Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
3/2016
Warszawskie pasaże: Pasaż rycerski
autor: Krzysztof Rutkowski
Warszawskie pasaże: Pasaż rycerski
foto: Zuzanna Waś

1.


Słońce świeciło, gwiazdy szczekały. W parku Skaryszewskim ogrodnicy grabili rabaty. Wiewiórki rosły jak wielbłądy, rudziały jak strusie ze zmęczenia, mojego zmęczenia, bo kończyłem dziewiąty krąg biegaczy.


Na wysokości rzeźby Kuny zwanej Rytmem wyskoczyła na ścieżkę dwójka.
Pierwszy chłopiec: rycerz w plastikowym hełmie i w kolczudze.
Drugi chłopiec: rycerz w misiurce plastikowej i w wełnianej czapce z pomponem.
Pierwszy machał mieczem, drugi kijkiem. Pierwszy krzyczał: „Jestem królem!”. Drugi chichotał.
Wpadli mi pod nogi. Nadaremnie próbowałem uskoczyć. Grabie ogrodników pomknęły mi do oka.

 

2.


Hôtel des Tournelles, podobnie jak Hôtel Saint-Pol, doprowadził do świetności Karol V. Podobnie jak Włości Świętego Pola, Włości Wieżaste składały się z pałacu, z pawilonów, z oficyn połączonych dwunastoma galeriami, z dwóch kaplic, z dwóch parków z roślinnością przywiezioną z Afryki i z Azji, z sześciu różnych ogrodów z altanami, nie licząc wielkiego bukszpanowego labiryntu zwanego Dedalem. Książę Bedford, regent za angielskiej okupacji, rozszerzył ogród daleko na północ, kazał orać ziemię pługiem i sadzić kapustę, fasolę i groch na gruntach, przez które przechodzi obecnie paryska ulica Parku Królewskiego. Park Skaryszewski pociesznie przypomina królewskie ogrodnictwo.

 

3.


Nie bolało, ale trawa woniała kapustą. Może grochem, a może pomarańczami. Zęby grabi ogrodnika sterczały jak baszty warownego zamku. Wyczułem w sobie woskowe ciało króla.

 

4.


Franciszek I hodował w ogrodach wielbłądy i strusie. Piganiol de La Force pisał, że nazwa włości wzięła się od ogromnej liczby wież i wieżyczek, które sterczały z pałacu, z oficyn i z murów niczym zęby grabi.


Hôtel des Tournelles kazała zburzyć Katarzyna Medycejska po strasznej śmierci króla Henryka II, jej małżonka. Henryk II wydał, 30 czerwca 1559 roku, z okazji ślubu swej siostry Małgorzaty z Emanuelem Filibertem, księciem Sabaudii oraz z okazji ślubu swej córki Elżbiety z Filipem II Hiszpańskim, wielką ucztę i turniej rycerski na ulicy Świętego Antoniego, pomiędzy Włościami Świętego Pola i Włościami Wieżastymi. Katarzyna Medycejska wierzyła przeczuciom, snom, gwiazdom, skoczności wiewiórek, rykom wielbłądów, drobieniu strusi oraz proroctwom Nostradamusa, który przepowiedział Henrykowi II okrutną śmierć. W nocy z 29 na 30 czerwca Katarzyna Medycejska śniła, że król się ciężko zranił.

 

5.


Przewróciłem się na plecy i jednym okiem zobaczyłem hełm nad sobą. Co z okiem drugim – nie wiedziałem jeszcze. Hełm nie podniósł przyłbicy. Hełm milczał.
Pompon też chyba widziałem, ale natarczywy szczekot gwiazd zakłócał widzenie.

 

6.


Tego dnia w Paryżu srożył się upał, a po niebie krążyły ogoniaste gwiazdy. Tłum ściągał od rana z miasta i z wsi okolicznych, gęstniał i czekał, bo wiedział, że król osobiście stanie w szranki. Henryk II stanął w szranki trzykrotnie, z kopią, w pełnej zbroi, konno, jak przystoi rycerzowi.
Najpierw zmierzył się z księciem Nemours i go pokonał.


Potem zmierzył się z księciem Gwizjuszem, który wyrzucony z siodła, upadł ciężko w pył ulicy.
Henryk II żądał trzeciej walki, do której stanął Gabriel de Montgomery. Stukot podków, poszum pióropuszy. Trzask drewnianej kopii łamiącej się na napierśniku króla. Gabriel de Montgomery był szybszy. Król zachwiał się w siodle mocno w tył, ale zaraz ściągnął cugle, machnął do rywala, by schwycił nową kopię i niezwłocznie stawał na mecie. Montgomery dał znak, że to nie on, ale król zwyciężył – na próżno.


Ruszyli ponownie, konie przeszły w cwał. Drzazga skruszonej kopii Gabriela de Montgomery przeszła przez wizjer królewskiego hełmu, przebiła czaszkę i utkwiła w mózgu.

 

7.


Nic się właściwie nie stało. Grabie przeszły mimo. Obcierka nad lewą powieką.
W roku 2009 park Skaryszewski uznano najpiękniejszym parkiem w Polsce i trzecim w piękności w Europie. Owego dnia piękno parku poczułem (nie)widomie. I pożegnałem ten raj wiewiórek zrudziałych strusiowato, zwielbłądzonych. Zdaje się, na zawsze.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij