16-09-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Piotr Duda

Gdy zastanawiałem się nad zabraniem głosu w sprawach poruszanych przez Pawła Płoskiego, zadałem sobie przede wszystkim pytanie, czy to ma sens? Kolejny artykuł, kolejne mieszanie w mętnej wodzie, jeszcze jedna próba zabrania głosu. Czy to tylko wypełnienie miejsca w branżowej gazecie? Jednak po lekturze artykułu musiałem sobie uczciwie odpowiedzieć, że autor – chyba jako jeden z pierwszych – dostrzega sprawy tak, jak mało kto dotąd. Trzeba przyznać, że udało mu się nazwać zjawiska (w niektórych
wypadkach należałoby powiedzieć: patologie lub horrendalne bzdury) precyzyjnie i postawić kilka zasadniczych pytań. Chciałbym na początku, aby było jasne, stwierdzić, że z rozumowaniem autora
w pełni się zgadzam.

Czy sytuacja jest zła? Przecież, co zauważył sam autor, w Warszawie powstaje tyle nowych teatrów. Trzeba jednak stanowczo powiedzieć: sytuacja jest zła i chaotyczna. Jej stan wynika, o czym wspomina Paweł Płoski, z braku jasnego podziału na to, co komercyjne, co społecznie uzasadnione
i co artystycznie ważne (używam tu swoich kategorii, mieszczących się w podziale autora).

Dzisiaj w warszawskich teatrach (wszystkich) można odnaleźć te trzy możliwości naraz. Można znów zadać sobie pytanie: czy to źle? Może to lepiej, że każdy znajdzie coś dla siebie w każdym teatrze? Może to Andrzej Wanat się myli, kiedy zauważa, że teatry publiczne zabawiają publiczność, zamiast zmuszać do myślenia? Aby nie zwariować, głowiąc się nad tymi problemami, warto skorzystać z tego, co wymyślono w tak zwanym świecie. Po pierwsze to, co jest komercyjne, jest tam komercyjne. Zatem przestańmy dotować Kwadrat, Komedię, Romę i Syrenę. Działalności tych teatrów nikt o zdrowych zmysłach nie zaliczy do zadań publicznych. Podobne opinie wypowiedziano w ostatnich paru latach z pewnością kilkadziesiąt razy. Formułowali je ludzie zacni, znający się na rzeczy, eksperci, widzowie. I co z tych wypowiedzi zostało – nic. Ale miejmy nadzieję, że do czasu…

Druga ważna sprawa to obszar, który nazywam „społecznie uzasadnionym i artystycznie ważnym”. W tym przypadku należy zastanowić się, jaka jest rola urzędów miast i instytucji ministerialnych w dotowaniu teatrów artystycznych, tych szanujących się, nie schlebiających gustom widzów.

To jest największy problem, który wynika z braku polityki wobec teatrów. Świadomie używam słowa „polityka”, bo to pojęcie nie istnieje obecnie w odniesieniu do teatrów w Warszawie. Jedyną jaskółką, która może budzić nadzieję, ale to dopiero przyszłość, jest deklaracja dyrektora Biura Kultury Marka Kraszewskiego o zmniejszaniu kwot dotacji dla teatrów miejskich.

Na razie, moim zdaniem, brak określenia zadań i funkcji, jakie pełnią poszczególne sceny, jest szkodliwy dla ludzi kierujących instytucjami publicznymi. Dyrektorzy teatrów publicznych muszą wykazać się nie tylko osiągnięciami artystycznymi, ale muszą być także finansowymi rekinami. Tego się, niestety, nie da
pogodzić. Przykładem takiej porażki jest Teatr Powszechny i dyrektor Krzysztof Rudziński, który w moim przekonaniu jest właśnie ofiarą tego sposobu myślenia o zarządzaniu teatrami. Z jednej strony powierzono mu kierownictwo teatru artystycznego, z drugiej zaś, aby utrzymać instytucję, musiał mieć pełną widownię.
To nie jest już takie oczywiste.

Ich na to nie stać>/b>

Przywołam przykład ze świata. Rok temu wspólnie z Ambasadą Królestwa Szwecji w Warszawie zorganizowaliśmy spotkanie poświęcone finansowaniu teatrów w Szwecji i w Polsce. Gościliśmy w naszym teatrze przedstawiciela szwedzkiego ministerstwa kultury, odpowiedzialnego za politykę teatralną. Uderzające dla mnie były dwa stwierdzenia. Pierwsze, na początku jego wystąpienia: „My już wiemy, że nie da się tworzyć teatru artystycznego bez dotacji…” Drugie, to odpowiedź na pytanie, dlaczego w Szwecji organizuje się tak mało międzynarodowych festiwali, dlaczego teatr ma wymiar lokalny? Nasz gość odpowiedział, że przy całym zrozumieniu dla bogactwa naszego życia festiwalowego, ich na to nie stać. Można nad tymi stwierdzeniami przejść do porządku dziennego, ale uważam, że obydwa są dla naszej sytuacji fundamentalne i warte zastanowienia. Dodatkowo wpisują się w poszukiwanie odpowiedzi, co zrobić, aby było lepiej.

Założenie, iż teatr artystyczny można robić tylko za dotacje, jest jedynym możliwym. Przyjmuję to bez dyskusji. Tutaj padną zapewne pytania, które teatry są artystyczne – proponuję w takim wypadku wrócić do Andrzeja Wanata. Natomiast ważniejsze dla mnie są pytania: na co nas stać, na ile teatrów artystycznych możemy sobie pozwolić, ile festiwali należy organizować. To jest właśnie polityka kulturalna, to jest wizja publicznych zadań, wynikająca z potrzeb artystycznych, społecznych oraz z  kalkulacji na co nas stać.

Uczciwie przyznaję, że obecnie można dostrzec zarówno dobre chęci, ale zaraz obok są niestety przykłady braku wizji. Objawem dobrych chęci jest na pewno ukłon w stronę teatrów pozainstytucjonalnych (wprowadzenie trzyletnich grantów, które stabilizują działalność), minimalne zwiększenie dotacji, festiwal Re: wizje (który powstał dzięki przypadkowi – miasto pod koniec roku znalazło dodatkowe fundusze do wydania). To oczywiście nie wystarczy i należy mieć nadzieję, że to dopiero początek zmian.

Negatywną sprawą jest tworzenie nowych „zjawisk artystycznych”, bez zadania sobie pytania, czy nas na to stać. Mam tu na myśli na przykład pomysł realizowania kolejnego festiwalu przez nowego dyrektora Teatru Dramatycznego. Czy ktoś może uzasadnić potrzebę takiego przedsięwzięcia. I jeszcze jedno pytanie: czy przedstawiając swoje artystyczne plany, dyrektor Paweł Miśkiewicz zapewnił, lub chociaż starał się zapewże wykorzysta potencjał tej sceny. Jeśli nie, to, moim zdaniem, należałoby dokonać zamiany. Olbrzymią widownię i scenę w Pałacu Kultury i Nauki niech przejmie Teatr Kwadrat, którego profil zapewni komplety, a Dramatyczny, czyli teatr artystyczny, przenieśmy do siedziby Kwadratu. Zyskamy same korzyści.

W tym miejscu uspokoję tych, którzy zechcą posądzić mnie o niechęć do pomysłów Biura Kultury. Otóż za przejaw dobrej polityki właśnie uważam oddanie Teatru Nowego w ręce Krzysztofa Warlikowskiego. Taka powinna być rola magistratu: dostrzegać i pomagać wybitnym twórcom w realizacji przedsięwzięć, wynajdywać i promować zjawiska niezwykłe artystycznie, brać pod opiekę i pozwalać się rozwijać wydarzeniom przynoszącym wymierne korzyści społeczne.

Wniosek płynący z powyższych rozważań jest następujący: zastanówmy się wreszcie, ile potrzebujemy teatrów z budynkami i zespołami, wspieranych dotacjami, spokojnie realizujących teatr artystyczny? Na ile takich instytucji nas stać?

Teatry z o.o.

Określenia teatry z o.o. używam, by objąć wszystkie te przedsięwzięcia, które artyści tworzą na własne ryzyko. Do nich zaliczam Polonię, Montownię, Studio Buffo, Studio Teatralne Koło, Centralny Basen Artystyczny, który reprezentuję. Dotyczy ich ostatni problem.

Obecnie, jak zauważa Paweł Płoski, tworzą one (podobnie zresztą jak teatry instytucjonalne) różnorodne spektakle, przy niewielkiej stosunkowo „specjalizacji”. Moim zdaniem, to także efekt braku systemu. Trudno bowiem Montowni zdecydować się na realizację tylko „Peer Gyntów”, jeśli takich propozycji nie można umiejscowić wyraźnie na rynku i jeśli zanikają pewne reguły (na przykład niewystawiania tego samego tytułu na dwóch scenach jednocześnie).

Ktoś może zauważyć, że przecież te teatry działają na własne ryzyko. Przyznam mu rację, ale tylko do czasu. Bowiem te działania nie powstają w próżni, nie są sztuką dla sztuki. Coraz intensywniej
wpisują się w pejzaż kulturalny stolicy. Niektóre z nich osiągają często wyższy od teatrów instytucjonalnych poziom artystyczny (Studio Teatralne Koło), otwierają nowe drogi tworzenia (Montownia, jedna z pierwszych niezależnych grup teatralnych), realizują program artystyczny ważny społecznie (Teatr Polonia i problematyka kobieca), dają możliwość tworzenia grupom bez budynku (Centralny Basen Artystyczny). Rodzi się pytanie, co robić z tymi zjawiskami? Moim zdaniem powinny
stać się elementem polityki kulturalnej. Powinny być częścią systemu, który je zauważa i premiuje za osiągnięcia, jeśli są artystycznie czy społecznie ważne.

Powierzenie

Autor artykułu za światełko w tunelu uznał słowo „drgnienie”, moim słowem kluczem jest „powierzenie”. Proponuję, aby kiedy już zostaną jasno określone zadania wobec teatrów, kiedy będziemy wspólnie wiedzieli, na ile nas stać i jakie mamy potrzeby, wówczas niech urzędnicy zajmą się „powierzeniem” tych zadań twórcom, menadżerom, teatrom z o.o. I nie będzie miało znaczenia, czy powierzyliśmy to zadanie Teatrowi Polonia, Centralnemu Basenowi Artystycznemu czy Teatrowi Dramatycznemu. Jeśli komuś je powierzono, to będzie znaczyło, że do tych spraw najlepiej się nadawał. Wówczas forma prawna ich działalności nie będzie mieć najmniejszego znaczenia. Powierzenie nabierze wówczas znaczenia i odpowiedzialności.

Dla uspokojenia dodam, że powierzanie nie będzie odbywało się z rozdzielnika, ale na podstawie konkursów, doświadczeń organizacyjnych i osiąganych korzyści artystycznych. Ale to jest temat na inny artykuł…

Piotr Duda – dyrektor naczelny Centralnego Basenu Artystycznego, długoletni menadżer i producent Teatru Montownia.

Rumi
Miasto, w którym rod [...]
Jednośc instrumentalna
Spoglądam w przeszł [...]
Rumi w mgnieniu oka
Przedstawienia
Rola za rolą, za rolą ro [...]
Człowiek z paździer [...]
Śmieci, cisze
Ptaki nieloty
Sąd w wygodnych fote [...]
Capote gay-friendly
Przełamując Dürrenmatta [...]
Lament sportowy
M jak miłość ci wszystk [...]
Idę do fryzjera, niech si [...]
Teatrzyk z miasteczka [...]
Teatr telewizji-Scena faktu
Poszedłem po słońce
Opera
High tech politics
Paryski... fal
Zapiski starucha
Zemsta
Performans
Pamięci przemów!
Poszerzanie pola
Nieprofesjonalni
Odkrycie amatora
Skandynawia
Od lęku naszego powszedni [...]
Świeże soki
Dramat bez story-telling
Alternatywy cztery-dyskusja
Nikt nie da ci zginąć
Brak nam systemu
W świetle lamp jarzeniowy [...]
Przewrót kopernikański
Teatr przedwojenny
Żydowska Banda, czyli o&n [...]
Książki
Alternatywne paradygmaty r [...]

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone