20-06-2019

 
NOWY LAYOUT
Najstarsze czasopismo teatralne w Polsce w nowym kształcie.


Nowe barwy:
Chcemy prezentować teatr w sposób bardziej atrakcyjny, żywszy,
nowocześniejszy – 40 stron w kolorze i zmieniona szata graficzna.

Nowy układ:
Chcemy pokazywać teatr w sposób bardziej uporządkowany – pojawią się nowe stałe działy: Wydarzenia, Ludzie, Przestrzenie teatru, Po premierze, Czytelnia.

Nowe perspektywy:
Chcemy uchwycić wszystkie wymiary teatru: od plotki w bufecie, przez
codzienny repertuar scen małych i dużych, twórczość poszczególnych artystów,
zarządzanie, po istotę sztuki scenicznej.

Nowe horyzonty:
Chcemy dokładniej śledzić dokonania artystów zagranicznych, zwłaszcza z
naszej części Europy.

Nowi autorzy:
Zaprosiliśmy na łamy nowych felietonistów - wybitną pisarkę Zytę Rudzką i świetnego
eseistę Krzysztofa Rutkowskiego.

Nowa komunikacja:
Chcemy mówić do tych, którzy wiedzą mnóstwo o teatrze i do tych, którzy
wiedzą niewiele.

Szukaj TEATRU w Empikach i dobrych księgarniach.
Chcesz wiedzieć więcej o zasadach prenumeraty – napisz na adres: teatr@teatr-pismo.pl

:: REKLAMA ::

 
Wiesław Michnikowski, Agnieszka Uścińska

Fot.: Witold Rozmysłowicz


AGNIESZKA UŚCIŃSKA Wywiad z Wiesławem Michnikowskim, niezapomnianym Jakubem Goldbergiem z legendarnego „Sęka”, o szmoncesie, i w dodatku przez telefon! Czy się dogadamy?

WIESŁAW MICHNIKOWSKI No, spróbujemy (śmiech). Mam tylko jedną prośbę.

UŚCIŃSKA Słucham.

MICHNIKOWSKI Proszę mi nie zadawać trudnych pytań.

UŚCIŃSKA Dobrze, będę się starać. Czym dla Pana, jako wybitnego wykonawcy szmoncesów, jest ta forma kabaretowa?

MICHNIKOWSKI No właśnie, tu jest problem. Ja przygotowując się do tej rozmowy, szukałem definicji szmoncesu i nie znalazłem ani w encyklopedii, ani w słowniku wyrazów obcych. Proszę mi powiedzieć, co Pani uważa za szmonces?

UŚCIŃSKA Definicji szmoncesu rzeczywiście nie znajdziemy w popularnych słownikach. Ale możemy przyjąć jej roboczą wersję, że jest to żart, dowcip słowny powiedziany specyficzną polszczyzną Żydów przedwojennych. Zawiera elementy charakterystycznej filozofii oraz mądrości żydowskiej. I może mieć formę dialogu, monologu, a nawet piosenki, o czym Pan wie najlepiej, bo wszystkie te formy wykonywał Pan na estradzie.

MICHNIKOWSKI Tak, to prawda. W kabarecie Dudek brałem udział w wykonywaniu szmoncesów. Robiłem przede wszystkim tego słynnego „Sęka” z Edwardem Dziewońskim, którego wszyscy jakoś zapamiętali. Ale ten tekst to jest po prostu świetnie napisany dialog. Tam nie ma elementów służących wyśmiewaniu się ze społeczności żydowskiej. Żadnego antysemityzmu. Bo szmonces nie polega, jeżeli tak można powiedzieć, na jakimś złośliwym przedrzeźnianiu. To po prostu jest dialog, który w pewnym sensie określa mentalność tych ludzi. Można powiedzieć, że to jest właściwie jakiś folklor.

UŚCIŃSKA Pan należy do nielicznej grupy aktorów, którzy po mistrzowsku wykonują żarty szmoncesowe. Wielu aktorów jednak nie zabiera się za ten typ żartu, a wręcz go unika. Jakie predyspozycje musi mieć aktor do wykonywania szmoncesów?

MICHNIKOWSKI Trudno mi powiedzieć. „Sęk” to była po prostu jedna z moich ról. A grałem różne role – w sztukach Fredry, Bałuckiego czy na przykład Shakespeare’a, ale nikt mi nie mówił, że ja jestem w jakimś sensie specjalistą od tych tekstów. A że w przypadku „Sęka” to tak jakoś wyszło zabawnie, że się udało...

UŚCIŃSKA Udało się Panom rozśmieszyć kilka pokoleń Polaków. Zacytuję Edwarda Dziewońskiego, który powiedział, że „bardzo rzadko, raz na pięćdziesiąt lat, zdarza się taki tekst jak »Sęk«, który oczywiście trzeba umieć powiedzieć, ale który jest genialny. Myślę, że to najśmieszniejszy utwór, jaki w swej karierze napisał Konrad Tom, a popełnił przecież bardzo dużo bardzo śmiesznych kawałków. [...] »Sęk« jest nie do przebicia”1. Czy samo opracowanie szmoncesu to trudne zadanie aktorskie?

MICHNIKOWSKI Bo ja wiem? Dla mnie to nie było specjalnie trudne zadanie (śmiech)
.
UŚCIŃSKA Ale wiadomo, że to nie tylko specyficzny język, ale również charakterystyczna intonacja, sposób zachowania, gestykulacja.

MICHNIKOWSKI Tak i takie akcenty, zaśpiewy. No i tamta mentalność. Wie Pani, ja pamiętam to wszystko jeszcze sprzed wojny. Jestem już przeterminowany i bardzo dawno urodzony, więc w młodości często stykałem się z tymi ludźmi i pewne rzeczy, określony sposób mówienia, akcentowania, jakoś mi utkwiły w pamięci. Myśmy z Dudkiem to mieli w uszach. No i tak to się staraliśmy zrobić, bez przedrzeźniania i jakichś chamskich złośliwości.

UŚCIŃSKA Od czego zaczynał Pan pracę nad takim tekstem? Na ile trzeba się trzymać tego, jak on jest napisany, a na ile szukać własnej interpretacji?

MICHNIKOWSKI Te teksty właściwie same sugerują, w pewnym sensie, wykonanie. Pamiętam, jak kiedyś w telewizji, to było dawno, dawno temu, robiłem z Ireną Kwiatkowską taki skecz Tuwima. To się nazywało „Noc poślubna”. No więc proszę sobie wyobrazić, mieliśmy to nagranie już prawie w nocy. I jak to w telewizji, musieliśmy kilka razy powtarzać. A w studiu była jakaś pani z cenzury, która za każdym razem nam zarzucała, że to, w jaki sposób mówimy ten skecz, ubliża Żydom. Ja się w końcu zdenerwowałem i mówię: „Proszę pani, Tuwim to napisał, Żyd, prawda? I ten tekst, nawet gdyby go ksiądz z ambony przeczytał, to też będzie szmonces!”.

UŚCIŃSKA Czy „Sęk” to było pierwsze Pana zetknięcie się ze szmoncesem na scenie? Zastanawia mnie, czy to w Dudku został odświeżony szmonces, czy może grano go we wcześniejszych kabaretach?

MICHNIKOWSKI Nie, wcześniej tego nie robiliśmy. Zetknąłem się z tym „Sękiem”, z tym „problemem” (śmiech) dopiero w Dudku.

UŚCIŃSKA Czy można więc powiedzieć, że tak naprawdę to Pan z Edwardem Dziewońskim przypomnieliście ten gatunek powojennej publiczności?

MICHNIKOWSKI No, myślę, że tak. Wcześniej nie przypominam sobie, żeby ktoś to grał. To Dudek zresztą wynalazł gdzieś ten tekst i on stał się potem bardzo popularny.

UŚCIŃSKA Ale słyszałam, że jeden tekst, chodzi o szmoncesowi piosenkę „Słowo musi być święte”, zabrzmiał w Dudku dzięki Panu. Stał się zresztą okazją do zrobienia niespodzianki samemu Dziewońskiemu. Skąd Pan go wziął?

MICHNIKOWSKI Dostałem go od mojego przyjaciela, doktora Rożniatowskiego. On to znał jeszcze sprzed wojny. Tam w oryginalnym tekście były dwie zwrotki. Wtedy zbliżał się ostatni program Dudka i postanowiłem przygotować coś specjalnego dla Dziewońskiego. Poprosiłem więc Wojtka Młynarskiego, aby dopisał do tego tekstu trzecią zwrotkę. On to bardzo zabawnie zrobił i zaśpiewałem całość po ostatniej kwestii z „Sęka”, którego graliśmy już na sam koniec programu.

UŚCIŃSKA Jak zareagował Dudek?

MICHNIKOWSKI On bardzo był tym zaskoczony, bo przygotowywałem ten, że tak powiem, numer (śmiech) tylko z Tadziem Suchockim i nikt z kolegów o tym nie wiedział, a Dudek zwłaszcza! Jemu się to bardzo podobało. Był zadowolony i się ubawił.

UŚCIŃSKA Słyszałam, że był kompletnie ugotowany!

MICHNIKOWSKI Tak! Ale jeżeli idzie o „ugotowanie”, to muszę Pani opowiedzieć, jak on mnie kiedyś ugotował!

UŚCIŃSKA Niemożliwe! Pan przecież słynie z kamiennej twarzy i odporności na dowcipy kolegów.

MICHNIKOWSKI Ale Dudkowi się to udało! Był taki moment, jeszcze w stanie wojennym, kiedy jeździliśmy po całej Polsce z różnymi koncertami. Byli w tej grupie Janek Kobuszewski, Gołas, Miecio Czechowicz, Magda Zawadzka. My z Dudkiem robiliśmy oczywiście tego „Sęka”. I kiedyś, nie pamiętam już w jakim mieście to było, graliśmy nasz program trzy razy. I za trzecim razem Dudek był już mocno zmęczony. Normalnie ten skecz kończy się słowami: – Ty sobie weź ten las za darmo. – A tartak? – A tartak, ty sobie weź tyż za darmo. – A pies? – A pies ci mordę lizał! A na tym przedstawieniu ja się pytam: – A las? – Las sobie możesz wziąć za darmo. – A tartak? – dopytuję, a on na to – A tartak ci mordę lizał! Tak mi powiedział (śmiech). No wie Pani, ja się trochę zgotowałem.

UŚCIŃSKA Mnie zaskoczyło to, że tak naprawdę w podstawowym programie Dudka były tylko dwa szmoncesy. I dopiero w jubileuszowym programie, już po zakończeniu działalności kabaretu, doszły jeszcze trzy skecze i piosenka. Czy to ze względu na publiczność, która entuzjastycznie przyjmowała ten typ humoru?

MICHNIKOWSKI Myślę, że tak, bo od samego początku cały czas wszyscy się znakomicie bawili na tych skeczach.

UŚCIŃSKA Pani Stefania Grodzieńska mówiła mi, że przed wojną szmonces to był gwóźdź programu. Bez niego nie mogło się odbyć żadne przedstawienie kabaretowe. Cały program mógł „leżeć”, ale jak wyszedł na scenę na przykład Lopek czy Lawiński i powiedział szmonces, to już wieczór był udany. Czy w Dudku było podobnie?

MICHNIKOWSKI Bo ja wiem? Mieliśmy sporo różnych skeczy, które się podobały. Ale „Sęk” to na pewno był jeden z bardziej popularnych i świetnie przyjmowanych przez publiczność numerów. A czy Pani rozmawiała z Grodzieńską na temat tego naszego wykonania? Czy ona je widziała?

UŚCIŃSKA Tak, była zachwycona. Mówi, że Panów „Sęk” jest powiedziany tak, jakby słyszała najlepsze przedwojenne szmoncesy. A przecież Pani Stefania Grodzieńska bardzo dobrze je znała i pamięta. Wspominała nawet, że artyści w garderobie często mówili szmoncesem między sobą. To było tak popularne i tak dobrze się przy tym bawili. Słyszał Pan jeszcze jakieś komplementy na temat swoich wykonań?

MICHNIKOWSKI Tak. Przed wojną Krukowski z Lawińskim wykonywali tego „Sęka”. No i ja usłyszałem kiedyś komplement od Krukowskiego, który powiedział do mnie: „Pan tak dobrze to mówi, jak i ja to robiłem”. To był dla mnie wielki komplement.

UŚCIŃSKA Miałam okazję posłuchać i porównać jeden szmonces w wykonaniu przedwojennym i dudkowym. Mam na myśli „Elegię Starozakonną”. Muszę przyznać, że mnie bardziej śmieszy wersja uwspółcześniona. Czy Pan słuchał tych przedwojennych nagrań?

MICHNIKOWSKI Nie. Ja ich nie znam i nigdy nie słyszałem. A bardzo chętnie bym ich posłuchał.

UŚCIŃSKA Pojawiły się na rynku płyty z kilkoma przedwojennymi szmoncesami. Polecam.

MICHNIKOWSKI To ciekawe, w takim razie muszę je zdobyć.

UŚCIŃSKA Czyli można powiedzieć, że to była Panów autorska interpretacja?

MICHNIKOWSKI No chyba tak, bo myśmy nie słyszeli tego przed wojną. Może Dudek to widział, nie wiem, ale ja nie miałem możliwości.

UŚCIŃSKA Pan wspomniał, że były jakieś zarzuty o antysemityzm. Kabaret Dudek to są lata 1965–1975, czyli okres obejmujący rok 1968 i związane z nim dramatyczne wydarzenia dla społeczności pochodzenia żydowskiego w Polsce. Czy wtedy również graliście „Sęka”? Zastanawialiście się może nad tym, czy wypada grać tego typu skecze?

MICHNIKOWSKI Nie, nie mieliśmy takich wątpliwości. Nie zastanawialiśmy się nad tym, czy wypada, czy nie wypada, bo nie myśleliśmy, że wykonywanie szmoncesów może mieć jakiś akcent antysemicki. Tak jak już powiedziałem, to jest jakiś folklor.

UŚCIŃSKA A czy pamięta Pan może jakieś naciski cenzury, żeby grać, lub może zaprzestać grania szmoncesów?

MICHNIKOWSKI Nie, nie było takich interwencji. Być może Dudek coś na ten temat wiedział, bo on, jako kierownik kabaretu, miał z nimi bezpośrednią styczność. Przecież wszystkie te teksty trzeba było cenzurować. Ale ja o tym nic nie wiem.

UŚCIŃSKA A jak na szmonces podczas różnych tournée Dudka reagowała publiczność za granicą?

MICHNIKOWSKI Za granicą... Wie Pani, wtedy, kiedy kabaret Dudek pojechał z „Sękiem”, nie pamiętam, który to już był raz, mnie z nimi nie było. Ale wiem, że Goldberga robił za mnie Janek Kobuszewski. I rzeczywiście słyszałem, że mieli tam jakieś nieprzyjemności. Ktoś postawił im zarzuty o antysemityzm, ale dokładnie nie umiem powiedzieć, jak to było.

UŚCIŃSKA Czyli takie zarzuty pojawiały się cały czas?

MICHNIKOWSKI Tutaj w Warszawie raczej nie. Raz tylko była taka nieprzyjemna historia. Przyjechał kiedyś z Berlina człowiek, który był tam reżyserem. Przyszedł na nasz kabaret i zobaczył „Sęka”. Okazało się, że zaraz po tym poszedł na skargę do ministra kultury i sztuki, z pretensją, że to, co my tam robimy, to jest antysemityzm. To był zupełnie idiotyczny zarzut! Bo ja nigdy nie byłem antysemitą. Miałem nawet w gimnazjum trzech kolegów Żydów, bardzo miłych, sympatycznych. I nigdy nie dochodziło do żadnych ekscesów antysemickich. Wręcz przeciwnie, zawsze między nami była przyjaźń. Więc byłem trochę oburzony zachowaniem tego pana, który wobec nas wysuwał takie zarzuty. Ale minister go obciął i się uspokoił.

UŚCIŃSKA A czy poza Dudkiem grał Pan jeszcze później jakieś szmoncesy?

MICHNIKOWSKI Właściwie nie. Nagrałem jeszcze kiedyś dla telewizji, do programu, który robiła Basia Damięcka, taki monolog Tuwima zatytułowany „Moja choroba”. To jest bardzo zabawny tekst. „Jak mnie kto mówi, że jest chory, to to są śmieszne rzeczy. Ja byłem chory. Ja byłem chory. Ja przez trzy dni nic nie miałem
w ustach, proszę Pani, tylko biegunka, biegunka, biegunka” (śmiech). To mi utkwiło w pamięci.

UŚCIŃSKA A co Pana najbardziej śmieszy w szmoncesie?

MICHNIKOWSKI Hm...

UŚCIŃSKA Trudne pytanie? Przepraszam.

MICHNIKOWSKI No właśnie, miało nie być trudnych pytań, a Pani mi daje pytania, na które nie wiem, co odpowiedzieć! (śmiech)

UŚCIŃSKA Nie wierzę! Na pewno coś Pana śmieszy. Ja na przykład szczególnie lubię tę charakterystyczną filozofię zawartą w żydowskich powiedzonkach, typu „kobieta jest jak róża, nima przód...

MICHNIKOWSKI ...nima tył”. Tak, to bardzo charakterystyczne. Był kiedyś taki Żyd, który pracował w polskim filmie. Nazywał się Henryk Szlachet. On cały czas mówił szmoncesem. Wychodziły z tego czasem tak śmieszne nieporozumienia, że jego żona nie pozwalała mu nawet rozmawiać z córeczką! Raz na przykład przyprowadził tę córeczkę do kierownika produkcji, przedstawia ją i mówi: „no idź popieść panu kierownikowi” (śmiech). On robił różne zakupy dla filmu. Kiedyś, gdy kręcono scenę bombardowania
jakiejś kaplicy z figurą Matki Boskiej, on poszedł do sklepu z dewocjonaliami i mówi: „Poproszę dwanaście Matek Bosek mojego wzrostu”. Taki był! Albo jak kupował materiał na kostiumy. Ogląda go i krzyczy: „To jest franel?! To jest franel? Jak ten szmat jest franel, to kukurudz jest zbóż!”.

UŚCIŃSKA To czysty szmonces!

MICHNIKOWSKI No tak! To jest najprawdziwszy szmonces z życia wzięty! Krąży cały szereg anegdot na temat tego Szlacheta. My też często się tak bawiliśmy. I to pozostało w pamięci.

UŚCIŃSKA Dziś gra Pan jeszcze numery szmoncesowe?

MICHNIKOWSKI Nie. W ogóle rzadko mam jakieś estradowe występy, ale szmoncesów nie robię już w ogóle.

UŚCIŃSKA A czy jest ktoś, kto teraz mógłby godnie zastąpić Rapaporta, czyli Edwarda Dziewońskiego w „Sęku”?

MICHNIKOWSKI Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Kiedyś, proszę Pani, to byli aktorzy i aktorki. Teraz są same gwiazdy! I ja mało znam tych ludzi, którzy dzisiaj występują.

UŚCIŃSKA Dzisiaj szmonces może nadal śmieszyć?

MICHNIKOWSKI No chyba może, jeżeli do tej pory ludzie bawią się na „Sęku”, słuchając tych nagrań. Wie Pani, grałem różne role w teatrze, telewizji czy w radiu. Ale ciągle pamiętają mi tylko „Sęka” i „Addio pomidory!”. A ja wysypki dostaję na tę piosenkę (śmiech).

UŚCIŃSKA Ja wolę „Dziecię tkaczy” i „Grzeszczyka” jeszcze z kabaretu Wagabunda.

MICHNIKOWSKI Tak, tak... A moja ulubiona piosenka to „Inwokacja” z Kabaretu Starszych Panów. „Bez ciebie jestem tak smutny jak kondukt w deszczu pod wiatr. / Bez ciebie jestem wyzuty z ochoty całej na świat. / Bez ciebie jestem nieładny, bez żadnej szansy u pań. / Bez ciebie jestem bezradny jak piesek, co wypadł z sań”. To poeta jest ten Przybora! A teraz jest taka moda, że im więcej wulgaryzmów, tym jest śmieszniej. Zaśmiewają się ludzie, jak słyszą jakieś niecenzuralne słowa, które padają z estrady, ze sceny. Ja już jestem inne pokolenie i mnie te rzeczy nie bawią.

Tytuł wywiadu to początkowa kwestia Beńka Rapaporta (Edwarda Dziewońskiego) z najsłynniejszego przedwojennego szmoncesu „Sęk” Konrada Toma, wykonywanego w kabarecie Dudek przez Wiesława Michnikowskiego i Edwarda Dziewoñskiego.

1 Edward Dziewoński „W życiu jak w teatrze”, Warszawa 1989.

Wiesław Michnikowski – wybitny polski aktor teatralny i filmowy. Egzamin eksternistyczny złożył w Szkole Dramatycznej Karola Borowskiego w Lublinie. Na początku kariery związany z teatrami lubelskimi: Teatrem Domu Żołnierza, Teatrem Miejskim oraz Teatrem im. Juliusza Osterwy. Od 1951 roku aktor scen warszawskich, m.in. Teatru Młodej Warszawy, Komedii, Współczesnego i Polskiego. Obdarzony niebywałym poczuciem humoru na scenie i w życiu. Szerszej publiczności znany przede wszystkim z niezapomnianych kreacji w Kabarecie Starszych Panów i kabarecie Dudek. Popularność przyniosły mu także role w Teatrze Polskiego Radia i Telewizji, za co otrzymał w tym roku Wielką Nagrodę Festiwalu „Dwa Teatry” oraz Złoty Medal „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”.

Agnieszka Uścińska – absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, psychologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i podyplomowych studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim. Doktorantka Instytutu Sztuki PAN.



Konfrontacje: Żydzi w tea
Krajobraz po Grossie
Robota ilustracyjna i  [...]
Nagrody
Podoba mi się teraz wszys [...]
Zapiski starucha
Kurnakowicz
Przedstawienia
Ropopera
Nie rzucim banku skąd nas [...]
Partnerstwo, czyli rywaliz [...]
Kultura torebek foliowych
Młynarze u bram
Perwers wymuszony
Miłość nie znosi oboję [...]
Surfing generation
O wszystkim, czyli o seksi [...]
Leniwe gesty
Maszeruj albo giń!
Muzeum tak w ogóle
Festiwale
Porządkowanie świata
Nowa odsłona
Portret
Frycz czyli anarchia
Nowojorska scena tańca
Widząc to samo
Moja Ameryka tańczy
Wszyscy uczestnczymy w&nbs [...]
Reportaż
Litwo, ojczyzno moja
Monologi
Poproszę zamiejscową czy [...]
Szmonces - polska specjaln [...]
Moja choroba
Kufer z książkami
Moskwa 2

Copyright © 2006 "TEATR" Wszystkie prawa zastrzeżone