Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
4/2017
Dlaczego Janusz?
autor: Justyna Kozłowska
Dlaczego Janusz?
foto:

Niedoceniony przez swoich, podczas gdy świat leżał u jego stóp. Niezrozumiany. Może nawet celowo – ot, polska zazdrość. Polska przedwojenna miała swojego „Wariata z Krupówek”, „który wiele lat po śmierci doczekał się miana klasyka awangardy międzywojennej”, a jego twórczością „żywią się kolejne pokolenia badaczy”. Elżbieta Baniewicz jest nieomal pewna, że „pisarski los Janusza Głowackiego – »Playboya z Krakowskiego Przedmieścia« – może być podobny”. Tak śmiałych porównań i stwierdzeń autorka Dżanusa się nie boi. Jej książka to pean na cześć pisarza, outsidera w swoim kraju.


Cel, jaki Baniewicz postawiła sobie w tej pracy, został przez nią jasno wyklarowany: objaśnić „jego [Głowackiego] sposoby rozumienia i odczuwania świata”. Autorka próbuje także odpowiedzieć na pytanie, zaczerpnięte z tekstu Jana Kotta: dlaczego Janusz? Dlaczego właśnie Głowackiemu udało się odnieść sukces nie tylko artystyczny, ale i komercyjny, kiedy zaistniał w amerykańskim obiegu literackim. Baniewicz stara się opisać ambitną emigracyjną „strategię pisarza”, która polegać miała na tym, by nie tylko przetrwać, ale i zaistnieć, „podjąć ryzyko walki o swoją wybitność”. Głowacki od razu po przylocie do Stanów w 1982 roku zaczął gwałtownie walczyć o siebie, o swoją markę: „[…] by zaistnieć w liczących się wydawnictwach, teatrach, pismach amerykańskich, a nie zamknąć się w polskim getcie, w ramach emigracyjnych doświadczeń”, jak zrobił to m.in. Edward Redliński.


Podtytuł książki – Dramatyczne przypadki Janusza Głowackiego – tłumaczyć może konstrukcję książki. Poszczególne jej rozdziały zbudowane są wokół chronologicznie omawianych kolejnych tekstów dramatycznych pisarza. Nowe teksty wyznaczają nowe etapy jego życia. Na monografię twórczości teatralnej Głowackiego to jednak stanowczo za mało. Teksty dramatyczne są tu jedynie streszczone, choć naznaczone czytelniczą wrażliwością i temperamentem Baniewicz oraz jej teatralnym doświadczeniem. Brakuje krytycznych odniesień do istniejących już prac poświęconych twórczości Głowackiego. Opis dramatów wzbogacony został zarysem ich scenicznej recepcji, w tym także zagranicznej. Baniewicz najwięcej miejsca poświęca realizacjom polskim i amerykańskim, ale wspomina także o spektaklach z innych zakątków świata. Spis zamieszczony na końcu książki jest niestety niepełny, co autorka tłumaczy problemami z dokumentowaniem spektakli w większości krajów. Według tego jednak, co udało się jej ustalić, wśród dramatów Głowackiego absolutnym numerem jeden – jeśli chodzi o liczbę premier – była Antygona w Nowym Jorku, tuż za nią jak dotąd plasuje się Kopciuch.


Dżanus nie jest także biografią. Bo nie jest łatwo napisać książkę biograficzną, jeśli sam autor kilkanaście lat wcześniej wydał świetną autobiografię Z głowy. Baniewicz w swojej pracy opiera się na faktach podanych przez pisarza właśnie w tamtej książce, co najwyżej uwypuklając i poszerzając pewne elementy biografii odnoszące się do jego pracy teatralnej. Życie Głowackiego dzieli na dwie epoki, które rozdziela rok 1981. Autor Antygony zanim poleciał do Londynu (miało być na kilka dni, został na „trochę” dłużej), był, owszem, zdolnym, inteligentnym pisarzem, ale jednak trochę takim w rodzaju satyryka. By narodził się świetny dramatopisarz, potrzebny był najpierw Londyn jako stacja przesiadkowa i przede wszystkim Ameryka jako stacja docelowa.


To Ameryka zafundowała mu trudne, choć niesamowicie twórcze doświadczenie emigracji. Jak było ono silne i wymagające, świadczy fakt, że stało się częścią jego tożsamości nie tylko artystycznej. Do takich refleksji i przeżyć trudno nie wracać w pisaniu. Baniewicz podkreśla jednak, że ten emigracyjny pisarz, piszący o emigracji, jest jej częścią, ale przynależy także do oficjalnej kultury New York City, bo już po kilku latach krytycy nazywali go pisarzem amerykańskim.


„Dramatyczne przypadki” sprzed 1981 roku to barwny życiorys (znany już Z głowy), który Baniewicz tak dopowiada, by przedstawić, w jakim środowisku narodził się późniejszy Dżanus. Jak wyglądały Warszawa i Polska lat młodości Głowackiego, ówczesna literatura, teatr, które już współtworzył. Autorka stara się nakreślić główne punkty, które uformowały Głowackiego jako pisarza. Najważniejsze było środowisko, z którego pochodził: inteligencka rodzina, ale także warszawskie nocne kluby i kabarety. Teatr od początku zajmuje tu istotne miejsce. Baniewicz przypomina, że był to czas otwarcia się teatru polskiego na nowości z Zachodu. Wyraźny wpływ na autora Kopciucha wywarł Jan Kott jako jego profesor na Uniwersytecie Warszawskim, a później, gdy już obaj znajdą się w Stanach – jego wielki admirator (tu także przydałaby się dygresja na temat relacji tych dwóch pisarzy). Rok 1972 to teatralny debiut Głowackiego. Tekst Cudzołóstwo ukarane na scenie STS-u wyreżyserował Lech Hellwig-Górzyński, ale teatralna kariera na dobre rozpoczyna się po premierze Kopciucha w Teatrze Powszechnym w reżyserii Kazimierza Kutza (1980). Po tym spektaklu Głowacki staje się uznanym dramatopisarzem. Stefan Kisielewski pisał wtedy: „Ma Pan dar miażdżącej ironicznej obserwacji zredukowanej nieraz do paru słów, gdzie autor prześwietla rzeczywistość jak rentgen, sam kryjąc się za szczelną gardą… ów dar syntetycznej obserwacji ludzkich owadów – tego nie można się nauczyć, to trzeba mieć wrodzone…”. Nic dziwnego, że tekst ten już w 1981 roku został wystawiony z sukcesem w Royal Court Theatre w reżyserii Danny’ego Boyle’a.


W teatralnym życiorysie Janusza Głowackiego chyba jednym z najciekawszych momentów jest początek lat osiemdziesiątych, tj. proces jego zakotwiczania się w środowisku i kulturze nowojorskiej, bo sukces w USA mierzony jest sukcesem odniesionym w Nowym Jorku. Mechanizmy działania nowojorskiego i amerykańskiego rynku teatralnego jednak zostały już także przedstawione w autobiografii pisarza.


Dżanus to także rozprawa autorki z niepokornymi polskimi recenzentami, którzy popełnili grzech niedocenienia wielkości dramatopisarskiej Głowackiego. Pisząc o Kopciuchu, autorka przypomina najważniejsze jego realizacje: nie tylko tę w Powszechnym, a potem w Royal Court Theatre, ale przede wszystkim legendarną już amerykańską inscenizację w Esther Hall z Christopherem Walkenem. Po niej utwór odbył brawurowy pochód przez światowe sceny (wystawiony w trzydziestu sześciu teatrach). „Nie miał szczęścia tylko w kraju nad Wisłą” – podsumowuje Baniewicz, zarzucając recenzentom, że w 2004 roku, po dostosowaniu tekstu przez autora do nowych polskich realiów, nikt nie zadał sobie trudu interpretacyjnego: „Uznać racji autora już nie zechcieli”. Baniewicz emocjonalnie podchodzi do kwestii recepcji tych dramatów w Polsce. Nie kryje ogromnego żalu. W książce wiele jest wyrzutów kierowanych w stronę recenzentów, zbyt krytycznych wobec słynnego pisarza. Wytykając im polskie kompleksy, chyba sama niestety w nie wpada: „Jest coś paradoksalnego i dającego do myślenia, że polski pisarz za granicą jest lepiej rozumiany niż we własnym kraju!”. To na marginesie opowieści o Fortynbrasie, choć akurat w przypadku niezbyt dobrej famy tego dramatu zawinili nie tylko recenzenci, ale i reżyser. Spektakl w reżyserii Jerzego Stuhra (Fortynbras się upił, Stary Teatr, 1990) nie udał się, bo ten potraktował tekst jako „ucieszną zgrywę”, podczas gdy Głowacki tak to widział: „Błagam, grajcie na poważnie. Jeśli z moich sztuk chce się zrobić strasznie śmieszne komedie, nic z nich nie wyjdzie”. Czwarta siostra z 1999 roku nie została zbyt dobrze przyjęta w Polsce, za co oczywiście recenzenci dostają sążniste bury od Baniewicz, która nie kryje, że nie ceni zbytnio możliwości intelektualnych swoich kolegów po fachu. Jak sama pisze, wcześniej, przy Antygonie, mogli się podeprzeć opinią Jana Kotta o wadze utworu – „Tym razem zabrakło tak ważnej podpórki umysłowej, więc hasano po autorze na całego”.


Autorka daje wyraz swojej ogromnej fascynacji twórczością Janusza Głowackiego: „Traktuję książki Głowackiego jak przesyłki z królestwa rozumu, wysyłane przez pisarza, który próbuje się odnaleźć w nierozumnych czasach”. Pewnie stąd bierze się osobliwe traktowanie pisarza jako narodowego wieszcza. Zdolności profetyczne zdradzić miał przy okazji realizacji nowej wersji Kopciucha. Głowacki, zdaniem Baniewicz, już wówczas, w 2004 roku, przeczuwał nadejście klerykalnej i pisowskiej dyktatury (sic!). Baniewicz całkiem poważnie pisze: „Należy zatem skłonić głowę przed pisarzem, że usłyszał zdążający do manipulacji i totalitarnego podporządkowania sobie społeczeństwa głos już kilkanaście lat temu, gdy jeszcze karmiono się złudzeniami wolnościowymi”.


Książka zawiera bardzo przydatne kalendarium, a także sporo ciekawych fotografii, choć zastanawiające są podpisy pod nimi. Niektóre pisane w formie bezosobowej, inne w pierwszej osobie, wskazują, że ich autorem jest sam pisarz. Trochę dziwnie, jeśli autorem książki jest zupełnie kto inny.
 

autor / Elżbieta Baniewicz
tytuł / Dżanus. Dramatyczne przypadki Janusza Głowackiego
wydawca / Wydawnictwo Marginesy
miejsce i rok / Warszawa 2016
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij