Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
10/2014
Teatr ma być niespokojny
autor: Wiktorija Szwydko
Teatr ma być niespokojny
foto: archiwum prywatne

„Gdyby nie wojna, moglibyśmy na fali rewolucji i Majdanu wiele zdziałać” – mówi ukraiński dramaturg Pawło Arje w rozmowie z Wiktoriją Szwydko.

 

WIKTORIJA SZWYDKO W ciągu ostatnich kilku lat pojawiło się na Ukrainie nowe pokolenie dramaturgów – jesteś jego reprezentantem. Może teraz trzeba wychować także nowych reżyserów?

 

PAWŁO ARJE Może i tak. Ala najbardziej potrzebna jest baza. Na Ukrainie nie ma żadnego teatralnego miejsca, które z zasady zajmowałoby się współczesną dramaturgią. Są jakieś pojedyncze próby, na przykład takie festiwale jak „Drabyna”, która obecnie przekształciła się w Festiwal Współczesnej Dramaturgii Drama.UA we Lwowie. Jest jeszcze „Tydzień sztuki aktualnej” w Kijowie. Te festiwale rozbudziły zainteresowanie dramaturgią. Są też pojedyncze inscenizacje współczesnych dramatów, ale to powinna być linia produkcyjna, bo w tej chwili pojawiają się zarzuty, że nie ma dobrych współczesnych sztuk. Tak, dobrych jest niewiele. Dramaturg ma się uczyć, także w teatrze, popełniać błędy, ćwiczyć pisanie. Niedawno Lwowski Akademicki Teatr im. Łesia Kurbasa zrealizował projekt, w którym czworo dramaturgów przez trzy tygodnie pracowało z tamtejszymi aktorami nad swoimi tekstami. Cudowny projekt! Nabyłem fantastycznego doświadczenia pełnowymiarowej współpracy z teatrem. Na Ukrainie potrzebna jest właśnie taka baza, teatr czy teatry dla współczesnej dramaturgii, którą obecnie podtrzymuje czysty entuzjazm.

 

SZWYDKO Jakie jest wyjście z tej sytuacji?

 

ARJE W ideale – reforma teatru. Widzę, że próby są podejmowane. Ale jak to u nas zwykle bywa – każdy chce być hetmanem, pracować na swój rachunek. Potrzebna jest skuteczna reforma. Na przykład teatr niemiecki jest bardzo mocno wspierany przez państwo. Są środki przeznaczone na rozwój teatru, na jego wolność artystyczną. Ale wraz z tym jest motywacja – pięć lat przepracowałeś w teatrze, proszę bardzo, masz się poddać kolejnej atestacji, wtedy zobaczymy, czy ci przedłużyć kontrakt, czy nie. W takich warunkach aktorzy pracują, a reżyserzy szukają najnowszych rozwiązań dla swych inscenizacji. I to jest dobre!

 

SZWYDKO Potrzebna jest więc polityczna wola reform. A jeśli chodzi o same teatry? Wszyscy znamy poziom artystyczny sztuki teatralnej na Ukrainie…

 

ARJE To jest cały kompleks problemów do rozwiązania. W tej chwili mam osiem, dziesięć dobrych tekstów dramatycznych do zrealizowania. Ale współczesna dramaturgia proponuje nowe rozwiązania realizatorskie, potrzebuje ich, a to oznacza, że trzeba popracować i podjąć w teatrze pewne ryzyko. Zawsze przecież istnieje niebezpieczeństwo otrzymania negatywnych recenzji. Poza tym jest żywy aktor. Z nim też trzeba pracować w inny sposób – czyli pojawia się kolejny element procesu. Dalej – reżyser ma problemy z autorem. No i rodzi się pytanie, po co sobie komplikować życie?… Moim zdaniem społeczeństwo powinno powiedzieć teatrom: dostajecie pieniądze, to przeznaczajcie dwadzieścia procent swojego budżetu na inscenizacje współczesnej dramaturgii. Dlaczego? Dlatego, że daje to impuls do rozwoju kultury. A rozwinięta kultura gwarantuje przyszłość narodu. To nie jest nowy pomysł. Tak to działa na świecie. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby we Lwowie pięć teatrów raz na rok wystawiało jedną współczesną sztukę ukraińską. Zmieniłoby to kompletnie kulturalny pejzaż miasta.

 

SZWYDKO Z drugiej strony widzimy przecież w repertuarze nazwiska współczesnych dramaturgów. Ale bardzo często ta dramaturgia nie odpowiada pojęciu „nowa sztuka współczesna”.

 

ARJE Owszem, ale jeśli pojawi się w teatrze ukraińskim dramaturgiczny ferment, to wtedy do gry wejdzie krytyk. A krytyk nie jest przecież głupi – studiował na uniwersytecie, jest współczesnym człowiekiem. I właśnie on ma rozróżniać, co jest co.

 

SZWYDKO Wracając do dobrej współczesnej dramaturgii, ona przecież mówi o tym samym, o czym każdy klasyk, tylko innym, nowym, własnym językiem.

 

ARJE Teatr ukraiński boi się przekraczać granice swojej wygody. Z dwóch powodów. Po pierwsze z przyzwyczajenia – po co coś zmieniać, skoro i tak jest nieźle. Drugi powód jest pragmatyczny – niedofinansowanie. W ciągu ostatnich dwudziestu lat było tylko gorzej i teatr zacisnął pasa, maksymalnie się ograniczył i stara się jedynie utrzymać na poziomie, „aby nie było gorzej”. Pracownicy naszych państwowych teatrów są całkowicie zdemotywowani i dlatego nic się nie zmienia.

 

SZWYDKO Przejdźmy do Twoich ostatnich tekstów, zwłaszcza do Baby Prisi (sztuka o ludziach mieszkających w strefie czarnobylskiej – przyp. tłum). Co w tej sztuce było dla Ciebie najważniejsze, co najbardziej chciałeś w niej zaakcentować?

 

ARJE Najpierw chciałem napisać sztukę o likwidatorach, a nie o mieszkańcach strefy wysiedlenia. Ale kiedy byłem w Czarnobylu, rozmawiałem z różnymi babciami, które miały tylko cztery klasy szkoły podstawowej. I zrozumiałem, jakie one są mądre. Usłyszałem z ich ust to, co jest opisywane w wielkich traktatach filozoficznych o wszechświecie. Myślę, że zadaniem dramaturga jest pokazanie tego, czego jeszcze nie wiemy. A my prawie niczego nie wiemy o świecie ludzi ze strefy wysiedlenia.

 

SZWYDKO Czy to znaczy, że baba Prisia ma swój prototyp?

 

ARJE Ma wiele prototypów. Bo swój wpływ na mnie miała Łesia Ukrainka i jej Rusałki. Prisia jest właśnie taką Rusałką. Wcześniej tak o niej nie myślałem. Ale teraz rozumiem, że ona naprawdę jest Rusałką – duszą Ukrainy, jej kolorytem. Widzimy wokół siebie ludzi. I nagle jakaś babcia, która wydaje się ohydna, jawi się nam w zupełnie inny sposób, bo poznajemy jej kolosalne doświadczenie. Tak naprawdę ona jest piękna, choć sama tego nie podejrzewa.

 

SZWYDKO Czy na Ukrainie jest choć jeden reżyser, któremu powierzyłbyś swoją sztukę?

 

ARJE Tak, i myślę, że nawet nieźle by wyszła. Nie wymienię nazwisk. (śmiech) Na każdą sztukę przypada jakieś inne nazwisko, ale jest. Może nawet nie jeden…

 

SZWYDKO A jeśli chodzi o widza? Czy też może postawić pytanie, wyrazić niezadowolenie?

 

ARJE Gdzie? We Lwowie? Przecież tu urządzają owacje na stojąco wszystkiemu i wszystkim. Takiego widza w tej chwili nie ma. Powinniśmy mieć mocną krytykę teatralną, ona też musi przejść reformę. Na Ukrainie są krytycy, którzy mówią prawdę i się tego nie boją, na przykład Ołeh Werhelis, Anna Łypkiwska, Marysia Nikitiuk. Bo przecież istnieje także selekcja krytyków, prawda? Niektórzy patrzą powierzchownie, a inni chcą dojrzeć i zrozumieć wszystko od środka. Obserwuję tę tendencję w teatrze ukraińskim. Bardzo miło jest widzieć zwłaszcza młodych teatrologów na wszystkich czytaniach sztuk w ramach projektu Teatru im. Łesia Kurbasa. Mają oni ostre i głębokie przemyślenia. Odnosi się wrażenie, że także pragną spojrzeć w głąb. To sprawia dużą radość. Nawet mnie ten projekt bardzo odmienił. Spotkałem wiele osób o jakieś dziesięć lat młodszych ode mnie. To są zupełnie inni ludzie! I mam nadzieję, że jestem z nimi! Widzę nowych artystów, nowych krytyków. Są niespokojni, nieobojętni – to jest coś niesamowitego. Ma się ochotę nazwać ich „pokoleniem indygo” (nawiązanie do książki Lee Carroll i Jana Tobera The Indigo Children: The New Kids Have Arrived z 1999 roku – przyp. red.). Bo oni rzeczywiście są nowi – mają inne poglądy, motywacje, są czyści, profesjonalni. Jeśli ci ludzie nie zostaną złamani, to staniemy się narodem.

 

SZWYDKO Przypuśćmy, że to pokolenie nie zostanie złamane i zachowa swoją postawę. Jak wtedy będzie wyglądać idealny świat idealnego ukraińskiego teatru?

 

ARJE A czy teatr musi być idealny? Teatr, który chcę oglądać, jest instrumentem niepokoju, to teatr społeczny. To ma być dialog społeczeństwa poprzez teatr. Miejsce, gdzie każdy może zobaczyć siebie, i może się zmienić. Wybacz mi te patetyczne słowa. (śmiech) W mojej wyobraźni teatr właśnie nie ma być idealny. Ma dążyć do ideału, ale nigdy go nie osiągnąć.

 

SZWYDKO Jak myślisz, kiedy chociaż jeden teatr będzie wystawiał te dwadzieścia procent współczesnej dramaturgii?

 

ARJE Ciężko robić takie prognozy, zwłaszcza teraz, kiedy mamy wojnę. Wydaje mi się, że gdyby nie wojna, moglibyśmy na fali rewolucji i Majdanu wiele zdziałać. W czasie Majdanu marzyłem właśnie o tym porewolucyjnym czasie – kiedy będziemy ciężko pracować i tworzyć wokół siebie przepiękne rzeczy. I jakieś fatum nie daje nam tego zrobić. Ale nie możemy czekać. Musimy to robić już, w tych warunkach, które mamy tu i teraz.

 

tłum. Anna Korzeniowska-Bihun
 

Pawło Arje (1977)


ukraiński dramatopisarz, artysta konceptualista, działacz teatralny, jeden z kuratorów pierwszego ukraińskiego Festiwalu Współczesnej Dramaturgii Drama.UA. Mieszka i pracuje we Lwowie i w Berlinie.
 

 

WIKTORIJA SZWYDKO – teatrolog, kuratorka Festiwalu Dramaturgii Współczesnej Drama.UA, zarządza projektami teatralnymi. Od półtora roku kieruje wraz z klaster.in.ua rewitalizacją i renowacją Domu Kultury na peryferiach Lwowa, tworząc centrum kulturalno-społeczne poświęcone przede wszystkim projektom teatralnym.
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij