Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
5/2017
Widok z Koziej: Karaoke z Wyspiańskim
autor: Jacek Kopciński
Widok z Koziej: Karaoke z Wyspiańskim
foto: Zuzanna Waś

Nowe zjawisko: teatr dla dzieci i młodzieży staje się w Polsce coraz dojrzalszy, a teatr dla dorosłych na potęgę dziecinnieje. Obejrzyjcie we Wrocławiu Piekło – Niebo Jakuba Krofty na podstawie sztuki Marii Wojtyszko, a potem idźcie na Wyzwolenie Wyspiańskiego, które w Warszawie zrealizował Krzysztof Garbaczewski, a w Krakowie Radosław Rychcik. Oba spektakle to wesoły regres polskiego teatru w niedojrzałość.


W spektaklu Krofty nasz recenzent dostrzegł „wiele niełatwych wątków: niestandardowy model rodziny, samotne macierzyństwo, toksyczna matka, nieobecny ojciec, śmierć rodzica, wina i przebaczenie”, a także jedno zagadnienie natury religijnej, a mianowicie możliwość obcowania żywych z umarłymi. Krofta podnosi je „z właściwą czeskim reżyserom lekkością”, w finale spektaklu aranżując rozmowę zmarłej matki z osieroconym przez nią synkiem za pośrednictwem iPhone’a, którego kobiecie wręcza sam Bóg. Ta dowcipna scena nie obniża rangi spektaklu, przeciwnie, jego twórcy mierzą się ze sprawami najtrudniejszymi, bo ostatecznymi w sposób adekwatny do wieku i wrażliwości odbiorcy. „Chcemy wytłumaczyć naszym widzom, że to wcale nie jest koniec”– mówi Krofta w publikowanym na naszych łamach wywiadzie, który świadczy o wielkim szacunku tego mądrego i zdolnego reżysera dla własnej publiczności.


Trudno o to posądzić Rychcika i Garbaczewskiego. Wydawałoby się, że biorąc na warsztat dramat Wyspiańskiego, obaj reżyserzy zaprosili nas do rozmowy równie poważnej, bo na temat wolności. W Wyzwoleniu osiąga się ją poprzez odrzucenie martwych przesądów, w pewnym więc sensie problematyka dramatu także dotyczy życia po śmierci. Siłą Wyzwolenia jest rozwijająca się na naszych oczach myśl, owszem, niełatwa, rozpisana na głosy postaci o skomplikowanych rodowodach intelektualnych, tym bardziej więc wymagająca wiedzy, skupienia, umiejętności w budowaniu prawdziwej debaty dramatycznej. Po raz ostatni umiał tę myśl wyzwolić w telewizyjnej realizacji dramatu Maciej Prus, któremu dzisiejsi idole młodego teatru nie dorastają do pięt. Obaj, niestety, zachowują się jak niedojrzałe wyrostki (choć czterdziestka tuż-tuż), tak samo traktując swoich widzów.


Wyzwolenie Garbaczewskiego rozgrywa się niby w teatrze (jak chciał Wyspiański), ale tak naprawdę – w przedszkolu. Owszem, drewnianą dekorację montują na scenie dorośli maszyniści, ale między nimi biegają aktorzy poprzebierani za małolaty i jak dzieci dokazujący. Ich najważniejszym zadaniem jest zabawa tekturowymi pudełkami. Na pudełkach wyświetla się kwiatek, motylek albo żabka, a aktorzy próbują z nich ułożyć większy obrazek. Zabawie towarzyszy nauka. Przedszkolanek uczy przedszkolaków, co to znaczy „rzucać myśl”, i dosłownie rzuca ją w stronę widowni, a potem łapie i odrzuca w stronę jednego z chłopczyków. Dziecko ugina się pod myślą, ugina, aż wreszcie pada, taka była ciężka. O czym ta myśl, nie wiadomo, ale też nieważne, bo i tak nikt by jej nie zrozumiał. Ani na scenie, ani na widowni. Dowodem korowody widzów opuszczających salę podczas prawie godzinnego monologu Konrada, wygłaszanego z proscenium przez młodą aktorkę w słuchawkach. Kogo tu winić o brak porozumienia? Niewykształconych widzów, czy może jednak reżysera, który kwestie bohatera i jego adwersarzy puścił aktorce do ucha z pliku na kompie i kazał powtarzać? Dziewczyna robi, co może, by rzecz zabrzmiała naturalnie, z przejęciem akcentuje na przykład słowa o sile i wartości sztuki, ale czy ten prosty remiks miał z nią coś wspólnego? W trzeciej części spektaklu dzieci wchodzą do pudełek, inicjując prawdziwą bitwę, co ma chyba oznaczać nasze uwięzienie w skorupie martwych idei i skłonność do kłótni. Podczas jednego z pokazów na tekturze można było dostrzec napis JP II. Nie chce mi się wierzyć, że ten infantylny spektakl powstał tylko po to, by zagrać na nosie organizatorom festiwalu Nowe Epifanie / Gorzkie Żale z Centrum Myśli Jana Pawła II.


W inscenizacji Rychcika frazami z Wyzwolenia przerzucają się uczniowie w szkole. Poprzeczka została więc zawieszona odrobinę wyżej, problem w tym, że te same słowa mogłyby powtarzać roboty i tyle samo by z nich wynikało. Konradem w tym spektaklu jest niepokorny nauczyciel, który pragnie zaszczepić swoim uczniom myśl o wolności, co oczywiście nie podoba się dyrekcji szkoły (czyli Muzie i Reżyserowi). Młodzi podchwytują tekst Wyspiańskiego, coś tam sobie nim tłumaczą, o czymś przekonują, ale potem wolą uprawiać seks, tańczyć i śpiewać, co nauczyciel odbiera jak zdradę i strzela sobie w łeb. Ramą dla spektaklu Rychcika jest zupełnie inny tekst, a mianowicie korespondencja Salingera. Czemu więc reżyser, znany ze swoich fascynacji kulturą amerykańską, po prostu jej nie zaadaptował, zamiast wtłaczać Wyzwolenie w banalny schemat powieści dla młodzieży? Nie chce mi się wierzyć, że chodziło tylko o lifting wizerunku krakowskiej sceny i ministerialną dotację w konkursie „Klasyka Żywa”.


„Najistotniejsze wydaje mi się szukanie odpowiedzi na pytanie: dlaczego dzisiaj, w naszych czasach teatr jest taki jaki jest?”– napisał kiedyś Jerzy Koenig. Jak wytłumaczyłby jego obecne zdziecinnienie?
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/http://festiwalsluchowisk.blogspot.com/http://scenaotwarta.pl/http://muzeumkarykatury.pl/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=1256&Itemid=528


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij