Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
2/2014
Teatr Publiczny: Teatr zwrócony w przeszłość
autor: Paweł Wodziński
Teatr Publiczny: Teatr zwrócony w przeszłość
foto: Zuzanna Waś

Jako społeczeństwo mamy problem z nowoczesnością. Nie analizując jej procesów, przyjmujemy ją bezrefleksyjnie, bądź w sposób nieprzemyślany ją odrzucamy. Mamy także kłopot z debatą publiczną, omijamy najważniejsze współczesne kwestie polityczne, społeczne czy ekonomiczne, koncentrując się na tematach drugo- i trzeciorzędnych. Nie umiemy i nie chcemy debatować o tym, co bezpośrednio wpływa na nasze życie, od czego uzależnione są szanse naszego osobistego rozwoju, co w sposób rzeczywisty kształtuje naszą tożsamość zbiorową.

Wolimy obracać się wciąż wokół znanych sobie kwestii, wśród których prym wiedzie tematyka historyczna. Rekonstruujemy i dekonstruujemy historię, czujemy się bezpieczniej, wiedząc, że możemy chodzić wydeptanymi ścieżkami, toczyć od lat te same kulturowe wojny, porządkować świat symboliczny zamiast świata realnego. I mniejsza już nawet o to, czy działania te są oznaką peryferyjności Polski, czy wynikają z niechęci do nowoczesności, trwale obecnej w polskiej sferze publicznej i zapisanej także w wielkich dziełach polskiej kultury, czy też, jak chciał Stanisław Brzozowski, stanowią świadectwo zdziecinnienia Polaków. Ważne, że postawa ta, nieustannie przenosząc nas w przeszłość, utrudnia wytworzenie nowoczesnej, demokratycznej tożsamości zbiorowej.


Także dla teatru publicznego tematyka historyczna i tożsamościowa stała się w ostatnich latach ważnym punktem odniesienia. Nie ma historycznej kwestii, która nie zostałaby podjęta przez teatr. Tematami przedstawień była II wojna światowa, zbrodnia w Jedwabnem, PRL, „Solidarność”, III RP, IV RP. Nie ma chyba ważnej postaci historycznej, która nie gościłaby na scenach polskich teatrów. Poczet królów, Stanisław August, Caryca Katarzyna, Feliks Dzierżyński, Józef Piłsudski, Aleksandra Piłsudska, Wincenty Witos, Włodzimierz Lenin, Józef Stalin, Stanisław Mikołajczyk, mieszkańcy Jedwabnego, zamordowani Żydzi, ubecy, żołnierze podziemia, rotmistrz Pilecki, łączniczka „Inka”, bohaterowie poznańskiego Czerwca, Lech Wałęsa, Danuta Wałęsa, ksiądz Jerzy Popiełuszko, generał Wojciech Jaruzelski, kardynał Józef Glemp, mordercy księdza Popiełuszki, autorzy transformacji, wybitni artyści teatru, historyczne postacie popkultury, bohaterowie historii lokalnych i wielu, wielu innych.


Rozumiem intencje tych, którzy próbują, najczęściej poprzez kulturę masową, rekonstruować tradycyjną tożsamość narodową, i świetnie wiem, o co chodzi twórcom, którzy starają się zrównoważyć tę narrację, uzupełniając ją o mikrohistorie czy wprowadzając wątki usunięte z dyskursu tradycjonalistów. Ale z przykrością muszę stwierdzić, że debata tożsamościowa w obecnym kształcie nie ma sensu, co więcej, jest jałowa i wyniszczająca. Nowoczesna tożsamość zbiorowa kształtowana jest dziś w głównej mierze przez procesy globalizacyjne, kapitalizm, migracje ludzi, kulturę masową o światowym zasięgu. Refleksja na temat tożsamości zbiorowej polegająca na ciągłym spoglądaniu wstecz i przykładaniu do współczesności zatartych, nieczytelnych matryc, debata nieuwzględniająca realnych procesów politycznych, społecznych czy ekonomicznych, które wpływają na życie Polaków i w rzeczywisty sposób modelują ich tożsamość zbiorową, do niczego nas nie prowadzi. Może poza stwierdzeniem, że dzisiejsze zmagania tożsamościowe mają wyłącznie charakter performatywny. Czy coś wynika dla naszej refleksji o nowoczesności z faktu, że udało nam się ująć historię i przeszłość w taką, a nie inną ramę?


Ludzie w Polsce stykają się z procesami nowoczesności na każdym kroku: pracują ponad miarę, niespodziewanie tracą pracę, biorą kredyty, bywają eksmitowani z mieszkań, walczą o władzę, gromadzą pieniądze i majątek, podróżują po świecie i emigrują na stałe za granicę, stykają się z mieszkającymi w naszym kraju obcokrajowcami, dla rozrywki oglądają amerykańskie seriale i ekscytują się telewizyjnymi talent shows, są inwigilowani w sieci, rozważają kwestie bioetyczne, możliwości ich rozwoju ograniczają międzynarodowe interesy korporacyjne i prawa patentowe. Polacy żyją w świecie zglobalizowanego kapitalizmu i zapewne oczekiwaliby od kultury, żeby ten świat opisała, poddając dyskusji także możliwe formy nowoczesnej polskiej tożsamości, ale teatr publiczny w tym czasie, krok w krok za światem polskiej polityki, woli porządkować sferę symboliczną, wikłając się w coraz bardziej przewidywalne konflikty, co w pewien sposób świadczy o całkowitym braku empatii w stosunku do własnej publiczności. Ale to już temat na osobny felieton.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij