Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
4/2014
O Jurku prawie wszystko
autor: Robert Jarocki
O Jurku prawie wszystko
foto:

Czaj u Gorczakowa


W Moskwie mieszkali w czwórkę: dwóch Polaków i dwóch Niemców z NRD. Polskich studentów w tym pokoju reprezentował, oprócz Jurka, jego bliski wtedy kolega Andrzej Brzeziński. Sympatyczny młody człowiek, chyba z Małopolski, który szybko związał się z córką ważnych czynowników z radzieckiej nomenklatury. Jej rodzice przeważnie rezydowali za granicą, zaś ona, studentka, dysponowała dwupokojowym mieszkaniem z łazienką w centrum. W dodatku z telefonem, co normalnie w Moskwie było marzeniem ściętej głowy. Gdy Andrzej u niej przemieszkiwał, czwarte, wolne łóżko w studenckim pokoju zajmował Jerzy Grotowski, na stałe rezydujący w innym akademiku, chętny do całonocnych rodaków pogawędek. Ale o nim, nie tylko w kontekście GITIS-u, będzie jeszcze osobno.


Enerdowcy przywieźli i zainstalowali w pokoju wspaniałe, dwunastolampowe radio odbierające bez większych zakłóceń różne stacje z całego świata, w tym naturalnie BBC i Wolną Europę. Niemcy zgodnie z zaleceniem swych władz nie słuchali nawet stacji zachodnioberlińskich, bo zadawalały ich w pełni propagandowe wystąpienia prezydenta NRD Wilhelma Piecka i I sekretarza Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED) Waltera Ulbrichta. Polacy odwrotnie, ciekawi byli, co mówią radiostacje zachodnie, bo tylko ich informacje nie były sztampowe. Gdy czasem Niemcy niespodziewanie wpadali z miasta do pokoju i słyszeli wiadomości po polsku z BBC czy Radia Madryt, sądzili, że to Polskie Radio lub polskie audycje Radia Moskwa. Ale ani Andrzej (którego poznałem jeszcze jako studenta GITIS-u), ani Jurek jakoś szczególnie polityką się nie interesowali. Jak to Polacy, chcieli z przekory wiedzieć więcej… Taka postawa była mentalnie enerdowcom obca.


Któregoś dnia Niemcy wracając z miasta, zawiadomili Jurka, że w recepcji na dole przekazano im, aby Jurek zaraz zadzwonił do profesora Gorczakowa.


Okazało się, że profesor zaprasza go na czaj w najbliższe niedzielne popołudnie…

 

Mieszkanie prywatne profesora Gorczakowa. W niewielkim gabinecie ciężkie, ciemne meble. Fotele klubowe, regały z książkami. Dyplomy Nagrody Stalina. Pierwsza z datą 1949 roku, przyznana z okazji siedemdziesięciolecia wodza, druga z 1952 – roku przyjazdu Jurka do ZSRR. Wcześniej, jeszcze podczas wojny, w 1943, Gorczakow otrzymał ceniony tytuł Zasłużonego Artysty Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. A więc jest doceniany i honorowany. Ale dlaczego taki ostrożny w rozmowie?


Zwracają uwagę szlachetne rysy twarzy młodego, przystojnego artysty. Nie jest to twarz syna robotniczo-chłopskiej rodziny. Ale Jurek nie wie, że jego mistrz jest synem carskiego wyższego oficera, generała Białej Armii o nazwisku Michaił Konstantinowicz Diterichs. Nikołaj Michajłowicz odstąpił od nazwiska ojca, przyjmując pseudonim Gorczakow od znanej arystokratycznej rodziny. Dlaczego? – nie wiadomo, bo przecież stalinowskie służby specjalne i tak wszystko o jego rodzinie i o nim samym wiedziały. Może przybrał pseudonim, chcąc, by publiczność teatralna widziała w nim pełnokrwistego Rosjanina? Wczesna młodość Gorczakowa owiana była tajemnicą.


Zaproszenie Jurka na prywatny czaj było wyróżnieniem i przejawem zaciekawienia nim ze strony Gorczakowa. To on zadawał pytania, utrzymane zresztą w uprzejmej konwencji, bo Gorczakow był człowiekiem kulturalnym, w „przedrewolucyjnym” sensie tego pojęcia. Urodził się w 1898 roku w Petersburgu, w 1916 roku ukończył szkołę średnią w Moskwie. Dlaczego w Moskwie? Pewnie jego ojciec służył w starej stolicy imperium w tamtejszym garnizonie, chyba w randze pułkownika, a może już generała-majora? Ale Jurek o tych szczegółach biografii Gorczakowa dowiedział się później i wyrywkowo. Jako student wiedział tylko tyle, ile zdołał się dowiedzieć oficjalnie lub z plotek. W 1917 roku Nikołaj Michajłowicz wstąpił do Armii Czerwonej, w 1921 zdemobilizowany podjął studia aktorskie. Wkrótce został uczniem Jewgienija Wachtangowa, a potem asystentem Konstantego Stanisławskiego, i stosunkowo szybko się usamodzielnił. Uchodził na wybitnie utalentowanego i pracowitego. W latach 1931–1934 był dyrektorem artystycznym Moskiewskiego Teatru Satyry, później kierował teatrem dramatycznym, by następnie powrócić do Teatru Satyry.


Gorczakow we wspomnianej rozmowie z Jurkiem wypytywał o przedwojenny teatr polski. Niektóre nazwiska obiły mu się o uszy: Wojciech Bogusławski, Arnold Szyfman, Ludwik Solski, Juliusz Osterwa, Stefan Jaracz. Słyszał też o Helenie Modrzejewskiej. Być może jakieś informacje dotarły do niego poprzez otoczenie Stanisławskiego, ale nie umiał z nich zbudować spójnej opinii o polskim teatrze. Nie sądził zresztą, żeby Polacy coś ważnego wnieśli do sztuki teatralnej. Przy kolejnych herbatkach z Jurkiem chciał się dowiedzieć o przebiegu powstania warszawskiego i o sytuacji w Polsce zaraz po wojnie. Jednak nie naciskał, nie ujawniał swoich opinii o Polakach w ogóle.


Stopniowo między profesorem-mistrzem a Jurkiem, polskim studentem z otwartą głową, powstała konfidencja intelektualna, niewykraczająca wszak poza ramy ostrożności politycznej. Jednak Gorczakow postanowił bez ostentacji w Jarockiego zainwestować. Stąd zarekomendowanie go do zaufanej pracownicy Biblioteki Lenina, z dostępem do archiwaliów biograficznych ludzi sztuki usuniętych nawet z encyklopedii.


Powoli Jurek wchodził więc w tragiczne obszary historii teatru, literatury, filmu. Kiedyś z tego wszystkiego wyłoniło się pytanie o pracę dyplomową.


– Co byś chciał wystawić jako swoją pracę dyplomową? – zapytał Jurka Gorczakow.
Bal manekinów Brunona Jasieńskiego – odpowiedział Jarocki…


Gorczakow pokiwał z uśmieszkiem głową i polecił dostarczyć mu rosyjską wersję sztuki.


W tym momencie wyłania się pytanie: w jaki sposób Jurek dotarł do jakichkolwiek szczegółów biograficznych o polskim futuryście?


Jesteśmy w okresie tzw. odwilży politycznej w Związku Sowieckim, a potem już po lutowym, XX zjeździe KPZR 1956 roku, w początkach burzliwego „odkręcania” ocen rządów Stalina. Do Moskwy z łagrów wracają zrehabilitowani niedawni „wrogowie ludu”. Są to przeważnie wdowy i dzieci po zamordowanych wybitnych ludziach kultury i sztuki sowieckiej. Otrzymują w Moskwie mieszkania, są leczeni, zaopatrywani w renty pieniężne. To jest liczne, prężne i intelektualnie aktywne środowisko. Jest w nim również wypuszczona z łagru ostatnia żona Brunona Jasieńskiego, towarzysko dostępna poprzez pośrednie kontakty Jurka. Gdy wdowa po Jasieńskim dowiaduje się, że polski student GITIS-u, uczeń sławnego Gorczakowa, chciałby z nią porozmawiać o zamordowanym mężu, chętnie się zgadza. Jurek – zapamiętałem jego zapał i poruszenie – głęboko przeżywał te spotkania i rozmowy. Sądzę, że m.in. także pod ich wpływem utwierdził się w postanowieniu obrony swego dyplomu reżyserskiego z Balu manekinów.


Czy zdawał sobie sprawę ze skali trudności, które ta decyzja spiętrzy?


Skoro Gorczakow nie sprzeciwił się proponowanej sztuce, uważał sprawę za przesądzoną. Z góry zakładał, że Bal wystawi w którymś z teatrów w Polsce i na premierę zaprosi ze wszystkimi honorami Nikołaja Michajłowicza Gorczakowa. Profesor nie sprzeciwiał się tym projektom, naciskał tylko na Jurka, żeby złożył w terminie wszystkie końcowe instytutowe egzaminy. I tak też się stało. Jerzy Jarocki egzaminy złożył w świetnym stylu i nic już nie stało na przeszkodzie powrotowi do kraju dla realizacji przedstawienia dyplomowego. Opuścił Moskwę w pierwszych miesiącach 1957 roku.


Jurek Grotowski był już od kilku miesięcy w kraju. Porzucił studia w GITIS-ie i rzucił się w wir ówczesnej popaździernikowej polityki. Krótko nawet kątem przemieszkiwał w mojej kawalerce na Muranowie, o czym będzie jeszcze mowa.


Przyjaciele wybrali inne drogi do teatru.


Jurek skomplikowanym Balem manekinów, sztuką przewrotnie polityczną, wydeptał swoją wyboistą ścieżkę do repertuaru współczesnego, przesyconego racjonalizmem, raczej odległego od tradycyjnego romantyzmu.


Jerzy Grotowski, znarkotyzowany rozbuchaną, zradykalizowaną bieżącą polityką, w końcu ucieknie do niszy Teatru 13 Rzędów, a potem ekstazy Teatru Laboratorium.


O jednym w przypadku Jurka Jarockiego trzeba na zakończenie tego odcinka wspomnieć: że nikt na niego w Polsce nie czekał. Nie był to okres, w którym premiowano za studia w ZSRR, przeciwnie, budziły one w ówczesnej Polsce różne wątpliwości. A Bruno Jasieński, poza jakimiś hobbistami, nie budził swoją twórczością zainteresowania. Kazimierz Dejmek, jeden z ważnych dyrektorów teatrów epoki popaździernikowej, radził Jurkowi sprawdzić się w repertuarze fredrowskim…
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/https://www.fundacjaperforma.com/rozmowy-z-artystamihttps://www.adit.art.pl/


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij