21-10-2020

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Krisztina Bába

Do eksperymentowania z najróżniejszymi gatunkami literackimi skłoniła Sándora Máraiego chęć osiągnięcia pełni artystycznej. Jego najwybitniejszymi osiagnięciami są powieści i wyznania. W Polsce znane są przede wszystkim te dwa gatunki, to one w pierwszym rzędzie doczekały się przekładów. Literaturoznawcy i krytycy są zgodni: utwory dramatyczne i poetyckie Máraiego – z niewielkimi wyjątkami – nie oparły się działaniu czasu. Jednak warto się nimi zajmować, bowiem za ich pośrednictwem możemy o wiele lepiej poznać i zrozumieć osobowość twórczą artysty.

Sukcesy, które odnosił w młodości na Węgrzech, oraz konsekwentne, stanowcze zamykanie się na świat w drugiej połowie życia sprawiły, że wokół Máraiego zawsze krążyły legendy. Być może dlatego wiele osób uważało, że powrót do kraju i odbiór jego dzieł po transformacji ustrojowej, która nastąpiła w roku śmierci pisarza, są głośniejsze, niżby to było uzasadnione. Wydawano kolejne tomy, powstawały monografie – podczas gdy przez wcześniejsze czterdzieści lat nie można było nawet wydrukować jego nazwiska. Ale nie tylko polityka wyłączyła Máraiego z życia literackiego na Węgrzech, sam też przyczynił się do niewydania w kraju ani jednego swojego dzieła, zabraniając druku, dopóki naród węgierski nie będzie miał „prawa do samostanowienia narodowego”.

Już ponad dziewiętnaście lat trwa przywracanie Máraiego życiu kulturalnemu Węgier. To owiane legendą nazwisko świat literacki przyjął z większym entuzjazmem i szybko zintegrował. „Przywrócenie” teatrowi jest już bardziej kontrowersyjne. Coraz większe zainteresowanie pisarzem i jego dziełem zachęciło ludzi teatru do poszukiwań nieznanych dotąd dramatów i adaptacji jego utworów prozatorskich. Po odzyskaniu suwerenności natychmiast wystawiono w Budapeszcie jego dwa najważniejsze dramaty: „Przygodę” i „Obywateli koszyckich”.

Prapremiera „Przygody” była wielkim sukcesem. W listopadzie 1940 roku, kiedy sztukę Máraiego można było po raz pierwszy oglądać na scenie kameralnej Nemzeti Színház (Teatr Narodowy), krytyka tak świętowała to wydarzenie: „[dramat] rozszerza granice sceny i stwarza dla gry aktorskiej nowe możliwości, trudne, ale wspaniałe. Márai jest magiem słów. Przezornie unika ważkich zdań, dosadnych wyrażeń, a tajemnicą jego oddziaływania jest raczej to, że daje odczuć, iż słowa jedynie zastępują coś, czego za pomocą mowy ludzkiej nie można uchwycić, bo błądzi tam gdzieś wśród słów i za słowami”.

Prapremierowa inscenizacja sztuki Máraiego była grana blisko trzysta pięćdziesiąt razy. W 1990 roku, w Radnóti Színház (Teatr im. Radnótiego), tak długa seria już się nie powtórzyła. Publiczność czekała na osnute legendą dzieło, ale u schyłku dwudziestego wieku bohaterowie „Przygody”, „skuci kajdanami w tragicznym tańcu”, nie sprawiali już wrażenia autentycznych osób. Widzowie, w miejsce poruszajacego przedstawienia, zobaczyli przyjemny, zabawny dramat konwersacyjny, w którym każdy kocha bądź miłością beznadziejną (asystentka profesora, lekarka asystenta, profesor żonę), bądź akazaną (romans asystenta i pani profesorowej). W 2000 roku w Piccoló Színház (Teatr Piccolo) znowu wystawiono dramat, ale i tym razem bez większego powodzenia.

W roku 2001, kiedy wystawiono sztukę w Nyiregyháza, skreślono niemal połowę oryginału. Odstąpiono od patetyczności i tego wszystkiego, co obecnie wydawało się afektacją. Uwypuklono natomiast to, na co współcześni widzowie są najmocniej uwrażliwieni. W tej nieco naciąganej, ironicznej wersji, główny bohater, przesycony sukcesami Profesor, wkracza na scenę i – przekonany o swojej wyższości – przez dłuższy czas próbuje dojść, w jaką to przygodę zaplątała się jego małżonka i młody lekarz. W nowej wersji dopiero po zorganizowaniu dla śmiertelnie chorej żony ostatniej, „szczęśliwej” podróży wybuchają w nim nagromadzone emocje i w końcowej scenie w słowach „następny proszę” nie pobrzmiewa ton szlachetności i wspaniałomyślności– powołanie lekarskie ponad wszystko – ale ton obłędu.

„Obywatele koszyccy” to chyba najlepszy dramat Máraiego, a w każdym razie najważniejszy, bo w jego dorobku odgrywa rolę kluczową. Márai czuł niezwykłość sytuacji historyczno-społecznej Węgier u początku lat czterdziestych i ze szczególnym naciskiem, posługując się wzniosłą retoryką, chciał wyrazić swoje emocje i poglądy. Dramat nawiązuje do tradycji teatru średniowiecznego, do moralitetów; moim zdaniem, dla tych, którzy rozumieją i lubią sztuki Mikołaja z Wilkowiecka czy teatr Leona Schillera, ten utwór może okazać się bliski.

Sztukę wystawiono po raz pierwszy w grudniu 1942 roku w Nemzeti Színház. Wielokrotnie wypowiadane w sztuce, przechodzące z pokolenia na pokolenie skrzydlate słowa – „Idź zawsze na Zachód. I nigdy nie zapominaj, że przychodzisz ze Wschodu” – podsumowują sytuację Węgrów i jednocześnie najbardziej osobisty dylemat pisarza. Dłuto głównego bohatera, artysty rzeźbiarza, staje się bronią, kiedy chce obronić swoje miasto. Tragedia dopełnia się, bowiem zabójczy oręż już nigdy więcej nie będzie narzędziem pracy artystycznej.

Główne przesłanie dramatu – mieszczanin jako fundament społeczeństwa nie może być odsuwany, pomijany, uciskany, bo nie chyli czoła przed obcymi siłami i jeśli trzeba, jest skłonny poświęcić wszystko, żeby nie stracić swojej wolności i praw – w kraju wciągniętym w wir wojny, a potem znajdującym się pod okupacją niemiecką, zabrzmiało z wielką siłą. Czytelność naczelnego problemu dramatu wystarczyła w chwili premiery, by spektakl odniósł ogromny sukces. Dlatego też przedstawienie dość szybko, bo w 1944 roku, z niemieckiego nakazu zostało zdjęte z afisza. Należy dodać, że autorem inscenizacji był Antal Németh, największa indywidualność reżyserska tego okresu. Natomiast węgierskie aktorstwo owego czasu opierało się na środkach silnie werbalnych, które, jak na dzisiejszy gust, były zbyt zewnętrzne.

Historia, wokół której pisarz – urodzony w Koszycach – zbudował dramat, przedstawia się następująco: żupan Amadej Aba, któremu król Karol Robert darowuje Koszyce (za jego wierną służbę podczas wyboru na króla), wypowiada posłuszeństwo władcy i chce wziąć miasto pod swoje panowanie. Mieszkańcy Koszyc nie życzą sobie oligarchy za nic mającego ich prawa. Kiedy Amadej napada na miasto, żeby wziąć je siłą, stawiają opór i w 1311 roku, jesienią, odpierają atak – w walce ginie żupan. Król w końcu zmienia wcześniejsze postanowienia, przywraca Koszycom statut wolnego miasta królewskiego i umacnia prawa ich mieszkańców. Główny bohater trzyaktowej tragedii, kamieniarz János – mieszczanin i artysta, jednoznacznie skrywający osobę autora – staje wobec licznych konfliktów.

Pierwszy z nich, najgłębszy, to osobisty kłopot związany z twórczością – mistrz János zmaga się z nadaniem rzeźbie satysfakcjonującej formy. Drugi problem pojawia się w kręgu rodziny. Gdy posyła syna za granicę, poucza go, że zmiana miejsca służy samopoznaniu – dlatego każdy Węgier powinien niemal zmusić się do takiej podróży. Przy pożegnaniu, kiedy syn zwierza się z uczucia do Genovévy, przybranej córki Jánosa, rzeźbiarz uświadamia sobie, że platoniczne uczucie, jakie żywi wobec niej, jest czymś o wiele mocniejszym, niż sądził: jest porywającą, bolesną, fatalną namiętnością. Trzecia komplikacja dotyczy jeszcze szerszego środowiska: Koszyc. Król wydaje miasto na łup żupanowi Amadejowi, jednak mieszczanie koszyccy sprzeciwiają się temu. Dłuto mistrza Jánosa staje się w końcu bronią... Twórca obroni miasto, ale straci wszystko to, co było dla niego ważne. Jego żona Ágnes ginie, Genovéva ucieka do Włoch ze starym, bogatym jubilerem. On sam traci wewnętrzną wiarę i siłę do tworzenia.

Przesłanie utworu często jest niesłusznie sprowadzane do upraszczającego wniosku – w kryzysowych sytuacjach sztukę trzeba porzucić na rzecz działalności politycznej. Nie o to chodzi. Bohater czyni tak, bowiem dochodzi do wniosku, że nie jest prawdziwym twórcą. Brakuje mu pasji, „która jednym porywem wyrazi wszystko, co jest treścią życia człowieka”. Dopiero wtedy był w stanie poświęcić się walce, kiedy zdał sobie sprawę, że jest jedynie rzemieślnikiem... Dramat, podobnie do innych utworów Máraiego, podejmuje też problem starości. Mistrz János zmuszony jest zrezygnować nie tylko z uprawiania sztuki, ale i z młodości. Najpiękniejsze sceny dramatu to rozmowy o poniewierce starego mistrza, toczone przez pozującą do rzeźby młodą pasierbicę Genovévę i starzejącą się żonę Ágnes.

W 1990 roku „Obywatele koszyccy” powrócili na scenę. W Várszínház (Teatr Zamkowy) w Gyula, a potem w Nemzeti Színház w Budapeszcie wystawiono historyczne dzieło. Ówczesnym widzom jednak historyczne znaczenie sztuki nie przesłoniło faktu, że zamiast sytuacji dramatycznych są raczej tylko bohaterowie o dramatycznych losach. W dramacie pełnym powierzchownie potraktowanych konfliktów więcej jest pięknych myśli, dialogów napisanych artystycznym językiem, szlachetnych, niekiedy lirycznych rozmyślań, niż uderzającej siły dramatycznej i konsekwentnie przeprowadzonej akcji.

Natomiast na premierze w 2000 roku można było dostrzec, że we wzniosłym tekście bardzo brakuje ironii i autoironii – stałych i charakterystycznych elementów prozy Máraiego. Dramat stawiał opór, niemal od środka rozsadzał przedstawienie, jakkolwiek inscenizator, student reżyserii Péter Szákás Tóth, róbował zmierzyć się z tekstem. Reżyser zauważał: „W 1942 roku »na scenę wkroczył węgierski Wilhelm Tell, który swoje powołanie artystyczne ofiarował za wolność swojego narodu «. Dzisiaj w roku 2000, w setną rocznicę urodzin Máraiego, w centrum przedstawienia stoi człowiek. Człowiek, który chce być tylko artystą, chce tylko kroczyć swoją drogą, a jako artysta zabiega jedynie o niezależność i szczęście, jako mąż, jako człowiek zakochany – tylko jak człowiek – a nie bohater”.

Trzyaktową sztukę „Czar” Márai napisał jeszcze w Koszycach na początku lat czterdziestych, ale dopiero w 1945 roku ukazała się ona w formie książkowej, a rok później trafiła na scenę w Pesti Színház (Teatr Peszteński). Główny bohater Krisztián, sześćdziesięcioletni iuzjonista, żeni się z dwudziestoletnią analfabetką Estellą. Kobieta spodziewa się dziecka Maharamaty, pogromcy tygrysów. Krisztián dowiaduje się o tym i schodzi młodym z drogi. Podobnie jak w „Przygodzie”, tu też postaci są przewidywalne. Estella i Maharamata wykorzystują Krisztiána, a starzejący się cyrkowiec musi zrozumieć, że nie dojdzie sprawiedliwości, musi znosić swój los. Krytyka ze szlachetną prostotą zauważała, że Czar” „nie jest znaczącym utworem” w twórczości dramatopisarskiej Máraiego.

Na wygnaniu Márai nie miał już możliwości pracować dla teatru. Jeszcze w 1960 roku pisarz zaadaptował powieść „Występy gościnne w Bolano” z 1940 roku na dwuaktową sztukę wierszem „Przybysz z Wenecji”. (Utwór ten później posłużył za libretto do opery Ferenca Farkasa). Potem pisał już tylko słuchowiska radiowe i scenariusze telewizyjne. Sześć słuchowisk i pięć scenariuszy z lat 1960–1981 ukazało się w osobnym tomie. Podczas gdy w latach pobytu we Włoszech i w Ameryce jako prozaik znów pełen weny tworzył dzieła zapadające w pamięć, wybitne, świadczące o wyjątkowym talencie, w dramacie raczej powtarzał się, dokonując przeróbek wcześniejszych utworów, powracając do tych samych tematów.

„Randka” jest dialogową wersją sceny z końca powieści „Siostra”, rozgrywającej się między artystą muzykiem, który utracił władzę w dwóch palcach, i opiekującą się nim zakonnicą. Zmiana w stosunku do prozy jest niewielka, w słuchowisku radiowym pisarz kładzie mocniejszy nacisk na zazdrość siostry, która podaje muzykowi niebezpiecznie dużą dawkę morfiny. Słuchowisko „Podróż poślubna” to dialog pary kochanków – Podróżnika i Podróżniczki – która podczas ucieczki przed starym, zdradzonym mężem ginie w katastrofie lotniczej i po śmierci nadal prowadzi rozmowę już w zaświatach.

W dramacie „Żar” różnica między oryginalnym i nowym tekstem jest istotniejsza. Tym razem punktem wyjścia jest powieść „Świece dopalają się do końca” (w polskim tłumaczeniu Feliksa Netza nosi ona tytuł „Żar”). W wersji oryginalnej, w powieści, Konrád, wobec długiego monologu generała, ledwie dochodzi do słowa. Wersja przeznaczona na ekran to pojedynek słowny równoważnych stron. W ten sposób główna dysproporcja powieści została wyrównana. Brakuje jednak tła, monarchii austro-węgierskiej, której świat wartości jest tak wyraźnie obecny w wersji powieściowej. W 2002 roku Pesti Magyar Színház (Teatr Węgierski w Peszcie) zwrócił się do młodego pisarza, Zsolta Pozsgaiego, by dokonał adaptacji. Sprowadzenie
jej do dramatu w dwóch aktach, wprowadzanie coraz to nowych postaci przywołujących wspomnienia złamały napięcie dramatyczne oryginalnych monologów, zagubiona została istota dramatu generała. Zrealizowano również filmową wersję tego mocno kontrowersyjnego spektaklu.

W londyńskim przedstawieniu „Żaru”, w adaptacji Christophera Hamptona i reżyserii Michaela Blakemore’a, widzowie mogli obejrzeć Jeremy’ego Ironsa w roli Henrika. Po premierze, w marcu 2006 roku, niemal wszystkie brytyjskie dzienniki na czołowych miejscach zamieściły recenzje ze spektaklu. Opinie były podzielone, ale spod pióra najbardziej znanych krytyków wyszły recenzje uznające sukces sztuki. „Nie czytałem niedawno odkrytej, napisanej w 1942 roku powieści Sándora Máraiego, tak więc elegancka, elegijna i psychologicznie przejmująca wersja sceniczna Christophera Hamptona dostarczyła całkiem świeżych i nowych przeżyć” – napisał Michael Billington, wpływowy recenzent „The Guardian”.

Zdaje się, że w dziedzinie dramatu Sándor Márai raczej wtedy odnosił sukcesy, kiedy zakończenie pozostawiał otwarte, powierzając je wyobraźni widzów. Na przykład w wypadku blisko sześćdziesięcioletniej bohaterki „Roli” bez odpowiedzi pozostaje pytanie, kim ona jest... hrabiną Piccolomayo, która osobiście zamknęła oczy Izabelli Morenie, wybitnej aktorce, czy „tylko” aktorką, która kreuje postać hrabiny. Dwa rodzaje głosu co jakiś czas zmieniają się i nie można zdecydować, który z nich to rola, a który to prawdziwa osoba, kiedy głos jest prawdziwy, a kiedy imitowany. W węgierskiej prapremierze z 1992 roku głównym przedmiotem rozważań była męka wynikającą ze zmarnowanych możliwości, melancholia mieszczucha spowodowana brakiem satysfakcji.

Późniejsze słuchowiska i jednoaktówki z przeznaczeniem na ekran odzwierciedlają przekonanie starzejącego się artysty, że niewiele łączy go ze zmieniającym się wokół niego światem. W twórczości Máraiego są utwory, które w niedobrym świetle stawiają Stany Zjednoczone, nową ojczyznę, wybraną przez pisarza. „Komora celna”, opublikowana w „Dialogu” (nr 7/2002) w przekładzie Feliksa Netza, to krótka sztuka o dwóch mężczyznach, którzy uciekają przed prześladowaniami politycznymi do Nowego Świata. „Przyszli o trzeciej rano. Zabili babcię, zjedli konfitury, potem zabrali walizki” – mówi jeden z nich. Nie najlepiej nastraja to, co emigrant zostawił za sobą, ale przyszłość też jest dość ponura. „Za kratkami zaczyna się urzędnik, za urzędnikiem zaczyna się nowa ojczyzna”. Emigranci stają oko w oko z  wszechwładnym urzędnikiem, który od ludzi oczekuje, żeby byli jednakowi. „Niech pan się nauczy raz na zawsze, że tutaj czterdzieści milionów ludzi zawsze myśli to samo. A osiemdziesiąt milionów ludzi myśli dwa razy to samo, co czterdzieści milionów ludzi”. Słowa te jednoznacznie przywodzą Węgrom na myśl scenę falansteru w klasycznym już utworze Imrego Madácha „Tragedia człowieka”. Emigranci nie mają nazwisk, tylko numery i są przepełnieni uczuciem niewypowiedzianej pustki. „Niedokończona symfonia” również w charakterystycznie jednostronny sposób pokazuje kraj za oceanem. Bohater, urodzony w Europie kompozytor, nie jest w stanie pracować w nowej ojczyźnie, a jego żona, Amerykanka, jest pełna kompleksów wobec kultury europejskiej. Utwór dowodzi, że Márai nigdy w Ameryce nie czuł się jak u siebie, a w szerszym kontekście, że
jako dramatopisarz nigdy nie potrafił pokazać świata oczami postronnego obserwatora. Kierowały nim wyłącznie własne poglądy, osobiste uprzedzenia.

W tym zamkniętym dziele życia już nie możemy natrafić na nowe dramaty. Możemy spodziewać się coraz więcej adaptacji, przecież dramatyczny sposób widzenia kryjący się w powieściach i w dziennikach niemal prowokuje twórców teatralnych. Być może zaskoczą nas liczne przyjemne niespodzianki...

Krisztina Bába – wykładowca Akademii Teatru i Filmu w Budapeszcie, była wicedyrektor Węgierskiego Instytutu Kultury w Warszawie.



Dialog-reminiscencje
Unikanie smętnych wzrusze [...]
Błoto jako horyzont
Czechow i jego sobowtór
Nowi herosi?
Wędrowanie za widzami
Wyspiański wielokrotnie
Wyspiański: w stron [...]
Krótki powrót do zapomni [...]
Przedstawienia
Temat bez zmian, nowe deko [...]
Pułapka i oczyszczen [...]
Zabawy z seksem
Szaleństwo jest nieobecno [...]
Przedstawienie
Teatr dwóch aktorów
Zapiski starucha III
Never say never
Niemcy-historia i mity
Rewolucja. Sens i bez [...]
Wasserbomba
Bliscy wciąż Nieznajomi
W Gdańsku, czyli nigdzie
Dyrektorzy
Nie lubię okopów
Márai
I stare koronki
Teatr nie zna półtonów
Przygoda Máraiego z  [...]
Portret
Nieprzenikniony Chyra

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone