Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
6/2013
Warszawskie pasaże: Pasaż z Kozłem
autor: Krzysztof Rutkowski
Warszawskie pasaże: Pasaż z Kozłem
foto: Zuzanna Waś


1.


Że Pieśni Leara w wykonaniu Teatru Pieśń Kozła są arcydziełem, wiadomo. Pokaz Księcia Niezłomnego w roku 1966 w Paryżu rozpoczął międzynarodową karierę Grotowskiego i okazał się punktem przełomowym w dziejach sztuki przedstawień. Triumf Pieśni Leara w Edynburgu w roku 2012 otworzył kolejny etap w historii polskiego teatru? Archeologii widowisk? W dziejach sztuki docierania do źródeł głosu, gestu, słowa i muzyki przez działania sceniczne? – taka odpowiedź zdaje się najcelniejsza. Pasaż teatru z Wrocławia przez tegoroczne Warszawskie Spotkania Teatralne pokazał tragedię w działaniu, żywą, gdy powraca do początków.

 

2.
Jerzy Grotowski (Głos): „Bo czym jest aparat głosowy? To tylko miejsce, przez które to ma przejść, to tylko korytarz. Nic więcej. Nie powinniśmy fiksować naszej uwagi na swoim ciele, już to będzie chybione. Głos jest przedłużeniem naszego ciała w tym samym sensie, co oczy czy uszy, co nasze ręce: jest to organ nas samych przedłużający nas na zewnątrz, który – w istocie – jest organem całkiem materialnym, można nim dotykać”.

 

3.
Po grecku tragedia zwie się tragôdia, to znaczy, dosłownie: „pieśń kozła”. Tragizein znaczy zarazem: „śmierdzieć jak kozioł (jak cap) i przechodzić mutację”. Kto wchodzi w tragedię, przechodzi mutację i traci głos. Głos ucieka, staje się zdradziecki i blaszany. Ten głos mówi, czego żadne słowo nie wypowie. Ten głos śpiewa i czyni tragedię znowu się stającą.

 

4.
A może tragedia wzięła swą nazwę od śpiewaków ubranych w koźle skóry, intonujących pieśni żałobne na cześć boga zabitego w koźlej postaci? A może tragedia wzięła się z chórów, które śpiewały dytyramby? Śpiewały, tupały, biły kijami w ziemię i skłaniały się ku sobie, falowały, powtarzały tajemne słowa. W Pieśniach Leara powraca śpiewem, rytmem, biciem w siedziszcza krzeseł logon Ewangelii Tomasza. Tylko tak powrót wydaje się możliwy. Jezus wziął Tomasza i odwrócił się, i powiedział mu trzy słowa. Gdy zaś Tomasz przyszedł do swych przyjaciół, zapytali go: „Co ci Jezus powiedział?”. Rzekł im Tomasz: „Jeśli wam powiem jedno ze słów, które mi powiedział, podniesiecie kamienie, aby rzucić we mnie, a ogień wyjdzie z kamieni, aby was spalić”.

 

5.
Tragôdia jest pieśnią kozła. Cała wieś śpiewała podczas wielkiej procesji. Pieśni towarzyszyły fletnie. Noszono wielkie symulakry sterczących fallusów. Chórem kierował Ajschylos lub Sofokles. Pierwszego dnia składano w ofierze byka. Przed zawodami (ani chóry, ani taniec, ani teatr nie były jeszcze od siebie oddzielone) składano w ofierze na ołtarzu mlecznego prosiaka. To, co zwie się tańcami, było defiladą niesionych dzbanów, paradą naczyń. Oni tańczyli, to znaczy: dreptali w miejscu. I dźwięczały rogi.

 

6.
A théatron znaczył: „miejsce, z którego się patrzy”. A orchéstra znaczyła: „miejsce, w którym się tańczy”. A skene oznaczała miejsce mutacji.
Grający na fletni (na flecie lub kobzie, jak Maciej Rychły w Pieśniach Leara) stał blisko ołtarza. Ołtarz stał na środku orkiestry. Tylko grający na flecie nie zakładał maski. Flet go maskował. On towarzyszył tym, którzy tworzyli grupę zwaną dzisiaj „chórem tragicznym”. To znaczy – towarzyszył „kocącym się koźlicom”.

 

7.
Stopniowo z drepczącego i śpiewającego chóru zgromadzonego wokół ołtarza wyodrębniały się dwie partie solowe. Głosy zaczęły się wyróżniać z jednolitych lamentacji. Soliści i chór odpowiadali sobie i dopowiadali się. Przepowiadali i przypominali najstarsze legendy wzbudzające coraz więcej wątpliwości.
Powiedzieć można, że mutacja, po grecku: pieśń kozła, tragedia, to przepoczwarzanie się mutos/mytos w logos. Taki był co najmniej sens przepowiadania sobie przepowieści podczas ceremonii dzisiaj już dziwacznych. Te ludowe trybunały obradujące dreptaniem i śpiewaniem, te zawody, te zmagania, te przedziwne dochodzenia do czytelności legend odbywały się przez niespełna trzy stulecia. Później ucichły. Głosy śpiewały, milcząc. Pieśni Leara wydobyły milczące głosy, czyniąc, odczyniając tragedię Szekspira.

 

8.
Teatr Pieśń Kozła mutuje Króla Leara ciałem-głosem. Wydobywa z tragedii Szekspira koźlą tragedię. W pierwszej scenie aktu pierwszego Cordelia powiada do sióstr: „Use well our father”. Co znaczą jej słowa? „Ojca kochajcie” – tak. „Właściwie z nim czyńcie” – tak. I jeszcze coś, z czym tylko Teatr Pieśń Kozła zmierzyć się odważa.
Ani słowo „aktor”, ani słowo „kapłan”, ani słowo „ofiara” nie nadają się do użycia. Tamci pierwsi soliści, obecni pomiędzy chórem i mieszkańcami, byli nosicielami masek przenoszących zniekształcony głos. Ich zamaskowane twarze różniły się od nagich twarzy flecistów. Maska zmieniała głos niczym mutacja.
Aktanci w Teatrze Pieśń Kozła już nie noszą masek, ale jak tamci pierwsi soliści są aktorami, ofiarami i kapłanami tragicznej mutacji.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij