Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
3/2013
Ślady Innego
autor: Piotr Dobrowolski
Ślady Innego
foto:

W pełnym nadziei, miłości i buntu roku 1968 Gilles Deleuze opublikował Różnicę i powtórzenie, książkę, która dostarczała nowych argumentów za zniesieniem dialektyki różnic pomiędzy Innym a takim samym, a pośrednio proponowała także odejście od ideologicznego nacechowania tożsamości. „Nowoczesny świat jest światem pozorów. Wszystkie tożsamości są tylko udawane, wytwarzane jako efekt optyczny powstający w toku głębszej gry, gry różnicy i powtórzenia. Z powtórzeń wydobywamy wciąż małe różnice, warianty i modyfikacje” – pisał Deleuze. Jego słowa mogłyby stać się mottem dla badaczy performansów kulturowych, teatru i współczesnej popkultury. Mogłyby również stanowić punkt wyjścia dla najnowszej książki Mateusza Borowskiego i Małgorzaty Sugiery W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości, opublikowanej w ostatnich dniach ubiegłego roku przez Instytut Teatralny.
Czy pojęcie tożsamości, które w bodaj wszystkich europejskich językach oparte jest na źródłosłowie wskazującym coś, co jest takie samo, identyczne, dopasowane do zastanego wzorca, ma dzisiaj jeszcze rację bytu? Procesy konstruowania jednostkowej identyfikacji w grupie „takich samych” oparte są zwykle na procesach wykluczania, rozgraniczania i przeciwstawiania się Innym. Zatem o tym, jak określają się ludzie, decyduje nie to, kim są, ale to, czemu zaprzeczają. Praktyka budowania opozycji jako metoda organizacji świata straciła władzę nad zbiorową wyobraźnią wraz z osłabieniem strukturalizmu, a jednak w rozważaniach nad tożsamością do dzisiaj pokutują zastane tendencje i zwyczaje. Filozofia, praktyka społeczna i estetyczna drugiej połowy XX wieku przygotowały grunt dla przemian, ale zmiana w sposobie myślenia dokonuje się nadal. Ma w niej swój udział także praktyka badawcza i artystyczna zwrotu performatywnego: subiektywny opis, postrzeganie całej kultury jak performansu i przesunięcie zainteresowania w obszarze sztuki z dzieła na zdarzenie.
Wszystkie te tendencje łączy w swoich założeniach seria wydawnicza Instytutu Teatralnego Inna scena. W czterech pracach zbiorowych, które ukazały się od roku 2006, prezentowała ona tematykę gender i queer, opisując kolejno tematy kobiecości, tożsamości płciowej, relacji rodzinnych i męskości. Obrazujący je materiał pochodził z obszaru rodzimego dramatu i teatru, co sygnalizowano już na poziomie tytułów. Od praktyki tej odchodzi najnowszy, po raz pierwszy autorski, tom wspominanej serii.
W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości to monografia dotycząca współczesnych dyskursów na temat tożsamości. Jej autorzy potwierdzają i egzemplifikują zjawisko wychodzenia indywidualnego „ja” poza dyskurs oparty na opozycjach binarnych. Przekraczają przy tym granice filozofii i nauki, skupiając się na sztuce. Obszar, którego mapę kreślą – zarówno na gruncie polskiej teorii, jak i za sprawą tłumaczeń i omówień światowej literatury przedmiotu – nie jest terra incognita. Niemała w tym zasługa obojga autorów, znakomitych badaczy i tłumaczy, znawców dramatu i teatru. Zaskoczony jednak będzie ten, kto sięgnie po najnowszy tom serii, oczekując rozważań ograniczonych do teatralnej sceny. Autorzy proponują czytelnikowi dyskurs kulturoznawczy, który łączy różne, arbitralnie wybierane tematy, obserwacje i doświadczenia odbiorcze. Choć nie ujawniają wprost własnych gustów i charakterów, łatwo dostrzec, że zakres i dobór odwołań nawiązuje, a nie ogranicza się, do ich własnych doświadczeń, lektur i tłumaczeń. Stąd częste wykorzystanie przełożonego przez nich Żądania Antygony Judith Butler, ale też nierzadkie nawiązania do Stanu wyjątkowego Giorgia Agambena. Książka zakwalifikowana została jako podręcznik akademicki. Nie można jednak oczekiwać od niej pełnego historycznego wywodu, proponowania spójnych teorii i formułowania mocnych argumentów. Autorzy, choć nie przyznają się do dziedzictwa „myśli słabej” Vattimo, zrezygnowali z każdej z tych rzeczy, a dążąc do klarowności wywodu i czytelności tekstu, świadomie ograniczyli także liczbę bibliograficznych odwołań naukowych.
Zdecydowali się jednak na sformułowanie wstępnych założeń i wskazanie inspiracji. Sięgają one roku 1966, kiedy w ogłoszonej drukiem książce Słowa i rzeczy Michel Foucault zapowiedział kres człowieka, rozpoczynając tym samym ostatni okres dekonstrukcji dotychczasowego paradygmatu tradycyjnej antropologii. Ten zainicjowany już pod koniec XIX wieku nurt zmian stał w opozycji do uznanych i stosowanych powszechnie metod badań człowieka w jego środowisku, które – jak słusznie miał zauważyć podsumowujący wskazaną tendencję Johannes Fabian w książce How Antropology Makes Its Object – tworzyły przedmiot własnych dociekań. Oceniona przez Fabiana jako „schizofreniczne rozdwojenie”, zbudowana na strukturalistycznych fundamentach metoda antropologiczna opierała się na sztucznej opozycji. Przeciwstawiała badacza jako dominujący paradygmat człowieka Zachodu (Self) – każdemu Innemu (Other). To oddzielenie, które zdominowało wszystkie naukowe płaszczyzny dyskursu, wymagało nieustannego stanowienia i potwierdzania normy. Człowiek stał się ideą, której wzorzec, podobnie jak wzorce kilograma i metra, można było zamknąć w gablocie Międzynarodowego Biura Miar i Wag, utworzonego w 1875 roku w podparyskim Sèvres.
Wystarczy jedynie pobieżna znajomość historii, żeby zdać sobie sprawę z ilości zbrodni popełnianych przez twórców i dumnych reprezentantów obowiązującej normy. Ich repertuar rozciąga się od bezwzględnego podboju mieszkańców odległych kolonii, wyłączonych z rodziny dzieci bożych – przez rasizm i fanatyzm religijny skutkujący unifikacją lub wykluczeniem, akcję T4 prowadzoną w faszystowskich Niemczech, eugenikę, której założenia najdłużej (do połowy lat siedemdziesiątych) wcielano w życie w Szwecji, ograniczanie praw kobiet – po przedmiotowe traktowanie zwierząt. To obciążające okoliczności. A jednak, niezależnie od nich, dostrzec można także pozytywną rolę, jaka przypadła wspomnianej dychotomii. Oddzielenie to niezbędny warunek tworzenia się tożsamości jednostki, który na poziomie psychoanalitycznym prowadzi do poczucia integralności „ja”. Bez rozróżnienia ja/Inny w polu estetyki niemożliwe byłoby oddzielenie obserwowanego od obserwującego, które w powtórnym zjednoczeniu pozwala na połączenie „ja widzianego” i „ja widzącego”1. Czy bez tego moglibyśmy mówić o performatywnej tożsamości, kształtowanej incydentalnie przez aktywne, samostanowiące się „ja”?
Obserwacje Foucaulta również łączyły swojego z obcym, a takiego samego z Innym, ale autor – stosownie do czasu, w którym pisał, a który wymagał przeprowadzenia koniecznej rewizji obowiązującego paradygmatu – odwrócił wspomnianą praktykę ponownego zjednoczenia, szukając momentu narodzin Inności. Inny stał się dla niego wszystkim tym, co niepomyślne, a zawsze obecne w tym samym: rewersem, ale nie przeciwieństwem; komplementarną kopią, w której powtórzeniu zawiera się decydujący o odmienności ładunek różnic, cieniem dublującym „ja”, negatywem jego sobowtóra. Inny odsłaniał, sugerował, a nawet eksponował ciemną stronę „ja”, przez co stał się szczególnie niebezpieczny dla normatywnego paradygmatu kultury. Zastana przez Foucaulta perspektywa dążyła więc do jego eliminacji, a przynajmniej do pozbawienia go głosu. Sposobem represji mogła być, jak zauważał, także zdystansowana obserwacja i naukowa metoda opisu.
Gdyby Borowski i Sugiera tworzyli teorię, mogliby powiązać spostrzeżenia Foucaulta z podążającą za Kantem filozofią Georga Simmla, który przed wiekiem domagał się uznania, że jedynym nosicielem kultury – a więc również wszystkich jej wytworów i znanych nam dzisiaj opozycji – jest człowiek „łączący się z bliźnimi w ich zbiorowych poczynaniach i odczuciach”2. A następnie przejść do Marshalla Bermana, który w bodaj najważniejszej ze swoich książek, zatytułowanej cytatem z Marksa – Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, stwierdza, że nowoczesność to „pragnienie otwartego mierzenia się z pękniętym, niepojednanym charakterem naszego życia, pragnienie czerpania energii z naszych wewnętrznych zmagań, dokądkolwiek miałyby nas zaprowadzić”. Tę pochodzącą z roku 1981 myśl kontynuuje Zygmunt Bauman, który obserwację praktyki „roztapiania tego, co trwałe” traktuje jako punkt wyjścia do dalszej, wieloaspektowej diagnozy jednej z opisywanych przez siebie faz nowoczesności – „płynnej nowoczesności” (Z. Bauman, Płynna nowoczesność ). Prowadzi go to do wniosku, że „»tożsamości« unoszą się w powietrzu – niektóre można sobie wybrać, inne zaś są rozdmuchane i wypromowane przez otoczenie” (Z. Bauman, Tożsamość. Rozmowy z Benedetto Vecchim).
We wspomnianym już roku 1968, dwa lata po opublikowaniu Słów i rzeczy Michela Foucaulta, kiedy do europejskich księgarni trafiała Różnica i powtórzenie Deleuze’a, w Stanach Zjednoczonych czarnoskórzy mieszkańcy kraju oficjalnie uzyskali prawa równe białym, a LSD – choć od roku formalnie nielegalne – nadal otwierało drzwi percepcji dzieci pierwszej powojennej klasy średniej, pozwalając im poczuć łączność ze wszechświatem. Rewolucja seksualna sforsowała już kampusy uniwersyteckie, łącząc się z protestami pacyfistów przeciwko wojnie w Wietnamie w haśle „Make love not war”, a w kinach wyświetlano Barbarellę. Slogany reklamujące obraz Rogera Vadima zachęcały, by zobaczyć, jak Jane Fonda jako „dziewczyna dwudziestego pierwszego wieku” „rozbiera się w stanie nieważkości”. Film potwierdzał tradycyjnie obowiązujący wzorzec heteroseksualny, ukazując go z – nadal dominującej – męskiej perspektywy. Nie przeszkadzało to wielbicielom kampu, którzy szybko uznali, że komiczny, przeestetyzowany obraz przyszłości im odpowiada. Mogli sobie pozwolić na swobodę ocen, bo przecież, jak opisywała ich założenia Susan Sontag w Zapiskach o kampie, detronizowali powagę, dążąc do zaniku hiperzaangażowania. Filtr kampu w odniesieniu do Barbarelli, choć o filmie tym nie wspominają autorzy W pułapce przeciwieństw, obrazować może ważny dla nich problem wpływu ideologii na tożsamość.
Prezentowana przez Vadima fantastyczna wizja kobiety ukazuje jedną z dróg ewolucji ruchów emancypacyjnych lat sześćdziesiątych w wymiarze płci i seksualności. Przykładem bardziej nowatorskim i przełamującym krąg stereotypów jest – znajdująca miejsce w dyskursie książki Instytutu Teatralnego – powieść Lewa ręka ciemności Ursuli K. Le Guin. Przedstawia ona życie na planecie Zima, leżącej na krańcach wszechświata. Jej mieszkańcy zwykle pozbawieni są cech płciowych i wszystkich powiązanych z nimi namiętności. Tylko w wyjątkowych okolicznościach zyskują seksualność, w kontakcie z partnerem stając się mężczyzną lub kobietą, a role te nie są przypisane im raz na zawsze i mogą się zmieniać za każdym razem. Łączenie antynomii i nietrwałość przyporządkowań sprawiło, że Mateusz Borowski i Małgorzata Sugiera zwrócili uwagę na powieść, której tytuł wyjaśnia cytat: „Światło jest lewą ręką ciemności, a ciemność jest prawą ręką światła”. Świat, w którym trwale obdarzony płcią przybysz budzi niesmak i odrazę, to przykład przełamania tożsamości zbudowanej na binarnych opozycjach. Na planecie, na której „heteroseksualna norma zmieniła się w kuriozalną anomalię”, tożsamość (płciowa) to nietrwały produkt, wytwarzany w rezultacie powtarzalnej gry.
Chociaż omawiając ideologie tożsamości, autorzy monografii nie wspominają o Barbarelli, Martwicy mózgu czy Rocky Horror Picture Show, tytuły te mogłyby się znaleźć obok proponowanych przez nich opisów Edwarda Nożycorękiego, Braterstwa wilków czy kolejnych części RoboCopa. Borowski i Sugiera stwierdzają bowiem – co nie jest wielkim odkryciem – że sztuka, również popularna, jest równym filozofii przekaźnikiem postaw i ideologii. Decydujący o zawartości ich książki materiał opisu pochodzi z przeróżnych, czasem bardzo odległych od siebie, obszarów kultury: od tragedii Sofoklesa przez Draculę Brama Stokera po współczesne instalacje w galeriach i kolejne części Matrixa. Autorów nie interesuje historyczna ani krytyczna recepcja przywoływanych przez nich ilustracji, ale obrazowana z ich pomocą zmiana paradygmatu kulturowego. Rezygnują więc z chronologizacji, podziałów gatunkowych i przyporządkowań klasowych omawianych zjawisk. Wskazują, że dokumentowana przez nich zmiana polega na wzbogaceniu myśli teoretycznej, bo w praktyce artystycznej zawsze obecne były alternatywne wobec obowiązujących dyskursy, które wystarczyło odkryć. Spektrum kulturowe traktowane jest więc jak repertuar wypowiedzi retorycznych, „przekaźniki ideologii, dydaktyki i perswazji” ukazujące „procesy zawłaszczenia tradycyjnych koncepcji, ich uproszczenia i wprzęgnięcie w służbę określonej ideologii”.
Postępując zgodnie z duchem mobilności kulturowej Stephena Greenblatta, której manifest we fragmentach tłumaczyli niegdyś na użytek polskiego czytelnika („Didaskalia” nr 106/2011), autorzy starają się odejść od „abstrakcyjnych teorii” i nie tworzyć „totalizujących narracji”. Zgodnie z duchem Bruno Latoura, który wspominany jest w ich pracy w całkiem innym kontekście, traktują opis jako narzędzie naukowego poznania. Starając się zwrócić uwagę na pułapkę, w jaką wpadamy, opierając nasze wyobrażenie tożsamości na parach przeciwieństw, pokazują, że ugruntowany przez dziesięciolecia system dominacji tradycyjnej antropologii i twórczej mocy jej „maszyny” niepozbawiony jest pęknięć i rys. Jak tajne przejścia pod warownymi murami albo „tylne drzwi” w systemach informatycznych zabezpieczeń, będąc elementami systemu, pozwalają na jego dekonstrukcję. Wychodząc zatem od ilustracji ugruntowanej przez burżuazyjnie warunkowaną ekonomię i politykę maszyny widzenia, poszukują przykładów przełamujących jej dominację. Nie aspirują do wyczerpania tematu, w sześciu rozdziałach pokazując możliwości prowadzenia ponadhistorycznego, nietotalizującego i niesystematyzującego dyskursu dotyczącego pojęć w ramach zastanych opozycji, które osłabiają. Wybrane przez nich pary to człowiek/zwierzę, człowiek/maszyna, żywy/umarły, kobieta/mężczyzna, dziecko/dorosły i swój/obcy.
Odejście od binarnego paradygmatu postrzegania tożsamości jest zaproszeniem do obserwacji działania; do skierowania uwagi (niespodziewającej się niczego i wolnej od uprzedzeń) ku praktyce życia i sztuki. Po przełomie zwrotu performatywnego, który także w naszym kraju otworzył nowe przestrzenie dla pracy intelektualnej, obserwacja i opis odzyskały znaczenie jako narzędzie poznania. Tylko tak można bezpiecznie dotknąć obrazu tożsamości współczesnego człowieka – zmiennego, bo pozostającego w ciągłym ruchu między przeciwstawnymi biegunami.
 

 

1. A. Boal, The Rainbow of Desire. The Boal method of theatre and therapy, przeł. A. Jackson, London 1994.
2. Cytat za: Z. Bauman, Tożsamość. Rozmowy z Benedetto Vecchim, tłum. J. Łaszcz, Gdańsk 2007, s. 17.

 

AUTOR: Mateusz Borowski, Małgorzata Sugiera
TYTUŁ: W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości
WYDAWCA: Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego i Wydawnictwo Trio
MIEJSCE I ROK: Warszawa 2012
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij