Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
6/2012
Nieoczywiste powiązania
autor: Agata Barełkowska
Nieoczywiste powiązania
foto: Isabelle Meister

„Żyjemy w tak posplatanym świecie, że Azja staje się nam trochę bliższa. To wielka szansa” – mówi Stefan Kaegi z Rimini Protokoll.

AGATA BAREŁKOWSKA W Twojej pracy często inspirują Cię konkretne miasta. Podoba Ci się Poznań?

STEFAN KAEGI Uważam, że jest świetny. Kiedy dzisiaj przechodziłem przez most przy dworcu, przy którym znajduje się jedyny chiński sklep w Poznaniu, pomyślałem, że za każdym razem Poznań wygląda inaczej. Ostatnio, gdy przewodnik oprowadzał nas po mieście, wszystko wydawało mi się trochę klaustrofobiczne. Dziś, kiedy schodziłem z mostu, wszystko dookoła było wyburzone i rozkopane. Zrobiłem nawet kilka zdjęć, bo bardzo mi się ten widok spodobał. Zobaczyłem w nim nowy początek. Ma się wrażenie, jakby to miasto było od nowa formatowane, i to jest wspaniałe uczucie.

BAREŁKOWSKA W Poznaniu na ulicy nie spotkasz wielu Azjatów, jest zaledwie kilka azjatyckich restauracji, raczej nie mamy współpracowników z Japonii czy Chin. Wydaje się, że w naszej codzienności tematy związane z Azją mają marginalne znaczenie. Po co w takim razie w Poznaniu robić festiwal, którego idiomem jest Azja?

KAEGI Made in China... Made in China... Made in Korea... (Stefan wskazuje na swój komputer, mój dyktafon, telefony). Powiązania na pierwszy rzut oka mogą być nieoczywiste, ale wydaje mi się, że Azja jest dość mocno związana z Poznaniem. Nie jest to wprawdzie bliska relacja historyczna, ale z całą pewnością ścisła zależność ekonomiczna wyrażająca się poprzez stosunki gospodarcze. Wydaje mi się, że to stwarza bardzo ciekawą perspektywę.
W Poznaniu faktycznie nie ma wielu Azjatów. Zupełnie inaczej niż na przykład w Australii, gdzie byłem w zeszłym tygodniu. Tam niemal codziennie nagłówki gazet krzyczą o łodziach z nielegalnymi uchodźcami, które przybijają do brzegu, ale w gruncie rzeczy jest ich tak mało, że gdyby zebrać ilość azjatyckich uciekinierów w czasie następnych dziesięciu lat, to zmieściliby się oni na jednym stadionie piłkarskim.
Mimo to Azjaci również tutaj wywołują duże emocje – kiedy ostatecznie, wbrew obietnicom, nie zostaje wybudowana autostrada; albo fabryka stali zostaje przejęta przez jakiegoś azjatyckiego magnata. Z tego, co wiem, spora część żołnierzy stacjonujących w Afganistanie jest właśnie z Poznania. To miasto ma również związek z historią Izraela.
Myślę, że właśnie tego rodzaju powiązania, nieoczywiste na pierwszy rzut oka, ale mające istotny wpływ na naszą rzeczywistość, wpisują się w ideę tegorocznej edycji naszego festiwalu.

BAREŁKOWSKA Już trzy lata temu było wiadomo, że idiomem tegorocznego festiwalu będzie właśnie Azja. Jak zareagowałeś, gdy zaproponowano Ci bycie kuratorem festiwalu? Co Azja znaczy dla Ciebie?

KAEGI Na początku w ogóle nie chciałem się zgodzić. Powiedziałem: „Skoro zapraszacie azjatyckich artystów, powinniście też zaprosić azjatyckiego kuratora”. Po namyśle jednak stwierdziłem – czemu nie? To może być ciekawe doświadczenie, jeżeli nie traktuje się tego jak okna na egzotykę, przez które z zachwytem spogląda się na tancerzy butoh, kathakali lub na zawodników kung-fu. Uprawianie egzotyki na takim poziomie mnie nie interesuje.
Dużo ciekawszy w kontekście Azji wydaje mi się temat kulturowych podróbek. Przeglądałem ostatnio album z zachodnimi dziełami sztuki, które skopiowali Chińczycy. Co ciekawe, pierwotnie te dzieła były inspirowane sztuką chińską. Można zatem powiedzieć, że Azja kopiuje z Europy to, co my skopiowaliśmy z Azji. Takie zjawiska są dla mnie źródłem inspiracji. Skoro już wiemy, że Azja permanentnie kopiuje Europę, zastanówmy się, czym w Polsce jest kopiowanie Azji. Niezmiernie interesujące jest przyglądanie się tym działaniom w Azji lub obserwacja siebie samych przy podjętych próbach kopiowania.

BAREŁKOWSKA Lubisz pracować w Polsce?

KAEGI Tak, świetnie się czuję w Polsce i bardzo lubię tu pracować. Zawsze mam wrażenie, że tutaj kulturę traktuje się serio i że za pośrednictwem teatru można co nieco poruszyć w społeczeństwie. Poza tym macie tutaj mnóstwo młodych, świetnie wykształconych ludzi, którzy chcą i są w stanie coś zmienić. Coraz częściej spotykam w Polsce bardzo młodych ludzi na wysokich pozycjach w instytucjach kulturalnych. Mam nadzieję, że będzie to inspiracja dla innych państw europejskich.

BAREŁKOWSKA Według jakiego klucza wybierałeś artystów, którzy przyjadą na tegoroczny festiwal?

KAEGI Najważniejsze wydaje mi się to, że wszyscy artyści przyjadą tutaj z ciekawą historią, którą chcieliby nam przedstawić. Ważną część festiwalu stanowią spektakle gościnne, prezentujące ciekawe spojrzenia na różne kwestie – na przykład na azjatycki rynek pieniądza, jak przedstawienie Money, it came out of the space Chrisa Kondeka. Ten artysta stara się udowodnić za pośrednictwem konwencji science fiction, że nasze podejście do pieniędzy jest wynikiem wirusa, którym zostaliśmy zainfekowani przez istoty pozaziemskie.
W programie mamy też spektakl Nal Boa zespołu Ex Nihilo, którego projekt można było już kiedyś zobaczyć w Poznaniu. Tym razem będzie to przedstawienie podejmujące temat obcości, sytuacji wyobcowania, bycia wrzuconym w nieznany, nieoswojony kontekst. Grupa artystów tworzących spektakl jest międzynarodowa – są w niej między innymi tancerze koreańscy, japońscy, francuscy.
Do Poznania przyjedzie także spektakl Rimini Protokoll Bodenprobe Kazachstan, który oparty jest na prawdziwych historiach związanych z migracjami – w kontekście Kazachstanu to temat ważny również dla Polaków.
Natomiast libański artysta Rabih Mroué studiuje biografię samobójcy i stara się zmierzyć z tym, że jest oceniany przez pryzmat narodowości. Inni postrzegają go jako człowieka z Libanu, czyli potencjalnego terrorystę, podczas gdy on sam postrzega siebie jako artystę.
W programie mamy też zaadaptowany specjalnie na potrzeby Poznania projekt grupy Public Movement z Izraela, którego twórcy byli tu w zeszłym tygodniu, by spotkać się z performerami. Będą z nimi pracować nad projektem dotyczącym manifestacji poglądów, preferencji, przekonań politycznych i filozoficznych. To wydarzenie odbędzie się na placu Mickiewicza.
Moim zdaniem jednak najważniejsza w całej koncepcji festiwalu jest pewna zmiana, którą zdecydowaliśmy się wprowadzić. Malta Festival generalnie nie jest festiwalem produkcyjnym. Postanowiliśmy jednak, że podczas tej edycji chcemy stworzyć stosunkowo wiele nowych produkcji.
Jedna z nich odnosi się bezpośrednio do kwestii wytwarzania towarów, które są sprowadzane z Azji. W pobliżu fabryki MODENA, produkującej kiedyś tekstylia, odbędzie się pokaz niemieckiego artysty Dirka Fleischmanna, który od pięciu lat mieszka między innymi w Korei Północnej. W ramach tego pokazu zaprezentuje nam, w jaki sposób produkowane były T-shirty festiwalowe, które zresztą właśnie w tej chwili, gdy my tu sobie rozmawiamy, powstają w Korei Północnej, podczas gdy niewiele kilometrów dalej spadają bomby i są testowane rakiety. Projekt zostanie zrealizowany we współpracy z Koreanką, która mieszka w Polsce, co tym samym ilustruje związek obu państw.
Wśród produkcji mamy też bardzo ciekawy projekt Wojtka Ziemilskiego. Jego nazwisko dla części widzów jest już pewnie rozpoznawalne. Wojtek zna pewną kobietę, która mieszka w Brukseli, ma przodków w Indonezji, a oni z kolei mają przodków w Chinach. Projekt przygotowuje we współpracy z tą kobietą. Ona, podobnie jak jej rodzina, nazywa się Huang. Jest to najczęściej występujące chińskie nazwisko na świecie: obecnie na kuli ziemskiej żyje 400 000 000 Huangów i on chciałby ich wszystkich tutaj sprowadzić (śmiech). Ponieważ zajęłoby trochę czasu, żeby ich wszystkich w ogóle odszukać, Wojtek skupi się na kontekście lokalnym. W Poznaniu mieszka bowiem czterech Huangów i ze wszystkimi jest w kontakcie na Facebooku. Z wymiany maili z nimi, z jego poszukiwań powstanie historia, na podstawie której zamierza stworzyć spektakl.
Mamy też produkcję, która opowiada o nielegalnych imigrantach, którzy podobno żyją w Poznaniu...

BAREŁKOWSKA To będzie słuchowisko, prawda?

KAEGI Owszem, słuchowisko, ale bardzo specyficzne. Jego autorką jest Wanda Wasilewska, dziennikarka i wieloletnia współpracowniczka Radia Merkury z Poznania. Wyobrażam sobie to w ten sposób, że będzie można na Starym Rynku założyć słuchawki i posłuchać głosów ludzi niewidocznych w tym mieście.
Nową produkcję przygotowuje też Ant Hampton. On ma takiego samego MacBooka jak ja. Te komputery są wyposażone w procesory Intel, produkowane w Chinach. Jakiś czas temu było głośno o skandalu, kiedy jeden z pracowników tej firmy rzucił się z dachu, bo nie wytrzymał morderczego tempa pracy. Hampton nawiązał kontakt z ludźmi, którzy już tam nie pracują, ponieważ odnieśli jakiś uszczerbek na zdrowiu. Prowadzi z nimi wywiady za pośrednictwem Skype’a, rozwinął nawet na te potrzeby specjalną technikę, której efekty będziemy mogli zobaczyć podczas przedstawienia.

BAREŁKOWSKA Zamówiliście również u Artura Pałygi tekst, który ma stanowić postscriptum do Bitwy o Nangar Khel.

KAEGI Tak, ponieważ uważam ten temat za bardzo ciekawy. Wiążą się z nim naprawdę intensywne poszukiwania i ważne pytania o obecność polskich żołnierzy w Afganistanie, o to, jak daleko sięga odpowiedzialność żołnierza. Myślę, że byłoby ciekawie spojrzeć na to z perspektywy czasu. Nie wiem, jak było w Polsce, ale w Niemczech dwa lata temu większość ludzi była przeciwna, by wysyłać tam żołnierzy, jednak istniała pewna tolerancja w duchu: „Przymknijmy na to oko, w końcu cel jest szczytny”. Dzisiaj do każdego już dotarło, że nie można ludzi oświecać na siłę, za pomocą broni maszynowej. Nie wiadomo, co będzie, jeżeli wycofa się stamtąd wojska, ale nie może już być gorzej, niż jest w tej chwili. Zachód stracił sporo zaufania i nie spełnił pokładanych w nim – jako wybawicielu – nadziei. Teraz wszyscy zachowują się tak, że gdyby tych żołnierzy wycofać, każdy udawałby, że robi to wbrew własnej woli, ale tak naprawdę byłby szczęśliwy, że ratuje swój tyłek. Ciekawa jest też postawa tych żołnierzy, powracających do domu, oraz losy ich żon, tego, jak sobie z tym radzą. Temu będziemy chcieli się przyjrzeć. Nie wiem jeszcze, jaki tekst powstanie i jaka będzie ostateczna forma tego przedstawienia – nie chcemy niczego narzucać.

BAREŁKOWSKA Jest jeszcze coś, co uderzyło mnie, gdy czytałam program tegorocznej edycji festiwalu. Wielu ludzi w Poznaniu ma w sobie tęsknotę za teatrem, który mogą spotkać na ulicy, w przestrzeni miasta. Tak kojarzą im się początki festiwalu, który był obecny na poznańskich ulicach czy wokół jeziora Malta. W tym roku duża część spektakli odbędzie się właśnie w przestrzeni publicznej.

KAEGI Tak, to prawda. Przedstawienia będą się odbywać w różnych miejscach, na przykład na Starym Rynku. Myślę jednak, że jest coś, co odróżnia spektakle dziejące się w przestrzeni publicznej od teatru ulicznego, mocno zakorzenionego w polskiej tradycji lat osiemdziesiątych, ale też bardzo rozpowszechnionego na przykład we Francji. W tradycji ulicznych grup teatralnych bardzo ważne jest, by robić coś spektakularnego, co jednocześnie ma wymiar symboliczny. Natomiast teatr, który my prezentujemy, jest jednak dużo bardziej subtelny. Nie są to zamaszyste, patetyczne gesty, nie ma tam inspiracji cyrkowych, wszystko jest bardziej dyskretne. Chodzi raczej o sposób percepcji, o aktywizację widza, o nakłonienie go, by zajął jakieś stanowisko.
Tutaj dobrym przykładem jest kontener, który stworzył Dries Verhoeven. Kiedy widz patrzy na niego z zewnątrz, wydaje mu się zwykłym kontenerem transportowym, ale kiedy wejdzie do środka i zorientuje się, że znalazł się w całkiem niezłej sali kinowej, nagle jego postrzeganie ulega zmianie. Widz patrzy na swoje miasto, ale już inaczej, dzięki temu, że artysta pozwolił mu na zmianę perspektywy. Wydaje mi się, że wiele osób ma opory przed tym, żeby „cofnąć się o krok” przed swoim miastem i poznać je raz jeszcze na nowo. Właśnie takie techniki jak zmiana perspektywy wobec, wydawałoby się, dobrze znanej rzeczywistości i umożliwienie dystansu są kluczowe w pracy artystów w przestrzeni publicznej.

BAREŁKOWSKA Czy w prezentowanych spektaklach ważną rolę odgrywa aktywne uczestnictwo widzów?

KAEGI Tak, choć można partycypować w tych akcjach w rozmaity sposób, na przykład w taki, że założy się T-shirt festiwalowy, który dla odmiany nie będzie jedynie nośnikiem reklamy, ale będzie zawierał w sobie pewną historię. Myślę, że żyjemy w czasach, kiedy ludzie – twoje pokolenie jeszcze bardziej niż moje i chyba każde kolejne pokolenie coraz bardziej – są przyzwyczajeni do tego, że w czymś partycypują.
We Wrocławiu, podczas Europejskiego Kongresu Kultury, Zygmunt Bauman, jeden z najważniejszych mówców, opowiadał o pojęciu kultury, które moim zdaniem jest już nieprzystawalne do dzisiejszej rzeczywistości. Kultura nie jest już sprawą elitarną. Na przykład: gazety stają się coraz bardziej takim rodzajem medium, które można komentować, podlinkować, przesłać dalej, wobec którego odrębne tezy można prezentować na swoim blogu. Moim zdaniem odzwierciedla to swoiste zaprogramowanie na uczestniczenie.
Mówiąc o uczestniczeniu, nie mam na myśli tego, co kryło się pod tym pojęciem w latach siedemdziesiątych, kiedy trzeba było robić dużo różnych upokarzających rzeczy (śmiech) i istniała taka presja, żeby partycypować. W spektaklach, które zaprezentujemy na festiwalu, nie chodzi o to, żeby wychowywać, manipulować moralnie, ale o to, żeby otworzyć oczy i nie zamykać złożoności życia i świata w upraszczających polemikach. Trzeba postrzegać jako wielką szansę fakt, że żyjemy w tak posplatanym ze sobą świecie, dzięki czemu Azja staje się nam trochę bliższa. Wystarczy to na dobry początek zrozumieć, zamiast przed tym uciekać.
 

Stefan Kaegi (1972)
studiował sztuki wizualne w Zurychu oraz teatrologię stosowaną na uniwersytecie w Giessen. W 2000 roku razem z Helgard Haug i Danielem Wetzelem założył berliński kolektyw teatralny Rimini Protokoll. Realizował swoje przedstawienia na całym świecie, angażując do współpracy zwykłych ludzi zamiast aktorów. W Polsce Kaegi zrealizował m.in. Short Cut. The Krakau Files (rodzaj gry miejskiej, Kraków 2004), Ciudades Paralelas – Parallel Cities (Miasta Równoległe, Warszawa 2011). Na Malcie Kaegi zaprezentuje Bodenprobe Kasachstan, „dokumentalną” sztukę teatralną, opowiadająca historię ludzi, którzy, jak baryłki ropy, byli w XX wieku przerzucani z jednego miejsca w drugie. Wędrując wraz z nimi szlakiem rurociągu wiodącego z Kazachstanu do Niemiec, widzowie poznają historie z ich życia.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/http://centrumsztukitanca.eu/https://www.teatr-rozrywki.pl/projekty/obserwatorium-artystyczne-entree/189-obserwatorium-artystyczne-entree.htmlhttp://www.instytut-teatralny.pl/projekty/konkurs-fotografii-teatralnejhttp://teatrszwalnia.pl/fwp_portfolio/festiwale-teatru-szwalnia/http://www.terazpoliz.com.pl/corywarszawskie-100lat


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij