Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
11/2012
Warszawskie pasaże: Pasaż do studzienki
autor: Krzysztof Rutkowski
Warszawskie pasaże: Pasaż do studzienki
foto: Zuzanna Waś

1.
Studzienka ściekowa. Róg Brzeskiej i Ząbkowskiej. Spod pokrywy tryska ciecz. Zrudziała i gęstawa. Tryska i bulgocze. Rytm tryskania serdeczny. Tryska i zamiera. Wzdychania i oddechy. Tętnica. Może metro w budowie studzienkę wzbudziło. A może inne moce.
Patrzyłem. Widziałem starą fotografię.

2.
W roku 1925 László Moholy-Nagy sfotografował „Kloake in Paris”, głęboką studzienkę.
Sfotografował duchy wywołane pstryknięciem. Obraz niesłychany. Piekło i Niebo. Nic i Wszystko. Flaki na wierzchu. Pneuma w głębi. Połyskujące w słońcu, niepokalane brudy miasta.
Węgierski artysta nazywał fotografię paryskiej kloaki rozmaicie, na przykład Rinnstein 1925 (Rynsztok 1925) lub Faktura. Akumulacja faktur akwatycznych. Studzienka ściekowa, z której tryska spieniona woda z nieczystościami zastygającymi w skorupę.
Fotografia Moholya-Nagya jest arcydziełem gatunku, to znaczy świętem dziadów, żywych z martwymi obcowaniem.
Ona jest zjawą realną.

3.
„Bo i cóż wiemy o rogach ulic, o krawężnikach, o architekturze bruków? My, którzyśmy pod bosymi stopami nigdy nie poczuli ciepła, brudu i kanciastych kamyków, którzyśmy nigdy nie zastanawiali się, czy będzie nam wygodnie lec na nierównych chodnikowych płytach.
W starożytnej Grecji pokazywano miejsca, którędy wiodła droga do podziemnego świata. Nasze bycie na jawie jest krainą z ukrytymi miejscami, przez które zstępuje się do piekieł, krainą obfitującą w niepozorne punkty, do których ściekają sny.
Kto chce się przekonać, jak bardzo jesteśmy zadomowieni we wnętrznościach, powinien poddać się oszołomieniu wędrówką ulicami, których mrok tak jest podobny do łona prostytutki”.
Tak pisał Walter Benjamin w Paryskich pasażach. A jakie zejścia do piekieł, studzienki ściekowe na sny i bramy raju znajdował Miron Białoszewski? Wystarczy otworzyć Szumy, zlepy, ciągi. Odyseję kosmiczną Warszawy i Kwiaty Zła pozbierane z bruku.

4.
Fotografia magiczna (w której Wszystko i Nic, Niebo i Piekło itd.) jest sztuką w najwyższym stopniu dramatyczną. Żadna inna nie potrafi tak skutecznie odprawiać obrzędu, w którym wszystkie epoki stają się współczesne.
Zjawa realna to wy-ob-raźnia uchwycona w obiektywie.
Zjawa pojawia się w fotografii realnie na moment wieczny.

5.
Moholy-Nagy pisał, że fotografia wymknęła się spod kontroli i stała czymś innym, niż chcieli jej wynalazcy. Fotografia powstawała po to, by rejestrować momentalną realność chwili, a okazało się natychmiast, że nie realność odtwarza, lecz odkrywa rzeczywistość tkwiącą nad i pod realnością.
Fotografię cechuje tajemnicza moc metamorfozy podświadomości w sen, a snu w jego obraz.
Fotografia odsłania głębinę tkwiącą na powierzchni, w szczególe, we fragmencie, w ułomku, w strzępie, w drobinie, w łachmanie, w kropli, w załamaniu muru, w tryskającym słonecznym śmiechem ścieku.
Moholy-Nagy: „Pragnienie wniknięcia w podświadomość i dotarcia do mechanizmów kierujących wyobraźnią, by łatwiej ją kontrolować, jest bez wątpienia jedną z odwiecznych ludzkich potrzeb”.

6.
Kiedy Baudelaire tłumaczył Człowieka w tłumie Poego, chadzał z nosem przy ziemi, z okiem utkwionym w rynsztokach, szukał czegoś, a niektórzy powiadają, że grzebał kijem w nieczystościach.
Inni powiadają, że widzieli Baudelaire’a, jak puszczał nocą w rozpalony blaskiem gazowych latarni rynsztokowy nurt białe baty z papieru. Baty były popisane, podobno notatkami o Poem. Zachowały się fragmenty: „Wyobraźnia nie jest fantazją, nie jest też wrażliwością, chociaż trudno wyobrazić sobie człowieka z wyobraźnią bez wrażliwości. Wyobraźnia jest darem prawie boskim, pozwalającym postrzegać najpierw, ponad metodami filozoficznymi, intymne i sekretne powinowactwa pomiędzy rzeczami, korespondencje i analogie. Błogosławieństwa i pożytki związane z tym darem nadają mu taką wartość, że sawant bez wyobraźni jest tylko sawantem fałszywym, a w każdym razie jest sawantem ułomnym”.

7.
Ze studzienki na rogu Brzeskiej i Ząbkowskiej tryskały baty, wyciny, strugi. W strudze zaplątana szmata: firana lub całun, bo w zrudziałych plamach. Strzeliła też główka karczocha, a beret zmięty jak maska przetarł z mazi słowa na pokrywie: „Czemu w zimie tak szybko zapada w toń oceanu słońce, w lecie zaś noce tak długo zwlekają z nadejściem”.

8.
Wydarłem kartkę z kajetu, wyjąłem pióro z kieszeni. Moja bata już w Wiśle.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij