Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
2/2014
Warszawskie pasaże: Pasaż dziadowski
autor: Krzysztof Rutkowski
Warszawskie pasaże: Pasaż dziadowski
foto: Zuzanna Waś

1.


Kiedy ten pasaż się ukaże, premiera Dziadów w reżyserii Michała Zadary we Wrocławiu być może już się odbędzie. Obejrzymy Dziady Zadary, pojedziemy do Wrocławia tłumnie. My to znaczy kto? Studenci oraz uczestnicy przedsięwzięcia, które nazwaliśmy „reaktywacją” Dziadów. Gromada popyrtańców (czujących? wierzących? wiedzących?), że Dziady potrzebne są do życia. Jak tlen, krew, sens. Nie przesadzam ani nie przesądzam.

 

2.


Najpierw myśleliśmy, że zrobimy rodzaj przepowiadania sobie najważniejszych inscenizacji Dziadów w dwudziestym stuleciu: od Wyspiańskiego do Grzegorzewskiego, po to, by zrobić nasze Dziady. Zrobić je po swojemu, na wiosnę, w Gardzienicach. Rychło się okazało, że dzieje się coś, co nas przekracza, że nasza dekonstrukcja i konstrukcja, że nasze mikro-działania dramaturgiczne wyzwoliły tajemne siły, że to nie my działamy, ale coś nami działa. Dziady w nas – nami działają. Dziwne doznanie. Sen odbierające.

 

3.


To było tak. Myślimy o obrzędzie w drugiej części. Prze-powiadamy go sobie. Podśpiewujemy go sobie. Rapujemy, bo obrzęd w drugiej części odpowiada profanacji obrzędu z balu u Senatora, który do rapowania jest stworzony.
Widma się zjawiają, zaproszone przez Guślarza. Widma są grzeczne. Guślarz prosi, by opowiedziały o swoich boleściach, więc widma grzecznie opowiadają, co im dolega. Dostają, o co proszą, albo nie dostają – widmo złego pana pociechy dostąpić nie może.

 

4.


Aż w końcu zjawia się on. Wystercza się spod podłogi teatralnie rozchylonej. Sterczy, sztywny, nie reaguje na guślarskie inkantacje. „Przebóg! cóż to za szkarada? Nie odchodzi i nie gada!” Właśnie – nie odchodzi i nie gada. Na nic zaklęcia, na nic jadło ni napoje, na nic wiedza i czucie, na nic szkiełko i oko, na nic wiary, na nic smary, na nic magia ni modlitwa, a żywych z martwymi obcowanie do niczego nie służy. Widmo nie reaguje i nie słucha. Niczego się nie lęka. Guślarz wykrzykuje: „To jest nad rozum człowieczy!” – jakby to wszystko, co się działo do tej pory, mieściło się w obrębie normalnego, zdrowego rozumu.

 

5.
 

Kim/czym jest widmo? Jaki jest jego „status egzystencjalny”? Nie jest ono umarłe, nie jest ono żywe. Co to znaczy? Jaki jest trzeci stan – pomiędzy życiem i śmiercią? Źle mówię – nie trzeci, czwarty, piąty i dziesiąty. Poza życiem i poza śmiercią istnieje wiele stanów pośrednich. Przed Mickiewiczem nikt (lub prawie nikt) nie pokazał tych stanów w takim stanie. Wiem, co mówię, bo w takim stanie się kołaczę.

 

6.
 

Gustaw ględzi niemiłosiernie w czwartej części Dziadów. Ale jego ględzenie jest nieznośnie precyzyjne, matematycznie porachowane, co do jęknięcia, co do zamilknięcia, stęknięcia, co do kresu, co do kreski. Gustaw bije się z księdzem, czułym, kochającym, przepełnionym cierpieniem.
Ksiądz jest bohaterem prawdziwie heroicznym, który znosi ataki gościa spod gwiazdy Piołun. A Gustaw – kim on jest? Gada i każe nasłuchiwać, przebija się nożem i nie umiera, odgrywa – symulant – głos kołatka w kantorku, a potem kołatek gada już sam. Kim zatem jest Gustaw?

 

7.
 

Gustaw zachowuje się jak Zaratustra. Tako rzecze Gustaw, jak rzecze Zaratustra. Ani logika, ani kategorie umysłu, ani teorie, żadne „systemata” nie wyczerpują mocy życia i woli mocy. Życie jest mocniejsze niż śmierć, ale nie wiesz o tym, więc umierasz wiele razy na dzień. Nie wiesz o tym, że umierasz, a jeśli nawet wiesz, to nie wiesz, że umarły z martwych na pysk powstajesz. Twoje życie, jak życie Zaratustry, jak żywot Gustawa, jest nieciągłe i podlega nieustannym metamorfozom.
Bazgrolisz na ścianie celi swego wnętrza, że tu umarł X, narodził się Y. Nie wiesz jednak, że te metamorfozy śmierci i narodzin odbywają się po wielokroć. Umierasz i rodzisz się na nowo tak szybko, że ani twoja głowa, ani twoje serce, ani twoje nerki, ani twoja wątroba, ani twoje genitalia nie są w stanie na przemiany reagować, dawać im artykułowalne świadectwo.

 

8.
 

Budujemy swoje Dziady. Trudna i ryzykowna to praca. W ciągu kilku miesięcy przekonaliśmy się, że tkwi w nich siła. Lepiej powiedzieć, że z naszych „niewczesnych rozważań” wylatuje „iskierka po iskierce” niepewna, migocząca, ale też nieunikniona mądrość, którą Czesław Miłosz włożył swego czasu w usta chłopskiego chóru: „Za trudny dla nas ten Mickiewicz”…
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.euhttp://materiaprima.pl/


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij