20-07-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Dominika Górecka

Scena zbiorowa, na pierwszym planie Erik Magnusson; „Oslagbara” Gustava Tegby, rez. Maja Salomonsson; fot. José Figueroa

Sztokholmskie Laboratorium Dramatu (Dramalabbet) ma siedzibę w dzielnicy Södermalm. Jest ona jednym z najmodniejszych dzisiaj miejsc Sztokholmu, udało się jej jednak zachować swój oryginalny, robotniczy charakter. Mieszczą się tu wydawnictwa, biura projektowe, księgarnie i kawiarnie, są też sale prób, teatry, studia nagrań. Słowem, stąd miasto czerpie świeże, odżywcze soki: pomysły, inspiracje i nowe interpretacje. Nieprzypadkowo więc znalazło się tu Dramalabbet, którego celem jest wspieranie i promocja nowego dramatu szwedzkiego.

Założycielami Laboratorium są Lisa Linder i Martin Geijer, dramaturg i reżyser, którzy − zainspirowani działalnością londyńskiego Royal Court Theater − postanowili w 1998 roku stworzyć miejsce spotkań młodych dramatopisarzy z aktorami i reżyserami. Instytucja jest dofinansowywana z budżetu ministerstwa kultury, jednak zachowuje niezależność merytoryczną. Jednym z pierwszych projektów Laboratorium był zorganizowany w 2000 roku „Festiwal nowego dramatu” w sztokholmskim Kulturhuset, w ramach którego pokazano dziesięć sztuk autorów młodego pokolenia, m.in. Christiana Augrella, Andersa Duusa, Christiny Ouzounidis, Johana Theorina i Marianne Jeffmar. Kolejne lata przyniosły nowe premiery (do tej pory było ich ponad trzydzieści) i nowe festiwale: „3 x nowy dramat” w 2001 roku oraz drugą edycję „Festiwalu nowego dramatu” w roku 2004. Po sześciu latach działalności Lisa Linder i Martin Geijer przekazali Dramalabbet nowemu zarządowi, dziś są to Gustav Tegby, dramaturg (jego sztuki „Man blir nostalgisk av att vara död” i „Mastodonter” miały swoją premierę w Dramalabbet), Martin Odh, aktor i dramaturg, Dag Thelander, reżyser, założyciel grupy Vajande Huset i Maja Salomonsson, reżyserka, aktorka i dziennikarka (wyreżyserowała m.in. „Så blir du av med Din oro” Johanny Eklund).

Na ostatnim „Festiwalu nowego dramatu” – późną jesienią ubiegłego roku, pokazane zostały trzy sztuki autorów młodego pokolenia związanych z Dramalabbet: „Arkitektprinsessan” („Architeksiężniczka”) Martina Odha, „Kvävningsreflexen” („Zaduch”) AnnyLiny Hertzberg oraz „Oslagbara” („Niepokonani”) Gustava Tegby. Grane co weekend, wszystkie w trakcie jednego wieczoru, cieszyły się taką popularnością, że festiwal przedłużono.

W programie towarzyszącym imprezie Odh przyznaje, że jego zamiarem było napisanie sztuki ą la Norén, jednak eksperyment się nie powiódł. Nie należy brać tych słów za wyraz skromności. Spektakl w reżyserii Ulrichy Johnson jest pastiszem. Dramat rodzinny spod znaku Noréna, Strindberga i Ibsena doprowadza do granic absurdu, zagęszczając oraz uwydatniając jego istotne cechy. Twórcy przedstawienia poszli więc tym samym tropem, co reżyser granego do niedawna w Sztokholmie „Fördoldu” („Ukryte”) Larsa Noréna.
Tam również chodziło o eksperyment na tym – doskonale już znanym – gatunku, którego możliwości, jak udowodniono, tylko pozornie się wyczerpały. „Architeksiężniczka” Dramalabbet trwa niecałą
godzinę, a jednak udało się w niej zawrzeć rozpoznawalne fragmenty innych sztuk. Wywołują one zarówno uśmiech (bo przecież świadomi jesteśmy przerysowania), jak i chwilową dezorientację. Pamiętamy wszak wrażenie, jakie robiły dobrze skrojone dialogi czy typowe (chociażby dla Noréna) skupienie postaci na własnym głosie i własnym przekazie, które sprawia, że nie słyszą one już głosów innych, że wciąż mijają się w komunikacji. Spektakl otwiera scena, w której młoda dziewczyna rozmawia przez telefon – i choć domyślamy się, że po drugiej stronie musi być jeszcze ktoś, to jednak nie możemy być tego pewni. Zwłaszcza, że nawet sytuacja przebywania kilku osób jednocześnie w tym samym pokoju częściej prowadzi tu do monologu niż do dialogu.

Galeria postaci jest typowa, bo też wynika z przyjętego przez Odha założenia. Bohaterami są młodzi trzydziestoletni: dwie siostry i były mąż jednej z nich. W cieniu pozostaje umierająca matka, bezpośredni powód spotkania. Dojdzie, jakżeby inaczej, do słownych przepychanek, mocowania się na nieszczęścia, wyścigu o wygraną, którą jest słowo współczucia od bliskiej osoby. Poczucie osamotnienia pogłębia śnieżnobiała scenografia: trzy białe, dizajnerskie krzesła i niski, plastikowy stół, który raczej nie zachęca do wspólnych posiłków. Do tego muzyka, chwilami bardzo głośna, która przywodzi na myśl szum spadającego deszczu. A może raczej odgłos topniejącego lodu, bo obserwowana z odległości scena przypomina śnieżną grotę.

Tego samego wieczoru można obejrzeć jeszcze „Zaduch” w reżyserii samej autorki, AnnyLiny Hertzberg, i „Niepokonanych” Gustava Tegby w reżyserii Mai Salomonsson. W czasie przerw przygrywają niszowe zespoły, bo, jak tłumaczą organizatorzy: dla tych, którzy przyszli na spektakl, to okazja, by posłuchać trochę muzyki a dla tych, którzy wybrali koncert – by zobaczyć spektakl (a nawet trzy!). Zatem festiwal jest i świętem teatru, i muzyki skierowanym do młodych ludzi oraz z ich udziałem. Widać to szczególnie w czasie dwóch ostatnich pokazów, w których aktorzy mówią językiem publiczności, a ta dosłownie „wlewa się” na scenę (bo i linia je oddzielająca jest bardzo umowna).

Te spektakle nadają wieczorowi tempa – „Zaduch” traktuje o nastoletniej miłości, a „Niepokonani” – o strachu przed dorosłością. Uwagę zwraca zwłaszcza druga sztuka. Podobnie jak bohater (znanej u nas) powieści norweskiego pisarza Erlenda Loe „Naiwny. Super”, dwudziestopięcioletni Jens nie bardzo wie, co zrobić ze swoim dalszym życiem. Chcąc uniknąć odpowiedzialności ucieka w świat dziecinnych marzeń. W powieści Loe jest to przyjaźń z pięcioletnim chłopcem, w spektaklu „Niepokonani” – rozmowy z bohaterami z dzieciństwa, którzy pewnego dnia wyskakują z lodówki Jensa. Są to: Kalle Blomkvist, detektyw z książek Astrid Lindgren, gwiazdor porno John Holmes oraz aktor, któremu zdarzyło
się zagrać Jamesa Bonda, George Lazenby. Naśmiewają się z Jensa, dokuczają mu, czasem chcą go pocieszyć, czasem nawet adoptować, a innym razem po prostu dać po nosie. Powtarzają: „Przyznaj się, potrzebujesz nas”. Ich komentarze wywołują wybuchy śmiechu na widowni, choć powody „wycofania się” Jensa okażą się już mniej zabawne. Z rzucanych mimochodem słów wyłania się obraz przemocy: gwałtu na młodej dziewczynie, niekontrolowanej tęsknoty za władzą i chęci dominacji. Spektakl porusza wciąż aktualny w Szwecji temat płci: Kalle, John i George to tak naprawdę trzy typy „męskości”, które mały Jens odnalazł i wybrał dla siebie z natłoku wzorców proponowanych mu przez kulturę popularną.

Z Mają Salomonsson i Gustavem Tegby spotykam się już po Festiwalu. Na widowni zamiast rzędów krzeseł stoi kanapa i kilka foteli, trwają przygotowania do kolejnego wydarzenia – jubileuszu dziesięciolecia. Planowana na maj tego roku uroczystość to bardziej happening niż spektakl. Dziesięciu dramaturgów związanych z Dramalabbet otrzymało zadanie stworzenia tekstu o wybranym roku w Laboratorium, którego odegranie nie zajmie więcej niż dziesięć minut. Forma i sposób ujęcia tematu są dowolne, organizatorom zależy jednak, by nawiązały one do estetyki rewii. Ma być głośno i z pompą. W czasie spotkań zespół chce coś podobnego napisać wraz z publicznością na temat planów na rok 2008. Zostanie to odegrane na zakończenie jubileuszu.

Przedstawiłam tylko jeden z wielu przykładów otwartości i pomysłowości Laboratorium. Panuje tu atmosfera wiecznego warsztatu, odbywają się czytania aktorskie nadesłanych sztuk, nazywane po prostu „Färskpressat”, czyli „Świeżo wyciśnięte”, spotkania z reżyserami, praca nad własnymi sztukami, dyskusje. Wiele projektów realizowanych jest we współpracy z innymi sztokholmskimi teatrami: młodą sceną Teatru Narodowego – Elverket (Elektrownia), Teatrem Scenario i Giljotin. Ten ostatni zalała ostatnio woda wypływająca z pękniętej rury, całkowicie więc przeniósł on swoją działalność do Dramalabbet i tam planuje już kolejne przedsięwzięcie: nazwany ironicznie „Festiwal Wodny”, podczas którego zebrane zostaną pieniądze na remont.

Jaki jest nowy dramat szwedzki? Na tak postawione pytanie Maja Salomonsson i Gustav Tegby nie potrafią znaleźć jednoznacznej odpowiedzi, choć co roku do Laboratorium przysyłanych jest około dwustu sztuk i każda jest przez nich czytana oraz – niezależnie od decyzji – odsyłana do autora z komentarzem. Część tych dramatów trafia do repertuaru Dramalabbet. Nadesłane teksty nie muszą być doskonałe pod względem technicznym − to jeszcze zostanie dopracowane podczas pracy z zespołem dramaturgów, aktorów i reżyserów czy w trakcie czytań aktorskich i prób z udziałem publiczności. Liczy się pomysł.

To prawda, ale jaki jest nowy dramat szwedzki? Trudno znaleźć odpowiedź, mówią Salomonsson i Tegby, bo właściwie nie ma tematu, którego by on nie poruszał. Charakterystyczne jest to, że dla teatru pisze coraz więcej pisarzy młodego pokolenia, którzy debiutowali jako autorzy powieści czy felietoniści. Ich sztuki traktują więc o poszukiwaniu tożsamości, rozliczaniu się z socjaldemokratycznym modelem państwa opiekuńczego, z hołdowaną przez lata przeciętnością wynoszoną do rangi cnoty narodowej. Mówią o różnicach istniejących między miastem a prowincją, północną i południową częścią kraju, Szwecją a resztą Europy, świata. Do tablicy wywoływane są dawne wzorce i ideały, analizuje się towarzyszące Szwedom od urodzenia stereotypy. Dramalabbet szuka inspiracji. Pracuje nad nowym dramatem rumuńskim, z zainteresowaniem patrzy w stronę Polski. Wyszukuje starsze, zapomniane teksty. Podczas naszego spotkania rozmawiamy o Victorii Benedictsson i Anne Charlotte Leffler, współczesnych Strindbergowi autorkach dramatów rodzinnych, które na długie lata zniknęły w cieniu sławnego pisarza. Gdy po powrocie do Polski czytam o ich triumfalnym powrocie na scenę, już wiem, że się udało.

Rumi
Miasto, w którym rod [...]
Jednośc instrumentalna
Spoglądam w przeszł [...]
Rumi w mgnieniu oka
Przedstawienia
Rola za rolą, za rolą ro [...]
Człowiek z paździer [...]
Śmieci, cisze
Ptaki nieloty
Sąd w wygodnych fote [...]
Capote gay-friendly
Przełamując Dürrenmatta [...]
Lament sportowy
M jak miłość ci wszystk [...]
Idę do fryzjera, niech si [...]
Teatrzyk z miasteczka [...]
Teatr telewizji-Scena faktu
Poszedłem po słońce
Opera
High tech politics
Paryski... fal
Zapiski starucha
Zemsta
Performans
Pamięci przemów!
Poszerzanie pola
Nieprofesjonalni
Odkrycie amatora
Skandynawia
Od lęku naszego powszedni [...]
Świeże soki
Dramat bez story-telling
Alternatywy cztery-dyskusja
Nikt nie da ci zginąć
Brak nam systemu
W świetle lamp jarzeniowy [...]
Przewrót kopernikański
Teatr przedwojenny
Żydowska Banda, czyli o&n [...]
Książki
Alternatywne paradygmaty r [...]

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone