Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
10/2017
Układy i układanki: Oszustwo
autor: Artur Pałyga
Układy i układanki: Oszustwo
foto: Agnieszka Drożdż

Błądzę po manowcach. Ciągle się łapię na tym, że błądzę. I unikam. Mam pisać na jakiś temat i prąd ściąga mnie w innym kierunku, a ja z nim prawie nie walczę.


Błądzę po manowcach. Ciągle się łapię na tym, że błądzę. I unikam. Mam pisać na jakiś temat i prąd ściąga mnie w innym kierunku, a ja z nim prawie nie walczę.


Zapatrzyłem się, jak statek powraca. Dziobem na wschód. Tak został uchwycony, złapany. Powracający statek, który nigdy nie powróci, zamyka świat od zachodu. Mapę sporządzono w 1375 roku. Sporządził ją nadworny kartograf króla Aragonii, wytwórca kompasów, Abraham Cresques. Podpisywano go: Cresques Żyd. Kreska Żyd. Był ostatnim Kreską, którego tak podpisywano. Jego syn, Jehuda, który pracował z ojcem nad mapą, przeszedł na chrześcijaństwo. Raczej nie dobrowolnie. Za chwilę, za tuż tuż będzie pogrom w Sewilli, za chwilę będą edykty, grabież, sprzedawanie w niewolę. Jeszcze przez moment można poogarniać świat.


Kreska Żyd ma przyjaciela. Jaume Ferrer jest żeglarzem. I w zasadzie niewiele więcej o nim wiadomo, bo ślad po nim pozostał jedynie tutaj, na tej mapie. Wyruszył w poszukiwaniu Riu de l’Or, legendarnej Złotej Rzeki. Minął Wyspy Kanaryjskie, które od wieków wyznaczały na mapach zachodni koniec świata i stały się synonimem słodyczy. Koniec świata z tej strony jest słodki, jak trzcina cukrowa i cukier oraz słodkości z Kanarów. W całej Europie przez kilkaset lat „kanar” znaczy „słodycz”. Jaume minął wyspę słodyczy i zniknął. Może dopłynął do wodospadu na końcu świata i spadł? A może wpadł przypadkiem na wejście do piekieł? Nie wrócił ani on, ani jego bandycka załoga, utwierdzając przekonanych w przekonaniu, że chciwość i ciekawość to jeden szatan o dwóch twarzach.


A Abraham na swojej słynnej mapie umieścił go powracającego. Załoga odmalowana radośnie. Wyprawa, widać, się udała.


Błądzę po mapie Kreski Żyda, śledząc powrót Jaume, nie wiem, dlaczego. Nie piszę sztuki o poszukiwaczach złota ani o katalońskich kartografach. I nie dlatego, że ma związek z tym, co teraz, tu. Może dlatego, że wciąga. Przyciąga. Coś jest, co przyciąga. I oczywiście, ma związek. Na pewno ma.


Oprócz żaglowca Jaume, i wielu innych kolorowych rzeczy, na mapach Kreski Żyda narysowana jest Polska. Pod nazwą Polonia. Parę domków oznaczających miasta. I jedno miasto nazwane – Leopolis. Lwów. Czemu akurat Lwów? Przekopuję Internet. Jest! Jedyne, co znalazłem o tym kawałeczku mapy. W 1991 roku Poczta Polska wydała kopertę z nadrukowanym znaczkiem o nominale 1500 złotych przedstawiającym fragment mapy Kreski Żyda z napisem „Polonia”. Na znaczku nie ma Lwowa. Jest napis „Polonia” i parę domków bez nazwy. Kopertę tę upodobali sobie fałszerze. Poczta Polska poniosła straty. Drukowano fałszywe Polonie, fałszywe fragmenty mapy, identyczne, jak prawdziwe. Polonia z mapy Kreski w świecie Internecie skojarzona jest z fałszerstwem. Takie połączenie.


Wróćmy do powracającego statku. Przetrwał do dziś razem z Polonią i Lwowem dlatego, że mapy były niezwykłe i przechowywane w związku z tym pieczołowicie. Niezwykłe, bo jednym z dawców relacji był Marco Polo.


Gdzie dotarł ten Marco Polo, dzięki któremu przetrwał Jaume na swoim statku? Pewna brytyjska badaczka, analizując to, co napisał Marco, dochodzi do wniosku, że nie dalej niż do Konstantynopola, dokąd przepłynął statkiem z Wenecji. Bo dalej już zbyt wiele się nie zgadza. Dlaczego nie odnotował odmienności chińskiego pisma? Dlaczego używa perskich nazw chińskich miejscowości? Dlaczego nie wspomina o krępowaniu stóp Chinkom? Dlaczego wreszcie chińskie kroniki nic o nim nie piszą, skoro stał się tam tak ważną figurą? Oblężenie chińskiego miasta przez Mongołów, w którym, jak pisał, brał udział, miało miejsce na rok przed jego rzekomym przybyciem do Chin. Więc gdzie był i co robił przez dwadzieścia cztery lata? Krewni, którzy zajęli mieszkanie, nie poznali go, kiedy wrócił, i nie uwierzyli w opowieść o podróży na koniec świata. Dopiero klejnoty zaszyte w płaszczu podróżnym przekonały ich.


Ale jeśli nie był w Chinach, to skąd to wszystko wiedział? Komu Jaume Ferrer i jego załoga zawdzięczają przetrwanie na mapie Kreski Żyda? Komu Polonia i Leopolis?


I jak pomysłowy Dobromir mam puk puk.


Bo Marco Polo wrócił z niewolnikiem, Mongołem, który pozostał w zapisach jako Pietro. Być może kupiony w Konstantynopolu. Pietro mógł brać udział w oblężeniu chińskiego miasta rok wcześniej. Pietro mógł być w Polsce na swoim koniku. I mógł wiedzieć o jedwabnych i niejedwabnych szlakach. Pietro, Mongoł wenecki. Opowiada Marcowi. Marco spisuje, ubarwia, umieszcza tam siebie. Wyobraźnie szaleją. Jaume szuka złota. Cresques rysuje mapę, która uruchamia handlarzy, bandytów i awanturników. Świat się gwałtownie zmienia. Rusza lawina, która za chwilę tę mapę zdezaktualizuje.


Wiem, że się to w coś układa. Ale nie wiem, w co.


Mój dziadek nazywał się Pietr. Babcia mówiła: Pietrze, Pietrze! Był ze wschodu, spod Lwowa. Kiedy siedział w więzieniu, założył zeszyt, w którym opisywał świat w punktach i w tabelkach. Państwa, stolice, rzeki, szczyty, morza, oceany. Kiedy mu świat zabrano, zrobił go sobie. Pietr i Pietro. Co to za dźwięk na tej rozpiętej między nimi strunie?
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij