Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
7/2018
Rozmowy chorych
autor: Adam Mickiewicz
foto:

Sobota, 6 października 1855 roku – czwartek 11 października 1855 roku. Obóz Kozaków otomańskich w Burgas. Mickiewicz był szczęśliwy. Zdawało mu się, że przebywa „na łonie ojczyzny”. Mickiewicz czuł się w obozie Sadyka Paszy jak nigdy potąd w życiu. Mickiewicz był zupełnie szczęśliwy przez tych kilka dni.


W Burgas Mickiewicz – powtarzam umyślnie – napisał ostatni fragment prozą (artystyczną): Conversations des malades (Rozmowy chorych). Mickiewicz napisał co? Humoreskę? Groteskę? Scenę z Dziadów? Kpinę z siebie, z choroby na śmierć? Satyrę menippejską na siebie samego, na swój los? Na los nas wszystkich, śmiertelnych: Polaków, Francuzów, Żydów, Mahometan? Rosjan? Serbów? Rumunów? Czechów? Słowaków? Czarnogórców? Chorwatów? Węgrów? Włochów? Francuzów? Irlandczyków? Itd., itd.?


Nigdy przedtem tak nie pisał. Ani nigdy potem – co rozumie się samo przez się. Urywek. Mickiewicz go kazał zachować, oddał Służalskiemu, bo „może dobrego co z tego będzie”. Początek nieznanego dramatu. Końcówka.


Osoby: pułkownik chory na cholerę, adiutant, doktor, otoczenie. Rozmowy chorych podaję we francuskim oryginale i w swoim tłumaczeniu, bo te rozmowy mówią o Mickiewiczu co najmniej tyle samo, ile wszelkie relacje o jego byciu i śmierci w Stambule; mówią o Mickiewiczu więcej nawet, bo sam Mickiewicz mówi o śmierci na kilkadziesiąt godzin przed własną śmiercią. Na niebieskim papierze listowym, na dwóch podwójnych kartkach złożonych wszerz i wzdłuż, zapisanych czarnym atramentem Mickiewiczową francuszczyzną, czyli językiem odkrywanym i odkrywczym, francuszczyzną tworzoną przez Mickiewicza, o czym pisała George Sand (nie tylko ona), językiem swojo-obcym, tkwi Mickiewicz cały: szczęśliwy i nieszczęśliwy, roześmiany i ściskany przez rozpacz za gardło, Mickiewicz w pasażu od tego-tu-życia do innego-tam-życia, bo śmierci nie ma, chociaż niby jest.


Adam przywiązywał do tych kartek wielką wagę. Jeśli chcemy zrozumieć, co się działo z Mickiewiczem na Wschodzie i co Mickiewicz na Wschodzie robił, warto pochylić się nad Rozmowami chorych i wpleść je w opowieść filmową jako dramat śmierci, śmierci wyobrażonej, której przecież nie ma, jako preludium na odejście, jako inwokację scen umierania Mickiewicza, wyobrażonych na podstawie zachowanych świadectw, jako antyfonę. Rozmowy chorych tak zatem się toczą:


L’aide-de-camp au commandant à qui on apporte une potion
Colonel! Colonel, laissez cela (la potion), c’est fini! Tu va crever cette nuit comme un brave vieux chien que tu es. C’est fini. Si tu pouvais te mirer dans une glace. Tu serres déjà la bouche comme une demoiselle, et toute les dents dehors. Fini, mon vieux renard.
D’un ton larmoyant
Ah! ach!

 

Adiutant do pułkownika, któremu przynoszą miksturę
Pułkowniku! Pułkowniku! Zostawcie to (miksturę), to koniec! Wyciągniesz tej nocy kopyta, psisko stare. To koniec. Gdybyś zerknął w lustro. Gębę zaciskasz jak dziewka, a wszystkie zęby na wierzchu. Koniec, lisku chytrusku.
Łzawo
Aaa!

 


Le colonel avec un ton plantif
Te ne verra rien de cela, gamin. J’ai enterré tout mon régiment, le 9 régiment de ligne. Le général A., le colonel S. les derniers sont morts. Ah, ça, le suel général R. vit encore, ça ne durera pas, et toi, drôle. Il ne me reste que toi à enterrer.

 

Pułkownik, karcąco
Niedoczekanie twoje, chłopcze. Pogrzebałem cały mój regiment, dziewiąty liniowy. Generał A., pułkownik S. ostatni pomarli. Ach, jeszcze generał R. dysze, ale nie pociągnie długo, i ty, hultaju. Tylko ciebie jeszcze trzeba mi pogrzebać.


L’aide-de-camp
Quoi! Que’est-ce que ça me fait que c’est votre régiment! Je n’ai jamais été du neuvième régiment polonais moi, je n’ai servi avec toi qu’en Hongrie.

 

Adiutant

Co?! Co mnie obchodzi, że to wasz regiment! Nigdy nie byłem w dziewiątym regimencie polskim, tylko na Węgrzech pod tobą służyłem.

 


Le colonel
J’y ai enterré beaucoup de vôtres, beaucoup de nôtres de même. Tu es Hongrois mais polonisé. J’ai sur moi de la terre polonaise, dont je te couvrirai tes prunelles hongroises.
Ici des vomissements empêchent le colonel de poursuivre la conversation

 

Pułkownik
Sporo tam waszych pogrzebałem i naszych mrowie. Ty polski Węgier jesteś. Polską ziemię z sobą noszę, to ci nią posypię twoje źreniczki-węgierki…
Wymioty nie pozowalają pułkownikowi mówić

 


L’aide-de-camp commence à pleurer
, en répétant
Le voilà crever le vieux renard, le vieux lion, de Solnok et de tant de batailles, do 60 battailles, où il marcha toujours en avant, toujours gai comme aujourd’hui. Il n’y a pas d’homme comme lui qui est chef toujours gai. Lorsqu’il faisait fusiller quelqu’un, il le mettait en gaieté. Eh ça, disait-il, une balle polonaise, c’est toujours mieux que du plomb autrichien; et le voilà crevé!

 

Adiutant popłakuje, bełkocze
Tak wyciągać kopyta, stary lis, stary lew, spod Szolnok, w tylu bitwach, w sześćdziesięciu bitwach, zawsze na przedzie, zawsze wesoły, jak dzisiaj. Nie masz takich, jak on, dowódca, zawsze wesoły. Jak kazał kogo roztrzelać, to go wprzódy rozweselał. To, powiadał, polska kula, zawsze lepiej niż austriacki ołów, a taki zdechnięty!


Le colonel
Venez donc! C’est toi qui m’a mis dans le choléra, avec ton docteur français. De ma vie je n’ai jamais été malade! Tu m’as amené le docteur et la poudre, qui m’a mis dans ce choléra. Si tu avais pris une moitié de cette poudre, de chez toi tu ne serais jamais assez fort pour arriver jusque chez moi. On te verrait déjá sur de fumier avec des dents dehors comme un rat crevé. Pour moi je te défie de voir maintenant mes dents.

 

Pułkownik
A jużci! Tyś mnie w cholerę wepchnął, z twoim francuskim doktorem. Nigdy w życiu nie chorowałem! Tyś doktora i proszek sprowadził, co mi cholerę zadał. Jakbyś z połowę tego proszku łyknął, to byś nigdy sił nie znalazł, żeby się do mnie dowlec. W gnoju byś już leżał z zębami na wierzchu, jak szczur zdechły. A moich zębów to ja tobie teraz nie wyszczerzę.


L’aide-de-camp
Où sont ces poudres! Eh bien, je les prendrai toutes.
Il se met á chercher des poudres

 

Adiutant
Gdzie te prochy?! No, wszystkie łyknę.
Szuka prochów

 
Le colonel
Ha! Ha! Te ferais bien d’en prendre. Tu m’as l’air apoplectique. Tu est rouge comme un pendu.

 

Pułkownik
Cha! Cha! Łykaj zdrów. Krew ci do łba uderzyła. Czerwonyś jak wisielec.


L’aide-de-camp
Apoplectique! C’est que j’ai bu du cognac de France, tu sais bien, du cognac de France. Où sont tes poudres. Je les mangerai avec du cognac! Tu verras toi polonais! Les Hongrois bravent la poudre, et toutes les poudres… Oh, oh, si tu crèves! Oh bien, je prendrais tes poudres! Vive la Hongrie!
Ici nouveaux vomissement du colonel

 

Adiutant
Krew do łba! Francuski koniak piłem, wiesz, koniak francuski. Gdzie twoje prochy? Zeżrę je z koniakiem! Zobaczysz, ty Polaku! Węgrzy się prochu nawąchali, wszelkich prochów… O…, o…, wyciągasz kopyta? No to zeżrę twoje prochy! Niech żyją Węgry!
Pułkownik znowu wymiotuje


Le docteur français
Mon colonel, mon colonel, du calme. Je vous conjure, du calme; votre situation est bien grave. Ce n’est pas le moment de parler politique. Laissez cela, restez tranquille. Votre situation est bien grave.

 

Francuski doktor
Panie pułkowniku, panie pułkowniku, spokojnie. Błagam, spokojnie, stan pański jest bardzo ciężki. Nie czas gadać o polityce. Zostaw to pan, uspokój się pan. Stan pański bardzo ciężki.


Le colonel
Pardon, docteur, je faisais mon testament, ce monsieur (en montant l’aide-de-camp) est mon notaire.

 

Pułkownik
Pardon, doktorze, testament sporządzam, ten pan (wskazuje adiutanta) – to notariusz.


Le docteur
Ah! ah! ah!! Oui! Oui! Oui! C’est bien, faites vos dispositions, mais du calme! Votre situation est grave.

Trois jours après, nous dinions avec l’aide-de-camp et le colonel. Le colonel était parfaitement guéri, l’aide-de-camp avait pris toutes les poudres, sans en avoir ressenti aucun mauvais effet. Le colonel s’en est senti humilié. Le colonel a soixante-dix ans.

 

Doktor
Aaa! Tak, tak, tak! Dobrze, dobrze, niech pan wolą rozporządza, tylko spokojnie! Stan pański ciężki.

Wieczerzaliśmy z adiutantem i pułkownikiem, kiedy trzy dni minęły. Pułkownik zupełnie wyzdrowiał, adiutant połknął wszystkie prochy, bez skutku żadnego złego. Zniewaga dla pułkownika. Siedemdziesiąt lat już liczy.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij