Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
7-8/2012
Jam teatralny
autor: Katarzyna Gawkowska
Jam teatralny
foto: Zuzanna Waś

Ich specjalnością stałą się improwizacja, a znakiem rozpoznawczym poczucie humoru.

KATARZYNA GAWKOWSKA Co obecnie gra Klancyk?

MICHAŁ SUFIN Najbardziej otwarty i najbardziej improwizowany spektakl w Polsce (śmiech). Nie ma bardziej otwartego formatu, Longplay jest też najbardziej teatralny z formatów, jakie mamy. Zaczyna się od jednego słowa – pierwszego usłyszanego słowa, jakiekolwiek by ono było. Dalej prowadzimy do niego dwuminutowy monolog (nie scenę, zwykły monolog), następnie gramy czterdzieści minut scen, podczas których staramy się dopasować do słowa początkowego. Czyli: jak mamy słowo „łyżka”, to wychodzi Bartek i mówi, co mu się kojarzy z łyżką – czasami to czerpanie życia pełnymi garściami, a czasami kojarzy mu się z zupą… Na bazie tej dwuminutowej serii skojarzeń budujemy swoje pomysły i one w jakiś sposób do siebie nawiązują, ale nie są jedne z drugimi powiązane fabularnie. Po czterdziestu minutach robimy przerwę – i gramy drugi raz. Mamy dwie inspiracje przez cały wieczór.

GAWKOWSKA Robicie „stop”, jeśli coś nie idzie przez czterdzieści minut?

SUFIN Robimy do końca. Zdarzały się gorsze spektakle, ale nie takie, żeby je przerwać. Tym bardziej że często pierwszy jest kiepski, a drugi bardzo dobry i publiczność widzi, że naprawdę improwizujemy. W krótkich formach, kabaretowych, ryzyko porażki jest mniejsze.
Longplay jest na tyle otwarty, że pierwsze dwie minuty kojarzenia lub pierwsze słowo można zastąpić czymś innym. Może to być rysunek, który zrobi kolega i nie powie o tym wcześniej. Chcemy też wciągać do spektaklu innych artystów, którzy będą naszą inspiracją, więc może być też tak, że Dorota Masłowska napisze trzy akapity tekstu i przeczytamy go albo ona przeczyta. Albo muzyk zagra na początku i on stanie się inspiracją dla spektaklu. Albo gdyby ktoś skomponował muzykę do czterdziestominutowego spektaklu i nam o tym nie powiedział…, to byłoby dla nas zaskoczenie i musielibyśmy improwizować. Z muzykiem nie trenujemy na co dzień, więc nie byłoby łatwo.

GAWKOWSKA Skąd wziął się pomysł na Klancyka?

SUFIN Klancyk jest kontynuacją grupy warsztatowej, która powstała na Wydziale Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej około 2003 roku.
Impro generalnie ma dwie genezy. Pierwsza jest angielska. Bardzo współczesna, nie żadna pieśń na Dionizjach Większych, tylko taka improwizacja, jaką robimy my. Ten korzeń impro narodził się w Anglii, w Royal Court Theather. Właściwie każde pokolenie dramaturgów na Wyspach musi przejść przez Royal Court Theatre. Jednym z pierwszych, którzy założyli ten teatr dramatopisarzy, był Keith Johnstone, który wymyślił, że skoro tak, niech również odbywają się spotkania dotyczące dramatopisania. Ale nie chciano gadać – odgrywano własne pomysły na bieżąco. Tak powstała improwizacja w wydaniu angielskim: dramatopisarze spotykali się i próbowali swoje sceny… Geneza tkwi zatem w osobach piszących dla teatru, a nie w grających. W osobach, które mają pomysły na to, co się ma dziać, a nie – jak się ma to odgrywać.
Do Ameryki w tym samym czasie do głosu doszli potomkowie Żydów, którzy uciekli z Rosji przed II wojną światową i przenieśli improwizację Stanisławskiego. Była wśród nich Viola Spolin, która przerobiła tę metodę na ćwiczenia pedagogiczne dla aktorów (zakładali oni mnóstwo szkół aktorskich). Okazało się, że ćwiczenia te same w sobie mogą być ciekawymi scenami i tak powstał teatr amerykański impro.
Potem te dwa nurty się przemieszały, ale jeden z nich jest pisarski.
Na wiedzy o teatrze były zajęcia z dramatopisania i pisania recenzji teatralnych – grupa studentów poczęła naśladować angielskich dramatopisarzy i powstały zajęcia improwizowane. Zbliżał się w zasadzie czwarty rok… Dziś ostały się cztery osoby z pierwotnego składu: Krzyś (Dziubak), Magda (Staroszczyk), Bartek (Młynarski) i Michał Sufin.

GAWKOWSKA Nie mieliście nigdy żadnego mentora?

SUFIN Nie mieliśmy. Mieliśmy kilka warsztatów przy okazji czegoś innego i doświadczenia z prac praktycznych na Akademii, i książki, zamówione przez Internet. Ale improwizacja tworzy też środowisko. Na świecie jest mnóstwo grup, związków impro, miejsc, kanałów informacji, staramy się to wszystko poznać – wykonawców z Holandii, z Niemiec, z Anglii, ze Stanów, Kanady. Oczywiście, niektórzy są instruktorami i biorą pieniądze za warsztaty, ale na poziomie dostarczania informacji, wspierania i rozmowy są bardzo pomocni. Rozmowa jest przecież naturalnie wpisana w improwizację…
Kilka miesięcy po tym, gdy wyszliśmy na scenę, rozpadliśmy się. Podobał nam się trening, ale nie chcieliśmy występować, bo to okazało się rutyną. Wtedy zrobiliśmy Klancyka: po pół roku znów się zebraliśmy, ja zacząłem mieć warsztaty, pojawił się Maciek, który okazał się duchem improwizacji krótkiej w Polsce.

GAWKOWSKA To był rok 2005?

SUFIN Tak, ale zaczęliśmy od prób i warsztatów. Tak naprawdę Klancyk wyłonił się na przełomie 2006 i 2007 roku, kiedy pojechaliśmy na festiwal PAKA – po to, żeby coś skonkretyzować. Doszliśmy do finału i starliśmy się z jurorami, którzy twierdzili, że kabaret musi mieć formę, konferansjera, piosenkę i tekst, że nie wolno pytać o inspirację, że to jest świetne, ale pokazujemy ćwiczenia. Że tego nie można puścić w telewizji na żywo… Ale po powrocie z Krakowa zaczęliśmy grać znowu. Zrobiliśmy wtedy spektakl Kto widział małpę trzymającą scenariusz. Polega on na tym, że wrzucamy około pięciuset ćwiczeń do słoja i losujemy. Czasami gramy sceny, których jeszcze nie widzieliśmy ani nigdy nie graliśmy. Losuje publiczność, nic nie jest zaplanowane.

GAWKOWSKA Nadal to gracie?

SUFIN Małpy nie. W pewnym momencie okazało się, że to bardzo dobry trening, tylko że cały czas krótka forma, którą można oczywiście rozwijać, ale ona krępuje. To nie jam teatralny, a jeżeli już, to bardzo, bardzo skonstruowany. Za mało w nim wolności. Zaczęliśmy pracować nad długą formą. Improwizacja zresztą dzieli się na short form, gdzie można mówić tylko przy użyciu litery „y”, tylko będąc skulonym, tylko rękami. Ograniczenia są trochę cyrkowe… Jest też długa forma – otwarta lub zakorzeniona w jakieś konwencji opowiadania albo właśnie w jakiejś innej konstrukcji. Można też tworzyć na bazie bohaterów – improwizując pół godziny, czterdzieści minut. I to jest bardziej teatralna forma, oczywiście, zależy jak zostanie wykonana, ale z założenia jest.

GAWKOWSKA Daje możliwość stworzenia spektaklu?

SUFIN Tak. Pierwszym naszym dłuższym spektaklem były Zaburzone osobowości – mieszaliśmy różne gatunki, które improwizowaliśmy na bazie wybranej konwencji i zagrożonej wartości, np. życie rodzinne czy musical o szczęściu. Longplay ma z kolei konwencję otwartą, konwencję impro. Nie polega na odtwarzaniu gatunków filmowych i teatralnych, jakiegoś innego medium wyłącznie poprzez skojarzenie.
Oto krótka historia Klancyka.

GAWKOWSKA A krótka historia miejsc, w których grał Klancyk?

SUFIN Graliśmy prawie we wszystkich większych teatralnie wyposażonych knajpach w Warszawie.

GAWKOWSKA Czy taka forma kawiarniana nie jest jednak w jakimś sensie kabaretowa?

SUFIN To zależy, co ma się na myśli, mówiąc „kabaret”. Jeżeli myślimy np. o Kabarecie Dudek, to takich miejsc nie ma dzisiaj w Warszawie, poza Harendą, która jest sztucznie utrzymywanym przyczółkiem radia. Kabaret jest przypisany przestrzeni piwnicznej, w kawiarniach umiera. A różnego rodzaju stand-up, open mike, dżem impro są śmieszne z założenia, więc tam funkcjonują. Może przyczyną tego jest wrażliwość kabaretowa, zadziorność, prowokowanie, wciąganie publiczności… Z drugiej strony, nasze spektakle też są czasami gadane i ja nie mam nic przeciwko skeczom. Niestety, żyjemy w świecie, w którym kabaret jest przaśny, nie jest świadomy swojej formy, nie jest dziedziną sztuki, a był. Kabaret jest przecież przestrzenią totalnego eksperymentu, przestrzenią otwartą, laboratorium. Ale Klancyk to jest teatr improwizowany.

GAWKOWSKA W czym tkwi różnica?

SUFIN Kabaret działa, żeby było śmiesznie albo żeby eksperymentować. My pytamy nie o to, czy było śmiesznie, tylko czy była między nami energia, czy był między nami kontakt. Czy historia była ciekawa, czy udało nam się coś skojarzyć, czy spektakl był dobry? To jest trudne, by improwizacja była teatralna i myślę, że teraz jesteśmy bliżej teatru – kiedyś rzeczywiście bliżej kabaretu. Ale chyba chciałbym już myśleć poza tymi dwiema kategoriami, raczej kategorią dobrej improwizacji. Pytać: czy to było ciekawe jako improwizacja? I oddzielać się od stand-up, od opowiadania historii na scenie, nawet od teatru. Znaleźć własną formę.

GAWKOWSKA Nie baliście się wejścia na scenę, uteatralnienia?

SUFIN Improwizacja jest bardzo zależna od kontekstu. Nie gramy w miejscach, gdzie jest bar, gdzie nie ma skupienia teatralnego – a kabaret przecież tak. Gramy w przestrzeniach kawiarnianych, ale chcemy mieć scenę, chcemy mieć oświetlenie. Szukamy miejsc, gdzie jest kawiarnia i teatr. Nie uciekamy od teatru – występowaliśmy w Teatrze Ochoty, prowadzimy rozmowy z Syreną (powstał pomysł, żeby grać maraton nocny po wieczornym spektaklu, w jego scenografiach, improwizować coś o przedstawieniu), ale nie przeszkadza nam, że ktoś może usiąść z piwkiem. Raczej staramy się to połączyć. Zależy nam na atmosferze spotkania. Teatr nie widzi swojej publiczności, poza nielicznymi przypadkami. My przez pięć lat pośród publiczności znaleźliśmy bardzo dużo znajomych, kolegów. Ludzi, których nie znaliśmy wcześniej. Mamy takie relacje, to jest w sumie teatralne, bo teatr jest spotkaniem z założenia.

GAWKOWSKA Przy takiej otwartości jest możliwość, że ktoś wam przerwie spektakl?

SUFIN Tak, ale nie robi tego.

GAWKOWSKA Jesteście na to gotowi?

SUFIN Nie wydaje mi się, żeby wejście kogoś na scenę mogło nam zerwać spektakl. Taka osoba automatycznie stanie się jego częścią. To byłby nawet prezent – widzowie zobaczą, jak zareagujesz. Gorzej w przypadku stand-up, ponieważ komik ma przygotowany tekst itd., więc jeśli coś mu nie wyjdzie, wpada w czarną rozpacz. Ale ludzie się boją, bo kiedy widzą, że my sami robimy coś po raz pierwszy, że improwizujemy, dają nam ogromny kredyt zaufania. Nawet gdy nie wyjdzie, dostajemy brawa. Na spektaklach Klancyka mniej więcej połowa osób jest pierwszy raz, a połowa to stali bywalcy. Mogę powiedzieć, że energia, jaka się wyzwala, sprawia że i jedni, i drudzy to nasza publiczność.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij