Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2018
Widok z Koziej: Bocian z Litwy
autor: Jacek Kopciński
Widok z Koziej: Bocian z Litwy
foto: Zuzanna Waś

Odszedł Eimuntas Nekrošius i znowu nie mamy w Polsce reżysera światowego formatu, który by chciał i potrafił wejść z nami w dialog za pośrednictwem arcydzieł organizujących naszą wspólną, zbiorową wyobraźnię. Zmarł Nekrošius i gdzie teraz szukać teatralnego wizjonera o takim talencie, wrażliwości i fantazji?


Wszyscy wspominamy spektakle, które litewski reżyser przywoził do Torunia, zapraszany przez szefową festiwalu Kontakt, i które zrealizował w Warszawie, dzięki zabiegom dyrektorów Teatru Narodowego. Liczba teatrologów, znaczących krytyków, świadomych widzów, którzy właśnie od Nekrošiusa dowiedzieli się, czym może być sztuka inscenizacji, jest ogromna. „Gdy myślimy o tym, co można przeżyć w teatrze, to twórczość litewskiego reżysera pozostanie na szczytach doświadczeń” – napisał na swoim blogu Wojciech Majcherek kilka dni po śmierci reżysera. Coś podobnego można by napisać tylko o trzech reżyserach naszej współczesności: Grzegorzewskim, Jarockim i Lupie, który nadal tworzy. Nekrošius jest tym czwartym.


W „Teatrze” wspominamy też sezony, w których Nekrošius otrzymał Nagrodę im. Konrada Swinarskiego. Był jedynym zagranicznym reżyserem, który został w ten sposób uhonorowany, i to podwójnie. Czy jednak nie traktowaliśmy go trochę jak Polaka? Majcherek przypomniał spotkanie z Nekrošiusem w redakcji naszego miesięcznika w 1998 roku, gdy reżyser przyjął nagrodę za litewskiego Hamleta i wyraził chęć zrealizowania polskich Dziadów, a także Króla Leara. Osiemnaście lat później nagrodę za Dziady odebrał za niego syn Marius, utalentowany scenograf, który wkrótce na scenie Narodowego zrealizował razem z ojcem Ślub. Zdziecinniały Henryk rozdrażnił recenzentów ostatniego spektaklu Nekrošiusa, umówmy się jednak: w czasach absurdalnego kultu Gombrowicza i powszechnej infantylizacji kultury „stary Litwin” dał nam sporo do przemyślenia. Czy wyobrażony przez Nekrošiusa, a zagrany, jak było to w planie, przez Jana Englerta Lear opowiadałby o pułapkach dojrzałości?


Na czym polegała siła spektakli Nekrošiusa? Na odnawianiu sensu inscenizowanych przez niego dzieł. Reżyser docierał do sedna dramatu, angażując zarazem intelekt, wyobraźnię i emocje widzów. A jest to bardzo trudne. Żeby skruszyć myślowe stereotypy, trzeba przecież śmiało zaatakować przyzwyczajenia odbiorców, ale zbyt duża niespodzianka estetyczna może zablokować w nich przeżycie, bez którego z kolei nie utrwali się żadna zmiana. Zamiast wstrząsu – konfuzja, jak podczas sceny „Widzenia” Księdza Piotra, w której zakonnik, grany przez Mateusza Rusina, upodobniał się do bociana przeganianego z wiejskiej izby. Nekrošius musiał się liczyć z niechęcią polskich widzów, wyrażoną wkrótce piórem jednego z największych w Polsce autorytetów teatralnych. Zaryzykował jednak, dobrze wiedząc, jak dziś postrzegamy – i jak traktujemy – naszych proroków.


Dla mnie scena z bocianem pozostaje „szczytem” teatralnych doświadczeń i kiedy wspominam dziś Nekrošiusa, widzę groteskową sylwetkę Księdza Piotra, jak w czerwonych rajstopach naciągniętych na nogawki spodni, przygięty do ziemi skrzydłem jęczącej blachy, idzie wolno w kierunku ciemnego wyjścia.

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij