Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
9/2016
A co to jest kałamarz?
autor: Szymon Kazimierczak
A co to jest kałamarz?
foto: Marek Zimakiewicz

„Moi bohaterowie nie należą do szczęśliwców.Muszą sami nauczyć się, jak świadomie budować relacje z ludźmi i ze światem” – mówi Ewa Piotrowska, reżyserka i dyrektorka warszawskiego Teatru Baj.

 

SZYMON KAZIMIERCZAK Protagonistą Pani spektakli często jest dziecko. A czy ma Pani jeszcze jakiś klucz wyboru bohaterów?

 

EWA PIOTROWSKA To raczej oni wybierają mnie od czasu, kiedy zdecydowałam się tworzyć dla dzieci.

 

KAZIMIERCZAK W Księdze dżungli zderzyła Pani w jednej postaci Alicję z prozy Lewisa Carrolla i Mowgliego z książki Josepha Rudyarda Kiplinga. Alicja z Pani spektaklu to złożona i silna bohaterka, jakich dziś brakuje w teatrze dla dzieci. Powstała jako efekt lektur, czy obserwacji rzeczywistości?

 

PIOTROWSKA Na konstrukcję bohatera składa się wiele czynników. Premiera Księgi dżungli miała miejsce dokładnie sto pięćdziesiąt lat od pierwszej publikacji Alicji w Krainie Czarów Carrolla. Imię Alice nosiły matka i siostra Kiplinga. Takie fakty są dla mnie istotne. Najsilniejszą inspiracją były jednak Dzikie wariacje, biografia pianistki Hélène Grimaud, twórczyni Wolf Conservation Center, organizacji non profit zajmującej się ochroną wilków. Od niej dowiedziałam się wiele o relacji ludzi i wilków na przestrzeni wieków.

 

KAZIMIERCZAK W Pani spektaklu Alicja odkrywa swoją „wilczą”, dziką naturę, która nie przystaje do maski, jaką próbuje nałożyć jej współczesny świat. Swoich bohaterów przedstawia Pani często w momentach formujących ich tożsamość i osobowość, wysyła ich Pani w niebezpieczne podróże, jakby dzieciństwo było rodzajem inicjacji.

 

PIOTROWSKA To oczywiste, że dzieciństwo jest okresem, z którego w dorosłym życiu czerpiemy całymi garściami. Jeśli wtedy doświadczaliśmy empatycznego dialogu z otaczającymi nas dorosłymi – należymy do szczęśliwców. Moi bohaterowie nie należą do szczęśliwców. Muszą sami nauczyć się, jak świadomie budować relacje z ludźmi i ze światem.

 

KAZIMIERCZAK Jest Pani wymagająca. Mimo to Pani bohaterowie wychodzą obronną ręką z wyzwań, które im Pani rzuca. Trudne doświadczenia ich hartują. A czy porażka nie jest tematem, o którym chciałaby Pani rozmawiać z młodymi widzami?

 

PIOTROWSKA Jeśli porażkę rozumiemy jako informację zwrotną, która pozwala zweryfikować jakość relacji z ludźmi, to rozmawiałam już o niej z młodymi widzami w Oskarze i Pani Róży. Nieco inaczej poruszałam ten temat ostatnio w Białym Klaunie. Moi bohaterowie doświadczali też porażek, które były końcem ich życiowej drogi. Przykładem takiej rozmowy był Biegun, spektakl opowiadający o nieudanej wyprawie kapitana Scotta na biegun południowy.

 

KAZIMIERCZAK Coraz wyraźniejszy jest w Pani spektaklach temat rodzicielstwa, który powraca w najnowszym spektaklu Nie dość blada królewna ze Szczecina. Zna Pani dzieci z takich domów, jak Alicja z Księgi dżungli lub Miranda?

 

PIOTROWSKA Znam. I nie są to przypadki odosobnione. Alicja ucieka w świat książek, Miranda ucieka z domu. Istnieją jeszcze inne formy ucieczki, zdecydowanie bardziej niebezpieczne. Znam też rodziców tych dzieci. Młodych, wykształconych ludzi. Próbuję zrozumieć, dlaczego nie są dobrymi rodzicami, dlaczego więzi próbują umacniać wyłącznie poprzez kupowanie drogich sprzętów lub zapewnianie im wykształcenia. Ich dzieci rzadko umieją docenić te rzeczy, rzadko też wyrażają swoje prawdziwe uczucia. Przyglądam się temu zjawisku. Zastanawiam się, jakie mogą być następstwa takiego długotrwałego procesu i co może stanowić alternatywę dla tych dzieci.

 

KAZIMIERCZAK W Pani ostatnich spektaklach mogą się przejrzeć nie tylko dzieci, ale także ich rodzice.

 

PIOTROWSKA Pod tym względem bliskie mi jest myślenie Julie Taymor. Podczas konstruowania spektaklu proponuje ona wyobrażać sobie dziesięciopiętrowy budynek, przez który trzeba przeprowadzić całą publiczność, niezależnie od tego, czy są to ludzie w wieku 5 czy 105 lat. Ja również nie chciałabym pozwolić, by moja publiczność zatrzymała się na trzecim piętrze.

 

KAZIMIERCZAK Skąd Pani czerpie wiedzę na temat widzów swojego teatru?

 

PIOTROWSKA Brałam niedawno udział w pewnym ciekawym eksperymencie. Pracowałam w grupie czterdziestu reżyserów młodego i średniego pokolenia z całego świata. Najpierw każdy z nas opowiadał o swoim dzieciństwie, a później wymienialiśmy się wiedzą dotyczącą dziecka współcześnie. Był to zbiór niebywałych historii i bogate źródło wiedzy. Zrozumiałam też, że moja wiedza na temat współczesnego dziecka w Polsce zawodzi, gdy reżyseruję w Meksyku. Wcześniej nie przykładałam do tego tak dużej wagi, ale obecnie staram się obserwować, jakie są tendencje w danym kraju czy środowisku. Ważne są dla mnie informacje zwrotne, jakie otrzymujemy od widzów podczas spotkań po spektaklach czy podczas warsztatów. Bezcenne są też ewaluacje towarzyszące projektom, które czasami w sposób bolesny dla realizatorów pokazują, gdzie się mijamy, a gdzie spotykamy.

 

KAZIMIERCZAK Teatr Baj, o czym nie wszyscy wiedzą, jest najstarszym teatrem lalkowym w Polsce. Ma bardzo silną tożsamość, barwną legendę, którą przed Panią tworzyło zaledwie dwóch dyrektorów – licząc od 1954 roku, kiedy teatr został upaństwowiony. Wcześniej tworzył go zespół półamatorski.

 

PIOTROWSKA Może Baj był półamatorski, patrząc z naszej perspektywy, ale przed wojną i tuż po stanowił wzór dla innych teatrów, starał się kształcić lalkarzy. Przedwojenni Bajowcy wówczas byli postrzegani jako profesjonaliści w swojej dziedzinie. W instytucjonalnej strukturze, czyli w latach 1954 do 2008, Baj miał rzeczywiście tylko dwóch dyrektorów: 24 lata kierował nim Jerzy Dargiel, zaś 36 lat – Krzysztof Niesiołowski. Obaj byli bardzo oddani pracy z dzieckiem. Moja wizja teatru różni się od moich poprzedników. Interesuje mnie eksperymentowanie z środkami wyrazu teatru lalek, który chętniej nazywam teatrem ożywionej formy. Celem tych poszukiwań jest znalezienie takiego języka teatru, który trafiałby do współczesnego widza i potrafił adekwatnie wyrazić tematy dla niego istotne. To, co jest jednak niezmienne, to koncentracja na pracy dla dziecka. Przyglądamy się wszystkim ciekawym kierunkom, prądom i tendencjom panującym we współczesnej sztuce, by pokazywać, jak ciekawy może być teatr. Chcemy kształtować emocje oraz wyobraźnię dziecka.

 

KAZIMIERCZAK Historię o początkach Baja, którą można poznać w jubileuszowej publikacji Baj wśród dzieci, czytałem ze wzruszeniem. Baj powstał z prawdziwie amatorskiej wiary w teatr. Jego założyciel, Szczepan Baczyński, zaczynał od wystawiania szopki w żoliborskim przedszkolu w późnych latach dwudziestych. Żeby to zrobić, musiał przewieźć przez pół Warszawy wraz z nauczycielkami i matkami dzieci ciężkie sanie z wielką scenografią. Podobno największe trudności pojawiły się przy ulicy Koziej, dwa kroki od dzisiejszej redakcji „Teatru”, gdzie wierzchołek dekoracji zahaczył o sklepienie budynku i scenografia się zaklinowała… Czy ten założycielski etos kolektywnej pracy ma w dzisiejszym Baju znaczenie?

 

PIOTROWSKA Tak. Ta założycielska legenda jest mi szczególnie bliska zwłaszcza teraz, kiedy Teatr Baj rozpoczął projekt pod nazwą Praska Dorożka Teatralna, podczas którego nasz zespół opuszcza mury teatru i gra na pobliskich podwórkach. Co prawda dekoracji nie przewozimy na sankach, tylko w specjalnej starej nysie, przerobionej na „dorożkę”. Chcemy dotrzeć do dzieci, które do teatru nie docierają, choć są naszymi sąsiadami. Zależy nam na zbudowaniu z nimi i ich otoczeniem prawdziwej, mocnej więzi. Sam spektakl poprzedza seria warsztatów i wielu innych akcji, w projekt zaangażowanych jest dużo osób. Bez etosu kolektywnej pracy to przedsięwzięcie nigdy by się nie udało. Spektakl, który pokazujemy, ma zresztą tytuł W kole. Czy to nie jest symboliczne?

 

KAZIMIERCZAK Jak, poza dobrym repertuarem, instytucja teatralna może i powinna nawiązywać kontakt z dzieckiem?

 

PIOTROWSKA Tworzenie dobrego repertuaru to tylko jedna część naszej pracy – podstawowa i statutowa. Oprócz tego proponujemy szereg działań edukacyjnych o różnej tematyce: warsztaty dla nauczycieli, program przeznaczony dla dzieci i rodziców „mały, Duży i BAJ” oraz „teatr wiem co to” dla zorganizowanych grup szkolnych. Współpracujemy cały czas z Fundacją Kultury bez Barier, dzięki czemu realizujemy spektakle z audiodeskrypcją dla niewidomych i tłumaczeniem na język migowy dla niesłyszących. Weszliśmy także we współpracę z Fundacją SYNAPSIS, dzięki której uczymy się, jak pracować z dziećmi z autyzmem i docierać do nich – okazuje się, że jest ich sporo w naszym społeczeństwie.
Bardzo podoba mi się określenie „bez barier” – chciałabym, żeby Baj był takim teatrem. W ramach programu „Baj bez barier” dostosowujemy przestrzeń teatru i naszą ofertę artystyczną do potrzeb osób z dysfunkcjami ruchu, słuchu, wzroku, osób ze spektrum autyzmu. Chcemy umożliwiać kontakt z teatrem osobom, które z różnych względów mają do niego utrudniony dostęp.

 

KAZIMIERCZAK Pewnym novum w Polsce jest teatr dla najnajów, który przyszedł do nas zza zachodniej granicy. To szlachetne zjawisko coraz częściej spotykamy w teatrach lalkowych. Baj tej grupie wiekowej dedykuje m.in. bardzo piękny spektakl Książeczka. Propozycja dla najnajów w Baju to odpowiedź na trend, czy rzeczywiste potrzeby małych widzów?

 

PIOTROWSKA Kilka lat temu zwróciłam uwagę na pewną tendencję. Rodzice przychodząc do teatru ze starszym dzieckiem na spektakl, często nie mając co zrobić z niemowlakiem, zabierali go również do teatru na przedstawienie. Wejścia były zastawione wózkami, a na widowni często rozlegał się płacz niemowlaków z powodu ciemności. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że warto by było przygotować propozycję repertuarową dla dzieci poniżej trzech lat. Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu było w Polsce prekursorem teatru dla najnajów. Zdecydowałam się więc pojechać na Biennale Sztuki dla Dziecka, żeby pooglądać trochę spektakli tego nurtu. To, co zobaczyłam, było urzekające. Zrozumiałam wtedy, że to jest naprawdę ciekawy kierunek. Dotarłam do kolebki teatru najnajowego – do bolońskiego Teatro Testoni Ragazzi – La Baracca na festiwal Visioni di Futuro, Visioni di Teatro, gdzie obejrzałam mnóstwo tego typu przedstawień z całego świata. Udałam się także na konferencję organizowaną przez Teatr Helios w Hamm. Chciałam rozwiać wątpliwości dotyczącego tego, czy to w ogóle jest teatr, a także zrozumieć, czym on tak naprawdę jest. Równocześnie poznałam Alicję Morawską-Rubczak, która będąc ekspertką w tej dziedzinie, wydała mi się najwłaściwszą osobą, aby zrealizować spektakl najnajowy w Baju. I tak w 2012 roku powstał Śpij, który okazał się dużym sukcesem.

 

KAZIMIERCZAK Kilkanaście lat temu nikt chyba nawet nie przeczuwał, że takie zjawisko będzie możliwe. Po co dwulatkom teatr?

 

PIOTROWSKA Czasami mam wrażenie, że to bardziej rodzice i dziadkowie potrzebują tego doświadczenia. Bywa, iż z jednym maluszkiem do teatru wybiera się czworo dorosłych. Są często ciekawi i wzruszeni pierwszymi reakcjami swojego maleństwa na teatr. Takie wyjścia bywają dla nichważnymi przeżyciami. Ale też opinie psychologów podkreślają pozytywny, stymulujący wpływ teatru na rozwój maluchów. I to mi daje wiarę w słuszność obranego kierunku. Oczywiście w tego rodzaju spektaklach konieczne jest stosowanie środków teatralnych odpowiadających percepcji świata tych najmłodszych odbiorców. Przy pracy nad spektaklami w Baju zapraszamy pedagogów kreatywności, którzy dzielą się z nami swoją wiedzą dotyczącą percepcji dzieci. Analizują zachowania dzieci podczas prób i rozwiewają nasze wątpliwości.

 

KAZIMIERCZAK Jednym z flagowych spektakli w repertuarze Baja jest Plastusiowy Pamiętnik, którym przypomnieliście Państwo o jednej z założycielek teatru – Marii Kownackiej. To bardzo pięknie, ale założę się, że nie ma już dziecka, które by wiedziało, czym jest kałamarz. Jest już też chyba jedynie kwestią czasu, zanim zeszyty w linie zastąpią tablety.

 

PIOTROWSKA Pomysł by wystawić Plastusiowy Pamiętnik zrodził się podczas pracy nad wspomnianą książką Baj wśród dzieci. 85 lat najstarszego teatru lalek w Polsce. Zbieranie do niej materiałów spowodowało dyskusje związane z historią Baja. Znalazłam pierwszy scenariusz Plastusia napisany przez Kownacką dla naszego teatru. Potem Aldona Kaszuba, obecna kierownik literacka Teatru, uświadomiła mi, że w 2014 roku przypadła sto dwudziesta rocznica urodzin autorki. Rok 2014 był rokiem szczególnym dla Baja, ponieważ otrzymał on jako pierwszy teatr lalek w Polsce Złoty Medal „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”. Taki powrót do historii wydawał mi się naturalny.
Pomysł wydawał się tym ciekawszy, że właśnie nie ma już dziecka, które by z doświadczenia wiedziało, czym jest kałamarz. Twórcy, których zaprosiłam do realizacji tego tekstu, mieli więc trudne zadanie. Wzruszam się za każdym razem, kiedy oglądam ten spektakl i słyszę pytanie: „A co to jest kałamarz?”. I opiekun dziecka, w zależności od swojej wiedzy, tłumaczy dziecku, co to takiego. Zapamiętałam szczególnie jedną z odpowiedzi: „W bajkach współczesnych bohaterowie czasami mają tak dziwne imiona, które nam się z niczym nie kojarzą – jak na przykład Kałamarz”. Dzieci mogą komunikować się z tym tekstem na poziomie prosto opowiedzianej historii. Kownacka stworzyła empatycznego bohatera, który zawsze jest chętny, by pomagać, który uczy empatii. Myślę, że dlatego tak bardzo dzieci kochały i będą kochać Plastusia. Otoczenie się zmieniło, to prawda, ale pytanie, jak wychować dzieci na odczuwających ludzi, jest nadal aktualne.

 

KAZIMIERCZAK Maria Kownacka pracując w Baju jako autorka, mówiła, że powinno się grać „twarzą do widza”. Czy nie zbyt pochopnie zapomnieliśmy o tej autorce? Może ma ona dzieciom jeszcze coś szczególnego do zaoferowania?

 

PIOTROWSKA Maria Kownacka poświęciła całe swoje życie dzieciom. Podobno twierdziła, że urodziła się z nieuleczalną żyłką społecznika. Na wniosek dzieci w 1978 roku została odznaczona Orderem Uśmiechu. Może to istotne, może nie, ale dokładnie czterdzieści cztery lata później zostałam także na wniosek dzieci kawalerem Orderu Uśmiechu. Czy rzeczywiście zapomnieliśmy o Marii Kownackiej? My z Baja nie.

 

KAZIMIERCZAK W repertuarze Baja największą słabość mam do spektaklu Gęś, Śmierć i Tulipan Marcina Jarnuszkiewicza. Często natomiast słyszę zarzut, że dzieci nie rozumieją tego przedstawienia.

 

PIOTROWSKA Zanim zdecydowałam się na realizację tego tekstu, widziałam trzy inne wersje tej opowieści: z Niemiec, Nowej Zelandii i USA. Wszystkie były niezwykle interesujące. Kiedy w naszych rozmowach z Marcinem Jarnuszkiewiczem pojawił się temat Gęsi…, nie miałam wątpliwości, że on zrealizuje ten tekst najlepiej. Pani Justyna Święcicka, psycholog, tak bardzo polubiła ten spektakl, że postanowiła nas wesprzeć swoim doświadczeniem i po spektaklach proponowaliśmy warsztaty, które pomagały naszym widzom, oczywiście tym, którzy tego potrzebowali, rozmawiać o śmierci. Pamiętam, że podczas jednego ze spotkań po spektaklu pewien chłopiec wstał i powiedział: „Proszę Pana, a ja nie rozumiem tego przedstawienia”. Marcin Jarnuszkiewicz zapytał chłopca: „A lody rozumiesz?”. „Nie” – odpowiedział chłopiec. „Ale ci smakują?” „Smakują”. „Bo widzisz – odpowiedział Jarnuszkiewicz – ze spektaklami jest tak jak z lodami, nie są do rozumienia, tylko do smakowania”.

 

KAZIMIERCZAK Jak Pani sądzi, skąd się wzięło tak silne powiązanie teatru dla dzieci z teatrem lalek, czy szerzej – z teatrem formy?

 

PIOTROWSKA W 2014 roku miałam przyjemność bycia członkiem rady artystycznej XVIII Światowego Kongresu ASSITEJ. Obejrzałam wtedy ogromną liczbę spektakli z całego świata i tylko jedna czwarta z nich to były propozycje powiązane z teatrem lalek. Połowa z tych lalkowych propozycji pochodziła z krajów Europy Wschodniej. Myślę, że związek teatru dla dzieci z teatrem lalek to pozostałość po poprzedniej epoce. Nieoficjalnie mówiło się, że teatr lalek to zbyt niebezpieczne narzędzie, którym za pomocą metafory można w bardzo prosty sposób przekazać niecenzuralne treści. Dlatego postanowiono, że teatr lalek będzie teatrem dla dzieci. Myślę, że wizyta Siergieja Obrazcowa w Warszawie miała ogromny wpływ na twórców teatru dla dzieci w latach pięćdziesiątych. Sztuka lalkarska rozkwitła. Pojawiały się instytucjonalne teatry lalek, tworzące spektakle wyłącznie dla dzieci. I z wolna zapomnieliśmy, że może być inaczej. Że teatr dla dzieci to nie tylko teatr lalek. A teatr lalek to nie tylko teatr dla dzieci. Na szczęście taki sposób myślenia się zmienia.

 

KAZIMIERCZAK A czy spektakle lalkowe dla dorosłych byłyby możliwe w repertuarze Baja?

 

PIOTROWSKA Podjęłam taką próbę w 2010 roku. Premiera Arszeniku Marcina Bartnikowskiego w reżyserii Marcina Bikowskiego była efektem myślenia o możliwości otwarcia się Teatru Baj na spektakle lalkowe dla dorosłych. Kontynuacją tego był w pewien sposób spektakl Gęś, Śmierć i Tulipan, który w chwili obecnej mamy w repertuarze.

 

KAZIMIERCZAK Jak doszło do Pani współpracy z Malabar Hotel?

 

PIOTROWSKA Marcin Bartnikowski zadzwonił do mnie pewnego popołudnia i opowiedział o możliwości realizacji Don Juana na Scenie Przodownik Teatru Dramatycznego. Propozycja wydała mi się niesłychanie kusząca.

 

KAZIMIERCZAK Co było w niej najbardziej kuszące?

 

PIOTROWSKA Spotkanie w pracy po kilkunastu latach. Spojrzenie na siebie z innej perspektywy. Wymiana doświadczeń. Tak się złożyło, że reżyserowałam dla Akcji DZRT Efekt cieplarniany, spektakl dyplomowy Marcina Bartnikowskiego. Później już nie udało nam się spotkać w pracy, ale zawsze śledziłam realizacje Akcji DZTR, a później Teatru Malabar Hotel i podziwiałam drogę, którą Marcin podążał.

 

KAZIMIERCZAK Na czym polegała Pani praca nad Don Juanem? Autorem scenariuszy spektakli Malabaru jest Marcin Bartnikowski, plastyka i lalki należą do Marcina Bikowskiego. Obaj są silnymi osobowościami na scenie. Kim jest w tej konstelacji reżyser?

 

PIOTROWSKA Przed rozpoczęciem pracy nad scenariuszem spotkaliśmy się kilkakrotnie, aby wymienić się naszymi spojrzeniami na Moliera i Bergmana. Spotykałam się z Marcinem Bartnikowskim na etapie powstawania tekstu, aby wspólnie dyskutować o konstelacji postaci oraz kierunkach pracy. Potem był klasyczny etap prób stolikowych i sytuacyjnych. Decydowałam o kształcie spektaklu i nigdy nie czułam w tej współpracy, aby moja przestrzeń kreacji i odpowiedzialności została naruszona.

 

KAZIMIERCZAK Spektakl Malabaru to właściwie sceniczny poemat, który przypomina intelektualne kolaże Jerzego Grzegorzewskiego. Malabar posługuje się zagadkowym językiem. Jak się Pani odnajdywała w tym świecie?

 

PIOTROWSKA Jestem częścią tego języka. Ten świat jest też moim światem. Być może fakt, że wywodzimy się z teatru formy, pozwalał nam się lepiej rozumieć. Na pewno Jerzy Grzegorzewski wpłynął na artystyczny gust każdego z nas.

 

KAZIMIERCZAK A kto jeszcze Panią ukształtował?

 

PIOTROWSKA W pewnym momencie ważny był dla mnie Eugenio Barba i jego poszukiwania antropologiczne. W obszarze teatru wizualnego inspirowali mnie Kirsten Dehlholm oraz Philippe Genty. Nieustającym źródłem inspiracji w obszarze teatru dla dzieci była i jest dla mnie Bodil Alling.

 

KAZIMIERCZAK Z Pani wypowiedzi wynika, że wiele Pani ogląda – nie tylko w Polsce. Co jest dla Pani najbardziej inspirującym zjawiskiem w teatrze dziś?

 

PIOTROWSKA Kiedy potrzebuję „naładować baterie”, wybieram się do Dani na showcase DANISH+ organizowany przez Teatr Gruppe 38, który jest dla mnie dziś najbardziej inspirującym zjawiskiem. To rodzaj „marketu teatralnego”, na którym kontraktowane są przedstawienia na festiwale. Zawsze jest to dla mnie uczta, gdyż mogę obejrzeć wiele spektakli na wysokim poziomie artystycznym, poznać tendencje teatralne danego kraju oraz ciekawych ludzi. Zjawiskowy jest dla mnie sposób, w jaki Duńczycy promują teatr dla dzieci, jak dbają o to, aby najlepsze spektakle żyły także poza granicami danego kraju. Jest to zawsze dla mnie lekcja zdrowej konkurencji.

 

KAZIMIERCZAK Piękny budynek Gmachu Wychowawczego, w którym teatr rezyduje od 1954 roku, od początku swojej działalności instytucjonalnej, czeka remont w ramach programu rewitalizacji Pragi. Co to oznacza dla Teatru Baj?

 

PIOTROWSKA Budynek, w którym mieści się teatr, ma bardzo ciekawą historię. Został zaprojektowany jako Pałac dla Sierot i oddany tuż przed pierwszą wojną światową jako kompleks dydaktyczno-charytatywny. Gmach zaprojektował Henryk Stifelman, znany architekt warszawski, który wcześniej zbudował podobny dom dla Janusza Korczaka. Ma ponad sto lat i wymaga gruntownego remontu. Bardzo cieszę się, że znalazł się on w programie rewitalizacji Pragi. Będzie to dla naa trudny okres, zamierzamy grać spektakle w wynajętych salach. Czeka nas ostatni sezon przygotowań do tej teatralnej wędrówki. Mam nadzieję, że wrócimy do pięknie wyremontowanej siedziby, by świętować dziewięćdziesiąte urodziny Teatru Baj.

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij