Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2017
Trzydzieści osiem
autor: Maryla Zielińska
Trzydzieści osiem
foto:

 „By zacząć sztukę, stworzyć dzieło, / potrzeba męki, trudu, pasji, / bólu, skarg, żalu, smętku, lęku, / grozy, litości” – kwestia Muzy z Wyzwolenia, choć chyba nie cytowana w Wyspiańskim. Dopóki starczy życia, dobrze wprowadza w książkę Moniki Śliwińskiej. Pisząc biografię „czwartego wieszcza”, autorka nie nastrajała się na naukowy ton, aczkolwiek jej głównymi partnerami były archiwa, źródła, literatura przedmiotu. Śliwińska jest dziennikarką, redaktorką, siedzi w epoce Młodej Polski (trzy lata temu wydała książkę o siostrach Pareńskich), redaguje stronę internetową o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim. Te zainteresowania doprowadziły ją do sporządzenia „prywatnego portretu Stanisława Wyspiańskiego” (z okładki).


„Fascynuje mnie człowiek, jego słabości, wybory – niekoniecznie te chwalebne. Interesują mnie drobiazgi, to, co kształtuje mojego bohatera i określa go w wymiarze prywatnym i społecznym. […] Nie opowiem pani o strukturze dramatycznej jego utworów, bo się na tym nie znam, ale mogę opowiedzieć na przykład o tym, jakie sprzedawano wtedy wózki inwalidzkie, bo to było ważne dla niego. Ostatnie lato spędził w łóżku albo właśnie na takim wózku. Mogę opowiedzieć, jakiej pasty do zębów używał i co Teosia Wyspiańska kupowała rodzinie w sklepiku w Prądniku Czerwonym” – wyjaśnia w wywiadzie udzielonym Małgorzacie Kąkiel w „Przeglądzie” (nr 40/2017).


Oczywiście, w przypadku tego artysty nie sposób oddzielić prywatnego od publicznego i od twórczości, niemniej udało się autorce obrać taki punkt widzenia, że czytelnik czuje, jakby siedział z Wyspiańskim u ciotki Stankiewiczowej, przemierzał nerwowo drogę od Szkoły Sztuk Pięknych do teatru, po Wawel, zaglądając do kościołów i drukarni Anczyca, wpadając do kawiarń i salonów. To wszystko trzeba było wybiegać, potraktować listem, telefon pojawił się późno. Kraków końca XIX i początku XX wieku wydaje się małym miasteczkiem, by nie powiedzieć ciasnym, w którym wszyscy się znają. Gdyby nie obecność tak konkretnych – a przez swą historyczność metaforycznych – miejsc jak zamek wawelski, Skałka, Uniwersytet Jagielloński, kościoły, wreszcie odwieczne zwyczaje, wyobraźnia Wyspiańskiego nie mogłaby się tu pomieścić, a przecież i tak nadszarpnęła horyzonty współczesnych.


W to wszystko wlewa się natura – krakowskie parki, podmiejskie pola i łąki z mnóstwem kwiatów, ziół, liści, znoszonych do domu przez matkę, potem samego poetę i jego bliskich. I wreszcie równie kolorowy żywioł ludzki – okoliczni chłopi, nie z błota i klepiska, ale z bielonych ultramaryną chat, w których tętni „taniec kolorów, krasych wstążek, pawich piór, kierezyj, barwnych kaftanów i kabatów” (początkowe didaskalia Wesela). Ten żywioł Stanisław Wyspiański zaprosi na dobre i na złe do domu, w którym stara się budować z Teosią Pytkówną rodzinne gniazdo, chroniąc się przed Krakowem i ludźmi, spalając w pracy i chorobie. Skupuje żonie piękne kaftany, spódnice, zapaski, serdaki, korale, czasem sam je projektuje, nie skąpi tych piękności córce. Jest hojny, jeśli ma akurat pieniądze. W pokojach, na ścianach nie brakuje ultramaryny, motywów florystycznych, żywych i suszonych bukietów.


Jakby tego było mało, w jego wyobraźni jest miejsce i dla gotyckich katedr, i dla europejskiej kultury materialnej i niematerialnej w jej potędze, wobec której stawia się w pozycji pokornego pielgrzyma, wędrującego po Starym Kontynencie i katalogującego dzieła geniuszy. Wszystko wchłonięte – jest głęboko przepracowaną jednością. Wrażliwość nie daje spokoju, nie ma niewinnych wyjazdów na wakacje, czy dla podratowania zdrowia – w Rymanowie trzeba przeplanować siatkę ścieżek w parku uzdrowiskowym, te, co są, nużą, nie wykorzystują potencjału okolicy. Wyobraźnia nie pozwala poecie pójść po prostu na wesele lub na spacer do Łazienek. Przekuwa to w Wesele, Noc listopadową, w szkice, obrazy… A więc praca, ciągła praca. Niekończące się korekty tekstów i warianty tematu, szkice, obrazy, witraże, projekty – od sztuki użytkowej po przebudowę Wawelu…


I poczucie odpowiedzialności. Za teatr, za miasto, za Polskę, za projekt książki czy gazety. Nie ma taryfy ulgowej, dla nikogo, poczynając od rady miasta i władz kościelnych, a kończąc na spoconym zecerze, który usiłuje sprostać bacznemu oku Wyspiańskiego, czy na przyjaciołach, którzy poprosili go o urządzenie mieszkania i po fakcie próbują zasiąść do stołu w zaprojektowanych przez mistrza meblach. A przede wszystkim nie ma taryfy ulgowej dla samego siebie. Choć choroba kradnie czas – a może właśnie dlatego.


Podtytuł książki – Dopóki starczy życia – jest bardzo trafny. Nie dość, że oddaje tempo i wielorakość poczynań Wyspiańskiego, to jeszcze trzyma narrację bardzo blisko „życia” właśnie – nieustających problemów z pieniędzmi, uczuć, którymi darzył bliskich i jakie od nich otrzymywał. W rytmie narastającej zasadniczości, wybuchów złości, postępującego niedowładu kończyn, z każdą wysmarkaną kością, odpadającym kawałkiem gnijącego ciała, wreszcie w dławiącym milczeniu – w Węgrzcach, na Krowoderskiej. Ciasnawy Kraków zamiera, by wybuchnąć falą czterdziestotysięcznego orszaku, który wyprowadza trumnę od Pijarów, wiedzie do kościoła Mariackiego i na Skałkę. Mimo zakazu poety, który nie życzył sobie ceremonii przy pochówku, znał polskie manifestacje zbiorowych emocji. Monika Śliwińska zaczyna książkę od tej sceny, także w sensie ikonograficznym, dając sugestywny fotoreportaż z pogrzebu, by za chwilę przytoczyć pisma urzędowe, które czarno na białym wykazują, kto i ile chciał na nim zarobić. „A to Polska właśnie”. Na kolejnych pięciuset stronach autorka rozgrywa to, co doprowadziło do wydarzeń 2 grudnia 1907 roku w Krakowie. Trzydzieści osiem lat.


Niewątpliwie brakowało książki, która zebrałaby fakty z życia Wyspiańskiego w całość. Śliwińska krzyżując różne perspektywy – listów, prasy, dokumentów urzędowych, wspomnień, ikonografii – stwarza możliwość, by dany fakt obejrzeć z kilku stron. Idąc za tokiem danego źródła, czasem oddala się ku innym faktom, by powrócić do punktu wyjścia z innym źródłem. Narracje są wyróżniane czcionką, szerokością kolumny, dodatkowym światłem między wierszami, śródtytułami, ale towarzyszy temu efekt nadmiaru, gubienia się w retardacjach. Złamanie tekstu skutkuje rozdrobnieniem akapitów, co utrudnia podążanie za myślą. Może więcej narracji od siebie uspokoiłoby cytatowo-kronikarski tryb. Edytorskie pomysły (żywa pagina w postaci podpisu SW, zaczynanie każdego bloku tekstu od inicjału, duża interlinia, czcionka wreszcie) gubią poligraficzną elegancję, rozdymają książkę. Okładka (reprodukcja obrazu Planty o świcie) i obwoluta (Autoportret na miesiąc przed śmiercią) są świetne, dobór ikonografii i jej dramaturgia bardzo ciekawe, choć chciałoby się więcej zdjęć, choćby za cenę rezygnacji z zasady, że reprodukcjom oddaje się całe rozkładówki i strony i nie oblewa tekstem (fatalnie złamane podpisy zdjęć z rozkładówek). Jakość reprodukcji też mogłaby być szlachetniejsza, wprowadzać paletę kolorów Wyspiańskiego.


Monika Śliwińska jak starała się zebrać informacje o przodkach Stanisława Wyspiańskiego, tak i śledzi biografie jego żony i dzieci już po śmierci artysty. Siłą faktów pisze tragiczny epilog życia rodziny – choroby, przedwczesne zgony, samotność, bezdomność… W tym wszystkim matka – dla jednych potwór, dla innych kobieta, która próbuje być sobą, odreagować życie ze śmiertelnie chorym geniuszem. Jej postać to osobny temat, może już na dzieło literackie czy filmowe, na przedstawienie – wystarczy spojrzeć w jej twarz na ostatnim zdjęciu.


 

autor / Monika Śliwińska
tytuł / Wyspiański. Dopóki starczy życia
wydawca / Wydawnictwo Iskry
miejsce i rok / Warszawa 2017
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij