16-09-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Agnieszka Rataj

fot. Bartłomiej Sowa

Po realizacjach współczesnych tekstów („Strefa działań wojennych” Michała Bajera w TR Warszawa,
i poprzednia premiera w jeleniogórskim teatrze „Śmierć człowieka-wiewiórki” Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, uznana przez publiczność za drugi najlepszy spektakl XXXVII Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych) Natalia Korczakowska sięgnęła po klasykę. „Elektrę” Eurypidesa przeczytała jednak
też współcześnie, inspirując się tekstami Michela Foucaulta, zwłaszcza „Nadzorować i karać”, zastanawiając się nad tym, do kogo w dzisiejszym świecie tak naprawdę należy władza.

Na potrzeby „Elektry” Korczakowska zagarnęła nie tylko dużą scenę jeleniogórskiego teatru. W swojej wizji antycznej tragedii uczyniła widzów podglądaczami multimedialnego widowiska, swoistego reality show z procesu zabijania. Postacie krążą po widowni, balkonie, holu. Właśnie w holu, gdzie tuż przed wejściem na salę, przy fortepianie, pojawia się dwójka rodzeństwa. Kamera bezwstydnie zagląda im w twarze i przekazuje powiększony obraz na dzielące scenę na pół faliste ściany. Orestes i Elektra są jeszcze młodzi i niewinni, uśmiechają się do siebie, coś szepczą do ucha, próbują grać dawno zapomnianą melodię.

To tylko wspomnienie z radosnej przeszłości. Teraźniejszość to komenderujący brutalnie aktorami i widzami Chór, który w spektaklu Korczakowskiej nie ma w sobie żadnego współczucia z tekstu
Eurypidesa. Ubrane w czarne kombinezony, kontrolujące każdy szczegół sceniczny trzy kobiety
przypominają energiczne inspicjentki z wielkiej produkcji filmowej. I taką produkcję będziemy
oglądać. Z kilkoma planami, w których akcja rozgrywa się jednocześnie, z Klitajmestrą, ucharakteryzowaną na gwiazdę filmową rodem z „Bulwaru zachodzącego słońca”, z wszędobylską
kamerą, która przekaże nam najdrobniejszy szczegół zabójstwa matki. To nasz świat, złożony z fragmentów, bodźców, które nieustannie próbujemy składać w jedną całość. Ten, w którym fascynuje nas podglądanie cudzego życia, ten, w którym największą oglądalność zyskuje „Big Brother”, a wiadomości
epatują obrazami krwawych wojen. Sami się na to zgodziliśmy, tylko na taki świat obecnie zasługujemy, wydaje się mówić Korczakowska w swojej inscenizacji.

Elektry są dwie. Ta młodsza (Anna Paruszyńska), ma jeszcze spokojną twarz, jest niewinna, ubrana w białą sukienkę. Dopiero czekają na nią wszystkie okrutne wydarzenia: rozpacz po wygnaniu brata, przymusowy ślub z prostym rolnikiem. To młodsza Elektra pojawia się z Orestesem przy fortepianie. W kolejnych scenach zastąpi ją starsze wcielenie (Iwona Lach), zniszczona, zmęczona kobieta, o twarzy, na której odbijają się kolejne upokorzenia i daremna chęć zemsty. Młodsza powraca w scenie odczytywania listu wzywającego Klitajmestrę w miejsce umówionego już z bratem zabójstwa. Znów stoi niepewna na scenie, zacina się, nie jest w stanie dokończyć swej kwestii. Wyręczy ją Przodownica Chóru. Zniecierpliwiona wyrwie Elektrze kartkę z ręki i beznamiętnym głosem odczyta jej treść. I to ta młodsza stanie z bratem na przedzie sceny po dokonanym już zabójstwie, jak pusta marionetka. Jej twarz staje się na naszych oczach twarzą starej kobiety, świadomej dokonanej zbrodni.

Najbardziej wyrazistą postacią w jeleniogórskim przedstawieniu jest jednak Klitajmestra (Lidia Schneider). Upozowana, sztuczna do granic możliwości, to ona, jako gwiazda, jest boginią w tym świecie, który pozbył się innych bogów. Kiedy wezwana przez córkę, rozmawia z nią przed śmiercią, uwodzi i ją,
i widza tłumaczeniem swojego postępowania. Oto z wyżyn sławy i bogactwa zstępuje celebrity, której uśmiech jest spełnieniem marzeń szarej, bezbarwnej Elektry. Ich rozmowa to nie spór, zapisany w dramacie Eurypidesa. To niemal intymna rozmowa dwóch kobiet usadowionych wygodnie na leżakach. Elektra słucha uważnie Klitajmestry, nie szuka argumentów przeciw jej racjom. Klitajmestra uwiedzie
wyglądem nawet mordującego ją Orestesa (Piotr Żurawski). Scena zabójstwa jest bezkrwawa, chłodna, przede wszystkim estetyczna. Na wielkim łożu, widocznym w lustrze nachylonym nad sceną, oboje odegrają starannie wyreżyserowany taniec śmierci. Orestes nachyla się nad matką niemal z czułością, wstrzykuje jej truciznę, ona umiera jak operowa diwa, z szerokim gestem, efektownym ułożeniem ciała.
Zastyga w martwy piękny obraz.

W finale też zabraknie bogów. W świecie, w którym to tylko ludzie mordują innych, nie może ich być. Długa i męcząca jest scena, kiedy Orestes i Elektra stają przed publicznością, jak aktorzy ustawieni do ukłonów. Na widowni cisza. Oklaskuje ich tylko entuzjastycznie Przodownica Chóru (Anna Ludwicka), zachwycona rozegraną przed chwilą sceną zabójstwa matki. Przedstawienie musi trwać. Rodzeństwo przerażone i nareszcie w pełni świadome dokonanego czynu daremnie jednak wzywa boskiego sądu. Kończąca dramat Eurypidesa scena ze zstępującymi i wyznaczającymi dalszy los dzieci Agamemnona Dioskurami została rozegrana niemal farsowo. Dioskur owszem, jest na wyżynach, ale balkonu. Wypiera się boskiego rodowodu, on tu, jak twierdzi, tylko sprząta wreszcie obojętnie przepowiada dalsze losy Elektry i Orestesa. Sądu dokonaliśmy już my, widzowie, w wygodnych fotelach oglądający najpierw beznamiętnie spektakl matkobójstwa, potem milczeniem oceniający postępowanie tej dwójki. To nam Natalia Korczakowska przypisuje władzę najwyższą i zarazem najniższe instynkty, które zdaniem Foucaulta potrafią zapanować nad ludzkim rozumem.

„Elektra” Korczakowskiej wydaje się z jednej strony chłodna i przemyślana do najdrobniejszych
szczegółów, z drugiej reżyserka bardziej „próbuje się” z tragedią Eurypidesa niż rzeczywiście ją inscenizuje. Wychodzący z roli aktorzy wydają się nieustannie szukać w publiczności potwierdzenia, czy do niej pasują – co wzmacnia jeszcze poczucie współodpowiedzialności widza za rozgrywający się na jego oczach dramat. Widać, że Korczakowska szuka własnej ścieżki do czytania klasyki. To ciągle eksperymenty, ale takie, które potrafią zaniepokoić i zadać pytania pozostające w pamięci na długo po
wyjściu z teatru.

Rumi
Miasto, w którym rod [...]
Jednośc instrumentalna
Spoglądam w przeszł [...]
Rumi w mgnieniu oka
Przedstawienia
Rola za rolą, za rolą ro [...]
Człowiek z paździer [...]
Śmieci, cisze
Ptaki nieloty
Sąd w wygodnych fote [...]
Capote gay-friendly
Przełamując Dürrenmatta [...]
Lament sportowy
M jak miłość ci wszystk [...]
Idę do fryzjera, niech si [...]
Teatrzyk z miasteczka [...]
Teatr telewizji-Scena faktu
Poszedłem po słońce
Opera
High tech politics
Paryski... fal
Zapiski starucha
Zemsta
Performans
Pamięci przemów!
Poszerzanie pola
Nieprofesjonalni
Odkrycie amatora
Skandynawia
Od lęku naszego powszedni [...]
Świeże soki
Dramat bez story-telling
Alternatywy cztery-dyskusja
Nikt nie da ci zginąć
Brak nam systemu
W świetle lamp jarzeniowy [...]
Przewrót kopernikański
Teatr przedwojenny
Żydowska Banda, czyli o&n [...]
Książki
Alternatywne paradygmaty r [...]

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone