Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
5/2016
Już jako dziecko nienawidziłem teatru
autor: Lenka Dombrovská
Już jako dziecko nienawidziłem teatru
foto: KIVA

W Czechach o Janie Mikulášku mówi się, że jest najbardziej utalentowanym, oryginalnym, wyrazistym i pożądanym reżyserem swego pokolenia.

 

LENKA DOMBROVSKÁ Kończy Pan swój drugi sezon w Divadle Na zábradlí. Jak wypadł w porównaniu z innymi teatrami?

 

JAN MIKULÁŠEK W żadnym teatrze nie było mi tak dobrze. Już kilka razy przeżyłem przeprowadzkę związanej ze mną grupy do nowego miejsca, i nie zawsze był to przyjemny proces. Dlatego miałem pewne obawy, ale okazały się bezpodstawne.

 

DOMBROVSKÁ Jakie były to obawy?

 

MIKULÁŠEK Raczej irracjonalne, na przykład wiele razy śniło mi się, że Divadlo Na zábradlí jest ogromnym budynkiem ze szkła, ze szklaną podłogą i dachem, co jest dla mnie dość przerażające, bo mam problemy z widzeniem przestrzennym i szklane elementy architektoniczne niepokoją mnie i dezorientują.

 

DOMBROVSKÁ Jak by Pan teraz opisał Zábradlí? Jako przytulne gniazdko?

 

MIKULÁŠEK Kiedy byłem mały, mieliśmy w domu taki drewniany domek na papierosy – jak się nacisnęło od dołu, z dachu wysuwały się papierosy. Zábradlí jest jak taka drewniana chałupka z ogromnym papierosem na dachu – tak bym je widział.

 

DOMBROVSKÁ Co Pana uwodzi w „niestandardowej” dramaturgii tego teatru?

 

MIKULÁŠEK Ekscytacja nieznanym. Kiedy ma się przed sobą zwykły tekst teatralny, ma się też oczywistą – choćby teoretycznie – ideę lub zestaw możliwości, jak będzie wyglądał efekt końcowy. A gdy inscenizuje się na przykład czyjąś korespondencję, nigdy nie wiadomo, gdzie to zaprowadzi, bo brakuje ci doświadczenia, na którym możesz polegać. Podobnie jest z tekstami autorskimi, gdzie na początku jest ustalony tylko temat. Interpretacja jest ryzykowna, bo nie ma się żadnego podparcia. Ale ta mnogość rozwiązań mnie podnieca i uważam, że to ważne, by stworzyć spektakl, który będzie odzwierciedlał nastroje, myśli i uczucia wszystkich tych, którzy nad nim pracują.

 

DOMBROVSKÁ Jak duży wkład w spektakl mają inni twórcy: dramaturg Dora Viceníková, scenograf Marek Cpin i aktorzy? Można tu mówić o pracy zbiorowej?

 

MIKULÁŠEK Przepraszam za dygresję, ale słowo „kolektyw” jest jednym z ohydniejszych, jakie znam. Mój tata opowiadał, jak co roku w Gottwaldovie [stara nazwa Zlina, nazwanego tak na cześć komunistycznego prezydenta Czechosłowacji Klementa Gottwalda – przyp. tłum] odbywał się przegląd teatru robotniczego, który podsumowywał jego wkład w rozwój reżimu. I mój ojciec zawsze otrzymywał taki sam, niewybaczalny zarzut: uchylanie się od pracy kolektywnej. I on z tych pięciu słów był szalenie dumny. Całkowicie to rozumiem.


Wracając do pytania – Na zábradlí wszystko jest między nami w jakiś sposób powiązane: Marek Cpin może być uważany za dramaturga, Dora Viceníková za reżysera, a aktorzy mogą pisać teksty i muzykę. Nie lubimy tracić czasu na teoretyzowanie, dlatego doceniamy praktyczne i funkcjonalne pomysły, a jeden drugiemu nie narzuca swojej wizji za wszelką cenę. Ja wynajduję materiały do improwizacji, a potem w nienachalny sposób kieruję rytmem, nastrojem, kontekstem powstałych sytuacji. Jedyna osoba, która jest w tym procesie poszkodowana, to Marek Cpin, ponieważ my możemy zmieniać koncept do ostatniej chwili, ale on musi oddać projekt scenograficzny na konkretną datę i nie może tak długo grzebać w temacie jak pozostali.

 

DOMBROVSKÁ Jak często i jak bardzo zmienia Pan koncept w ostatniej chwili?

 

MIKULÁŠEK Dopóki nie wydarzy się jakiś kryzys (co grozi niemal zawsze) w ostatnie trzy dni prób staram się już zbytnio nie ingerować, dopieszczam szczegóły. Największy cyrk jest wtedy, kiedy wchodzimy w gotową scenografię. Ponieważ bardzo pilnuję, by jej ostateczny kształt był w pełni zgodny z koncepcją artystyczną, często się zdarza, że większość z tego, co osiągnęliśmy na próbach, trafia do kosza. Tylko raz się zdarzyło, że to scenografia trafiła do kosza.

 

DOMBROVSKÁ Czy robi Pan zmiany również po premierze?

 

MIKULÁŠEK Tak, to się zdarza. Mój spektakl 1984 z Divadla Petra Bezruče jest teraz o około 40 minut krótszy, a zmiany odbywały się w kilku etapach. Doktor Faustus z Divadla Husa na provázku rozrósł się o dobrą godzinę, w tym o dodatkową przerwę. Zwykle zmiany zachodzą w strukturze muzycznej, która czasem działa jako „podpórka” dla aktorów, na przykład żeby orientowali się, jaki ma nastrój dana sytuacja. Kiedy aktorzy są w stanie stworzyć tę atmosferę samodzielnie, muzyka staje się zbędna.

 

DOMBROVSKÁ Pańska inscenizacja Hedonistów (Požitkáři) była pierwotnie zatytułowana Smakosze i miała mówić o tematach zupełnie innych niż umieranie, śmierć czy zapomnienie. W jaki sposób doszliście do takiej wolty?

 

MIKULÁŠEK Robiąc próby do Cizinców, zaczęliśmy przy okazji zajmować się tematem śmierci. Temat pochłonął nas do tego stopnia, że faktycznie zaczęliśmy pracować nad dwoma równoległymi produkcjami jednocześnie. Parę dni przed premierą zdecydowaliśmy, że jednak zostajemy przy Cizincach. Jeszcze nie miałem do czynienia z tak nietypową sytuacją, strasznie się zapętliliśmy. Obiecaliśmy sobie jednak spożytkować materiał, który zgromadziliśmy. Kiedy usiedliśmy nad koncepcją spektaklu o jedzeniu, okazało się, że ten temat już nie interesuje nas tak bardzo i bez większego wahania zmieniliśmy tytuł.

 

DOMBROVSKÁ W Pana spektaklach często pojawiają się rytuały. Czy one są dla Pana fascynujące, czy też przeciwnie – bezsensowne i absurdalne?

 

MIKULÁŠEK To się nie wyklucza. Są absurdalne, więc mnie fascynują.

 

DOMBROVSKÁ Wystawiał Pan spektakle na podstawie prozy: Cizinców, Doktora Żywago, w Ostrawie na przykład Wichrowe wzgórza czy 1984. Czy coś je łączy? Co Pana przyciągnęło do tych tekstów?

 

MIKULÁŠEK Mówiąc w uproszczeniu: chyba temat jednostki i społeczeństwa. Zawsze interesowała mnie sytuacja, w której postaci z uporem starają się odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwie, gdy próbują zrozumieć własny stosunek do świata. Czy mamy się bać innych ludzi, czy też nie?…

 

DOMBROVSKÁ Ludzie budzą w Panu lęk?

 

MIKULÁŠEK Oczywiście.

 

DOMBROVSKÁ Wystawiał Pan także Szekspira, Czechowa, Ibsena, Kelly’ego, a ostatnio tekst K.F. Tománka… Czym różniło się podejście do nich i efekt końcowy?

 

MIKULÁŠEK Proszę wybaczyć, ale to dość obszerne pytanie… Rzecz jasna ostateczny kształt powinien być różnorodny, ale pewnych reguł czy też powtarzania pewnych motywów w swojej pracy nie uniknę, to kwestia podświadomości. Reżyser ma własny styl, niczym zawodowy tenisista – jeśli zechce zmienić styl, niech się nie zdziwi, że spartaczy grę i najbliższe lata będzie tylko przegrywał.

 

DOMBROVSKÁ Nie jest Pan gotowy na zmianę stylu?

 

MIKULÁŠEK Jestem gotowy, ale ciężko pozbyć się pewnych odruchów. Zresztą, nikt by nawet tego nie zauważył.

 

DOMBROVSKÁ Ma Pan na myśli publiczność czy krytyków?

 

MIKULÁŠEK Krytyków. Oni też patrzą na nasze spektakle odruchowo i automatycznie, podlegają pewnym przyzwyczajeniom.

 

DOMBROVSKÁ Może Pan określić motywy i reguły, którymi kieruje się najczęściej? Czy wiążą się jakoś ze sobą?

 

MIKULÁŠEK Jeśli chodzi stronę techniczną, to na pewno lubię pewien styl oświetlenia, który podkreśla powtarzalność sytuacji i groteskowość. Ciekawią mnie brzydkie i zniszczone przedmioty. Mam obsesję na punkcie niektórych rekwizytów, takich jak: wypchane zwierzęta, suknie ślubne, wszelkie produkty spożywcze, żyrandole, kufry, stare fotografie, maszyny do pisania, zabawki. Dlaczego akurat te przedmioty, to już pytanie raczej do psychologa. Dążę do osiągnięcia dynamiki kontrastów: patos kontra śmieszność, beztroska kontra rygor i stylizacja. Jako ekspert od własnych inscenizacji mógłbym jeszcze wymienić specyficzną pracę nad muzyką, co niewątpliwie wynika z mojej miłości do filmu, gdzie ścieżka dźwiękowa jest kompletną podstawą. Od aktorów wymagam zaś skromności i umiejętność zachowania dystansu.

 

DOMBROVSKÁ Nie wspomniał Pan o częstym podkreślaniu, czy też ilustrowaniu motywów z przyrody: używania na scenie wody, błota, śniegu, wiatru. I przede wszystkim – pisania po ścianach i ciele.

 

MIKULÁŠEK Gdy przeprowadzamy próby, brakuje mi świeżego powietrza, przyrody, lasu, tych wszystkich grzybów i wiewiórek. Więc próbuję ten brak sobie zrekompensować.

 

DOMBROVSKÁ A o co chodzi z tym pisaniem?

 

MIKULÁŠEK To piękne, gdy na scenie pozostaje jakieś żywe piętno, podpis, dowód.

 

DOMBROVSKÁ Szczerze mówiąc, ostatnią premierę Divadla Na zábradlí – Doktora Żywago – odebrałam jako syntezę Pańskiego teatru. Jakby umieścił Pan tam wszystko, co dotychczas w reżyserii zdobył, odkrył i zbadał. Czy to było zamierzone?

 

MIKULÁŠEK Nie.

 

DOMBROVSKÁ Więc co Pana popchnęło do ukazania takiego scenicznego bogactwa?

 

MIKULÁŠEK Wielka powieść wymaga szerokiego gestu. A gdy po długich przymiarkach okazało się, że na scenę nie wejdą konie, armaty i pociągi, musieliśmy znaleźć alternatywę.

 

DOMBROVSKÁ Wspomniał Pan, że boi się szklanych powierzchni, a w Doktorze scena jest wręcz wyłożona lustrami.

 

MIKULÁŠEK Rewolucja pogrążyła Rosję w całkowitym chaosie na wiele długich lat – zwierciadła odbijające mnóstwo obrazów symbolizują zewnętrzny i wewnętrzny nieład. Lecz chaos jest naturalnym stanem rzeczy – każdy, kto w XX wieku starał się zbyt gwałtownie wprowadzić porządek, wywoływał jeszcze większe zakłócenia.

 

DOMBROVSKÁ Jako reżyser jest Pan często porównywany do Marthalera…

 

MIKULÁŠEK Pamiętam pierwsze zetknięcie z jego inscenizacjami, byłem zahipnotyzowany wzruszającą brzydotą i śmiesznością jego postaci. Były one zazwyczaj otoczone przez wielu innych bohaterów, co tylko wzmagało ich poczucie osamotnienia i niedoskonałości. Podobny pogląd na świat ma na przykład reżyser Roy Andersson, którego również podziwiam. Obydwaj mają podobny sposób pracy z czasem, który w ich spektaklach płynie bardzo powoli. W tej powolności tkwi sedno groteski ich dzieł.

 

DOMBROVSKÁ A urzekła Pana kiedyś jakaś czeska inscenizacja?

 

MIKULÁŠEK Ostatnio Já, hrdina (Ja, bohater, 2011) w Divadle DISK. Do dwudziestego piątego roku życia podniecałem się każdym spektaklem. Niestety, „to se ne vrati”.

 

DOMBROVSKÁ Co Pan uważa za największą dolegliwość czeskiego teatru?

 

MIKULÁŠEK Mimo ciągłego przypominania, jak ważną rolę w historii Czech odgrywał teatr, i mimo że mamy ogromną liczbę teatrów, szkół teatralnych, aktorów i aktorek, to w europejskim kontekście czeski teatr nic nie znaczy. Proszę to potraktować jako samokrytykę.

 

DOMBROVSKÁ Czy Divadlo Na zábradlí nie próbuje tego zmienić? Często daje głośne występy za granicą…

 

MIKULÁŠEK No i dobrze. Ale w Czechach to nikogo nie obchodzi.

 

DOMBROVSKÁ Reżyserował Pan w różnych teatrach: w Divadle Husa na provázku, Narodowym Teatrze Morawsko-Śląskim, w Divadle Petra Bezruče, Dejvickém divadle, ostatnio też we wspomnianym Divadle DISK. Na ile ważne jest dla Pana nawiązanie znajomości z aktorami?

 

MIKULÁŠEK W ogóle. Czasem lepiej nic nie wiedzieć. Ale jeśli pracujemy nad intymną i osobistą inscenizacją, może się okazać, że najważniejsze jest nawiązanie z aktorem bezpośredniej relacji. Dyrektor Scherhaufer tłukł nam do głowy, że nie wolno nam się spoufalać z aktorami, choć zbyt mocno nie przestrzegam tego zalecenia.

 

DOMBROVSKÁ Jak wyglądało Pana spotkanie ze studentami DAMU? Zrealizował Pan z nimi Hodné chlapce (Porządni chłopcy, 2015), a z absolwentami Střepy a chlebíčky (Odłamki i kanapki). Obie inscenizacje skojarzyły mi się z osobistą spowiedzią – bez spoufalania się jest to niemożliwe.

 

MIKULÁŠEK W żadnym z przypadków nie chodziło o osobistą spowiedź. Po prostu wybraliśmy temat i rozpoczęliśmy próby.

 

DOMBROVSKÁ Dobrze, czy zatem był to głos pokolenia? Czy te spektakle mogłyby się udać z innymi aktorami?

 

MIKULÁŠEK Prawdopodobnie nie. Musieliby być równie dobrze zgrani i poruszać tematy społeczne, które ich zajmują.

 

DOMBROVSKÁ Czasami mam wrażenie, że aktorzy po prostu Pana nie rozumieją, że wymaga Pan od nich czegoś ponad ich siły – jak w przypadku Gottlandu w Narodowym Teatrze Morawsko-Śląskim.

 

MIKULÁŠEK Mnóstwo energii kosztowało mnie wymyślenie całej koncepcji, napisanie scenariusza. I niestety na końcu nie starczyło mi siły, by wszystkich przekonać, że moje podejście jest słuszne.

 

DOMBROVSKÁ Dlaczego Pan sam wybiera lub komponuje muzykę?

 

MIKULÁŠEK Nie potrafię porozumieć się z muzykami, wyjaśnić im, czego oczekuję i dyplomatycznie poinformować, że ich praca mi się nie podoba.

 

DOMBROVSKÁ A potrafi Pan to przekazać aktorom? Zaprasza Pan ich „na dywanik”, czy omawia przy wszystkich?

 

MIKULÁŠEK Mam dość wymijający styl komunikacji, więc nie boję się mówić pełnej prawdy tylko najbliższym lub tym, po których to spływa. Pozostałym staram się, w miarę możliwości, spokojnie dawkować uwagi.

 

DOMBROVSKÁ Pana pierwszą premierą w DNZ były Šedá sedmdesátá (Szare lata siedemdziesiąte; 2013), przedtem wystawił Pan w Reducie Zlatá šedesátá (Złote lata sześćdziesiąte; 2013). Będzie Pan kontynuował podróż przed dekady?

 

MIKULÁŠEK W tej chwili mam ciekawsze wyzwania niż kontynuacja tego cyklu. Zobaczymy.

 

DOMBROVSKÁ Jakie wyzwania?

 

MIKULÁŠEK Spektakl o aktorach – Hamleti. Będzie dużo pisania po ścianach, aktorzy będą tarzać się w błocie, a cała sprawa będzie mocno zajeżdżać Marthalerem.

 

DOMBROVSKÁ Co najbardziej utkwiło Panu w pamięci z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych?

 

MIKULÁŠEK Na lata osiemdziesiąte przypadło moje dzieciństwo w Malenovicach – bloki z wielkiej płyty, wysoka trawa, mama, tata i ja jeżdżący na wycieczki, fioletowe usta od jagód, w szkole ruski i kopanie w grządkach, serek truskawkowy i batikowe koszulki, a wszyscy dorośli wiecznie i nie wiadomo czemu brzydcy i w złym humorze. W latach dziewięćdziesiątych przechodziłem okres dojrzewania, ale wtedy okres dojrzewania przechodził cały kraj.

 

DOMBROVSKÁ Jak przebiegało dojrzewanie Jana Mikuláška? Przeciwko czemu i komu się buntował?

 

MIKULÁŠEK Członkowie mojej rodziny mają dość ostry charakter, i kiedy w okresie dojrzewania stałem się chimeryczny, mało kto zwrócił na to uwagę. A mnie to zdziczenie przerażało i starałem się utemperować. To była moja największa walka w okresie dojrzewania. Dochodzi oczywiście kwestia autorytetów – tu zawsze miałem lekko schizofreniczny stosunek, bo albo byłem komuś bezkrytycznie oddany, albo niepotrzebnie dążyłem do otwartego konfliktu.

 

DOMBROVSKÁ Czy rodzina lub dzieciństwo w teatrze w Zlinie miało wpływ na Pana dalszą karierę?

 

MIKULÁŠEK Już jako dziecko nienawidziłem teatru i nie pojmuję, co zrobiłem źle, że dziś żyję z reżyserii teatralnej. Na pytanie, kim będę, kiedy dorosnę, swego czasu bez wahania odpowiedziałem Janowi Skácelowi [morawski poeta i publicysta, zm. w 1989 roku – przyp. tłum.]: „zostanę terrorystą!”. Kiedy spytał, co to znaczy, wyjaśniłem, że wysadzę teatr w powietrze.

 

DOMBROVSKÁ Po premierze nie ma Pan poczucia, że wysadził teatr w powietrze?

 

MIKULÁŠEK Po premierze czuję się, jakbym to ja siebie wysadził.

 

DOMBROVSKÁ A po liceum poszedł Pan na JAMU.

 

MIKULÁŠEK Owszem, zdaje się, że moje życie to nieustanny ciąg pomyłek i nieporozumień.

 

DOMBROVSKÁ Rzucenie szkoły też było pomyłką?

 

MIKULÁŠEK To była dość udana próba skorygowania błędu.

 

DOMBROVSKÁ Jak Pan zapamiętał dziadka, Oldřicha Mikuláška [dziadek był znanym poetą – przyp. tłum]?

 

MIKULÁŠEK W jego mieszkaniu w Brnie wisiała rzeźba, która wryła mi się w pamięć – lwica wsparta na przednich łapach, z ciałem przebitym strzałami. Ale miała w sobie godność i determinację. Więc zapamiętałem dziadka jako rannego lwa. To brzmi pretensjonalnie, ale to prawda. Bałem się go i fascynował mnie zarazem.

 

DOMBROVSKÁ Czy wszystkie Pańskie wspomnienia są tak figuratywne, metaforyczne? Proszę wspominać dalej…

 

MIKULÁŠEK Niektóre są dosyć drastyczne – jak na Boże Narodzenie rzucał we mnie rybą, której nie chciałem jeść i krzyczał: „Żryj!”. I ja tak samo później rzucałem rybą.

 

DOMBROVSKÁ Wierzy Pan w Jungowską synchroniczność?

 

MIKULÁŠEK Nie. Ale będę nad tym rozmyślał aż do emerytury.

 

DOMBROVSKÁ Co jeszcze Pan będzie robił na emeryturze?

 

MIKULÁŠEK Cokolwiek, tylko mam nadzieję, że nie będę tym nikomu przeszkadzał.

 

DOMBROVSKÁ Ma Pan wrażenie, że Pański teatr komuś przeszkadza?

 

MIKULÁŠEK O tak, nieustannie.

 

tłum. Hanna Usarewicz-Sacher


pierwodruk: „Divadelní noviny” nr 12/2015
 

Jan Mikulášek (1978)
jeden z najgłośniejszych i najczęściej nagradzanych czeskich reżyserów teatralnych. Od 2013 roku dyrektor artystyczny praskiego Divadla Na zábradlí. Znany polskim widzom z inscenizacji Gottlandu Mariusza Szczygła w Teatrze Studio (2012).
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij