Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
1/2019
Emocja miesiąca: Bruegel i Santa Claus
autor: Natalia Worożbyt
Emocja miesiąca: Bruegel i Santa Claus
foto: Kateryna Hornostaj

…I przyszliśmy na wystawę Bruegla, gdzie nam obiecywano szampana i wąski krąg zwiedzających. Była już noc i poprowadzono nas ogromnymi, długimi korytarzami wiedeńskiego muzeum. Wszystkie sale były zamknięte, prócz jednej, do której właśnie nas zaprowadzono. I co zrobiło na mnie wrażenie – zamiast Bruegla wszędzie były gabloty ze starymi rzeczami, jakieś radzieckie naczynia, stare aparaty fotograficzne i fotografie, melchiorowe łyżki, stare książki itp. Wszystko na stołach zwalone na kupę. Rzuciłam się do tych rzeczy z radości, bo lubię taki chłam. Ale nagle się opamiętałam – a gdzie jest Bruegel? Czyżbym zapłaciła 50 euro, by popatrzeć na radziecki antykwariat? Robię to regularnie i za darmo na pchlim targu w Odessie. Gdzie jest Bruegel? Gdzie obiecany szampan, skądinąd? Tak się zdenerwowałam, że aż się obudziłam. Prócz ulgi, że to był tylko sen, pozostało poczucie straty. Naprawdę spodobał mi się jakiś talerzyk z tej ekspozycji, taki serwis miałam w dzieciństwie. Nie Bruegel, oczywiście, ale…


W ciągu ostatniego pół roku, gdy pojawiła się u nas możliwość podróżowania po Europie bez wiz (już na pewno zapomnieliście, co to znaczy dostać wizę) – pozwalamy sobie ot tak kupić bilet do stolicy innego kraju, przylecieć na konkretne wydarzenie, natknąć się tam na znajomych, schować się przed nimi w toalecie, potem wyjść i upajać się sztuką, miastem, wydawać pieniądze na ubrania z wyprzedaży, by potem wrócić do domu i kogoś tym zaskoczyć, choć wokoło nie ma chyba takich, którzy nie robiliby tego samego co my. Świat nagle stał się dostępny, ale pozostała obawa, że coś pójdzie nie tak i zamiast do średniowiecza Bruegla odrzuci nas w radzieckie średniowiecze, z jednakowym serwisem w każdym domu i czerwonym trupem w każdej szafie. Ale jeszcze gorzej spotkać się z nim oko w oko w wiedeńskiej kawiarni albo w muzeum. To średniowiecze w oczach byłych współrodaków z byłego ZSRR, którzy dzielą się równo na dwie kategorie – dzieci katów i dzieci zakatowanych, i często sami nie wiedzą, czyimi dziećmi są. Ale czegoś się lękają, coś ich świerzbi, drażni, ciągnie na dno, kiedy przeklinają i zazdroszczą, przeliczają ceny w euro na ceny w rublach, zamieniają drugorzędność w wyższość, relacje w porachunki, miłość w nienawiść, a nadzieję w strach. Jak Santa Claus worek z prezentami, tak my niesiemy na ramionach bagaż strasznej epoki, którą przeżyli nasi rodzice i dziadkowie. Niesiemy i wyrzucamy po małym kamyczku, by naszym dzieciom było już lżej nieść.


W rzeczywistości było tak jak we śnie. Była już noc i poprowadzono nas ogromnymi, długimi korytarzami wiedeńskiego muzeum, ale najpierw zaproponowano po kieliszku szampana. Wszystkie sale były zamknięte, prócz jednej, do której właśnie nas zaprowadzono. Ale tym razem tam naprawdę był Bruegel. Stałam przed obrazem Triumf śmierci, z panoramą spalonej ziemi, gdzie armia szkieletów sieje strach, chaos i śmierć, katując bezbronnych ludzi, którzy rozbiegają się w przerażeniu. Ktoś próbuje się temu przeciwstawić, ktoś gra sobie na lutni, jakby nie widział tego, co się dzieje, główny tłum w panice ucieka do schronienia, które okazuje się wielką pułapką w kształcie trumny. Potem był obraz, gdzie Hiszpanie biorą do niewoli Francuzów, czy odwrotnie, a ty przeczuwasz ludzkie cierpienie. I jeszcze kilka dzieł z torturami i śmiercią. Jak piszą: „Bruegel oddał ogólny nastrój niepokoju i niepewności, panujący w surowej atmosferze średniowiecznej Europy”.


Patrzyłam na te obrazy i myślałam sobie, że gdzieś po Europie chodzą dzieci dzieci dzieci ludzi przedstawionych na tych obrazach. I może ich bagaż nie jest taki ciężki i ich rysy już nie tak przeraźliwie prymitywne, bo jednak od tamtych ciemnych czasów minęło pięćset lat i oni pozrzucali znaczną część swoich kamieni. Ale mimo wszystko chodzą wśród nas ze swoim niewidzialnym woreczkiem na ramieniu, chowają się przed sobą w toalecie, żeby nie zostać rozpoznanym przez potomków swoich ofiar albo katów…


Chciałabym jakoś optymistycznie zakończyć swoje rozważania, bo podróż była cudowna i niedługo będzie Boże Narodzenie. Ale przed oczami stoi mi świat Bruegla. Na najbardziej lubianym przez wszystkich zaśnieżonym obrazie stoją uzbrojeni w pałki myśliwi. Brakuje tylko krwi na białym śniegu. Ślepcy, którzy zgubili drogę i wpadają do rowu. Pszczelarze w maskach – kto naprawdę się pod nimi kryje i dlaczego. Obraz wesela przypomina ucztę podczas zarazy. Emigranci z Syrii ciągną się niekończącym potokiem z pułapki w pułapkę. W Donbasie katują jeńców. W kołach łowieckich lisy w klatkach czekają na swą kolej. Tony śmieci w oceanie przekształcają się w wyspy. Naftowe żyły kontynentu Eurazja trwożnie pulsują pod nogami. Patrząc na Santa Clausa tej zimy, myślę sobie, co naprawdę ma w swoim worku prócz prezentów dla dzieci.


tłum. Anna Korzeniowska-Bihun
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.euhttp://materiaprima.pl/


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij