Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
1/2019
Piękna książka
autor: Paweł Płoski
Piękna książka
foto:

Utrwalając przedstawienie z różnych, nieoczekiwanych perspektyw, Wojciech Plewiński dokonał tego z taką maestrią, że widzowie patrzący na spektakl z któregoś tam rzędu foteli paradoksalnie zapamiętają go oczami fotografa. Co więcej, z pewnością niejeden widz dowodziłby, że tak właśnie to przedstawienie oglądał.


1.


Od dawna nie miałem w rękach książki tak urodziwej, tak w każdym detalu dopracowanej, tak nieprzesadzonej, mimo że rocznicowej, tak dobrze leżącej w dłoniach. Tom jest pokaźnych rozmiarów, a jednocześnie lekki (ach, te triki współczesnej poligrafii), więc – po pierwszym onieśmieleniu – raczej zachęca do obejrzenia, niż odrzuca ciężkim gabarytem.

 

2.


Album Plewiński. Na scenie jest darem na dziewięćdziesiąte urodziny artysty. Premiera wydawnictwa odbyła się przy okazji jubileuszowej fety w Krakowie. A feta uświetniała kolejne wydarzenie: we wrześniu 2018 roku krakowskie Muzeum Fotografii, kierowane przez Marka Świcę, otworzyło swoją nową siedzibę – zabytkową Strzelnicę na Woli Justowskiej. Wtedy też otwarto dwie wystawy Plewińskiego: plenerową o teatrze oraz wewnętrzną, trzydziestu prac artysty zakupionych do kolekcji muzeum.


Powstała całość doskonale skomponowana.


Esencjonalny wstęp autorstwa Wojciecha Nowickiego stanowi znakomite, acz krótkie wprowadzenie w twórczość mistrza fotografii. Choć właściwie, czy ten wstęp powinien być dłuższy… Nowicki bez gadulstwa charakteryzuje styl Plewińskiego, opisuje sposób pracy. Prawdę mówiąc, trudno coś dodać. Zdań niewiele, ale wszystkie w punkt.


Tym bardziej że rozmowa z Wojciechem Plewińskim przeprowadzona przez Joannę Targoń (też nienadmiernie rozlewna) uzupełnia wstęp licznymi uwagami i wspomnieniami. Fotograf nie szczędzi anegdot. Myślę, że niektóre praktyczne spostrzeżenia mogą się przydać także współczesnym adeptom sztuki fotografii.


Rzecz charakterystyczna, tę „pisaną” część albumu ilustrują precyzyjnie dobrane zdjęcia: fotografie reżyserów przy pracy – Andrzeja Wajdy, Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego, Jerzego Grzegorzewskiego, Józefa Szajny. Tylko wtedy pojawiają się kulisy. Tylko w tej części patrzymy jeszcze na teatr niejako „od kuchni”. Patrzymy na tych, którzy uruchamiali światy utrwalane na kliszy przez Plewińskiego. Patrzymy na tych, którzy są pośrednimi bohaterami tego blisko 350-stronicowego wydawnictwa. Później już wchodzimy na scenę, skupiamy się na samym dziele.

 

3.


Autorem wyboru zdjęć jest Wojciech Nowicki – znawca fotografii, kurator wystaw, autor esejów tej sztuce poświęconych. Jest jedną z osób biorących udział w ogromnym projekcie digitalizacji archiwum Wojciecha Plewińskiego, rozpoczętym przez Fundację Sztuk Wizualnych w 2016 roku i udostępnianym na stronie www.wojciechplewinski.com (można tam obejrzeć blisko trzydzieści rewelacyjnych, nieznanych reportaży fotograficznych, które w nowym świetle ustawiają dorobek fotografa).


Ale wracając do osoby autora wstępu. Zetknąłem się z nim za sprawą książki Stół, jaki jest. Wokół kuchni w Polsce (wydanej przez inne krakowskie muzeum, Muzeum Etnograficzne) – opowieści o jedzeniu, pamięci, emocji. Ten esej wobec wszechwładzy klasycznej Kuchni polskiej wytycza ścieżkę własną i ciekawą, przywracającą zapoznane smaki.


Podobny sens widzę w wyborze zdjęć do albumu. Decyzje Wojciecha Nowickiego idą na przekór oku teatralnemu, przyzwyczajonemu do stanowiących klasykę przedstawień w klasycznych już ujęciach Wojciecha Plewińskiego. (Według tego modelu skomponowany był autorski album Szkice z kultury, wydany w 2010 roku, który, prócz prezentacji dorobku, stanowił swoistą kronikę polskiej kultury XX wieku. Podczas przeglądania tamtego wydawnictwa po głowie wciąż błąkała się myśl, że to zdumiewające, jakie Plewiński miał szczęście i wyczucie do uczestniczenia w kluczowych wydarzeniach, do obserwowania najważniejszych osób).


Autor wyboru Plewiński. Na scenie miał do dyspozycji – bagatela – osiemset dwadzieścia przedstawień. Po pierwsze zatem, przypomniano zdjęcia z przedstawień krakowskich. Po drugie, zdjęcia pochodzą z pięćdziesięciu spektakli (łącznie około dwustu fotografii). Po trzecie, nie miała znaczenia historycznoteatralna waga fotografowanego przedstawienia. Po czwarte wreszcie, decydowało „to coś” zawarte w obrazie.
Wydawca w nocie napisał, że album „ma charakter zarazem fotograficzny i dokumentalny, specjalistycznie teatrologiczny. Jego celem jest jak najlepsze ukazanie rozległości dokumentacji stworzonej przez Artystę”. Oj, nie wiem, czy to zachęcające sformułowania – dokumentacja, specjalizacja, teatrologia – żadna z tych dziedzin nie przyspiesza bicia serca.


Szczególnie, że wybór zdjęć jest zrobiony w kontrze wobec ustaleń teatrologicznych. Arcydzieła teatralne nie mają eksponowanej pozycji z powodu swej teatralnej legendy. Weźmy za przykład przedstawienia w reżyserii Jarockiego. Ślub Gombrowicza – słownie: jedno zdjęcie. Gdy tymczasem nieudane Słuchaj, Izraelu! – to cztery fotografie.

 

4.


Inna jest tu logika doboru.


Błysk, ruch, twarz, ciało, faktura, światło, kompozycja, sytuacja, przestrzeń. Oto istotne kategorie. Sporo ich – niekiedy spotykają się na jednej fotografii. Niekiedy zdjęcie pasuje tylko do jednej z powyższych.


Co widzimy – podpowiada tytuł przedstawienia. Co dokładnie… To już ma mniejsze znaczenie. Czytelnik znający dramat czy książkę może szukać w pamięci odpowiednich scen. Komu nic się w głowie nie kołacze (albo mało) – jednak nie straci. Najważniejsza jest uroda, a może lepiej powiedzieć: kształt zdjęć.


Jest jeszcze jedna istotna cecha tego wyboru. Dobrze ponad połowa fotografii pochodzi z lat sześćdziesiątych. Z pomocą tej pierwszej części albumu wsiadamy omalże w sputnik (trzymając się nomenklatury z epoki) i lecimy na odległą teatralną planetę. Jakże gęste obrazy, jakże rozbuchane. Jakże odmienne materiały – czuje się ich chropowatość, sploty włókien, kładzenie farby, powierzchnię desek.


Wyczuwalna jest, niemal za każdym razem, zamaszystość gestu scenografa. W tej zamaszystości jest jakaś specyfika ówczesnej scenografii. Takiego słowa raczej bym nie użył, opisując współczesne dekoracje.


Wyczuwalne są powinowactwa z ówczesnym malarstwem, grafiką, wzornictwem przemysłowym. Nawet z Cepelią – to ze względu na wykorzystywane materiały. (Ciekawe, czy za pięćdziesiąt lat sposób patrzenia na dzisiejsze fotografie nie ujawni tajemnych związków z estetyką IKEA). Album ukazuje pewną typowość, pewne cechy wspólne teatru sprzed pięćdziesięciu lat – nie do końca widoczne, gdy w oczach ma się arcydzieła tamtego teatru, często mocno odbiegające od dominującej estetyki. I właśnie tu jeszcze kryje się dodatkowy sens wyboru zdjęć dokonanego w poprzek hierarchiom.


Teatr lat sześćdziesiątych oglądamy zatem na nowo – ale to nie tylko kwestia doboru. Przede wszystkim wiele zawdzięczamy nowoczesnemu opracowaniu cyfrowemu fotografii przez samego Plewińskiego. Widać więcej szczegółów, widać teraz wszelkie półtony. W efekcie bohaterami tego wydawnictwa są w największym stopniu scenografowie: Józef Szajna, Tadeusz Kantor, Wojciech Krakowski, Krystyna Zachwatowicz. W późniejszych latach Lidia Mintycz, Jerzy Skarżyński, Jerzy Juk Kowarski, Barbara Hanicka, Andrzej Witkowski. Widać wyraźnie, jak oszczędny, ascetyczny staje się z czasem obraz polskiego teatru. Prace Wojciecha Plewińskiego prowokują do przemyślenia i przepatrzenia tych wątków. A album stanowi swoisty hołd dla polskiej scenografii teatralnej i jej twórców.

 

5.


Tytułowe Na scenie z jednej strony wskazuje temat albumu, specyfikę tych fotografii. Z drugiej strony jednak zwraca uwagę na coś ważniejszego – na styl pracy Wojciecha Plewińskiego. Jako chyba pierwszy polski fotograf tak swobodnie i zuchwale poczynał sobie na teatralnych deskach. Bo kto by wpadł na pomysł, by przedstawienie fotografować z góry, z kulisy czy od horyzontu w stronę widowni? Spektakl przecież ogląda się (widzi widz, widzi reżyser) z foteli. I tak się go zapamiętuje. I niektórzy reżyserzy nawet domagali się robienia zdjęć z rzędu, z którego prowadzili próby.


Wojciechowi Plewińskiemu udało się jeszcze coś. Utrwalając przedstawienie z różnych, nieoczekiwanych perspektyw, dokonał tego z taką maestrią i talentem, że widzowie patrzący na spektakl z któregoś tam rzędu foteli paradoksalnie zapamiętają go oczami fotografa. Co więcej, myślę, że niejeden widz dowodziłby, że tak właśnie to przedstawienie oglądał.
 

tytuł / Plewiński. Na scenie
fotografie / Wojciech Plewiński
koncepcja, wybór i układ zdjęć / Wojciech Nowicki
projekt graficzny / Witold Siemaszkiewicz
redakcja / Joanna Targoń
wydawcy / Muzeum Fotografii w Krakowie, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie
miejsce i rok / Kraków – Warszawa 2018
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij