20-07-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Ryszard Ostapski

Zdzisław Pietrasik zapytał Agnieszkę Holland, co sądzi o polskim aktorstwie – „Są dobrzy. Natomiast problemem polskich
aktorów jest brak skupienia nad rolą. Bardzo niewielu koncentruje się w danym czasie na jednym zadaniu. Tymczasem na świecie jest to normalne, nie wyłączając największych aktorów, najbardziej zajętych. [...] Tutaj koledzy powiadają, że w Ameryce aktorzy zarabiają ogromne pieniądze, ale to nieprawda. Nie mówię o gwiazdach, ale przeciętny aktor nie zarabia dużo, a jak coś robi, to robi uczciwie. W Anglii jest tak samo. A w Polsce aktorzy lękając się nędzy lub zapomnienia, zgadzają się jednocześnie na trzy seriale, teatr macierzysty, występy gościnne, radio, dubbing, teatr TV i reklamę... Nie umieją wybierać i ponosić konsekwencji swych wyborów. Jak ci posłowie, którzy ostatnio kandydowali do samorządu, a kiedy tam wygrali, dowiedzieli się ze zdziwieniem, że nie można mieć wszystkiego. Taka polska
specjalność”. („Polityka nr 48/2006)

Nowym dyrektorem Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu będzie Włodzimierz Mazurkiewicz. Przyszły szef kaliskiej sceny jest członkiem PO i pojawiają się spekulacje,
czy obsadzenie tego stanowiska nie jest sprawą polityczną. Włodzimierz Mazurkiewicz mocno wspierany przez Platformę Obywatelską przegrał wybory o fotel burmistrza Kępna. Rzecznik marszałka Krystyna Czajka ucina spekulacje twierdząc, że nie o politykę chodzi, ale o fachowca, który zna się na prowadzeniu teatru. Jeśli ktoś jeszcze miałby jakieś wątpliwości co do osoby kandydata, szybko przekonają go wyjaśnienia pani Czajki: „Teatr w Kaliszu [po nagłej rezygnacji
Roberta Czachowskiego – przyp. red.] znalazł się w trudnej sytuacji i trzeba było jak najszybciej zapewnić ciągłość działania tej placówki. Pan Mazurkiewicz był wicestarostą kępińskim, czyli znane mu są wszystkie sprawy związane z zarządzaniem instytucją, ze sprawami finansowymi. Wiem, że jest również poetą”. (źródło: www.radiomerkury.pl). Platon chciał wyrzucać poetów z miasta, a okazują się niezastąpioną podporą polskiej samorządności.

Jacek Weksler, dyrektor Biura Teatru i Muzyki, zapowiada wiele zmian. Restrukturyzacje, wyjazdy, festiwale. Weksler, który organizował TVP Kultura i mimo sukcesów został zwolniony, rzucił też pomysł Telewizji Warszawa: „Zastanawiałem się, jak wybrnąć z tego zagadnienia, bo poza informacjami w gazetach miasto nie ma swojego narzędzia do prostej, obrazkowej komunikacji z mieszkańcami.
Stąd pomysł stacji telewizyjnej, w dużej mierze finansowanej również, ale nie tylko, przez miasto. Tego rodzaju rozwiązania biją na świecie rekordy oglądalności we wszystkich miastach, czy jest to Moskwa czy Nowy Jork”. („Gazeta Wyborcza – Stołeczna” nr 300/2006). Pracownicy teatrów warszawskich, mogą się spodziewać, że jeśli Wekslerowi nie powiedzie się z założeniem stacji, to będą instalować telewizję przemysłową na korytarzach teatralnych.

Jacek Wakar, znany z raczej negatywnego
nastawienia do działalności jeszcze młodszych i jeszcze zdolniejszych, dość pochwalnie recenzuje „Fedrę” w reżyserii Mai Kleczewskiej. Aż żal, że nie ma Tuwima lub Słonimskiego, którzy ochoczo sparodiowaliby twórczość współczesnych krytyków teatralnych. Choćby taki drobny fragmencik: „Kto inny zakończyłby rzecz mocnym akcentem w obronie swych bohaterek, stanąłby po ich stronie. Kleczewska nie. Fedra Stenki czołga się u stóp nagiego Hipolita, chociaż ów młokos nie dorasta jej do pięt. Zostaje odtrącona i upokorzona. Zostaje sama ze sobą, sama z własną wilgocią”. („Dziennik” nr 196/2006)

Iza Natasza Czapska, opisując na łamach „Wprost” (nr 50/2006) „słabe przedstawienie »cynicznej« reżyserki”, stawia wiele odważnych,
bezkompromisowych diagnoz: „Po fali nowych brutalistów (tam, gdzie przeszła ona bokiem, pozostało kilka teatrów w postaci uroczych skansenów, tam, gdzie dotarła, dokonała spustoszeń w umysłowości i wrażliwości wielu artystów) nadszedł czas ich epigonów
– cynicznych graczy mających gotowy,
zostawiony przez poprzedników przepis na sukces. Podstawowymi jego składnikami są: koniunkturalny kurs na problematykę społeczną, co zwykle przybiera charakter taniej publicystyki, bezformie, grafomania na skalę, jakiej polski teatr jeszcze nie widział, i epatowanie seksem, które niekiedy przyjmuje postać zbiorowego gwałtu na publiczności. Taki młody, a już konformistyczny teatr ratują swoim doświadczeniem, stylem pracy wybitni aktorzy. Do czasu, bo praca z samozwańczymi prorokami sceny okazuje się dla nich, wcześniej czy później, bolesnym eksperymentem”. I z takim przypadkiem mamy do czynienia w „Fedrze”: „Kluczowa jednak, wręcz symboliczna scena to ta, w której Englert jako Tezeusz nieudolnie, dławiąc się od zadyszki, próbuje odtańczyć przed swoją młodą kochanką kozaka. Patrząc na frajerskie podskoki starego Tezeusza, trudno się oprzeć wrażeniu, że Englert gra samego siebie – doświadczonego aktora starej szkoły, dyrektora Teatru Narodowego, który nie tak dawno opuszczał widownię w trakcie przedstawienia Jana Klaty, a teraz angażuje reżyserkę nie mniej cyniczną
od Klaty, wprowadza na afisz spektakl, z którego sam zapewne by wyszedł, i daje sobie założyć pieluchę, byle jeszcze dziarsko podskoczyć przed Młodą. Młodą widownią i sztabem krytyków, którzy takie wiatry szybko łapią w nozdrza i dla poprawy woni nazywają je postnowoczesnością. Ogląda się więc Englerta z myślą: »złamał się«”. Czapska
uważa, że w ten sposób on, jak i Stenka, poddali się swoistej lobotomii: „godzą się grać w spektaklach poniżej ich możliwości, jakby z pamięci wymazano im lata nauki i poważnej pracy w teatrze, w którym liczyły się słowo, analiza tekstu, równowaga między formą a treścią, psychologia postaci”. Nie wszystko jednak stracone, ponieważ jak słusznie zauważa autorka, Mariusz Benoit wraca „na swoje miejsce” (przeniósł się z TR do Powszechnego). Stanisława Celińska zaś „dziś gra we Współczesnym, z którego wyszła. Nikt jej tu nie uczy, że aby widz uwierzył artyście, trzeba podsunąć mu pod nos obwisły cycek”. Jedna myśl krąży mi po głowie: czy ktoś miałby jeszcze ochotę to parodiować?

Przedstawienia
Teatr o niczym
Szwy miłości
Oni
Kikut
Wygnani z raju
Awaria
Oswajanie szaleństwa
O człowieku bez maski
PRL-owski bzik
Czyli zrób to sam
Patrząc na chmury
Felieton
Kalendarz przedwojennego c [...]
Zły felieton
Różewicz
Różewicz i teatr la [...]
Małe baśnie Różewicza
Różewicz mój osobisty
Brecht–Pollesch
Pollesch i Brecht: Wierzę [...]
Instrukcja obsługi przeds [...]
Festiwale
Ciało doskwiera
Herezje teatralne
Beckett – teatralniej
Zagranica
Mniej znaczy więcej
Kwartet – czyli taniec [...]
Sylwetki
Árpád Schilling: przed i [...]
Reportaż
Teatr w Kaunos czyli [...]
Polemiki
Pora umierać?
Niech się podpisują!
Loża szydercy
MDDNiK
Książki
Kamienie JG
Biały wywiad
Notatka T-RO/02/2007

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone