Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
11/2016
Widok z Koziej: Aktorzy dramatyczni
autor: Jacek Kopciński
Widok z Koziej: Aktorzy dramatyczni
foto: Zuzanna Waś

Marta i George, George i Marta. Walczą ze sobą od lat, w przerwach między rundami nucąc na melodię Disnejowskiej piosenki o trzech głupich świnkach ponuro absurdalny refren: „Kto się boi Virginii Woolf, Virginii Woolf. Virginii Woolf?”…


Nazywają to meczem bokserskim, bo jak bokserzy wyprowadzają precyzyjne uderzenia, a potem czekają na kontrę i wytrwale przyjmują każdy cios. Są dla siebie bezlitośni, ale nawet na chwilę nie przerywają walki. Mecz ich wiąże, uzależnia, nic poza nim nie jest ważne – nic poza nim nie istnieje. Żeby bardziej bolało i bardziej podniecało, potrzebują świadków. Żeby się jeszcze mocniej skrzywdzić, prowokują, uwodzą i krzywdzą innych. Najlepiej niech będą młodzi, tacy jak Nick i Honey. Niech sądzą, że można żyć złudzeniami i oszukiwać bezkarnie. Nie można. George i Marta karzą ich bez skrupułów, a potem znowu zwracają się ku sobie, dążą do zwarcia i polują na nokaut.


To bohaterowie najsłynniejszej sztuki Edwarda Albeego, którą w zeszłym roku Grzegorz Wiśniewski wystawił w Wybrzeżu – dokładnie pięćdziesiąt lat od jej polskiej prapremiery właśnie w tym teatrze. A aktorzy, nasi tegoroczni laureaci Nagrody im. Aleksandra Zelwerowicza, ci, którzy ich zagrali? Jak oni prowadzą swój mecz?


To, co robią wobec siebie, dwojga innych aktorów i nas na widowni, polega na niesłychanym wprost skupieniu – z jednej strony, i na absolutnej swobodzie – z drugiej. Aktorka i aktor, aktor i aktorka – ani na chwilę nie tracą ze sobą kontaktu. Nawet wtedy, gdy się nie słyszą i na siebie nie patrzą, więcej, wtedy, gdy jedno z nich znika ze sceny. Jak ich neurotyczne postacie, stale o sobie myślą, wyobrażają swoje zachowania, są obok, choć wcale ich tam nie ma… Niesłychana więź ludzi, którzy nie potrafią wyrażać miłości inaczej, jak tylko przez nienawiść, przyjmuje w ich grze kształt psychodramy i… seansu telepatycznego. Świadomi każdego słowa i gestu, wyczuleni na to, co wypowiedziane i niewypowiedziane, widoczne i niewidoczne, reagują – na sto sposobów. Ona daje swojej postaci złość, wyrachowanie, siłę i słabość, czułość i wulgarność, żeby prawdziwy dramat Marty przekazać na koniec w trudnym, poniżającym obnażeniu, twarzą przy podłodze. On przeprowadza swoją postać przez wszystkie odcienie ironii, kpiny, żartu, okrutnego i bolesnego sarkazmu, żeby prawdziwy dramat George’a przekazać w milczeniu, na kolanach, nad elektryczną kolejką dla dzieci. Niesłychany koncert dwojga solistów, którzy nie po raz pierwszy stworzyli ze sobą duet – i w duecie otrzymali naszą nagrodę.


Dorota Kolak i Mirosław Baka. Mirosław Baka i Dorota Kolak. Aktorzy dramatyczni. Mistrzowie teatru bez mikrofonu i kamery. I prawdziwi ryzykanci. „Kusi mnie, by tworzyć zupełnie inną techniką, nie jak Baka. Antybaką” – mówił aktor na naszych łamach dwa lata temu. „Czy jest coś jeszcze, co bym mogła przeskoczyć?” – pyta aktorka w rozmowie, którą drukujemy w tym numerze. Jest. Nie zgadniecie co…
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij