Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
6/2015
Materiał zapalny
autor: Agata Dąbek, Mateusz Pakuła
Materiał zapalny
foto: Bernie Kramer

– To, że w „Lordzie Herlingu”, obok bardzo poważnego dramatycznego monologu, pojawia się piosenka Beyoncé – w moim odczuciu doskonale wyraża medialno-wirtualną specyfikę naszej rzeczywistości” – mówi Mateusz Pakuła w rozmowie z Agatą Dąbek.

 

AGATA DĄBEK Osiem lat temu napisałeś sztukę Biały Dmuchawiec, którą oficjalnie uznajesz za swój debiut. Obecnie jesteś uznanym dramatopisarzem, wielokrotnym finalistą konkursu o Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną, którą zdobyłeś w ubiegłym roku. Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie formą dramatyczną, której do dziś pozostajesz wierny?

 

MATEUSZ PAKUŁA Myślę, że istotnym powodem wyboru tej właśnie formy była możliwość dotarcia z jej pomocą do większej ilości ludzi. Sztuki teatralne pisałem już w liceum, ale z czasem zająłem się bardziej intensywnie poezją, wygrywałem nawet konkursy poetyckie. Jednak po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że poezja ma bardzo niszowy zasięg, może nawet mniejszy niż dramat na papierze. Wiersze młodych poetów czytają tylko inni młodzi poeci. Coraz bardziej męczyła mnie też forma poetycka, ciągnęło mnie w stronę form nieograniczonych, poematów o niejednoznacznej konstrukcji, dialogów, didaskaliów i monologów porozciąganych do granic możliwości. Za dużo fraz, słów miałem w głowie i zanadrzu – to był drugi istotny powód, który skłonił mnie, by pisać dramaty.

 

DĄBEK Jak z perspektywy czasu postrzegasz swoją drogę dramatopisarską?

 

PAKUŁA Na pewno ułatwiło mi ją spotkanie z kilkorgiem życzliwych ludzi: Tadeuszem Nyczkiem, Barbarą Hanicką, Janem Peszkiem, Bartkiem Szydłowskim – którzy mnie wspierali. No i konkurs o Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną. Byłem na drugim roku studiów w krakowskiej PWST, wysłałem na ten konkurs Białego Dmuchawca i po raz pierwszy znalazłem się w finale. Było to chyba sporym zaskoczeniem: nagle, w gronie uznanych dramatopisarzy, znalazł się dwudziestoczterolatek ze swoim debiutanckim tekstem. Wówczas konkurs był jeszcze niejawny, dopiero pod koniec się okazało, że Białego Dmuchawca napisał młody autor, dotąd nikomu nieznany. Jury uznało sztukę za najlepszy debiut roku. Był druk w „Dialogu” i realizacja w Lublinie, może niezbyt szczęśliwa, ale to było bardzo ważne wydarzenie dla mnie: otworzyło mi możliwość stworzenia kolejnych rzeczy, m.in. Na końcu łańcucha z Evą Rysovą. Kiedy byłem bodajże na trzecim roku studiów, Barbara Hanicka zaprosiła mnie do współpracy przy spektaklu we Wrocławskim Teatrze Lalek. Przez kilka lat swojego pisania zawodowego bardzo ściśle współpracowałem z tym teatrem, najpierw z Barbarą Hanicką, potem z Janem Peszkiem. Kolejnym ważnym punktem zwrotnym było dla mnie zaproszenie do współpracy od Bartka Szydłowskiego. Dla Łaźni Nowej napisałem Wejście smoka. Trailer i KonradaMaszynę. Po przygodzie łaźniowej nawiązałem ścisłą współpracę z Teatrem im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Najpierw napisałem dla tego teatru Mój niepokój ma przy sobie broń, potem Twardy gnat, martwy świat (mam poczucie, że to jeden z najlepszych moich spektakli), a ostatnio Lordy. Pod koniec 2011 roku spotkałem się w pracy z Pawłem Świątkiem, zacząłem z nim intensywnie współpracować jako dramaturg (jednoaktówki Becketta w Opolu, Paw królowej w Starym Teatrze w Krakowie, Dżuma i Rękopis znaleziony w Saragossie w Opolu), z czasem również jako dramatopisarz (Smutki tropików, Jungle People) – i ta współpraca wywarła i nadal wywiera ogromny wpływ na moje pisanie.

 

DĄBEK Skąd czerpiesz inspiracje, pisząc kolejne teksty?

 

PAKUŁA Zewsząd. Przede wszystkim dużo czytam. Często mówiłem o silnych inspiracjach muzycznych – Erykah Badu, Prince, Fisz itd. Fascynowały mnie te ich utwory, które się rozwarstwiały albo nagle przekształcały w inne, rozwijały się w niespodziewanych kierunkach. Podobnie starałem się konstruować moje pierwsze teksty: Marcina wiecznego Artura czy Donkiszota. Inspiracje muzyczne nadal są dla mnie bardzo ważne, często konstruuję swoje teksty jako bazy dla koncertopodobnych wydarzeń scenicznych. Bardzo dużo w moich tekstach jest popowych hitów – Bryan Adams, Lana Del Rey, Michael Jackson, Beyoncé – i wzruszającej szmiry w rodzaju Kolorowego wiatru. Miałem moment silnej fascynacji filmami dokumentalnymi i okołodokumentalnymi. Był też moment, że interesowały mnie złożone konstrukcje poematowe, teksty Heinera Müllera, co dało o sobie znać przy pisaniu KonradaMaszyny i dyptyku Na końcu łańcucha. Bardzo kusiło mnie, żeby stworzyć coś jakby zwartą prozę dla aktorów, jakiś wyjściowy „materiał dla teatru”.

 

DĄBEK Materiał, z którym dowolnie można obejść się na scenie?

 

PAKUŁA Jak najbardziej. Plastyką napisanej sztuki mogą się zająć różne osoby – dramaturg konkretnego spektaklu, aktorzy, reżyser. Tekst powinien drażnić, pobudzać do twórczego działania, być jakimś inspirującym materiałem zapalnym.

 

DĄBEK Lubisz prowokować?

 

PAKUŁA Chyba nie bardzo. W każdym razie nie tak bardzo, jak może się wydawać, prowokowanie nie jest moim celem. Ale lubię wywoływać zmieszanie.

 

DĄBEK Dlatego niemal od początku silnie eksponujesz temat przemocy, nieustannie nas nią bombardujesz, przełamując konwencje teatralnej umowności?

 

PAKUŁA Obecność przemocy, zwłaszcza w mediach, i tego, jak ona na nas działa, to kwestie, które bardzo mnie interesują. Piszę o przemocy, bo czuję wobec niej jakąś bezsilność, inaczej nie jestem sobie w stanie z nią poradzić. Ona nieustannie mnie atakuje, czegoś się ode mnie domaga, jej obecność w Internecie, na ekranie komputera, w telewizorze daje mi jakieś poczucie spektaklowości. Przemoc staje się coraz bardziej wirtualna, daleka od naszego bezpiecznego europejskiego podwórka, nie tak dotkliwa. Ale – przynajmniej w moim odczuciu – wcale nie jest przez to mniej przerażająca.

 

DĄBEK Wrażenie medialnego zapośredniczenia rzeczywistości dominuje w dzisiejszych czasach, podobnie jak poczucie zanurzenia w kulturze pojętej jako kolaż rozmaitych cytatów i komentarzy. Takie rozumienie kultury jest również bliskie Tobie, niemal od samego początku kompilujesz fragmenty rozmaitych tekstów kultury: prozy, poezji, piosenek, seriali, filmów. Działając w ten sposób, próbujesz dotrzeć do wrażliwości dzisiejszego odbiorcy, jakoś ją odzwierciedlić?

 

PAKUŁA Walter Gropius, genialny twórca, teoretyk i praktyk nie tylko obszaru architektury, ale sztuki w ogóle, uważał, że artysta powinien dążyć do stworzenia takiej formy wyrazu, która umożliwi wyrażenie myśli i nastroju naszych czasów. W pełni się z tym zgadzam. Uczucia, nastroje społeczne w drugiej dekadzie XXI wieku są diametralnie różne od tych, które dominowały w drugiej połowie ubiegłego stulecia czy w latach dziewięćdziesiątych. Jako społeczeństwo bardzo się zmieniliśmy, i zmieniliśmy się jako poszczególni i indywidualni ludzie. Myślę, że rolą każdego autora – niezależnie od tego, czy pisze teksty teatralne, prozatorskie czy poetyckie – jest szukanie skutecznych sposobów wyrażenia naszych stanów emocjonalnych, znajdowanie nowego języka, nowych metafor, nowych form i sformułowań. Niemal od zawsze myślimy i czujemy przede wszystkim językiem. Analizujemy swoje emocje i uczucia za pomocą języka. Więc idąc za Gropiusem, powiedziałbym, że ludzie zajmujący się pisaniem – i tak postrzegam swoją rolę – powinni produkować nowe narzędzia do językowo-emocjonalno-uczuciowej analizy współczesności.


A mieszanie, samplowanie różnych rzeczy jest dla mnie już bardzo oczywistą sprawą. Nie zważam zbytnio na to, ile tekstów cudzych wykorzystałem, chyba że – jak w przypadku Twardego gnata… – chodzi właśnie o stematyzowanie kradzieży własności intelektualnej. Natomiast istotny jest dla mnie efekt zderzenia, kompilacji różnych tekstów. To, że w Lordzie Herlingu, obok bardzo poważnego dramatycznego monologu, pojawia się piosenka Beyoncé – w moim odczuciu doskonale wyraża medialno-wirtualną specyfikę naszej rzeczywistości. Ja nie wartościuję tej specyfiki, uważam, że te zderzenia mogą być czasem bardzo piękne i ciekawe. Dlatego drażnię odbiorców, wrzucam ich w pewne emocje, żeby zaraz ich z nich wybić, staram się doprowadzić do łez, po czym burzę łzawą, sentymentalną czy podniosłą atmosferę jakąś komiczną sceną, jakimś Misiem Kapustką czy czymś takim. Staram się wyzwalać bardzo ambiwalentne odczucia.

 

DĄBEK Te działania oznaczają coraz bardziej radykalne rozbijanie przysłowiowej „czwartej ściany”. W twoich tekstach coraz częściej zamiast z fikcją świata przedstawionego stykamy się z określoną sytuacją teatralną, którą budujesz, sięgając po konwencje spoza tekstowego obszaru: na przykład formułę koncertu czy stand-upu. One bardziej bezpośrednio działają na odbiorcę, włączają go w sam środek akcji, rozmaicie angażują.

 

PAKUŁA Tak, to prawda. Moje teksty z takich dosyć zamkniętych światów – można powiedzieć – światów konstruowanych filmowo, jakimi były jeszcze sztuki Miki mister DJ czy Biały Dmuchawiec, przekształciły się w bardziej otwarte, teatralnie pisane teksty, które mocno biorą pod uwagę, że rzecz dzieje się w teatrze między aktorami i publicznością. Kluczem do zbudowania bezpośredniego spotkania wykonawców i widzów mogą być właśnie konwencje koncertu i stand-up comedy. Chodzi po prostu o wymianę energii. W pewnym momencie utwierdziłem się w przekonaniu, że poza wymianą energii w teatrze tak naprawdę niewiele się dzieje, niewiele ponadto jest autentycznego. Oczywiście, możemy jeszcze posłuchać tekstu i aktorów, którzy ten tekst wypowiadają, ale żeby coś zostało usłyszane, też musi nieść ze sobą odpowiedni ładunek energetyczny.

 

DĄBEK W teatrze „możemy posłuchać aktorów” – nie postaci, tych ostatnich u Ciebie coraz częściej nie ma.

 

PAKUŁA Tak, a nawet jeśli się pojawiają, jak na przykład w Jungle People, to w ramach spotkania z publicznością. Dżungla, która zwraca się bezpośrednio do widzów, ma dużą nadświadomość, pełną świadomość posiadania roli Dżungli właśnie. To raczej aktor ze swoją postacią na ramieniu niż pełnokrwisty bohater. W sztuce Mój niepokój ma przy sobie broń od początku mamy do czynienia nie z postacią, tylko z awatarem, z kostiumem do przymierzenia, wrzucenia na siebie, bądź zrzucenia z siebie. To ledwie złudzenie, cień kogoś, kto powinien prowadzić nas przez świat tej opowieści. Kogoś takiego nie ma już w ogóle w Smutkach tropików, pojawia się tam dosyć niesprecyzowana grupa osób, która do nas mówi, ale nie jesteśmy w stanie określić, co to za grupa, z kogo się składa, jaki status sceniczny posiada. Myślę, że ten tekst z powodzeniem można by zapisać jako poemat, który leje się ciągiem. On ma jednak potencjał, który ujawnia się dopiero wówczas, kiedy aktorzy przepuszczają go przez siebie w stronę publiczności. Chodzi o wypowiedzenie tekstu do publiczności z energią i charyzmą. I tyle.

 

DĄBEK Twoje dążenie do usunięcia „czwartej ściany” w teatrze, nawiązania bliskiej relacji z odbiorcami w ramach określonej sytuacji teatralnej, zdecydowanie przeczy opiniom niektórych, że jesteś autorem hermetycznym, tworzącym skomplikowane tekstowe światy dostępne tylko dla wybranych.

 

PAKUŁA Ja siłą rzeczy nie mam poczucia hermetyczności mojego pisania. Natomiast jeśli chodzi o recepcję pospektaklową publiczności czy krytyki, to oczywiście bywa ona bardzo różna. Są spektakle takie jak Lordy, które wydają się trudniejsze w odbiorze, kłopot sprawia płynne przejście przez trzy części Lordów, dokładne zorientowanie się, o co w nich chodzi, jak one ze sobą „linkują”. Przy czym od razu mówię: nie taki jest nadrzędny cel tego przedstawienia. W Lordach, podobnie jak w Na końcu łańcucha, chodzi głównie o wytworzenie sytuacji, w której widz zostaje wystawiony na oddziaływanie różnych bodźców, nie musi koniecznie podążać za fabułą czy postaciami. Niestety, niektórzy widzowie mają bardzo silne przyzwyczajenia odbiorcze. Czasem udaje się to przeskoczyć, zaprosić ich do innej gatunkowo podróży, a czasem nie. Na przykład Twardy gnat… działa trochę jak Pulp Fiction Tarantina, rozgrywa się na kilku poziomach, składa się z kilku warstw. Ktoś może zostać na pierwszym poziomie komediowym, ktoś inny z kolei wejdzie w spektakl głębiej. Fajnie, jeśli publiczność zanurza się w spektaklu, mierzy się z jego kolejnymi warstwami, ale absolutnie nie ma takiej konieczności ani tym bardziej przymusu.

 

DĄBEK Rozmawiając o twoich sztukach, siłą rzeczy mówimy dużo o teatrze, w którym często pracujesz jako dramaturg przy realizacjach swoich i cudzych tekstów. Co daje Ci współpraca z reżyserami?

 

PAKUŁA Na początku naszej rozmowy wspomniałem, jak ważnym punktem na mojej drodze była i jest nadal współpraca z Pawłem Świątkiem. Adaptacja Pawia królowej Doroty Masłowskiej, którą robiłem dla Pawła w Starym Teatrze, otworzyła mnie na zupełnie nowy sposób konstruowania scenariusza, konstruowania kwestii dla aktorów, budowania postaci. Bardzo mocno się to odcisnęło na moich późniejszych tekstach: Mój niepokój ma przy sobie broń i Smutkach tropików. To była dla mnie bardzo ważna praca adaptacyjno-dramaturgiczna. W ogóle kontakt z Pawłem jako reżyserem odciska znaczący ślad na moich tekstach. Równie mocno wpływa na mnie praca z Evą Rysovą. Bardzo lubię pracować z Evą. Ona potrafi wycisnąć z mojego tekstu takie rzeczy, których się nie spodziewam, jakąś nadwyżkę. Często właściwie wbrew mnie inscenizuje pewne rzeczy i okazuje się, że jej intuicja reżysersko-inscenizacyjna jest dużo lepsza niż moja inscenizacyjno-dramatopisarska. Ogólnie mam takie poczucie, że w dobrych tekstach, nie tylko tekstach Szekspira (to ironia), ale również współczesnych – tkwi potencjalnie nieograniczona ilość różnych przedstawień, równie ciekawych.

 

DĄBEK Dlatego publikujesz swoje teksty, rozpowszechniasz je w formie drukowanej?

 

PAKUŁA Bo traktuję je jako bazę dla kolejnych, różnych przedstawień. Mimo że większa część moich sztuk miała tylko jedną realizację – Miki mister DJ miał dwie w teatrach tak zwanych instytucjonalnych i jedną studecko-offową oraz realizację jako słuchowisko w czeskim Radiu Vltava, sztuka Wejście Smoka. Trailer po prapremierze łaźniowej z Peszkami miało ciekawą realizację studencko-offową w Lublinie, Lord Kantor najpierw został zrealizowany jako słuchowisko w Radiu Kraków, potem razem z Lordem Milordem i Lordem Herlingiem wszedł w skład kieleckich Lordów. Smutki tropików po prapremierze na Boskiej Komedii wzięli na warsztat absolwenci bytomskiego Wydziału Tańca PWST, Mój niepokój… niedawno miał drugą swoją realizację – bardzo udany dyplom na podstawie tej sztuki przygotowali studenci Akademii Teatralnej w Białymstoku. Jestem przekonany, że interpretacje i realizacje moich tekstów mogą być naprawdę bardzo różne; mogą stanowić trampolinę do bardzo odmiennych opowieści. I mam taką cichą nadzieję, że wkrótce zacznie się znowu wystawiać sztuki wielokrotnie, taka tendencja powracania do dobrych tekstów powoli zaczyna być widoczna.

 

DĄBEK A czyje polskie sztuki chciałbyś ponownie zobaczyć w teatrze? Których autorów cenisz?

 

PAKUŁA Lubię bardzo sztuki Pawła Demirskiego, Doroty Masłowskiej, Joli Janiczak i Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk. Są mocne i śmieszne.

 

DĄBEK Podobnie jak Twoje.

 

PAKUŁA Nie zaprzeczę, że te cechy naszego pisania jakoś nas do siebie zbliżają.

 

DĄBEK A którzy dramatopisarze zagraniczni są Ci szczególnie bliscy?

 

PAKUŁA Kiedyś na pewno Heiner Müller, Werner Schwab, Elfriede Jelinek, również Gert Jonke, Dennis Kelly. Natomiast muszę się przyznać, że od jakiegoś czasu nie czytam dramatów w takich ilościach jak wcześniej, chyba jednak nie znajduje w nich tego, czego szukam.

 

DĄBEK A czego szukasz?

 

PAKUŁA Jakiegoś paliwa. Cały czas najwięcej czytam poezji, na przykład Fernanda Pessoi, ostatnio nawet Czesława Miłosza, z młodszych – Filipa Zawady, Tomasza Pułki – tacy twórcy dają mi najlepszą benzynę. W ostatnim czasie nadrabiam też zaległości komiksowe, czytam powieści graficzne, ale też i komiksy-komiksy. Uwielbiam Ralpha Azhama i w ogóle twórczość Lewisa Trondheima. Oglądam kreskówki typu Pora na przygodę – to odkrycie moich ostatnich lat. Z dużą zachłannością i ekscytacją czytam dzienniki (Sontag, Mrożek, Białoszewski), były one moją główną inspiracją przy pisaniu Lordów. Dziennik pisany nocą Grudzińskiego był dla mnie największym odkryciem, najsłabiej znałem tego twórcę.

 

DĄBEK Zdradzisz, jakie są Twoje najbliższe plany?

 

PAKUŁA Piszę teraz tekst fantasy na zamówienie teatru w Kaliszu, który zrealizuje Lena Frankiewicz. Zamierzam również z Pawłem Świątkiem zrobić autorską wersję Władcy Pierścieni – obaj mamy poczucie, że jest to jakaś nasza, bardzo pokoleniowa, bajka. To będzie opowieść o inwigilacji w czasach Google’a i wszechobecnych kamer, mająca za motyw przewodni Oko Saurona.

 

DĄBEK Wydasz kolejny wybór swoich sztuk?

 

PAKUŁA Oczywiście, tym razem ze sztukami fantasy.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij