Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2018
Jarmark perski: Prezentowo
autor: Marek Kochan
Jarmark perski: Prezentowo
foto: Kazimierz Kochan

Jak grudzień, to Mikołaje, duży i mały, jak Mikołaje, to prezenty.


Będzie to sztuka obyczajowa, tragedia chyba, opowieść o miłości i o polityce, a może horror, może też dziwna i straszna reklama perfum. Opisałby to Harold Pinter, gdyby żył. Ken Loach nakręci może film.


On miał na imię Charlie. Charlie Rowey, 45 lat, bezrobotny, mieszkaniec Amesbury w Anglii. Ona, jego partnerka, to Dawn Sturgess, alkoholiczka, lat 44. Biedni ludzie, skromni. Ale kochać się mogli, jak inni. Charlie chciał zrobić Dawn prezent, który wyraziłby jego uczucie do niej. Nie miał jednak pieniędzy. A chciał podarować swojej ukochanej coś wyjątkowego. Oglądali na pewno telewizję. W telewizji reklamy. Różnych drogich produktów, zegarków, biżuterii, perfum, luksusowej bielizny. Charlie myślał pewnie często: „Ech, móc kiedyś dać coś takiego mojej Dawn”. A Dawn: „Ech, dostać kiedyś coś takiego”. Wydawało się to niemożliwe, skąd bezrobotny miałby środki na takie drogie prezenty?


Ale marzenia się spełniają. Pewnego dnia Charlie podaruje ukochanej luksusowy prezent, być może spełniając jednocześnie marzenie Dawn o byciu obdarowaną.


Tak by mogła wyglądać pierwsza scena tej sztuki, ekspozycja: Charlie i Dawn siedzą przed telewizorem w przytułku dla bezdomnych. Oglądają telewizję, a w telewizji reklamy luksusowych produktów. Dawn nic nie mówi, ale jej twarz wyraża wszystko. Charlie to widzi i rozumie, mówi za nią, wygłasza za nią monolog o pragnieniu, o niezaspokojonej potrzebie bycia obdarowaną. A może Dawn wcale nie pragnie? Może to Charlie, bezrobotny, projektuje na nią swoją frustrację, że nie stać go na takie prezenty?


Druga scena to by była kłótnia, wypominanie sobie, może po pijanemu, wzajemne wyrzuty, „gdyby nie ty!”. Rozstają się w gniewie.


Potem Charlie idzie gdzieś, rozzłoszczony. My, widzowie, myślimy, że może już nie wróci, najpewniej opuści Dawn, znajdzie sobie inną. Powiesi się. Albo zamieni się w przestępcę: napadnie kogoś, by zdobyć pieniądze, by móc nareszcie kupić Dawn drogi prezent, o którym ta – jego zdaniem – marzy. Cokolwiek. Byle nie być biernym, byle działać.


Trzecia scena to już wręczanie prezentu. To flakonik perfum Premier Jour Niny Ricci. Perfumy mają słodki kolor, ni to bursztynowy, ni to łososiowy. Kojarzy się z luksusem, to pewne. Flakonik ma kształt walca, dystrybutor jest umieszczony asymetrycznie, z nakrętką wygląda to jak dwa walce nałożone na siebie, niedopasowane. A może to było większe opakowanie, gdzie buteleczka składa się z dwóch walców, a nakrętka jest trzecim?


Tak czy inaczej można sobie wyobrazić tę scenę: Charlie wraca do Dawn, mówi coś, jakieś miłe słowa, i wręcza jej te perfumy. Ona dziękuje, jest wzruszona. Romantyczne.


Znają Państwo tę historię?


Teraz musimy cofnąć się nieco. Retrospekcja. Kilka miesięcy wcześniej dwaj rosyjscy agenci udają się do Wielkiej Brytanii, by otruć swojego byłego kolegę, który pracował na rzecz Brytyjczyków, został złapany, osadzony w więzieniu, a potem wymieniony na innych rosyjskich agentów złapanych w USA. Jadą uśmiercić jego i córkę. Ich nazwiska można pominąć, używali fałszywych, potem zidentyfikowano prawdziwe. To źli ludzie, zabójcy. Czym chcą zabić? Trudną do wykrycia trucizną, uznawaną za broń chemiczną. Spryskują nią klamkę do drzwi mieszkania swojej ofiary. Policja znajduje pana S. i jego córkę na ławce w parku. Trucizna atakuje policjanta, który próbuje im pomóc.


Do tego miejsca związek dwóch wątków jest niejasny. Albo może jest jasny w momencie pryskania trucizną na klamkę. Trucizna jest ukryta w specjalnie przystosowanym flakoniku perfum Premier Jour Niny Ricci.


Agenci opuszczają miasto, nim policja znajduje ofiary zamachu. Przed wyjazdem wrzucają flakonik z resztką trucizny do tzw. kosza charytatywnego. Co się dalej dzieje z flakonikiem, nie wiadomo. O tych sprawach może mówić ktoś inny, na przykład oficer policji, prowadzący śledztwo w sprawie zamachu.


Niecałe cztery miesiące później Charlie wręcza perfumy swojej Dawn. Dawn używa ich i ląduje w szpitalu, za nią Charlie. Tutaj scena albo kilka scen w szpitalu. Charlie dowiaduje się w końcu, że to on jest sprawcą cierpień, a potem śmierci swojej ukochanej. Ona wybacza mu. Albo nie zdąża wybaczyć: umiera po ośmiu dniach, w męczarniach.


Pan S. i jego córka, a także policjant i Rowey zostają odratowani. Jedyną ofiarą zamachu jest Dawn Sturgess. Ofiarą na pewno, ale czy zamachu? Ofiarą nowiczoka? Ofiarą polityki, historii, przypadku. Dlaczego padło akurat na nią? Mogłyby o tym opowiadać dzieci Dawn, miała trójkę: dwóch synów i córkę.


Całą historię można też opowiedzieć z punktu widzenia flakonika. Jak zamiast perfum nalano do niego trucizny, jak dotarł do Wielkiej Brytanii, posłużył do zamachu, znalazł się w koszu. I co się z nim działo przez niemal cztery miesiące od porzucenia go przez agentów do wręczenia Dawn, ofierze. Skąd wziął go Charlie: dostał, znalazł, kupił za grosze?


Umieszczenie punktu widzenia narracji poza głównymi bohaterami pomogłoby uniknąć sentymentalizmu lub przynajmniej go ograniczyć. Ale czy nie protestowałaby firma, która sprzedaje te perfumy? Być może sztukę by ocenzurowano.


Jeśli chcecie dać perfumy w prezencie, kupujcie z pewnego źródła.


Na grobie Dawn Sturgess pełno kwiatów.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij