Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
1/2016
Emocja miesiąca: Panika
autor: Natalia Worożbyt
foto:

Piętnasty był niesamowity. Niesamowite uczucie wypełnienia. Nigdy nie czułam się pusta. Ale też nigdy nie czułam się tak wypełniona jak w piętnastym. Napisałam ważny scenariusz i sztukę, wzięłam udział w kilku nadzwyczajnych projektach teatralnych, otworzyliśmy nasz „Teatr peresełencia” („Teatr przesiedleńca”). Studiowałam Ukrainę, wiele podróżowałam na jej wschód i zachód. Chodziłam po Karpatach i pływałam w Oceanie Atlantyckim. Oglądałam starodawne francuskie twierdze i zbombardowane budynki w Donbasie. Zakochiwałam się jeden raz, rozstawałam dwa. A jakie ogromne rozczarowania przeżyłam w tym roku! Za nie też jestem wdzięczna. A jeszcze co miesiąc stukała mi w Facebooka moja wspaniała tłumaczka i przypominała, że powinnam oddać tekst dla „Teatru”. I musiałam usiąść, by przemyśleć swój miesiąc. W tej chwili robię to po raz dwunasty, ostatni.


Ludzie dobrzy, jakie głupoty nas niepokoją! Szczerze mówiąc, dzisiaj zaprząta mi głowę tylko jedna myśl – noworoczna noc. Kiedy ukaże się ten felieton, już będzie szesnasty i nikogo nie będzie to obchodzić – ani was, ani mnie. Ale dziś… Moją główną emocją jest panika.


Nie wiem, jak tam u was w Polsce, ale na Ukrainie Nowy Rok trzeba powitać. Chcesz czy nie, powinieneś to robić z tym, kogo kochasz, w odświętnym ubraniu, a na stole ma być olivier [sałatka popularna w krajach byłego ZSRR – przyp. tłum.] i szampan. Trzeba włączyć telewizor, by posłuchać prezydenta, a kiedy zaczną bić kuranty, zdążyć zapisać życzenie na serwetce, podpalić ją, popiół wsypać do kieliszka z szampanem i wypić do dna. (Jakie, kurwa, kuranty? Przez siedemdziesiąt lat biły kremlowskie kuranty, a my do tej pory się nie odzwyczailiśmy). No i zaczyna się święto telewizora, póki do reszty nie otumaniejesz od bąbelków i hitów. Potem przez trzy dni dojadasz oliviera i wyschłe kanapki z kawiorem. À propos, te ostatnie lubię, bo świadczą o tym, że świętowanie mamy za sobą, a poza tym są smaczne.
A reszty nienawidzę. Najgorszy jest sylwester z mamą. Oglądanie z nią telewizji, albo rozmowa „od serca”, co oznacza kłótnię i wycie przez całą noworoczną noc. Może nie aż tak okropne, ale dość napięte jest świętowanie z parami przyjaciół i udawanie, jak mi jest wesoło, kiedy tańczę z córką pod choinką. Można porzucić dziecko i pójść w tango z młodymi i wolnymi – ale jak do tego ma się teza, że Nowy Rok należy witać z tymi, których kochamy? Przed Nowym Rokiem zawsze się kłócę ze swoimi chłopcami, podświadomie czuję, że szału nie będzie i kłócę się, by zostać sama, bez szału, ale i bez rozczarowań. Okropna noc, okropne święto, święto oczekiwań i samotności.


A Ukraińcy mają jeszcze bardzo długie ferie noworoczne. Kiedy 10 stycznia spotykasz ludzi w supermarketach, są tak zmęczeni piciem i żarciem, że mają to wypisane na twarzach wielkimi literami. Ale nie potrafią się powstrzymać i wypełniają swe wózki butelkami i słoikami. Choinki będą stały w mieszkaniach do marca, jako symbol ludzkiego braku woli.


Pokazowa historia z moim Nowym Rokiem wydarzyła się, kiedy miałam osiemnaście lat. Pokłóciłam się z chłopcem i zgodziłam się iść na sylwestra z byłym kolegą z klasy. Ogromne mieszkanie w carskim budynku niedaleko Teatru Operowego. Pośrodku stała przepiękna choinka ze starodawnymi ozdobami. Gospodarze, prawdopodobnie jacyś wybitni artyści ukraińscy, zostawili na sylwestra mieszkanie dzieciom. Dzieci artystów były intelektualistami i hipsterami (chociaż wtedy nie istniało takie pojęcie). Stylowo ubrane, nie oglądały telewizji, tańczyły rock and rolla i coś podobnego. Nie umiałam tańczyć rock and rolla, a ubrana byłam jak choinka w sklepie spożywczym. Mój kolega zapewne się mnie wstydził. Do dziś pamiętam to uczucie własnej niższości. Zadzwoniłam do koleżanki – bawiła się na osiedlu z naszymi przyjaciółmi, których lepiej było nie przedstawiać rodzicom. Po pięciu minutach łapałam taksówkę do Darnyci [lewobrzeżna część Kijowa – przyp. tłum.]. Kiedy weszłam do mieszkania na parterze bloku z wielkiej płyty, zobaczyłam stół z trzema talerzykami oliviera i kupą taniego alkoholu. Ktoś wymiotował w toalecie, w małym pokoju już się pieprzyli, a gospodarz mieszkania niespodziewanie zaczął wyrzucać meble przez okno. Zdążyłyśmy z koleżanką zabrać talerzyk z olivierem i flaszkę słodkiego szampana. Siedziałyśmy pod przekrzywioną choinką i czułyśmy się lepsze od tamtych.


A jeszcze kiedyś witałam Nowy Rok w moskiewskim cyrku. Wtedy naprawdę było wesoło i świątecznie, jakbym się cofnęła do dzieciństwa, rozśmieszali nas klauni, a wokół biegały koniki. Dość szybko, co prawda, okazało się, że na konie mam silne uczulenie i sylwestra spędziłam w szpitalu pod kroplówką. I jeszcze w pociągu Moskwa – Kijów. I podczas rewolucji 2005 i 2014 – na Majdanie Niezależności. I jeszcze na Rynku w Krakowie, gdzie korkiem od butelki wcelowałam koleżance w oko. I jeszcze z gorączką w domu… Mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele, wiele okropnych sylwestrów, które się będzie wesoło wspominać.


Czytacie to, a Nowy Rok już przyszedł. Przypomnijcie sobie, jak go powitaliście. Bo jak żeście go witali, taki będzie – sprawdziłam to na sobie.

 

tłum. Anna Korzeniowska-Bihun
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij