Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
4/2018
Gen wyobraźni: Grzegorzewski
autor: Włodzimierz Szturc
Gen wyobraźni: Grzegorzewski
foto: Wojciech Plewiński

W myślach próbuję przywołać i odtworzyć sceny dawno oglądanych spektakli. Ujrzeć je jeszcze raz w teatrze pamięci. Czy pozostały po nich tylko ślady? Ale przecież „ślady” w pamięci to już interpretacje i nie trzeba autorytetu Agambena, by je tak określić. Ostatecznie – wszystko jest interpretacją. Po co więc szukać śladów? Może po to, by wyjaśnić sobie własną drogę poznawania świata, która jest jednak w znacznej mierze drogą poprzez teatr.


Z dawnych przedstawień pamiętam dość wyraźnie sceny początkowe. W tubusie kalejdoskopu przesuwają się pierwsze sceny spektakli Swinarskiego, Jarockiego, Grabowskiego, Lupy, Wajdy i wielu innych, równie wielkich. A jednak, mocą prawa grawitacji, z wirujących obrazów opada na dno pola widzenia ciągle ten sam początek – Dziesięciu portretów z czajką w tle Jerzego Grzegorzewskiego. Po prawie czterdziestu latach odtwarza się pierwsza ciemność i pierwsze światła spektaklu. Fiat lux.


Na scenie panuje półmrok. Jedyny, sztuczny jak diodowa aura blask pochodzi z kolejowego informatora, którego paski z rozkładem jazdy opadają jeden po drugim. Przypomina to może rozświetlony ekran telewizora? Zimne światło w dworcowej świetlicy – dziś takiej już nie znajdziesz. Na tle tej neonowej klepsydry czasu czernieją sylwetki Maszy i Miedwiedienki. Masza, stojąc bokiem do widowni, bez ruchu, z uniesioną wysoko głową, powoli i z wyraźną ulgą pali papierosa. Wpatruje się w dym unoszony przez fotony sztucznego światła. Miedwiedienko jest odwrócony tyłem do widza. Nieruchomo śledzi zmieniające się napisy informatora. Po długim czasie, nie zauważając nagłego pojawienia się Niny i Konstantego, przerywa milczenie. Powoli podchodzi do Maszy. Badawczo i długo patrzy na nią i z niepewności, czy może o coś zapytać, wypowiada pierwsze zdanie sztuki: „Dlaczego pani zawsze ubiera się na czarno?”.


Długa chwila, zawieszona w nieubłaganym stukocie przesuwających się plansz z informacjami. Właściwą odpowiedzią na pytanie Miedwiedienki jest raczej ten klik-klak dworcowej klepsydry. Ale Masza ripostuje – jakby głosem wydobytym z innej przestrzeni i z innych myśli – głosem beznadziejnie zmęczonym i pozbawionym chęci do rozmowy: „To żałoba po moim życiu, jestem nieszczęśliwa”. Odwraca się ku widowni i zmierza wolno w kierunku proscenium. Niestety – nie będzie sama, jak tego pragnie. Stanie przed publicznością wypełniającą widownię Starego Teatru.


I wtedy rozjaśnia się światło. Masza nieruchomieje na proscenium, patrzy na widzów złapana w pułapkę ich oczu. Za nią, ale i nieco z boku, jak niechciany złowrogi cień Maszy stojącej w świetle reflektora, czai się Miedwiedienko. Zadaje pytanie, jakie tylko nauczyciel może wymyślić, kiedy nie zdaje sobie sprawy z tego, co przecież widać gołym okiem. Pyta: „Dlaczego?”.


Cień, który pyta, zyskuje odpowiedź beznamiętną, na jaką może pozwolić sobie złapana w pułapkę obserwujących ją ludzi Masza: „Pan tego i tak nie zrozumie”. Masza patrzy już teraz ponad widownię, w strumień światła, który uniemożliwia jej widzenie twarzy widzów. I właśnie wtedy Miedwiedienko przyskakuje do niej, chwyta za dłoń i chce – w porywie namiętności – przyciągnąć Maszę do siebie. Masza jednak jest posągowa i zimna, jak zamieniona w słup soli. Bez czułości odsuwa dłoń nauczyciela: „Pańska miłość wzrusza mnie – to wszystko”. Podnosi przed jego twarz tabakierkę. Zmieszany Miedwiedienko odchodzi w głąb sceny. Znika. Wbiegają Nina i Konstanty prowadzeni strumieniem bocznego światła. Masza podchodzi do Konstantego, strzepuje popiół papierosa przed jego nogi i wciera go ostrym końcem trzewika w podłogę sceny.


Po czym wychodzi bez słowa.


Czwórka aktorów: Elżbieta Karkoszka (Masza), Marek Litewka (Miedwiedienko), Anna Dymna (Nina) i Mieczysław Grąbka (Konstanty) zbudowali podstawy geometrii linii równoległych dalszych scen przedstawienia.


Arkadina (Teresa Budzisz-Krzyżanowska) rozmawia z Trigorinem (Jerzy Stuhr) na temat pozostania na wsi. Wychodzi z lewej strony proscenium. Trigorin stoi, patrząc na informator kolejowy i rusza w stronę Arkadiny. Kiedy już mają spotkać się, Arkadina nagle skręca i idzie ku szafie z ubraniami. Postaci mijają się – zachowują niezależność dróg i ścieżek, wypowiadają kwestie, które, choć są kierowane do rozmówcy, w istocie lecą swoimi torami w przerażającą pustkę braku porozumienia.


Prawdziwe dramaty rozgrywają się w ich głowach. Są to sceny pamięci i niespełnionych pragnień. Aktorzy jednak poruszają się tak, że zawsze, poza kilkoma wyjątkami związanymi z obserwowaniem rozkładu jazdy, zwróceni są twarzą do widza. Ich płynny, spowolniony, ale nie senny ruch powoduje, że stają się postaciami poddanymi szczególnie ostrej kontroli. Każdy szczegół zachowania, każde zmieszanie i ukrywana radość stają się powodem oceny ich zamiarów i intuicji.


Nie potrafię domknąć tekstu – rozwiewa subtelność spektaklu. Na plan pierwszy wchodzi niepokój. Podnoszoną w zamiarze złożenia pocałunku dłoń Pauliny, Dorn poddaje fachowemu zabiegowi mierzenia pulsu.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij