Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
9/2013
Warszawskie pasaże: Pasaż ukradziony
autor: Krzysztof Rutkowski
Warszawskie pasaże: Pasaż ukradziony
foto: Zuzanna Waś

1.


Hubert Bilewicz zaprowadził mnie w Gdańsku na wystawę w Instytucie Sztuki Wyspa. Wystawa wspaniała, o materialności miasta, o duchach w mieście, o mrożących krew w żyłach opowieściach w mieście robionych, chociaż niepisanych.
Złomiarze kradną rynny. Tną lub wyrywają, jak sięgną wysoko, sprzedają, a potem leżą głęboko, już mniej nieszczęśliwi. Mirosław Bałka dorobił rynnom w ruinach Stoczni Gdańskiej protezy z pleksiglasu. Swoje działanie nazwał „Transplantacją”. Hubert Bilewicz powiedział, że przezroczyste protezy nawiązują do szklanych domów Żeromskiego. Możliwe, choć tworzą także bluźnierczy symbol kradzieży jako dzieła sztuki.

 

2.
 

28 lipca roku bieżącego, w samo południe, do hotelu Carlton w Cannes wszedł wolnym, choć stanowczym krokiem samotny mężczyzna w kapeluszu i w ciemnych okularach. Wyjął rewolwer i poprosił, by biżuterię wstawianą właśnie do gablot umieszczono raczej w podsuniętej przezeń walizce. Subiekci prośbę mężczyzny spełnili bez zwłoki. Diamentowe kolie, brosze, kolczyki i pierścionki należące do miliardera Levieva, o wartości 104 milionów euro, zamiast na wystawie „Extraodinary Diamonds” znalazły się w posiadaniu mężczyzny, który rewolwer schował, walizkę zamknął i spokojnie opuścił westybul. Akcja trwała czterdzieści pięć sekund. Nie rozdzwonił się żaden brzęczyk, nie trzasnęły żadne drzwi, nawet mucha nie bzyknęła.
6 sierpnia przyjechał do Cannes minister spraw wewnętrznych. Machał rękami i z miną srogą złodziejom groził, a ludowi (znaczy: miliarderom) obiecywał spokój, bezpieczeństwo i diamentowe gody na Lazurowym Wybrzeżu. Kiedy minister machał, groził i uspokajał, w Majesticu artyści wycięli sobie sejf ze ściany, a w Martinezie zwinęli wisiorek. Niedrogi: 13 500 euro.

 

3.


A ludzie mówią, i mówią uczenie, że owi artyści-transplantatorzy, okradający bogaczy, choć nie wiadomo, czy biednym rozdający, to Różowe Pantery. Tak ich nazwali policjanci ze Scotland Yardu, kiedy odnaleźli przed kilkoma laty diament za 600 tysięcy euro w pudełku z kremem na zmarszczki. Jak na filmie. Różowe Pantery działają szybko i sprawnie od końca lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Od Monako do Dubaju, od Genewy do Tokio. Od Biarritz do Saint-Tropez. Ich akcje są zuchwałe i delikatne, proste i wyrafinowane zarazem. Precyzyjnie performerskie.

 

4.
 

Kim są Różowe Pantery? To byli żołnierze i dżentelmeni. Przede wszystkim Serbowie, Czarnogórcy lub Bośniacy. Wyuczyli się żołnierki podczas wojny na Bałkanach, odwagi, inteligencji i urody nigdy im nie brakło. Na przykład Duszko, który wyczyścił sklep jubilerski w Saint-Tropez 30 sierpnia 2005 roku w minutę i piętnaście sekund. Koledzy wywieźli go motorówką w miejsce bezpieczne i opatrzone, ale Duszko był piękny i lubił kobiety. Opowiadał w nocnym klubie o bałkańskim konflikcie, o „patriotyzmie, wierze, tragedii rozdzieranego serca” (jego własne słowa), więc prosto ze smukłych ramion trafił za kratki. Adwokat z Tulonu twierdzi, że nie spotkał potąd człowieka równie eleganckiego, godnego szacunku i, by tak rzec… prawego.
Na trzy dni przed performansem w Carltonie koledzy uwolnili z więzienia w Bochuz, w szwajcarskim departamencie Vaud, inną Różową Panterę, Milana, który odsiadywał wyrok za transplantację wykonaną u jubilera w kwietniu 2009 roku w Neuchâtel.
Różowe Pantery to nie mafiosi, ale artyści. Nie wiadomo, jak liczną tworzą grupę, czy wychowali następców, czy pielęgnują tradycję, czy przepowiadają eposy, czy śpiewają pieśni. Policjanci ze Scotland Yardu twierdzą, że skuteczność Różowych Panter wynika z ich staromodnego stosunku do świata i ludzi.
Różowe Pantery patrzą i widzą: to jest drzewo, a to jest okno. Tu jest As, a tu jest Ala. Ala ma kota, a Leviev – diamenty. Jeśli potrafi się patrzeć, to się widzi, że kot z Alą i Ala z kotem są szczęśliwi, a Leviev z diamentami – nie za bardzo. Zatem transplantacja narzuca się sama. Świat należy naprawiać stopniowo. Budowanie szklanych domów wymaga funduszy. Kiedy domy staną, deszczówka zalśni diamentowo w rynnach z pleksiglasu.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij