20-07-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Kamila Paprocka

fot. Matthias Horn


Widowiska Rimini Protokoll, zdominowane przez żywioł zabawy, są połączeniem gry fabularnej, teatru i podchodów. Pokazywany podczas tegorocznej edycji Krakowskich Reminiscencji Teatralnych Karol Marks: Kapitał, tom I i zaproszone przez toruński „Kontakt” Vùng biźn gió’i – w porównaniu z wcześniejszymi projektami, które można było zobaczyć w Polsce – bliższe są tradycyjnemu teatrowi. Są scena, widownia i słowo jako główne tworzywo dramatu.

Good bye, Marx!

Na scenie meblościankowy kicz i enerdowskie bibeloty: popiersia i wycięte z czarno-białych zdjęć głowy komunistycznych przywódców, wino marki „Marx”, a nawet czarna plastikowa puma. Półki meblościanki zajmują jednakowo wyglądające książki – kolejne wydania pierwszego tomu Kapitału Karola Marksa. Między książkami, wtłoczeni w meblościankę, siedzą ludzie – narratorzy i bohaterowie opowiadanych ze sceny historii, w nomenklaturze Rimini Protokoll nazywani „ekspertami” bądź „protagonistami”. Na scenie znajdują się również ekrany telewizyjne: wyświetlane będą na nich informacje o „osobach dramatu”, daty ważnych cezur czasowych bądź kolejnych wydań Kapitału.

Wraz z uruchomieniem przez Christiana Spremberga jednorękiego bandyty rozpoczyna się właściwe przedstawienie. Pan Spremberg jest niewidomym pracownikiem centrum obsługi telefonicznej i fanem melodii z enerdowskich reklam, które puszcza ze stojącego na scenie adapteru. Specjalnie dla niego wwieziony zostaje na scenę wózek wypełniony opasłymi tomami – to pierwszy tom Kapitału, zapisany w alfabecie Braille’a. Pochodzi z Centralnej Biblioteki dla Niewidomych w Lipsku, gdzie dawniej pracował inny protagonista, Thomas Kuczynski – statystyk, historyk gospodarki, wytrawny znawca Marksa. Rolą tego lekko przygarbionego mężczyzny z siwiejącą brodą, nieustannie pochylonego nad książką, jest przerywanie historii opowiadanych przez protagonistów i komentowanie ich odpowiednimi fragmentami Kapitału.

Akcja, utkana z osobistych historii, organizowana jest poprzez zadawane sobie nawzajem pytania bądź prowokacyjnie rzucane stwierdzenia. Na ekranach zmieniają się daty. W 1969 roku wielbiciel Marksa Jochen Noth po raz pierwszy znalazł się w areszcie po tym, jak zakłócił przedstawienie Heidelberscy studenci śpiewają i tańczą dla Heidelbergu. Na jednym z filmów widać go kucającego na dywanie – podobno robił wtedy kupę podczas przemówienia Rudiego Dutschke. Jako członek ruchu studenckiego, w Marksie widział głównego ideologa kontrkultury, a w Chinach najpełniejszą realizację jego idei. Trzy lata wcześniej Łotysz Talivaldis Margevics, historyk i filmowiec, studiował Kapitał na Uniwersytecie Łotewskim, jak sam mówi, „z niezbyt wielką przyjemnością”. Na własnej skórze podważył pojęcie wartości wymiennej – działo się to na stacji kolejowej w trakcie transportu do ZSRR, gdy pewna Polka chciała go odkupić od matki za mleko. Franziska Zwerg, tłumaczka z rosyjskiego, jest jedyną osobą z grona ekspertów, która nie przeczytała Kapitału. Być może porzuciła ten zamiar po swojej wyprawie do Rosji, gdzie zobaczyła ogromną biedę i dowiedziała się, że Rosjanie obwiniają za nią Marksa. Ralph Warnholz, którego nie było na scenie podczas krakowskiego przedstawienia, a pozostali eksperci wypowiadali się w jego imieniu – dawniej elektryk na państwowej posadzie i zaangażowany związkowiec – pożegnał marksistowskie ideały, gdy odmroził sobie tyłek podczas jednego ze strajków. Przestał wtedy wierzyć we frazes „uwzględniania wzajemnych potrzeb”. Jürgena Harksena, doradcę finansowego, Kapitał zainspirował do oszustw finansowych, za co odsiedział kilka lat w więzieniu. Do najmłodszego pokolenia czytelników Kapitału należy wjeżdżający na scenę rowerem młody Belg – Archibald Peeters. Do tej pory nie zapisał się do żadnej partii, bowiem nie wierzy w skostniałe programy, które uniformizują zwolenników.

Scena wypełnia się dymem, gaśnie światło, słychać krzyki i ludzką bieganinę. Po ponownym zapaleniu światła Archibald ściera z tablicy równanie z Kapitału obrazujące, czym jest wartość wymienna, i zastępuje je cytatem z Guya Deborda: „w świecie na opak prawda staje się fałszem”. Pan Kuczynski przewrotnie puentuje: „wystawienie Kapitału to pomysł wariacki”. Oto co zostało z proletariackiej rewolucji. Teraz czas na rozliczenie się z dawnymi grzechami. Franziska Zwerg wylicza, ilu z obecnych na scenie: siedziało w więzieniu, pożyczyło większą sumę pieniędzy, a nawet wysłuchało Pierścienia Nibelunga.

Eksperci podzieliwszy się na dwie grupy, kierowani podawanymi przez nią proporcjami, zmieniają swoje pozycje na scenie, przechodząc to na jedną, to na drugą stronę. Eksperci – świadkowie historii – ustalają ważne cezury czasowe aż do 2015 roku. Kreślą utopijną wizję przyszłości, w której oszust finansowy Harksen zostaje doradcą w kwestiach dobroczynności, a Noth po raz trzysta sześćdziesiąty siódmy jedzie do Chin. Mimo że doświadczenia wielu z nich są bolesne, spektaklowi daleko do „zbiorowego oczyszczania ropni”. Eksperci zachowują dystans wobec swoich biografii, przytaczają anegdoty, nucą melodie z kiczowatych, enerdowskich reklam. Nastrój gry i zabawy podsycają stojące na scenie automaty do gier i opowieści o słabości do hazardu. Franziska Zwerg wciela się w rolę gospodyni teleturnieju „z wiedzy o Marksie”, a Christian Spremberg zwycięsko odpowiada na pytanie za milion, wskazując życiowe motto Karola Marksa.

Kapitał Marksa jest dzisiaj częścią domeny publicznej, całość można przeczytać w Internecie. Mimo to lektura wciąż odstrasza. Rimini Protokoll czyni ją bardziej znośną, konfrontując z osobistymi historiami. W proces lektury wciągnięta zostaje także publiczność. W pewnym momencie ściana złożona z książek zostaje rozmontowana, a składające się na nią tomy rozdane publiczności. Pozornie rozproszone, wielowątkowe historie mieszkańców dawnego NRD składają się w jedną narrację, pełną dramaturgicznych zwrotów, wolną od upraszczających uogólnień i podejrzanych interpretacji. Rimini Protokoll omija ślepe uliczki teatru politycznego, pozostając teatrem prawdziwie zaangażowanym, czy, posługując się terminologią Pawła Mościckiego, „teatrem angażującym”. Kapitał to dzieło epoki postpolitycznej, doskonale wpisujące się w ideę „demontażu utopii”, „zmierzchu ideologii”. Jego twórcy, podobnie jak Marks, krytycznie patrzą na „nadbudowę”, przeciwstawiając ją praktyce życiowej. Ich działanie dobrze streszcza zdanie głoszone przez jednego ze współczesnych marksistów, Terry’ego Eagletona: „Ideologia jest podobna do świni, która gdy tylko uświadomi sobie, że jest świnią, automatycznie przestaje nią być”.

Oglądając Kapitał, przestaje się myśleć o tym, że patrzy się na „nieprofesjonalnych”. Eksperci przez cały czas są czymś zajęci, nie stoją bezczynnie na scenie, nie rozpraszają się. Jednocześnie mają w sobie wiele scenicznego luzu, swobody, naturalności. Będąc grupą ludzi dla siebie zupełnie przypadkowych, wybranych do projektu, tworzą na scenie perfekcyjny zespół.

Jarmark Europa

Praca nad Vùng biźn gió’i rozpoczęła się wiosną 2008 roku. Projekt początkowo miał dotyczyć stosunków sąsiedzkich między Czechami a Niemcami. Eksploracja pogranicza doprowadziła do odkrycia Wietnamczyków, którzy w NRD pojawili się jako robotnicy kontraktowi w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Po zjednoczeniu Niemiec i rozwiązaniu fabryk nie wiadomo było, co z nimi robić. Część z nich dalej szyła ubrania, ale z pracą było coraz gorzej – wraz z wprowadzeniem marki niemieckiej fabryki produkujące odzież pogrążały się w ogromnych długach. Zaczęto wspierać powroty robotników do Wietnamu, a jednocześnie zaostrzać przepisy umożliwiające legalny pobyt i pracę. Czeski rząd również próbował wysyłać ich do ojczyzny, w ramach odprawy oferując 500 euro. Tymczasem wśród „ludzi zbędnych” zdążyło wyrosnąć nowe pokolenie, dla którego odległy Wietnam był już całkowicie obcy.

Na tylnej ścianie sceny widać zarysy bazaru – obraz wyświetlany jest z rzutnika. W trakcie spektaklu będą powstawały bardziej precyzyjne mapy „małego Wietnamu”, rysowane przez ekspertów na kartce, wyświetlanej z rzutnika na ścianę. Nad sceną wisi też elektroniczny wyświetlacz, z którego płyną napisy w języku angielskim, niemieckim, czeskim, wietnamskim: „Witajcie”, „Otwarte”, „Non stop”.

Część ekspertów żyje po niemieckiej stronie granicy, mieszkają w Berlinie i Dreźnie. Ze strony czeskiej pochodzą trzy młode Wietnamki, pracownice bazaru. Dziewczyny stoją na scenie przy straganach, składają podrabiane amerykańskie mundury i opowiadają o codziennym życiu na bazarze, które toczy się między jedną a drugą transakcją. Widać, że zasymilowały się z terenem, na którym żyją. Żadna z nich nie zna wietnamskiego, za to biegle posługują się czeskim, niemieckim, słowackim. Dobijając kolejnego targu, opowiadają o swojej tożsamości, życiowych ambicjach – konfrontują je z rzeczywistością i ograniczeniami, jakie powoduje ich pochodzenie. Chciałyby zostać lekarkami, adwokatkami… Nierealne? Większość wietnamskiej elity żyjącej teraz w Warszawie zaczynała od Jarmarku Europa.

Wśród ustawionych na scenie straganów krążą pozostali eksperci. Hung przywozi kilka rzeczy na ręcznym wózku. Na Stadionie Dziesięciolecia powiedziano by o nim „taksówkarz”. Na obrazie z rzutnika ukazuje się rozciągnięty w sporej skali plan – wyobrażona, zapisana w pamięci przestrzeń pogranicza Wietnamu. Eksperci zaznaczają na niej miejsca swojego urodzenia. Sony urodził się dokładnie na granicy między Wietnamem Północnym a Południowym. Jako dziecko był uczestnikiem K8 – programu dla dzieci z Wietnamu Południowego, których rodzice byli na wojnie i które w związku z tym umieszczono w rodzinach zastępczych na północy. Gdy o tym opowiada, na rozpostartym przez ekspertów płótnie wyświetlany jest film o Wujku Ho, pomysłodawcy programu. Dzieciom z K8, które trafiały do rodzin zastępczych, na początku obiecywano słodycze, dawano im mundurki i żywność. Potem nie dostawały już nic i nikt się nimi nie zajmował. Thanh, obecnie tłumaczka i właścicielka salonu manikiuru, jako „dobre dziecko Wujka Ho” została wysłana na studia do Lipska. Od tego czasu, jak większość Wietnamczyków, robiła wszystko, by już nigdy do swojego kraju nie wrócić. Mimo to mówiąc „mój kraj”, wciąż ma na myśli Wietnam.

Wietnamska wojna przywoływana jest wybuchami petard. Walczył na niej pan Loi. Rok liczył dla niego zawsze 300 dni, bo w amerykańskie święta nie spuszczano bomb. W ciągu dziewięciu lat widział ich kilkanaście tysięcy, a o zakończeniu wojny dowiedział się dopiero po miesiącu. Młodsze pokolenie zna ją już tylko z filmów (jedna z dziewcząt ogląda na scenie film o wojnie w Wietnamie) bądź z Internetu.

Gdy bohaterowie przywołują obraz ojczyzny, na scenie pojawiają się wielkie, wycięte z tektury drzewa, nasycone sztuczną, wręcz bajkową zielenią. To wietnamskie krajobrazy, znane z tandetnych pejzaży olejnych. Między nie wetknięte są zdjęcia bliskich w naturalnych rozmiarach. Bliskich nieobecnych, żyjących w odległym Wietnamie lub przybranych – czeskich bądź niemieckich – rodziców. Wszystko razem tworzy kiczowatą, prowizoryczną namiastkę odległego świata.

Ciekawą postacią jest Karl-Heinz Kathert (w Toruniu zastępował go aktor drezdeńskiego teatru) – od 1949 roku na służbie w policji granicznej. Jego losy splatają się z losami bohaterów spektaklu w roku 1987, kiedy w NRD pojawia się pierwsza grupa wietnamskich robotników, głównie byłych żołnierzy. Kathert otrzymuje funkcję kierownika z ramienia kwatery głównej. Aktor opisuje krok po kroku proces aklimatyzacji Wietnamczyków, za który Kathert był odpowiedzialny. Na obrazie z rzutnika dokument z wytycznymi jego działań oraz identyfikatory pracownicze, a na płótnie film dokumentalny o szkoleniu Wietnamczyków w fabrykach, który w enerdowskich kinach puszczany był zwykle przed głównym filmem. Wietnamczycy jako tania siła robocza spisywali się znakomicie: zwykle, pełni zapału i zręczności, pracowali dłużej, niż było ustalone. Eksperci wprowadzają na scenę ogromne drewniane skrzynie, opowiadają o ich zawartości, zapisują na nich swoje adresy i zapieczętowują je. Tak przygotowane paczki wysyłano do Wietnamu, gdzie bliscy mogli wymienić znajdujące się w nich towary na rodzimą walutę.

Trajektorię biografii bohaterów spektaklu, podobnie jak w Kapitale, zmienia upadek muru berlińskiego. Eksperci przypominają zjawisko „złotego deszczu”, którego ojcem został Helmut Kohl. Żartują, że pojawiło się wtedy wiele możliwości zarobku: Wietnamczycy kończyli pracę w fabryce, gdzie szyli ubrania dla markowych firm, i szli handlować na ulicę. Specyfikę zjawiska przybliża pan Loi – za handel papierosami spędził dziesięć godzin skuty kajdankami w oczekiwaniu na policjanta, który odprowadzi go do aresztu. Po prostu zapomniano o nim, tak jak kiedyś zapomniano mu powiedzieć, że skończyła się wojna w Wietnamie.

„Vùng biźn gió’i” oznacza „region przygraniczny”. Większość bohaterów spektaklu przez całe życie poruszała się na granicy: Wietnamu Południowego i Północnego, Wietnamu i Chin, Czech i Niemiec, NRD i RFN. Spektakl przywołuje specyfikę pogranicza – targowiska różnorodności, ciągłej wymiany usług i towarów, pomieszania języków. Rejon graniczny to także miejsce, gdzie diabeł mówi dobranoc: do niezliczonych kasyn i barów ze striptizem przyjeżdżają bogaci Niemcy. Mimo że niektóre granice już nie istnieją, wciąż silne pozostają te niewidoczne – uniemożliwiające Wietnamczykom normalne życie. Szkoda, że spektakl Rimini Protokoll pozostał zupełnie niezauważony przez jury festiwalu „Kontakt” w Toruniu. Nie doceniono jego wkładu w „ukazywanie przemian współczesnego świata”.

Narodziny fikcji

Osobiste historie opowiedziane w obu spektaklach krążą wokół liczb i dat. Eksperci z Vùng biźn gió’i wyliczają dokładnie ilość barów ze striptizem i kasyn. W Kapitale pan Kuczynski robi precyzyjne, statystyczne obliczenia: ile czasu zajęłoby przeczytanie dzieła Marksa na scenie; przelicza, że na łotewskim rynku jeden tom stanowi równowartość pięćdziesięciu tomów Mein Kampf. Konkretne daty, dokładnie podane liczby i statystyki porządkują zasób wiadomości, uwiarygodniają sceniczny przekaz i „ekspercką” wiedzę. Stwarzają iluzję, że wszystko, co słychać ze sceny, jest prawdą. Niełatwo zorientować się, w którym momencie rzeczywistość miesza się ze zmyśleniem. Tylko wprawne ucho wychwyci przewrotny zabieg z Jürgenem Harksenem, którego kwestię wypowiadał w rzeczywistości autor jego biografii Ulf Mailänder. Tylko uważny realista zorientuje się, że pan Noth nie mógł być trzysta sześćdziesiąt siedem razy w Chinach albo że w kalendarzu amerykańskim jest mniej niż sześćdziesiąt pięć świąt. Eksperci bawią się z widzem, zastawiają na niego pułapki, prowokują do określonych reakcji. To, co realne ulega dramaturgicznemu zagęszczeniu. Tak rodzi się fikcja. Te subtelne zabiegi odkształcania rzeczywistości sprawiają, że spektakle Rimini Protokoll są dużo ciekawsze niż większość propozycji teatru dokumentalnego.

Helgard Haug i Daniel Wetzel w obu spektaklach próbują odnaleźć wspólnotę doświadczeń bohaterów każdego z nich. Poruszają się więc wokół problematyki tożsamości. Każdy z ekspertów ma coś do powiedzenia na temat definicji kapitalizmu – i są to uwagi bardzo krytyczne, mimo traumatycznych doświadczeń z NRD. Każdy może powiedzieć, ile widział w życiu bomb i co robił, gdy zakończyła się wojna. Tożsamość konstruowana jest tutaj kolektywnie, jest tworem mozaikowym, tak jak scenografia złożona z barwnych ready mades.

Kamila Paprocka – studentka Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej i Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Nagrody
Nagrody
Podsumowanie sezonu
Najlepszy, najlepsza, najl [...]
Wydarzenie
Sceny z Polski
Plac Wszystkich Świętych [...]
Polonocentryczna historia [...]
Nie kłamać sobie
Uwagi na stronie
Statystyka
Jaworski
Lemoniadowy Joe
Wesele hr. Orgaza
Śniacz na jawie
Po premierze
W garderobie Evity
Biała sukienka
Czterech Jeźdźców Nowej [...]
Smutek dziecka
No-Brand Product
Sportowe niesportowe
Ciemna strona teatru I
Piekielna pokusa
stand-up comedy
Stand-up made in Poland
Festiwale
Bębny i maski
Pudełko z muzyką
Pamięć zamknięta w prz [...]
Powaga zabawy
Zagranica
Teatr jako rocznik statyst [...]
Lalki
Wolne Tatry
Mrożek
Fragmenty Dziennika [...]
Dzienniki rowerowe
O niewiedzy w praktyce, c [...]
Kufer z książkami
Sprawa Artura R. Cd.
Książki
Kto ma prawo do Holoubka?
Literatura jest teatrem?
Misje Aliny Obidniak

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone