Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
6/2020
W kwarantannie: Polowanie na grubego zwierza
autor: Dorota Kozińska
foto:

Jest taki stary dowcip – krążący zresztą w niezliczonych wersjach – o dwóch cwaniakach, którzy postanowili zapolować na lwa i w tym celu wybrali się na sawannę z dużą ilością ciężkiego sprzętu. Mieli szczwany, obmyślony w najdrobniejszych szczegółach plan, w którym zasadniczą rolę odgrywała budka telefoniczna. Wystarczyło zadzwonić do lwa, podać mu numer oraz lokalizację budki i zwabić go do środka. A potem go w budce zatrzasnąć i gotowe. Na pytanie, po co dwóm dzielnym myśliwym dwuteownik ze stali nierdzewnej, długości trzech metrów, padła odpowiedź: „Żebyśmy mieli z czym uciekać, jeżeli coś pójdzie nie tak”.


Przyznaję bez bicia, że większość inscenizacji Calixta Bieita, Katalończyka urodzonego w Miranda de Ebro w prowincji Burgos, kojarzy mi się właśnie z tym dowcipem. Dopracowane, misterne, ze świetnie poprowadzonymi wykonawcami – a mimo to zawsze plącze się w nich jakiś dwuteownik, którego na zdrowy rozum nie da się niczym uzasadnić. Potyczki Bieita z teatrem operowym przyprawiają tradycjonalistów o migotanie przedsionków: Uprowadzenie z seraju Mozarta w Komische Oper Berlin reżyser osadził w przekonująco urządzonym współczesnym burdelu, pełnym fetyszystów, onanistów i masochistów, przeżywających uniesienia pod strumieniami moczu, lejącego się szczodrze z intymnych otworów partnerów na scenie. Bal maskowy Verdiego w Barcelonie rozpoczął obiecującą sceną zbiorowej defekacji. Zanim ogłoszono koniec świata, wybierałam się do Oslo na kolejne wznowienie jego legendarnej Carmen, rozgrywającej się w realiach schyłkowej epoki generała Franco. Spektakl spadł z afisza, więc – chcąc nie chcąc – w poszukiwaniu innych przedstawień Bieita odwołałam się do zasobów sieci oraz wydawnictw płytowych.


Moją uwagę w pierwszym rzędzie przyciągnął spektakl Borysa Godunowa z Bayerische Staatsoper – ostatnia premiera przygotowana pod batutą Kenta Nagano, szefa tamtejszych zespołów, na pożegnanie z monachijską sceną w 2013 roku. Jeśli się odnieść do streszczonego w pierwszym akapicie dowcipu, Bieito postanowił zapolować już nie na lwa, tylko na zwierzę z czerwonej księgi zagrożonych gatunków operowych: pierwotną wersję dzieła Modesta Musorgskiego, nigdy niewystawioną za życia kompozytora, ukończoną zaledwie trzy lata po „uwolnieniu” przez cenzurę dramatu Puszkinowskiego, który przeleżał w szufladzie ponad czterdzieści lat. Z librettem opartym na „szekspirowskiej” tragedii romantycznej (z której autor był tak zadowolony, że w liście do przyjaciela Piotra Wiaziemskiego przyznał się, że przeczytał ją sobie na głos w samotności, klasnął w dłonie i krzyknął: „A to ci Puszkin! A to ci dopiero sukinsyn!”) i odnoszącym się do powikłanego i wciąż nie do końca wyjaśnionego epizodu z dziejów Rosji – historii doradcy Iwana IV Groźnego, obwołanego carem Rosji przez Sobór Ziemski po bezpotomnej śmierci Fiodora I. Kłopoty zaczęły się wraz z nadejściem wielkiej suszy, klęską głodu, wędrówkami bezdomnych chłopów i szerzącymi się pogłoskami, że Dymitr, młodszy syn Iwana Groźnego, wciąż żyje i z czasem wyciągnie rękę po ojcowskie dziedzictwo.


Pierwszą wersję opery Musorgski domknął w niewiarygodnym tempie – wyciąg fortepianowy był gotów przed upływem dziewięciu miesięcy od rozpoczęcia prac, całość partytury twórca przedłożył dyrekcji Teatrów Cesarskich niespełna cztery miesiące później. Z oryginału Puszkina, liczącego dwadzieścia pięć scen, kompozytor uwzględnił siedem, jego zdaniem najbardziej nośnych pod względem dramaturgicznym. Siedmioosobowa komisja odrzuciła dzieło miażdżącą większością sześciu głosów.


Zaczęło się poprawianie. Tak gruntowne, że u sedna decyzji Musorgskiego musiało leżeć coś więcej niż wskazówki Teatrów Cesarskich. Kompozytor uwzględnił w operze dwie odsłony „sandomierskie”, z udziałem nieobecnego w dramacie Puszkina Rangoniego, tajnego wysłannika zakonu jezuitów, oraz słynny finał w lesie pod Kromami, który ostatecznie zastąpił epizod przed cerkwią Wasyla Błogosławionego, przenosząc w nowe realia wstrząsającą scenę z upodlonym przez dzieci Jurodiwym. Borys Godunow stał się „prawdziwą” operą i odsunął się od Puszkinowskiego pierwowzoru – na którym, z kontrowersyjnym chwilami skutkiem, skupił się Calixto Bieito w przedstawieniu z Monachium.


W ujęciu katalońskiego reżysera wciąż jest przemoc, ale nie ma już zbędnej perwersji; jest uniwersalna refleksja nad totalitaryzmem władzy, który pociąga za sobą nieuchronny rozpad więzi społecznych. Jest fenomenalna gra tłumem – zastraszonym, uległym, nieskorym do buntu pod żadnym sztandarem i w imię żadnego przywódcy, czy będzie nim Godunow, Putin, Bush, czy Sarkozy. Jest skrupulatna robota ze śpiewakami, skądinąd znakomitymi, którzy pod ręką Bieita przeistaczają się w postaci z krwi, kości i łez – co dotyczy zwłaszcza Aleksandra Tsymbaliuka w partii tytułowej i Anatolija Kotschergi w roli Pimena: tragicznego, nękanego alkoholową trzęsawką dysydenta.


I jak to zwykle u Calixta Bieita, jest trzymetrowy dwuteownik ze stali nierdzewnej – młodziutki carewicz Fiodor, który nie tylko śpiewa mezzosopranem, ale też nosi mundurek uczennicy drogiej prywatnej szkoły. Nie wiadomo dlaczego – ta postać nijak nie mieści się w ramach misternej koncepcji reżysera. Tak to bywa, kiedy zmyślnie ułożony plan kończy się niespodziewanym sukcesem, a myśliwy zostaje na placu boju z kompletnie niepotrzebnym rekwizytem. Bieito ma z czym uciekać, tylko nie ma po co.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij