29-03-2017

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Wojciech Tomczyk

Nie tak dawno bodaj Krzysztof Rutkowski napisał, że wszyscy mamy słuszny żal do Gombrowicza nie tylko o to, co napisał, ale także o to, że umarł. I to umarł, zanim otrzymał Nobla. Na tym jednak litania błędów popełnionych przez Gombrowicza w chwili śmierci się nie wyczerpuje.

Po pierwsze zmarł był daleko. Z Warszawy do Vence jest ponad tysiąc osiemset kilometrów. Jedzie się głównie płatnymi autostradami. Tylko tam, gdzie – jak w Polsce –autostrady nie istnieją, opłaty się nie pobiera. Po drugie miasteczko Vence jest tak piękne, że nie sposób zrozumieć, jak to się stało, że taki skądinąd inteligentny pisarz zechciał akurat tam umrzeć. W Vence chce się żyć i na to nie ma siły.

Jednak człowiek jak się uprze, to musi. Szczególnie Polak, a już najbardziej taki Polak nieprzezwyciężony. I tak, kiedy wyląduje czy to w Prowansji, czy na, za przeproszeniem, Lazurowym Wybrzeżu, to dopada go pokusa, by sławne i ważne dla europejskiej kultury i polskiego samopoczucia miasto odwiedzić. I kiedy już dotrzemy do Vence, zobaczymy dom Gombrowicza, pozostałe zabytki, jedną, drugą knajpkę, to każdemu Polakowi strzeli do głowy, by odwiedzić także cmentarz. A na cmentarzu grób pisarza.

Grobu Witolda Gombrowicza w Vence należy unikać jak ognia. Można, a nawet trzeba odwiedzać Bolesława Prusa na Powązkach, Czesława Miłosza na Skałce czy Juliusza Słowackiego na Wawelu. Natomiast grobu Witolda Gombrowicza w przecudnej urody miasteczku Vence poszukiwać nie należy. Oczywiście nie ze względu na brak szacunku dla tego pisarza. Ale ze względu na jego niefortunne położenie. Nie owijając w bawełnę – jest to grób położony wyjątkowo złośliwie. Poszukiwanie grobu Gombrowicza na cmentarzu w Vance to gehenna, porównywalna jedynie do oglądania w telewizji meczów polskiej reprezentacji piłkarskiej. Samemu można kopnąć w kalendarz ze zmęczenia i z nerwów, bo od tego ludzie najczęściej umierają. Na nerwy to nie ma twardych.

Zacząć należy od stwierdzenia, że cmentarz w Vence jest niewielki, kameralny. I nieco zdradliwy. Przez lata gmina powiększała go o kolejne sekcje.

Człowiek myśli, że już zaliczył całą nekropolię, aż tu nagle znajduje bramę do kolejnej kwatery. Warto dodać, że Vence leży w górach i w związku z tym cmentarz ma budowę tarasową, co dodatkowo utrudnia właściwe oszacowanie jego rozmiarów.

Wszystkie te trudności sprawiają, że na tym cmentarzu zdecydowanie łatwiej jest się zgubić, niż znaleźć cokolwiek. A zgubić się na cmentarzu to żadna przyjemność. Nawet na cmentarzu francuskim z dziada pradziada.
Pragnę tu dodać, że nie opieram się wyłącznie na własnym doświadczeniu. Z radością i dumą muszę donieść, że przeprowadziłem stosowne badania w gronie znajomych miłośników twórczości Gombrowicza. Wynik owych badań jest imponujący – w tym roku odbyły się co najmniej trzy ekspedycje do grobu Gombrowicza. Pierwszą, ekspedycją wiosenną kierowała znamienita redaktor Telewizji Polskiej Zuzanna Łapicka. Była to ekspedycja pionierska, poniekąd oficjalna wyprawa TVP, albowiem dysponowała kamerą. Ta ekspedycja zakończyła się całkowitym fiaskiem. Stało się tak, być może dlatego, że Zuzanna jako osoba światowa i wszechstronnie wykształcona dysponuje więcej niż biegłą znajomością języka francuskiego. Dlatego w miejscowej informacji turystycznej otrzymała zbyt dokładne wskazówki. Mało tego, narysowano jej plan. Wszyscy wiemy z własnego doświadczenia, że przy pomocy planu czy mapy nigdzie się nie trafi. Taka jest stara żeglarska prawda.

Po porażce wyprawy wiosennej nastąpiła ekspedycja, którą dla porządku historycy peregrynacji cmentarnych nazywają pierwszą wyprawą letnią.

Dowódcą tej wyprawy został mianowany Maciej O., znany i lubiany dziennikarz telewizyjny. Tu pragnę zaznaczyć, że Maciek jest nie tylko weteranem podziemia oraz harcerstwa (dożywotni posiadacz sprawności trzy pióra). Jest także wnukiem w prostej linii człowieka, któremu wielu z nas zawdzięcza zdrowie, a niektórzy życie. Henryk Orłoś, bo o nim mowa, jest bowiem autorem Atlasu Grzybów Polskich, dzięki któremu pokolenia Polaków uniknęły ciężkich zatruć. Jako wnuk znakomitego grzybiarza i mikologa Maciek ma po prostu zakodowany w genach instynkt poszukiwania. Jego wyprawa zakończyła się sukcesem. Ale nie przyszło im to łatwo. Mimo przyjęcia wzorowej taktyki (wieloosobowa ekspedycja przeszukała cmentarz dwukrotnie tyralierą) grób Gombrowicza znaleźli na samym końcu. Jako po prostu ostatni.

Po tym sukcesie wysłano kolejną wyprawę zwaną dla porządku II wyprawą letnią. Na jej czele stanąłem niestety ja.
Również przyjęliśmy wzorową taktykę. Mianowicie, rozdzieliliśmy się na samym początku i każdy z uczestników wyprawy przeszukiwał kolejne kwatery na własną rękę. Dzięki czemu nie przeszkadzaliśmy sobie nawzajem, a to jest w życiu małżeńskim sprawa podstawowa. Wreszcie, po godzinnej lekturze strzelistych epitafiów, po przejrzeniu fotografii z grubsza wszystkich nieżywych mieszkańców Vence, moja żona słabnącym od upału głosem przejmująco jęknęła raczej niż krzyknęła - JEST!

I był – grób Gombrowicza, wstyd powiedzieć, jak żywy.

Grób Gombrowicza, znajduje się, dodam dla porządku, złośliwie tuż przy wejściu na cmentarz. Tylko trzeba wiedzieć, przy którym. Ale to nie był koniec naszych przygód. Otóż, po dotarciu do celu naszej wyprawy stwierdziliśmy, że na grobie pisarza leży nie, jak należało się spodziewać, powieszony wróbel czy choćby szkielet karaska. Na płycie grobu leżał – długopis. Normalny taki, tani, nowy i raczej czynny.

Kiedy człowiek styka się z tak ostentacyjną symboliką, nie ma siły – natychmiast przystępuje do interpretacji. Od razu odrzuciłem hipotezę, że długopis zostawił sam Gombrowicz. A więc może ktoś, wielbiciel talentu, zostawił pisarzowi swój długopis, aby sobie i nam jeszcze popisał? Także tę hipotezę odrzuciliśmy jako niedorzeczną. I wtedy stało się jasne, że długopis na grobie Gombrowicza zostawił jakiś jego kolega po piórze. Cokolwiek może mniej utalentowany pisarz. Zostawił, porażony wielkością dzieła kolegi Gombrowicza swoje własne pióro. I w ten sposób skończył z pisaniem.

Ja, w każdym razie, też kończę.

Zagranica
Na progu iluzji
Przedstawienia
O uciekaniu z teatru
Homo faber – homo vi [...]
Wykroje i wzory
Jeszcze jeden knock-down
Tyrania intymności
Felieton
Grób Gombrowicza
Pamiętnik przedwojennego [...]
Zosia
Mistrzowie krytyki
Teatr jest teraz
Edynburg
Z Edynburga do Moskwy
Tort urodzinowy
Festiwale
Kłopotliwe upodobania
Cargo Sofia
Aktorskie nauki
Pochwała długiego trwani [...]
Co po tej szkole
Improwizacje
Chcę być tu i teraz
Wyobraźnia to mięsień
Improwizując, stwarzaj si [...]
Improwizuję, więc jestem [...]
Polemiki
Grzech ósmy
Kalina
Wznieść toast szklanką [...]
„Zaćma” i  [...]
Brandstaetter
Głos z kamiennego domu
Francuskie porządki
Bezrobotny sponsor
Książki
Stare jak nowe
Co pod bielizną
Maszyna do czytania
Na sedesie

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone