorii Teatru Instytutu Sztuki PAN w Warszawie, redaktorka Almanachu sceny polskiej.

Nagrody
Nagrody
Podsumowanie sezonu
Najlepszy, najlepsza, najl [...]
Wydarzenie
Sceny z Polski
Plac Wszystkich Świętych [...]
Polonocentryczna historia [...]
Nie kłamać sobie
Uwagi na stronie
Statystyka
Jaworski
Lemoniadowy Joe
Wesele hr. Orgaza
Śniacz na jawie
Po premierze
W garderobie Evity
Biała sukienka
Czterech Jeźdźców Nowej [...]
Smutek dziecka
No-Brand Product
Sportowe niesportowe
Ciemna strona teatru I
Piekielna pokusa
stand-up comedy
Stand-up made in Poland
Festiwale
Bębny i maski
Pudełko z muzyką
Pamięć zamknięta w prz [...]
Powaga zabawy
Zagranica
Teatr jako rocznik statyst [...]
Lalki
Wolne Tatry
Mrożek
Fragmenty Dziennika [...]
Dzienniki rowerowe
O niewiedzy w praktyce, c [...]
Kufer z książkami
Sprawa Artura R. Cd.
Książki
Kto ma prawo do Holoubka?
Literatura jest teatrem?
Misje Aliny Obidniak

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone