Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
7-8/2019
Widok z Koziej: Gdzieś daleko, w Gliwicach
autor: Jacek Kopciński
Widok z Koziej: Gdzieś daleko, w Gliwicach
foto: Zuzanna Waś

Grand Prix dwudziestej piątej edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej zdobył Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach autorstwa i w reżyserii Michała Siegoczyńskiego. Byłem jurorem w tej jubileuszowej edycji konkursu i z radością zagłosowałem na spektakl z Gliwic. Najmrodzki to świetnie napisana, zainscenizowana i zagrana historia łotrzykowska z czasów późnego PRL-u, z kapitalną ścieżką dźwiękową, ożywczym pomysłem na film w teatrze, i wyjątkowym klimatem, który sprawia, że po prawie czterech godzinach spektaklu widzowie nie chcą opuścić widowni. Wiem, wiem, do teatru nie wchodzi się bezkarnie, bo teatr to pułapka, a im bardziej się te ludzkie myszy – tych widzów – sprowokuje i obnaży, tym większa zasługa artystów. I pewnie paru z nich bardziej w tym roku liczyło na nagrodę niż Siegoczyński, który w swoim popkulturowym, jak powiada, teatrze umiejętnie i z sensem miesza artystyczne konwencje, ale niechętnie miesza ludziom w głowach.


Miałem przyjemność wręczyć temu artyście także inną nagrodę, za najlepszą reżyserię spektaklu, a wcześniej moi koledzy jurorzy uhonorowali aktorów z Gliwic: Mariusza Ostrowskiego, który zagrał legendarnego złodzieja, Przemysława Chojętę, jego kompana, oraz Izabelę Baran, Karolinę Burek, Aleksandrę Maj i Dominikę Majewską, czyli cztery kobiety, które przez całe życie kochały Zdziśka… Gdyby w komplecie dotarły na galę, z pewnością zamieniłyby ją w teatralny show, dając próbkę możliwości gliwickiego Zespołu, który po trzech latach pracy z nowymi dyrektorami: Grzegorzem Krawczykiem i Łukaszem Czujem, zmienił się nie do poznania. Szkoda, że ten drugi właśnie z Gliwic wyjeżdża – może zatrzyma go sukces Najmrodzkiego?


Tak, tak, żałuję, że uroczystości w Instytucie nie przejęli nagrodzeni artyści, a trzeba dodać, że drugi fetowany tego dnia zespół to aktorzy z Rzeszowa, z gościnnie występującą Oksaną Czerkaszyną z Ukrainy, którzy pod wodzą Katarzyny Szyngiery zagrali bardzo ciekawy spektakl Lwów nie oddamy. Z pewnością lepiej uświetniliby oni jubileusz niż jego dawni jurorzy, snujący przed kamerami swoje wspomnienia. Gdyby ktoś na ich podstawie chciał się domyślić, na czym polega fenomen stworzonego przez Kazimierza Dejmka konkursu, doszedłby do wniosku, że chodzi w nim o zbiorowe zapuszczanie się w najbardziej niedostępne zakątki kraju, gdzie, o dziwo, istnieją nie tylko teatry, ale także restauracje, a w ustronnych pensjonatach krytycy do rana mogą się spierać o werdykt.


Zastanawiam się, jak ja po latach wspominałbym moją wizytę w Gliwicach, gdybym podjął tę jurorską poetykę. Że jadąc pociągiem, musiałem się przesiąść w Opolu, a potem wziąć taksówkę, bo autobus do hotelu nie dojeżdża? Że żurek w restauracji był dość drogi, za to nieświeży? Spośród dawnych jurorów chyba tylko Joanna Szczepkowska zdobyła się na innego rodzaju refleksję, taką mianowicie, że wśród oglądanych przez nią spektakli „wystawienie” bywało interesujące, choć „sztuka” nie zawsze się jej podobała. Trochę mało jak na podsumowanie konkursu o takiej renomie, którego szczytnym celem i niewątpliwą zasługą jest promocja polskiej dramaturgii współczesnej.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij