Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2012
Notatki rektora (2)
autor: Andrzej Łapicki
foto:

(1–23 listopada 81)


Jest już 1.11. – jeszcze sześć tygodni Samorządnej Rzeczpospolitej Uczelnianej. Na Wszystkich Świętych jak zwykle kwesta Waldorffa na Powązkach. Z samego rana idziemy komitetem na grób Grota, potem ks. Skorupka i wreszcie Rydz-Śmigły, nawet on, przy wszystkich swoich błędach, wraca do pamięci narodowej. Świeczki, kwiaty – Niepodległa Polska umarłych. Potem kwesta – zbieram bardzo dużo pieniędzy. Jakaś pani mówi: „O, panu to dam, bo partyjnemu nie chcę” – wskazuje na Świderskiego. Za kilka tygodni i on odda legitymację, na kilka dni przed Łomnickim i o kilkanaście lat za późno. Dziwne to jest, że ci nowi bezpartyjni chcą zażywać większej glorii niż my, którzy nigdyśmy profitów partyjnych nie mieli, a teraz robimy cicho swoje. No i dobrze, i róbmy dalej.

 

3.11. – Konferencja u Samsonowicza. Pierwsze sygnały z Radomia. Strajk trwa tam już parę dni. W sposób całkowicie bezprawny wybrany płk Hebda, wybrany przez grupę sobie podległych pracowników zakładu przemysłowego, należącego do WSI1 , został wbrew wszelkim protestom środowiska zatwierdzony przez bezwolnego ministra Nawrockiego2 . Hebda jest ostatnim z czwórki kacyków odpowiedzialnych za Radom. Wojewoda, sekretarz i komendant MO odeszli. Hebda był wtedy w 1976 w sztabie operacyjnym. Partia broni ostatniego i każe mu zostać za wszelką cenę. Rozpoczyna się największa polityczna prowokacja ostatniego okresu posierpniowego – sprawa WSI. Sprawa ta i jej reperkusje wypełnią mi bez reszty ostatnie 40 dni pokoju. Sprawa ta da mi nieznane doświadczenia polityczne, a mechanizm jej odkryję dopiero w całej perfidii w pierwszych dniach stanu wojennego.

 

Na razie jest 4.11., godz. 13. – od teraz muszę być już coraz bardziej precyzyjny – na Politechnice Konferencja Rektorów uczelni technicznych. Zaproszeni: Radomska, Tomaszewski, Rakowski, Łapicki. Na porządku dziennym – sprawa ustawy o szkolnictwie wyższym i sprawa Radomia. Sprawa ustawy jest, o dziwo, wspólna dla nas i dla politechnik. Pewne specyficzne warianty, które chcemy wnieść, są zbliżone dla naszych rodzajów uczelni. Sprawę tę przejmuje Rakowski, który to referował w Radziejowicach, następnie w Gdańsku.
II sprawa – Radom. Konferencja Wyższych Szkół Technicznych uchwala wspólne stanowisko. Komisja czterech ekspertów, profesorów, stwierdziła poważne nieprawidłowości wyborów i nakazuje ich powtórzenie. Konferencja tego żąda, krytycznie wyrażając się o satrapie – Hebdzie i o indolentnym ministrze3.
Pikantne, a i oburzające jest to, że czterech profesorów 31 października wieczorem składało raport u Nawrockiego, z którego jasno wynikało, że nominacji z powodu nieformalności nie może zatwierdzić, na co wieczorem 31 przystał, a 1.11. rano nominację podpisał. I tak władza będzie się bawić ostatnie tygodnie, nawołując przy tym do porozumienia. Wygrać jednak z tą władzą można, bo boi się i cofa. Trzeba tylko naciskać.

 

Jest odłożona Sesja Stołecznej Rady Narodowej, na której ma być rozstrzygnięta sprawa nazwy Trasy AK i mostu Grota. Idziemy bardzo silną grupą: Samsonowicz, Tomaszewski, Idziakowska oczywiście i ja, i z piętnastu innych oficerów i żołnierzy AK. Już w porządku dziennym przesuwa się sprawę na koniec, mało – proponuje się bez względu na wyczerpanie porządku – zakończenie sesji o 17. Jasne, że manipulacja i że dziś o Grocie nie będzie. Mam w Szkole masę zajęć – wychodzę, za mną i Samsonowicz. Reszta z ciekawości chyba zostaje. Tymczasem wieczorem dzwoni do mnie zemocjonowana Idziakowska, że wygraliśmy – jest most Grota i Trasa AK! Głosowanie jednak się odbyło, i to w następujący sposób. Kto za? – na 220 radnych idzie w górę 80 rąk, kto przeciw? – nikt, kto się wstrzymał? – nikt! Jednogłośnie. A reszta ze strachu weszła pod krzesła. Pokrzepiający objaw. Boją się być przeciwko AK, przeciwko narodowi. Ten strach jest silniejszy niż strach przed ich władzą. Wygraliśmy. Jeszcze żeby zdążyć z otwarciem Trasy. Zdążyć – bo jest coś dziwnego w atmosferze. Oczywiście piszę to ex post, ale to przyśpieszenie właśnie było wywołane tym dziwnym poczuciem, że czego się dziś nie osiągnie, to nigdy. A władza zwlekała. Od sierpnia zwlekała.
A koło toczy się coraz szybciej. Trzynastu rektorów wyższych uczelni technicznych wyjeżdża z niczym z Radomia. Hebda nie ustępuje.

 

12.11. Senat PWST uchwala całkowite poparcie dla uchwały Uniwersytetu w sprawie Radomia i ustawy o szkolnictwie wyższym, potępia i dezawuuje ministra nauki, protestuje przeciwko stałej taktyce władz przewlekania spraw [tekst Uchwały Senatu PWST – patrz przypis nr 3]. Jednocześnie apeluje o takie przeprowadzenie akcji strajkowej, żeby przyniosła jak najmniejsze szkody. No i popiera strajk. Za uchwałą są wszyscy partyjni, Faber i nawet późniejszy komisarz wojskowy płk Balcerzak. Wchodzimy w bezpośrednie zwarcie z władzą.
O 12.50 odbywa się wiec „Solidarności” – prowadzi Chmielewski, ja wyjaśniam istotę konfliktu radomskiego. Rezultatem jest jednogłośne ogłoszenie strajku czynnego na dzień 13.11. Będą się odbywały zajęcia, ale niezwiązane z programem szkolnym. Początek strajku 8 rano, koniec 20. Należy przynieść jedzenie na cały dzień. Jednocześnie NZS zwołuje wiec studentów. Strajk studencki rozpocznie się 16.11. o 8.30 z dwoma postulatami: 1) wprowadzenia ustawy o szkolnictwie wyższym w obrady sejmu, 2) solidarności z WSI Radom. Będzie to strajk rotacyjny. Zmiana o 14.30 każdej doby. Jednocześnie mają być przygotowane ekipy koncertowe dla występów na innych uczelniach. Natomiast 13.11. odbędzie się strajk ostrzegawczy studencki łącznie ze strajkiem „Solidarności”. Odwraca się karta Szkoły.

 

Nadchodzi 13.11. – rozpoczyna się ostatni miesiąc wolności, niezależności i autonomii myślenia, działania, uczenia.
Wchodzę o 8 rano do Szkoły – plakaty strajkowe, flagi. Podpisuję listę. Wchodzę do swego gabinetu. Za mną wpada p. Mazur i wkłada mi na rękę opaskę biało-czerwoną. Strajk „Solidarności” w PWST się zaczął. Co kilka godzin są spotkania, odczyty, wykłady. Pierwszym mówcą ma być Kulerski z „Mazowsza”. Przychodzi skromny, szary człowiek. Jesteśmy w auli – starsi i młodzież. Chmielewski zagaja, przedstawia Kulerskiego i niepotrzebnie prosi mnie do prezydium. W rezultacie siedzę z Chmielewskim przy stoliku. Mam przed sobą całą aulę, a Kulerski mówi. Średnio ciekawie – o przygotowaniu społeczeństwa do zimy. Ponieważ władza nie zabezpieczy niczego, społeczeństwo musi się bronić własnymi środkami. Dość wątła dyskusja i koniec.
Następny mówca dopiero rozgrzeje widownię. Jan Józef Lipski. Mówi skromnie, spokojnie, chodząc cały czas, opowiada właściwie swoje życie – od AK, przez prześladowania stalinowskie, marazm epoki Gomułki, KOR, do dzisiaj. Niesłychanie ostro i jadowicie atakuje partię za dogmatyzm, antysemityzm, serwilizm wobec Rosji. Pawluczuk, który się wybrał na spotkanie, załamuje się i wychodzi. Z nim Hinz. Lipski ku radości zebranych atakuje coraz ostrzej – wyszydza partię, lży ustrój, podważa sojusze – mówiąc językiem propagandy. Zosia Mrozowska nachyla się do mnie i mówi: „Nie do wiary, takie słowa w tej Sali”. Rzeczywiście, sala, która wysłuchiwała drętwych mów Łomnickiego, teraz jest miejscem, gdzie po prostu każdy mówi to, co myśli. Za miesiąc Lipski będzie aresztowany. Po raz któryś w swoim życiu, za sześć tygodni stanie przed sądem.
Po południu następne spotkania, już nie takie ciekawe, a ja idę na Uniwersytet do Samsonowicza. Wejść trzeba od Oboźnej, bo brama od Krakowskiego zamknięta, udekorowana napisami i plakatami wyjaśniającymi cel strajku. Potem napiszą, że młodzież nie wiedziała, dlaczego strajkuje. Warta studencka legitymuje mnie, w rektoracie ostatnie zebranie komitetu budowy pomnika Prymasa. To potem jeden z uczestników spotkania – robotnik z Huty Warszawa – przedstawiciel „Solidarności” powie na swoim procesie: „W komitecie spotykałem się z rektorami Samsonowiczem i Łapickim”, żeby podkreślić społeczną i szlachetną funkcję swych kontaktów solidarnościowych. Po zebraniu wracam na uczelnię. Już nie zdążę spotkać się ze studentami, o co mnie prosili, odkładam to na poniedziałek. Zbliża się 20 – zbieramy się w bufecie, przewodniczący komitetu strajkowego Chmielewski dziękuje za dobrą organizację strajku, prorektor Meller dziękuje młodzieży za dobrą postawę i powagę. Ja ryzykuję zwischenruf: „Zwracam uwagę, że strajk zaczęliśmy w auli na II piętrze, a teraz zeszliśmy do podziemia”. Ogólny śmiech, ale słowa okazały się prorocze.

 

O 8.30 rozpoczął się strajk studentów PWST. We wspaniałym porządku i nastroju. Podniecenie i jednocześnie organizacja. Już pierwsze godziny pokazały, że strajk będzie sprawą poważną, a nie „piknikiem chłopców z NZS-u” – jak to nazwała p. Falska. Pedagodzy wyznaczyli dyżury. Podpisuję umowę z komitetem strajkowym, na czele którego stoi Maciek Orłoś, syn pisarza4 [przypis nr 4 – notatka z posiedzenia w sprawie proklamowania strajku].
Rokowania są takie, że strajk potrwa 2–3 dni, trwał 23 dni. Idę na Uniwersytet, gdzie odbywa się Konferencja Rektorów. Mówimy o strajku, już prawie wszystkie uczelnie warszawskie strajkują. PWST zaczyna w aktywności wysuwać się na czoło. Wymieniamy informacje i ustalamy ścisły kontakt i częste spotkania. Po południu mam spotkanie z młodzieżą. Dołącza również Zosia Mrozowska. Opowiadam o podziemnym PIST. Siedzimy w bufecie. Snuję anegdoty – opowiadam o nauce w tych dziwnych warunkach, o tajnym nauczaniu, o Teatrze Żołnierskim AK. Zosia uzupełnia. Młodzież słucha z uwagą. Analogie są nieodparte. Jest w nastroju coś niezwykłego, biało-czerwone opaski, młodość, patriotyzm, niezgoda na stan, w jakim władza proponuje żyć. Cóż dziwnego, że logicznym następstwem tego będzie konspiracja.
Wieczorem w kościele św. Anny koncert poetycki. Dwadzieścia parę wierszy dwudziestu paru aktorów. Ustalałem z ks. Niewęgłowskim teksty, nie udało mi się do końca zweryfikować obsady, stąd parę nazwisk mało poważnych. No i udział Hanuszkiewicza, który wzbudził kontrowersje, ale ks. Wiesław powiedział: „Kościół godzi wszystkich”. Zimno w kościele straszne – jakiś zimny wiatr z podziemi. Mówimy po Mszy św., którą celebruje bp. Modzelewski. Dobrze mówi Zapasiewicz, Mrozowska, Komorowska i chyba ja nieźle Czechowicza, ale już zmarznięty na kość. Kościół nabity, tłumy, bardzo dobrze słuchają. Piękny wieczór.
Mijają następne dni strajkowe, na uczelni Michnik, Brandys – same zakazane piosenki. Młodzież rządzi Szkołą, my dyskretnie czuwamy, wyraźnie wzmacnia się więź między nami. Stale dzwonię, jestem w kontakcie, codziennie mam zebranie z komitetem strajkowym. Czynny i lubiany przez młodzież jest Meller, Górska bardzo aktywna, no i oczywiście Tomaszewska, Mazur.

 

19.11. Dzwoni Samsonowicz – o 18-ej Ogólnopolska Konferencja Rektorów na UW. Poznaję całą Polskę – Gierowski z UJ, Ziółkowski z Poznania, wszystkie politechniki – około trzydziestu rektorów. Poza tym OKPN „Solidarności”5 i NZS. Mikrofony i kamery. Moje zdjęcia z Konferencji będą wisiały do końca strajku na Uniwersytecie od strony Krakowskiego. Temat Konferencji jeden – strajki w sprawie ustawy i Radomia. Ustawa w piątek idzie do sejmu, więc Radom. Atak na Hebdę i ministra bardzo gwałtowny. Wrocław wnosi o wotum nieufności dla ministra i żąda dymisji Hebdy. Sprawa Hebdy znowu wałkowana na wszystkie strony. Atakowany i znienawidzony przez wszystkich, oszukańczo wybrany na rektora, nie chce ustąpić wbrew opinii 70 000 strajkujących. A władza go broni. Ponieważ wnioski są kategoryczne – Samsonowicz je formułuje: Hebda musi ustąpić, należy przeprowadzić nowe wybory wg ogólnie przyjętych ordynacji. Ponieważ na szczeblu ministra nic już nie można załatwić, a strajki się rozszerzają i grożą nieobliczalnymi następstwami, należy działać szybko i wysoko. Pada propozycja, aby udać się do generała Jaruzelskiego z prośbą o decyzję w sprawie Radomia. Najostrzej formułują wnioski rektor Ciesielski z Politechniki Krakowskiej i rektor Śląskiej [Ryszard Petela – przyp. red.]. Prof. Szczepański z Rady Głównej dzwoni do generała. Krótka pełna napięcia przerwa. Generał czeka za pół godziny, tzn. o 21.30. Następuje wybór delegacji. Rektorzy: Samsonowicz UW, Findeisen PW, Kroh PŁ, Nielubowicz AM, Łapicki PWST. Ja jadę z Jurkiem Kroh, jeszcze jednym kolegą od Batorego. Jest zimno, pada deszcz. Zajeżdżamy na dziedziniec KC. Pusto.
Kilka ciemnych sylwetek obstawy. Idziemy do szatni. Tam nas przejmują następni i prowadzą na piętro. Ochrona ma rozbiegane oczy i jest wyraźnie spłoszona, choć grzeczna. To nie jest ochrona Gierka – zadowolone, tępe buce. To przerażeni sytuacją, młodzi policjanci, nasłuchujący, czy już się zaczął atak na KC. Idziemy przez długie korytarze, jak z Kafki czy Orwella, jednakowe drzwi, na zakrętach ochrona. Raptem mijają nas dwa bufetowe wózki z porcjami kiełbasy i chlebem. KC czuwa nawet w nocy. Wreszcie nasze drzwi. Pierwszy wchodzi Szczepański, sam, żeby zreferować sprawę. W końcu nas proszą, dwóch cywilnych, jeden goryl w mundurze sierżanta lotnictwa, sekretarka – bez wieku. Wchodzimy – blisko drzwi Jaruzelski, dalej Rakowski i Duraczyński, kierownik wydziału nauki KC. Jaruzelskiego znałem z jakichś manewrów, co by warto też kiedyś opisać, szczególnie polonez Pożegnanie Ojczyzny, ale to już innym razem. Siadamy przy stole. Z jednej strony Jaruzelski, z lewej Rakowski, z prawej Duraczyński. Szczepański6 na bocznej krawędzi stołu, jakby się separował. Ja siedzę naprzeciwko Rakowskiego. Nalana twarz – pewno pije i nerki nie w porządku – spuchł. Wyraz cyniczny i lekceważący. Generał sztywny, bez okularów. Duraczyński, mefisto z prowincji, zaczyna w tonie sarkastycznym, że niby w imię autonomii chcemy naruszyć autonomię WSI. Patrzę na te, pożal się Boże, „historyczne postacie”. Chcę zapamiętać jak najwięcej, zdając sobie sprawę, że ta noc będzie się liczyć.
Bardzo długa polemika między Samsonowiczem i Findeisenem a Duraczyńskim. Spóźniony, lekko pijany wchodzi Nawrocki, kłania się uniżenie i przerażony siada koło Jaruzelskiego, który się od niego z lekkim obrzydzeniem odsuwa. Szczepański cały czas szepce mi głupie dowcipy, pokazując, że ta sprawa w ogóle go nie obchodzi i że nie tak się to załatwia. Typ bez charakteru, co sprawdzi się 13 grudnia nad ranem, kiedy podpisze stan wojenny.
Każdy wykłada argumenty za wyrzuceniem Hebdy. Straszymy strajkiem, konsekwencjami, apelujemy do poczucia sprawiedliwości, wskazujemy na opinię całego środowiska. Rakowski zabiera głos, że o dymisji Hebdy nie ma mowy, bo on jest ostatni z czterech prominentów Radomia – poleciał I sekretarz, wojewoda i komendant MO za 76 rok. Hebda nie może polecieć, bo wtedy poleci Jaruzelski. Dosłownie powiedział: „To chodzi o głowę premiera”. Rząd nie ma już gdzie ustąpić. Zabieram głos, mówię, że przecież to nie jest porażką dla rządu, jeżeli posłucha opinii społecznej, że chcemy tylko, żeby wybory były uczciwe, że nie przesądzamy wyniku i tym podobne naiwności. Generał zabiera głos po raz pierwszy, po długim milczeniu. Mówi, że cały czas się cofa, że strajki grożą i w szkolnictwie średnim, że eskalacja, że ekstrema i tym podobne obce wyrazy. Zapada milczenie, nie mamy już argumentów – rząd nie ustępuje, Rakowski ma minę, że tylko bić, generał włożył okulary. Cisza. Jest dwunasta w nocy. Pełny impas.
I tu Findeisen zaczął cichutko tłumaczyć, że może by zrobić referendum, jak przeprowadzić wybory, że Hebda powinien też kandydować i uznajemy go w obecnej chwili rektorem, ale na okres wyborów powoła się komisarza, który przejmie władzę nad uczelnią, do czasu wybrania nowego rektora. Jaruzelski patrzy na Duraczyńskiego. On niepewnie – że może to jest pomysł. Coś zaczyna świtać. Jaruzelski przerywa i pyta się konkretnie – jakie były odstępstwa od ordynacji na innych uczelniach, a jakie na WSI. Po otrzymaniu wyjaśnień konkluduje: „Wszędzie wybory odbyły się z naruszeniem pewnych zasad formalnych, ale na WSI naruszenia były największe. Należy wobec tego przeprowadzić w Radomiu nowe wybory”. Przysięgnę na łożu śmierci, że tak powiedział – należy przeprowadzić nowe wybory. Szczegóły techniczne, komisarz, przejęcie władzy, ordynacja – mają być uzgodnione w rokowaniach z obiema stronami. Hebdystami i „Solidarnością”. Rektorzy mają jechać do Radomia w misji mediacyjnej. Jest dobrze, jest wyjście. Jeszcze Samsonowicz proponuje wyjazd Szczepańskiego i Nawrockiego, ponieważ na miejscu mogą wyniknąć sprawy formalne. Zgoda.
Jaruzelski każdemu ściska rękę i mówi: „Dziękuję panom rektorom za obywatelską troskę i chęć mediacji”. Tak. A za miesiąc napiszą, że chcieliśmy przejąć uprawnienia państwa. Rakowski ma sceptyczną minę rozkapryszonego cynika. Okaże się, że to on miał rację. My jesteśmy na razie zadowoleni. Wracamy na Uniwersytet, jest pierwsza w nocy. Tam czekają nas z niecierpliwością. Po wyjaśnieniach Samsonowicza zrywa się burza. Ciesielski wstaje ze słowami „zdrada!”, czy coś w tym rodzaju. Nawrocki7 z OKPN też protestuje, NZS też. Wychodzi, że myśmy ulegli i przyjęliśmy zgniły kompromis. Trwa dyskusja. Nareszcie i ja zabieram głos i nie mając innych argumentów – nie dbając o tajemnicę układów na bądź co bądź najwyższym szczeblu – dokładnie opowiadam przebieg rozmów i przedstawiam względy taktyczne, które moim zdaniem spowodowały opór władzy i konieczność przyjęcia przez nas kompromisowej koncepcji powtórzenia wyborów, a nie natychmiastowej dymisji Hebdy. Łagodzi to nastroje. Samsonowicz proponuje skład delegacji do Radomia na sobotę 21, wyjazd 8 rano. Rektorzy: Findeisen, Gierowski, Kroh, Ziółkowski, Łapicki. Tłumaczę się, że jestem mało reprezentatywny, co budzi śmiech, szczególnie NZS. Godzę się.
Jeszcze uzgadniamy sposób ostatecznego porozumienia się co do godziny wyjazdu – Gierowski i Ziółkowski mają dzwonić do mnie – i rozchodzimy się. Jest trzecia nad ranem. Sytuacja wciągnęła mnie w samo oko cyklonu. Jestem już świadkiem historycznych wydarzeń i będę w tym kręgu aż do 13 grudnia.
Kładę się o 4-ej. Myślę przed zaśnięciem, że to wspaniale być właśnie teraz rektorem i że nie zamieniłbym tego na żadną rolę.

 

Nazajutrz – 20.11. rano wzywa rektorów prezydent Majewski na naradę. Prymitywny, tępy, ale niespecjalnie szkodliwy. Dziś chce się zastanowić nad sprawą strajku. Mówię, że może najpierw zdam relację z nocnego posiedzenia. Opowiadam o wizycie u Jaruzelskiego. I dostojnik skwapliwie notuje. Jest to naprawdę zabawne! Przyszliśmy na odprawę u prezydenta miasta, a teraz ja mu opowiadam, co słychać.
W Szkole spotykam się z komitetem strajkowym i szczegółowo opowiadam im przebieg nocy. Są dumni, że Szkoła jest wyróżniona przez mój udział w tych wypadkach.

 

Sobota 21.11. Jadę do Radomia. Po telefonach Gierowskiego i Ziółkowskiego, który był u Szczepańskiego – to przyjaciele?! – rano podjeżdża po mnie samochód Szczepańskiego, członka Rady, nie tylko Głównej, ale i Państwa, i jadę do Victorii po Ziółkowskiego, a potem po Szczepańskiego na Mokotowską. Jeszcze jedziemy do sejmu, skąd Szczepański zabiera tekst ustawy o szkolnictwie wyższym, na dowód, że do sejmu wpłynął tekst społeczny z 11.6., a więc pierwszy postulat strajku spełniony.
Szczepański opowiada, że Jaruzelski dzwonił do niego wieczorem oburzony, że Findeisen udzielił wywiadu do radia, gdzie powiedział o nowych wyborach w Radomiu, komisarzu itd. Hebda już dzwonił z dymisją, której J. nie przyjął, a teraz mówi, że to komplikuje jego, tj. generała, sytuację. „Na co ja mu mówię – to Szczepański – Wojtek, nie denerwuj się”.
Pierwszy zły sygnał, ale myślałem, że to takie prestiżowe kaprysy generała i Radom jest uprzedzony, tzn. Hebdyści są poinformowani, że mają spuścić z tonu. Tak samo zresztą myślał i Szczepański, bo ma już przygotowany projekt porozumienia między stronami. Jest fachowcem, bo gasił już Bielsko-Białą i Ustrzyki. Starym fachowcem, bo o Gierku mówi – Edek. Pod restauracją „Cezar” w lesie sękocińskim czeka już minister Nawrocki z Findeisenem. W podmuchach wiatru na szosie Szczepański referuje punkty proponowanego porozumienia. Wsiadamy w końcu do samochodów, uważając, że w Radomiu właściwie to formalność, bo rzecz jest przygotowana – tylko podpisać. Drogę umila nam Szczepański anegdotami ze sfer rządowych.
W Radomiu na szosie spotykamy Kroh i Gierowskiego. Mnie zaczyna rozbierać grypa. Najpierw jedziemy do zakładu przemysłowego, podległego WSI, aby powiedzieć parę słów Hebdzie. Wita nas dr Szewczak, rzecznik prasowy Senatu, jak się przedstawił, fagas Hebdy. Uśmiech szczerbatego lisa. Usłużny lizus, przerażony postaciami, które widzi po raz pierwszy w życiu. W zimnym budynku administracji czeka na nas Hebda. Więc tak wygląda – gdyby Siwak był rektorem. Wysoki, szpakowaty, jedno oko, jak u Siwaka, robi wrażenie szklanego. Wzrok psychopaty, oczy głęboko osadzone, jak Rudolf Hess. Głos matowy i wysoki. Sposób wysławiania się prymitywny. Trybolog. Na mój widok – konsternacja. Nawet się uśmiecha, że „pana rektora to znam z telewizji”, czyli słusznie Samsonowicz wysunął mnie do delegacji, bo stanowię moment zmyłkowy. Findeisen przedstawia mu sprawozdanie czterech rektorów uczelni technicznych w sprawie WSI. Hebda po chamsku – odrzuca mu papier przez stół. Findeisen dotknięty oddaje przewodnictwo Kroh. Jurek bardzo ostro przywołuje Hebdę do porządku i tłumaczy mu, z czym przyjechaliśmy. Mówi o wyborach i komisarzu. Hebda coś zaczyna jąkać, więc idę za ciosem i też ostrym tonem mówię, że powinien na czas wyborów wyjechać z Radomia. Mówię ostro i widzę jego zdumiony wzrok. Widzę, że usiłuje coś zrozumieć i nie może. Ta twarz z telewizji, którą kojarzył z jakimiś abstrakcyjnymi doznaniami z dziedziny teatru, raptem na niego krzyczy. Gierowski pyta go wprost – „Jak pan może wytrzymać, kiedy cała Polska chce, żeby pan odszedł? Ja bym dawno podał się do dymisji i wyjechał, nikt by mnie nie zmusił”. A na to Hebda ohydnie proszalnym tonem – „Nie mogę, wszyscy mnie proszą, żebym został”. Gierowski – „Kto??”, Hebda – „No, partia”.

 

Nie ma co dalej gadać. Jedziemy do wojewódzkiej rady. Tam kawa, a Szczepański łączy się z Warszawą. W Radomiu jest zjazd komitetów więzionych za przekonania i milicja chce zacząć akcję. Nie najlepsze to tło dla rokowań. Warszawa powstrzymuje milicję. Jeszcze pozory są zachowywane. Hebda coś do mnie zagaduje, widzę, że nie może się uspokoić, dlaczego ja przyjechałem. Biorę aspirynę, bo trzęsie mnie coraz bardziej. Przechodzimy na salę, gdzie czekają Hebdyści. Udali się pod opiekę rady narodowej.
Witają nas niezbyt przychylnie – „Panowie, macie patent na mądrość” itp. Kroh ostro ich osadza. Wyjaśniamy cel przyjazdu. Natomiast oni bardzo twardo upierają się, że Hebda jest legalnym rektorem i nie chcą słyszeć o wyborach. Wśród nas pewne zaniepokojenie, bo widać, że Warszawa nie przygotowała ich do kompromisu, a odwrotnie – utwardziła. Kojarzę to z telefonem Jaruzelskiego do Szczepańskiego. Nie ma co dalej gadać. Zresztą wrażenie jak najgorsze – pracownicy naukowi na poziomie woźnych i milicjantów.

 

Jedziemy do WSI, do strajkujących. Przy drzwiach bardzo dokładna kontrola dokumentów. Rozumiemy, że ten cyrk specjalnie na naszą cześć. Tłumy studentów, wszyscy ciekawi. Idziemy do zimnej salki, po chwili wchodzi delegacja komitetu strajkowego z doradcami. Wyglądają sympatyczniej od Hebdystów – na czele wkracza słynny dr Walasek, który jeden nie budzi sympatii na oko. Nalany, eunuchoidalny, młody blondyn o tłustej cerze i zepsutych zębach. Obok niego dr Jezuita, dziewczyna i chłopak z NZS, nazwisk już nie pamiętam. Ale autentyczni i inteligentni. Jest kilku doradców z „Solidarności”, jest dr Nawrocki z OKPN, jest dr Kukułowicz, doradca Prymasa Wyszyńskiego, cywilny ksiądz.
Pierwsza wymiana zdań. Pierwsze nieporozumienia. „Nie jesteśmy komisją rządową, za jaką nas uważa komitet, jesteśmy delegacją Konferencji Rektorów. Prezes Szczepański i minister Nawrocki są osobami towarzyszącymi. Dymisja rektora Hebdy jest niemożliwa, natomiast winniśmy przygotować nowe wybory”. Pierwsze rozczarowanie strajkujących – dlaczego dymisja niemożliwa? Władza znowu nas oszukuje itd.
Najbardziej ekstremalny w swych wypowiedziach jest Walasek, który nie widzi sensu rokowań, jak tylko z komisją rządową. Uspokaja go Jezuita i pozostali, którzy chcą rokować. Telewizja przemysłowa przenosi obraz do sali, gdzie zgromadzeni są wszyscy strajkujący. Dobiegają stamtąd reakcje jak na meczu. Interweniuje Findeisen. Salę uciszają. Wchodzą: spóźniony Sobieraj, przewodniczący MKR Ziemia Radomska. Nie jest zbyt zorientowany, bo po przedyskutowaniu pierwszego punktu, zaproponowanego przez Kroh, chce go podpisywać. Wyjaśnienie, że nie jesteśmy komisją rządową, a mediacyjną, również go rozczarowuje. Orientuję się, że za optymistycznie traktowaliśmy sprawę. Widać, że dziś nie ma mowy o żadnym porozumieniu, żeby tylko udało się jak najdalej sprawę posunąć. Rozpoczyna się żmudna dyskusja, nad każdym punktem proponowanego przez nas kompromisowego porozumienia obu stron, dotyczącego wyborów. Gdy tylko blisko jesteśmy pewnych ustaleń, Walasek natychmiast je zmazuje.

 

Jest już szósta – proszą nas na obiad strajkowy. Po raz pierwszy od miesiąca jem mięso. Chodzę trochę po Szkole. Te trzy tygodnie strajku już widać. Dość brudno. Ludzie albo rozgorączkowani dyskutują, albo apatycznie leżą na legowiskach. Psychoza strajkowa. Prywatnie dla nas są bardzo mili i wiele się spodziewają po naszej wizycie.
Koło ósmej uzgadniamy, że komitet strajkowy wystąpi ze swoimi propozycjami do Hebdystów. Idziemy do rektoratu, gdzie czekamy na ułożenie tekstu.
Prof. Osiński, asystent Szczepańskiego, umila nam czas opowiadaniem świńskich i żydowskich kawałów. Do zabicia. Znajduję w kącie porzucony obrazek Matki Boskiej z napisem „Strajk 81”. Stoi teraz na mojej półce z książkami i właśnie patrzę na niego.
Wracamy na salę. Jeszcze moje starcie z Kukułowiczem, który uparcie nazywa nas komisją rządową. Protestuję ostro, wyjaśniam, że w innej roli niż mediatora, i to mediatora, który chce im pomóc, nie przyjechałbym tu. Przeprasza mnie Kukułowicz i bardzo serdecznie dr Jezuita. Walasek nabzdyczony, odczytuje punkty oświadczenia skierowanego do Hebdystów w formie pytań. Od odpowiedzi na te pytania uzależniają strajkujący dalsze rozmowy. Pytania są rozsądne. Uważamy je za pewien krok, choć minimalny, bo nie wierzymy, że Hebdyści na nie odpowiedzą. Tu najzabawniejsze. Grupa starszych panów rektorów idzie po błocie i w ciemności do budynku może odległego o 300 m, niosąc posłanie. Najdrożsi listonosze świata.

 

W budynku administracyjnym czeka na nas grupa tych, co będą mieli rację po 13 grudnia. Sekretarze, funkcjonariusze i jedna kurewka, ton już jednak mają inny – pełen dla nas szacunku. Z tym że w ogóle nie chcą mówić o rokowaniach ze strajkującymi. Ta część już niezbyt do mnie dociera, mam gorączkę i straciłem głos, a i nadzieję. Koło 12-ej Hebdyści wygotowują pismo, które jest niemożliwe do przyjęcia przez strajkujących. Uzależniają rozpoczęcie jakichkolwiek rozmów od przeproszenia Hebdy. Oceniam, że winę za niewątpliwe zerwanie rozmów, jakie za chwilę nastąpi, ponosi strona partyjna. Listonosze wracają z nowym pismem. I znów kontrola dokumentów, znów do sali obrad i czekamy na Walaska z kolegami.
Findeisen prosi mnie o zredagowanie jakiegoś komunikatu. Szybko piszę: „Dnia… delegacja Konferencji Rektorów w składzie… podjęła próbę zbliżenia stanowisk obu zainteresowanych stron. Próby te będą kontynuowane”. Innymi słowy – kompletne fiasko.
Dajemy Walaskowi „odpowiedź” – oczywiście odrzuca ją z jakimś obłudnym smutkiem. Naprawdę nie działa tu moja późniejsza wiedza, coś było sztucznego w jego zachowaniu. Jakaś jakby satysfakcja, że nic z tego nie wyszło.
Findeisen czyta mój komunikat. Parę jeszcze wyjaśnień i żegnamy się. Jest druga w nocy. Rozmowy trwały 16 godzin. U strajkujących wyraźny smutek i rozczarowanie. Gdyby Hebdyści ustąpili pół kroku, mogło coś wyjść mimo nieustępliwości Walaska.
A tak zostawiamy ich wszystkich w smutnej, zatłoczonej WSI. Młodzież żegna nas mimo wszystko z sympatią, jeszcze się odwracam i czytam napis – jakieś życzenia dla jakiegoś dziecka. To odbyły się chrzciny w czasie strajku. Jak podczas Powstania. Wsiadam do samochodu Szczepańskiego. Usiłuje niestrudzenie bawić mnie anegdotami, przepraszam go, że źle się czuję i zapadam w męczącą drzemkę. O czwartej leżę już w łóżku. Nareszcie, otwieram puszkę piwa, wypijam i zapadam w gorączkowy sen, w którym Walasek z Hebdą tańczą walca.

 

Obudziłem się z fatalną chrypą. Zadzwoniłem do Samsonowicza, wyrzęziłem mu sprawozdanie z Radomia, kończąc dość sceptycznym wnioskiem co do możliwości porozumienia w najbliższym czasie. Miałem dość wysoką gorączkę, toteż kiedy zadzwonił sekretarz rektor Radomskiej, że na SGGW o 16-ej jest spotkanie z uczelnianymi komitetami strajkowymi, odpowiedziałem, że nas będzie reprezentował prorektor Meller. W miarę jak zbliżała się czwarta, zacząłem nabierać ochoty na pójście mimo choroby, bo zrozumiałem, że jestem potrzebny ze względu na ewentualne wyjaśnienia w sprawie Radomia. Zadzwoniłem do Mellera z prośbą, żeby po mnie podjechał.
O czwartej pojechaliśmy na SGGW. Niesamowity widok setek materacy w wielkim gmachu. Część studentów dość apatycznie leży. I tu rozpoczyna się psychoza strajkowa W rektoracie jest Radomska, Nowacki, Tomaszewski, prorektorzy, Meller i ja. Findeisen ma przyjść później. Przy kawie opowiadam o Radomiu. Jest to na pewno sensacja pewnego typu – ponieważ jestem „człowiekiem, który rozmawiał z Hebdą”. Oczywiście, że ta sytuacja, jak i postać Hebdy, była przedemonizowana. Ale w końcu ktoś, przez kogo stoją wszystkie uczelnie w Polsce, musi budzić pewne zainteresowanie. Jest i Findeisen, idziemy do podziemi, gdzie w długiej sali (stołówka?) czeka na nas młodzież. Witają nas brawa.
Widzę naszych – Wandę, Grzegorza, uśmiechamy się do siebie. Radomska zagaja, koło mnie siedzi Findeisen, po drugiej stronie Meller, dalej Seweryn Jaworski z „Mazowsza”, który dołączył w ostatniej chwili. Findeisen relacjonuje niezwykle precyzyjnie, jak zwykle – przebieg wydarzeń.
Po nim ja zabieram głos, starając się przedstawić, jak powiedziałem, bardziej subiektywne spojrzenie na przebieg naszych działań w Radomiu. Nie oszczędzałem specjalnie Hebdy. Powiedziałem coś w tym sensie, że jako aktor interesuję się różnymi ludźmi i patrząc na Hebdę, wiele się nauczyłem, co potem w formie cytatu, wśród cytatów z klasyków marksizmu, zostanie wypisane na plakacie w AM. Mówiło mi się dobrze, chrypka prawie przeszła, a gorączka dodawała temperatury moim wypowiedziom. Rzecz została nagrana na kasety i, o ile wiem, potem odtwarzana na uczelniach. I myślę, że nie tylko.
Mówiłem długo dosyć i dosyć długo potem odpowiadałem na różne pytania. Odpowiadałem bez żadnej autocenzury, do czego z pewnością przyczyniła się grypa, a co na pewno ujęło widownię. Wyszedłem żegnany oklaskami.
Meller odwiózł mnie do domu, lało jak z cebra. Sam wrócił na SGGW i wieczorem przetelefonował mi przebieg dalszej dyskusji. Przetelefonował – dziwnie to brzmi dziś, gdy po podniesieniu słuchawki słychać „rozmowa kontrolowana”.

 

Nazajutrz – 23.11. Senat. Oczywiście tematem nr jeden jest strajk. Młodzież już jest zmęczona, a to dopiero pierwszy tydzień. Znowu relacjonuję Radom, potem idą rutynowe sprawy – program, statut, przygotowanie teatru szkolnego – jakby był czas normalny. Przed 11-tą wychodzę. Przewodnictwo obejmuje Górska, a ja idę do Prymasa. Mam wizytę w sprawie zaproszenia na koncert ku czci Prymasa Wyszyńskiego, ale z Samsonowiczem i Findeisenem umówiliśmy się, że potem zostaniemy i poruszymy sprawę strajku studenckiego. Ja uprzedzam Waldorffa, żeby za długo nie mówił i wyszedł razem z sekretarzem komitetu.
Jest Prymas i bp. Modzelewski. Mówię o koncercie, bo rzeczywiście jest się czym pochwalić – dziesięciu aktorów naj…, wspaniali soliści, Filharmonia. Prymas zaproszenie przyjmuje. Waldorff niepomny moich próśb rozpoczyna orację, która nie chce się skończyć. Wreszcie wychodzi. Findeisen referuje Radom, ja dorzucam coś jednoznacznego o Hebdzie, żeby Prymas nie miał wątpliwości, co to za kreatura. Findeisen i Samsonowicz mnie mitygują. Opowiadamy o stratach, które powoduje strajk. Samsonowicz prosi Prymasa, żeby zechciał spotkać się z młodzieżą i namówić ją do pewnego kompromisu, tzn. do przejścia na inną formę protestu. Findeisen i Samsonowicz na mój gust są za umiarkowani, próbuję trochę zaostrzyć sprawę, nie jestem przekonany, że to jest dobry moment do przerwania strajku. Ustawa w sejmie, ale Radom niezałatwiony. Miałem rację. Wieczorem znowu u Prymasa, tym razem z młodzieżą, przedstawicielami komitetów strajkowych i NZS. Są pozostali rektorzy. Prymas długo mówi o potrzebie znalezienia wyjścia ugodowego, orientuję się, że nie ma to dobrego przyjęcia wśród młodzieży. Od nas jest Maciek, do którego zadzwoniłem po południu na strajku, kazałem się ogolić i włożyć garnitur. W imieniu młodzieży przemawia Guzy z NZS. Przemówienie pełne szacunku dla Prymasa, bardzo inteligentne, ale wynika z niego, że na zakończenie strajku za wcześnie. Tak myślałem. Zabierają głos inni, ale nie tak mądrze. Jeszcze Prymas poprosi NZS na rozmowę, a my wychodzimy z Kurii, zostawiając arcybiskupa z grupką młodzieży.
Findeisen i Samsonowicz nie mieli racji – za wcześnie jeszcze na przerwanie strajku.

cdn.

 

1. Wyższa Szkoła Inżynierska w Radomiu.
2. Jerzy Nawrocki – Minister Kultury, Nauki i Szkolnictwa Wyższego od lipca 1981, który podał się do dymisji po wprowadzeniu stanu wojennego. W latach 1974–1981 rektor Politechniki Śląskiej.
3. Uchwała Senatu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. A. Zelwerowicza z dnia 12 listopada 1981:
„Popierając uchwałę Senatu Uniwersytetu Warszawskiego z dnia 6.11.81 oraz stanowisko Rektorów Uczelni Technicznych z dnia 4.11.81, Senat Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie opowiada się z całą stanowczością za natychmiastowym przekazaniem do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej projektu ustawy o szkolnictwie wyższym w wersji Komisji Kodyfikacyjnej z dnia 11 czerwca 1981 r.
Senat PWST jest również zdania, iż do czasu uchwalenia tej ustawy podstawę prawną regulującą życie wyższych uczelni winien stanowić projekt Komisji.
Dotychczasowa postawa resortu Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki, wnoszenie niekonsultowanych ze środowiskiem akademickim, a niszczących ducha proponowanej ustawy poprawek do tekstu, będącego wynikiem wspólnej pracy i stanowiska całego środowiska, wreszcie opieszałość Ministra odpowiedzialnego za nadzór i opiekę nad losami projektu kodyfikacyjnego spowodowały utratę zaufania do kierownictwa resortu oraz zaognienie sytuacji społeczno-politycznej w naszym kraju.
Konsekwencją bowiem takiej postawy oraz takich działań jest właśnie konflikt radomski, wynikły z nieprzestrzegania zasad wyborczych, z pośpiesznej akceptacji owych naruszeń praworządności.
Senat PWST wraz z Senatami pozostałych uczelni oczekuje od rządu podjęcia stanowczych działań zmierzających do jak najrychlejszego poddania pod obrady Sejmu projektu ustawy o szkolnictwie wyższym w wersji Komisji Kodyfikacyjnej z 11 czerwca 81 oraz rozwiązania konfliktu w WSI w Radomiu, zgodnie z normami prawnymi i etycznymi obowiązującymi w polskim środowisku akademickim.
Senat PWST uznaje zasadność przyczyn powodujących protest społeczny pracowników i studentów PWST.
Popierając Uchwałę Senatu Uniwersytetu Warszawskiego z 6.11.81 i uznając strajki za broń stosowaną jedynie w przypadkach wyjątkowych, Senat PWST w przypadku proklamowania strajku zwraca się do organizatorów o zapewnienie takiego jego przebiegu, by ponoszone straty były możliwie jak najmniejsze”.
4. Notatka z posiedzenia w sprawie strajku okupacyjnego studentów PWST, odbytego w dniu 13.11.81:
„W posiedzeniu udział wzięli: Rektor prof. A. Łapicki, prorektorzy – doc. A. Górska i doc. dr S. Meller, dyr. adm. T. Faber, doc. K. Mazur i mgr A. Chmielewski, »Solidarność« oraz komitet strajkowy: Przewodniczący M. Orłoś, wiceprzewodniczący G. Kostrzewa-Zorbas.
Ustalono, że strajk jest strajkiem studentów, pracownicy Uczelni wykonują w tym okresie swoje obowiązki pracownicze.
Strajk rozpoczyna się dnia 16.11. br. o godz. 8-ej.
W okresie strajku komitet strajkowy przejmuje odpowiedzialność za porządek oraz zapewnienie odpowiednich warunków zgodnie z przepisami o ochronie przeciwpożarowej i bezpieczeństwie i higienie pracy w budynku Uczelni, komitet strajkowy odpowiada za wszystkie osoby przebywające w okresie strajku na terenie Uczelni.
W okresie strajku pracownicy nie będący nauczycielami akademickimi mają możliwość dostępu do pomieszczeń, w których wykonują swoje obowiązki pracownicze.
W okresie trwania strajku na terenie Uczelni pełnią dyżur nauczyciele akademiccy (po 3 osoby), oraz w godz. 16–8 jeden przedstawiciel administracji, którzy służą pomocą komitetowi strajkowemu w wypadku zaistnienia takiej potrzeby.
W wypadku podjęcia decyzji o zakończeniu strajku administracja przejmuje opiekę nad gmachem Uczelni w 6 godzin po zawiadomieniu jej o tym fakcie, a zajęcia dydaktyczne zostają wznowione następnego dnia po zakończeniu strajku (po przerwie obiadowej).
Przewodniczący komitetu strajkowego (Maciej Orłoś)
Rektor (Prof. Andrzej Łapicki)”.

5. OKPN – Ogólnopolska Komisja Porozumiewawcza Nauki „Solidarności”.

6. Jan Szczepański – socjolog, w latach pięćdziesiątych rektor Uniwersytetu Łódzkiego, w latach 1957–1961 i 1972–1985 poseł na Sejm PRL. W latach 1977–1982 członek Rady Państwa, przy głosowaniu w sprawie wprowadzenia stanu wojennego – wstrzymał się od głosu.

7. Michał Nawrocki – absolwent wydziału Matematyki i Fizyki UW (1968), od 1980 roku działacz „Solidarności” UW, członek OKPN, współautor obywatelskiego projektu ustawy o szkolnictwie wyższym.


Zachowano pisownię oryginalną, szczególną uwagę zwracając na specyficzne użycie małych i dużych liter przez Autora. Poprawiono drobne usterki językowe i ujednolicono zapis nawiasów w całym tekście. Oddzielono poszczególne zagadnienia i wytłuszczono ich zapowiedzi. Przypisy pochodzą po części od Autora (3 i 4), po części od redakcji (1, 2, 5, 6, 7).

 


 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij