22-11-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Bartłomiej Miernik

fot. Tomasz Dyczewski

Żeby trafić do wapienno białych, jasnych pomieszczeń Studia Berlin, należy przejść ciemne podwórko, minąć wilgotną klatkę schodową, drewnianymi schodami wdrapać się na drugie piętro. Najnowszy spektakl
grupy Koncentrat grany jest na warszawskiej Pradze, w kamienicy przy ulicy Inżynierskiej 3, gdzie mieszczą się pracownie i galerie. Tam, o czym informuje tablica umieszczona na fasadzie, tworzy artysta i performer Paweł Althamer. Nieopodal znajdują się modne niszowe stołeczne puby, w ciemnych bramach rozbłyskują kolorowe kapliczki, a naprzeciwko, w szeregu starych kamienic, straszy przeszklony budynek „superstacji telewizyjnej”.

Widzowie zasiadają na krzesłach ustawionych w różnych miejscach jasnej kuchni, w której, sądząc po scenografii, niedawno odbywała się mocno zakrapiana impreza. Po stojącym na środku stole walają się krakersy, paluszki, ciasteczka, a na stoliku pod ścianą puste butelki po szampanie. Brakuje tylko zamroczonych gości leżących na brudnej podłodze. Ze stosu ustawionych w kącie styropianowych kloców, który początkowo wydawał się stertą białych pustaków, jakby projektem pieca, wyskakuje młoda, zgrabna kobieta. Choreografowie Anka Jankowska i Rafał Dziemidok w tytułowej roli postanowili obsadzić, występującą na co dzień w Teatrze Wytwórnia i grupie Good Girl Killers, tancerkę. Magda Jędra, artystka o świetnej technice, mocnym ruchu, ubrana jest w skąpą, biało-srebrną sukienkę z cekinami. Nawrotnik rozpiera przestrzeń, wykonuje niekonwencjonalne ruchy i czynności. Prowokuje, nie dostrzega widzów, a dokładniej udaje, że ich nie widzi, bo już po chwili będzie ich wodzić, prowadzić przez kolejne pomieszczenia. Podchodzi do baru, odrywa z rolki kawałek papieru, smarka, czynność tę powtarzając automatycznie kilkanaście razy. Opiera się o ściany, rozbija grupki widzów. Próbuje wrócić do miejsca, skąd wyszedł, jednak sklejanie pękniętego „styropianowego jajka” już się nie udaje.

W programie spektaklu czytamy: „Nawrotniki nie są stadne. Żyją zazwyczaj pojedynczo i nie zdają sobie sprawy z istnienia swojego gatunku. […] Nie odbijają się w materii. Jedynie w przestrzeni. Co nie oznacza, że nie dbają o swój wygląd – bezustannie odzwierciedlają się i sprawdzają. Przemieszczają się z miejsca na miejsce, zastygają, analizując odzwierciedlanie”. Przemieszczamy się więc za Nawrotnikiem do, tym razem, pustego, białego pomieszczenia. Tu bohater wolno idzie w kierunku ściany, zwrócony do widzów tyłem. Głowa i korpus starają się zachować pion, jednak nogi i biodra skręcają, wykręcają się. Nawrotnik uczy się ruchu. Widząc na ścianie swój cień, nieśpiesznie podąża w jego kierunku. Wnikliwie go obserwuje, próbuje wtopić się w biel ściany. To mu się jednak nie udaje, cień wyraźnie przeszkadza, rozprasza. Nawrotnik wraca, stara się coś wyartykułować, obserwujemy ruch wykrzywianych ust. Prowadzi nas na zaplecze techniczne Studia Berlin: mijamy stół z narzędziami, pudła, płytę ze sklejki. Wąskim przejściem kierujemy się do pomieszczenia z jednym, niewielkim, umieszczonym wysoko, tuż
przy suficie oknem. Nawrotnik już tam siedzi, skulony na niewielkim parapecie. W jaki sposób tam się dostał? Zapala się okrągły, rewiowy, delikatnie kolorowy reflektor, w którego świetle Nawrotnik próbuje zapełnić wnękę lufcika swoim ciałem. Stara się rozepchać tę mikroskopijną przestrzeń, zatkać ją. Zlać biel
własnego stroju z bielą otoczenia. Nie udaje mu się, więc przez wypełniony mgłą korytarz przechodzi do białego pomieszczenia, w którym akcja działa się już wcześniej. Tu napręża się, wygina, podpiera ścianę. Wydaje się, jakby chciał ją poruszyć, przesunąć, odepchnąć. Staje na jej tle, sięga po białą farbę stojącą w kubku i zaczyna ją rozsmarowywać po twarzy i rękach. W akcie desperacji stara się przybrać kolor
otoczenia. Jak ciężki, a w zasadzie niemożliwy jest powrót do formy, do narodzin, do prapoczątku.
Nawrotnik stara się w różnoraki sposób stopić z otoczeniem, szuka akceptacji widzów. Kończy się to ruchem tyle makabrycznym, co ostatecznym, skazanym na porażkę. Przelanie białej farby na twarz i ręce staje się gestem poddania, gestem rozpaczy Aschenbacha ze „Śmierci w Wenecji”, starającego się
odmłodnieć, by zdobyć akceptację w oczach nastolatka. Czernienie siwych włosów, nakładanie na wargi różu, bielenie twarzy pudrem stają się pozorną pogonią za młodością.

„Dla Nawrotnika nie istnieje początek ani koniec jego podróży” – piszą twórcy. „Właściwie trudno nawet nazwać jego działanie podróżą. To nie nomadyczny instynkt porusza go z miejsca na miejsce. To jego istnienie. I jego próżność”. Przedstawienie „Nawrotnik” to wyprawa bardzo udana, wymyślona, dopracowana w każdym drobiazgu. Kamienna twarz Nawrotnika, jego „nieludzkie”, humanoidalne ruchy potęgują wrażenie niezwykłości. Każdy z etapów, każde pomieszczenie ma swój smak, w każdym z nich główny bohater porusza się inaczej.

Nawrotnik wychodzi, znika w przestrzeniach Studia Berlin. Dokąd się udał? Może krąży po zakamarkach warszawskiej Pragi, kryje się w cieniu kapliczek, w zaroślach pobliskiego skweru? A może po weekendowej balandze zaszedł do czyjegoś jasnego salonu? Może warto nad ranem siąść i tam na niego poczekać? A nuż wychynie gdzieś z kąta.

Monologi
Aktor
Minitraktat o aktorze [...]
Dekada TR
Dyrektora Jarzyny skoki w& [...]
TRadycja
Przedstawienia
Andy II
Czarna msza ku czci Baala
Torebka Marii Stuart
Chórem w realizm
Słowa i rzeczywisto [...]
Krotochwila na theatrum
Potrzeba zagłębia
Praska podróż
Jeden do jednego
Dyrektorzy
Dorośliśmy do polskiej k [...]
Teatr familijny
Kolorowe linie
Lalki
Zlepy słowno-lalkowe
David Hare
Kit Happens
Światło
Zapiski starucha

Każdemu, na czym mu mniej [...]
Wyspiański wielokrotnie
Już kąpiesz się nie dla [...]
Współczesnego Konrada dr [...]
Apollo rozsądzi
Co z tym Polskim?
Teatr na wojennej ścieżc [...]
Parady Mieszkowskiego, czy [...]
Akcje jubileuszowe
Dziady '68: Reaktywacja
Lirykożercy
Książki
Enuma elisz albo święto [...]
Uboczny produkt przemiany [...]
Perykles wieku średniego
Stwarzania Shakespeare'a

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone