Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
1/2015
Pamięć z kamienia
autor: Piotr Olkusz
Pamięć z kamienia
foto: Mikołaj Zacharow / Szkoła Filmowa w Łodzi

Spektakl Wiśniewskiego zrobiony ze studentami łódzkiej filmówki opiera się na technice obserwacji uczestniczącej - aktorzy wcielają się w role, by poznać obyczaje panujące w danej grupie społecznej.

 

To dobry spektakl i warto to napisać już na początku, nie bawiąc się w grę suspensem, niedopowiedzenia, fałszywe tropy. Bo taka jasna deklaracja jest odpowiedzią na prostotę tego przedstawienia: Grzegorz Wiśniewski prezentuje zagadkę organizującą fabułę sztuki Mariusa von Mayenburga. Nie wplata jej w nachalne, zewnętrzne konteksty, ocalając zamiast tego – dla niektórych może niemodną – dramaturgię spektaklu opierającą się na zaciekawieniu widza. „Budzisz się rano i wydaje ci się, że nie jesteś w swoim dawnym pokoju…” – wszyscy pewno uczestniczyliśmy kiedyś, może niekoniecznie jedynie jako dzieci, w takich grach wyobraźnią. Gdy role i scenerię określało się bardzo umownie, bo chodziło głównie o uruchomienie procesów wyobrażania, spamiętywania, rozpoznawania. Mówiło się prosto, ale przecież zagadki nie były oczywiste.


Napisany sześć lat temu dramat Mayenburga wpisuje się bardziej w przechodzącą wówczas przez Niemcy i Austrię drugą falę dramatów rozliczeniowych, mniej w estetykę większości wcześniejszych tekstów tego autora, pozostającego w powszechnej świadomości wciąż nowym brutalistą. Nowość Kamienia polega na przeniesieniu przedmiotu refleksji: nie chodzi tu o – coraz mniej emocjonalną i wyjętą ze sfery tabu – dyskusję o odkrywaniu zacieranych latami śladów współodpowiedzialności wielu niemieckich rodzin za Holokaust, ile o refleksję z dziedziny metodologii historii. Co jest świadectwem przeszłości? Jaką naturę – materialną czy niematerialną – powinno mieć to świadectwo? Co badamy? Co opisuje historia?


Chodzi więc Mayenburgowi o coś innego niż – na przykład – Thomasowi Bernhardowi. Mayenburg nie wyjmuje na światło dzienne sekretu jakiejś nowej rodziny Höllerów, świętującej potajemnie urodziny Himmlera. Pyta raczej o metodę opowiadania historii, takich jak ta z Bernhardowskiego Przed odejściem w stan spoczynku, i o status historycznego świadectwa. Kto (lub co) jest depozytariuszem pamięci? Powraca zatem Mayenburg do ważnej dyskusji historyków na temat krytyki źródeł, zajmując przy tym niejednoznaczną postawę. W jego Kamieniu jest bowiem – z jednej strony – potęga pamięci i zapominania. Z drugiej – przedmiot, materia, rekwizyt. Kto (co) mówi prawdę? A przede wszystkim, co jest kontekstem tej prawdy i czy ten kontekst naprawdę ulega przemianie?


Pamięć i niepamięć jest po stronie bohaterek dramatu: kobiet z trzech pokoleń, które spotykają się w jednej przestrzeni, ale w różnych konstelacjach osobowych i – przede wszystkim – w różnych czasach. Strażniczką historii jest Witha (Barbara Wypych), najstarsza z kobiet. Jej bronią jest kamień – zakopany w ogrodzie, a później odzyskany. Zbroi go, opowiadając jego historię: to, jak wybito nim szybę, bo próbowała wraz z mężem pomóc żydowskiej rodzinie. Jej opowieść od początku wydaje się wątpliwa, długo jednak mamy tylko jej słowa przeciwko milczeniu kamienia. Co naprawdę zdarzyło się w drezdeńskim domu, który najpierw należał do rodziny Schwarzmannów (w jej imieniu przemówi Mieze – Alicja Juszkiewicz), a później został odkupiony przez Heisingów: Wolfganga (Maciej Miszczak) i Withę? Jak tę historię ma odtworzyć ich córka Heidrun (Anita Tomczak)? Czego nie może w tej historii zrozumieć ich wnuczka Hanna (Kaja Walden) i czego nie przypuszcza nawet kolejna właścicielka domu – Stefanie (Paulina Nadel)? I czy kamień, mitologizowany z pokolenia na pokolenie, jest dowodem upadku rodziny Heisingów, czy też świadczy o ich heroizmie?


Prostota w opowiedzeniu tej zagadki związana jest z bardzo jasnym chwytem reżyserskim – przewidzianym pewno przez Mayenburga, a stosowanym przez Wiśniewskiego z dużą konsekwencją: narzędziem analizy rzeczywistości ma być żmudnie rekonstruowana chronologia wydarzeń połączona z poznawaniem ról określonych osób w określonych momentach. Jest to rekonstrukcja oparta na dziwacznym wariancie znanej z socjologii techniki obserwacji uczestniczącej: aktorzy wcielają się – bardzo mechanicznie – w kolejne role, by poznawać obyczaje danej grupy. Odkrywa się kobiety z Kamienia w różnych okresach: Witha raz jest młoda i twardo stąpa po ziemi, niewiele później jest zaś już schorowaną staruszką, z trudem odróżniającą ludzi i przedmioty, przeszłość od teraźniejszości. Heidrun raz z młodzieńczą pasją szuka kamienia w rodzinnym domu, kiedy indziej zaś, po latach, nie chce wracać do tej sytuacji… Kolejnym epizodom, granym w jednej, stałej, prościutkiej scenografii (stół na przodzie, fortepian w tle), towarzyszą jedynie zmienne projekcje wskazujące, jakby brechtowską modą, rok, w którym dzieje się scena. Wszystko jednak zbliża się do granicy telewizyjnego paradokumentu (w którym aktorzy obdarzają swoich bohaterów jedynie zarysem psychiki) lub zabawy w dom, w dziadków, w dzieci, w rodziców… Ponieważ wszyscy aktorzy są w jednym wieku (to spektakl dyplomowy), zaś kostiumy operują lekkim przerysowaniem, uzyskuje Wiśniewski specyficzny efekt: patrzymy jakby na teatr w teatrze, gdy aktorzy grają dla widzów, ale jednocześnie grają przed sobą. Bardziej pokazują historię, niż są jej częścią.


Początkowo to rozwiązanie drażni: dublowanie wskazówek (sztucznie drżący głos starej Withy dopełniony wyświetloną datą nie pozostawia widzowi miejsca na domysły) wydaje się rozwiązaniem jak z przymuzealnego teatru. Im dłużej trwa przedstawienie, tym bardziej oczywiste staje się, że taka redundancja środków ma służyć przede wszystkim klarownemu prezentowaniu samego dramatu, z ukrytą w nim zagadką i dyskusją o wiarygodności źródeł. Wraz z gromadzeniem coraz nowych informacji gęstnieje sieć powiązań i ta sama mechaniczna gra zaczyna być przezroczysta: aktorki nie zmieniają metody i nie rezygnują z wypróbowanych chwytów, a jednak opowieść zaczyna wciągać. Scena rozmowy Mieze i Withy, tuż przed sprzedaniem domu – gdy zniszczony ma zostać fortepian, za który Heisingowie płacić nie chcą, a którego Schwarzmannowie zabrać nie mogą – ma już rozmach psychologicznego fresku z wielką historią w tle. Po długim okresie wędrówek w czasie, po szkicowaniu bohaterów i przyjmowaniu nie swoich metryk, dociera się do skrywanego jądra tej opowieści. Niedosłowne na scenie, choć bardzo jasno sugerowane niszczenie fortepianu (gest równoznaczny z pozbawieniem instrumentu prawa głosu, swoistym przemienieniem go w kamień), prezentuje dynamikę relacji między żywymi a martwymi świadkami historii. Ta nieożywiona materia (dom, kamień, fortepian, swastyka odnaleziona w skrzyni z pamiątkami itd.) ma moc fotograficznego dokumentu prezentującego – mimo własnej fizyczności – świat już nieobecny. Coś jak słynne obrazy Didi-Hubermana: reprezentacje nieistnienia czy dokumenty niebytu. Ich odwrotnością są wciąż żywi ludzie, mówiący o historii, która się nie wydarzyła.


Przyjęta przez Wiśniewskiego strategia analizy dramatu wychodzi na spotkanie kontekstowi powstawania samego przedstawienia: spektaklu dyplomowego. Reżyser nie rezygnuje z prawa do tworzenia złożonej wypowiedzi scenicznej o zwartej formie, a jednocześnie daje aktorom przestrzeń do prezentowania rzemieślniczych umiejętności. I jest w tym pewna przewrotność. Początkowo myślałem bowiem, że to zmuszanie aktorów do grania starszych lub – w dwóch wypadkach – młodszych, niż są naprawdę, jest spod tej samej gwiazdy, co postarzanie aktorów w dyplomie wrocławskiej PWST sprzed dziesięciu lat – Uroczystości w reżyserii Krzysztofa Dracza. W tamtym spektaklu, zrealizowanym na podstawie scenariusza Thomasa Vinterberga i Mogensa Rukova, był aktor, który udawał garbatego, mówił drżącym głosem i groteskowo krzywił wargi, grając starca. Można się było zastanawiać, czy kiedykolwiek współczesny teatr zażąda od niego techniki tworzenia postaci charakterystycznej. W Kamieniu Wiśniewskiego, mimo że pierwsze sceny sugerują podobne podejście do pracy, okazuje się, że reżyser eksploruje i wykorzystuje raczej aktorski charyzmat umiejętności zrezygnowania z roli charakterystycznej niż rozsmakowania się w niej. Tu wartość aktorów potwierdzana jest poprzez umiejętność rezygnowania z jakiegoś typu postaci (stereotypowej staruszki, nastolatki, dojrzałej kobiety), a nie za sprawą konsekwentnego realizowania pozy scenicznej z rodowodem zakorzenionym w dziewiętnastym stuleciu.


Wpisuje się to doskonale w sam dramat Mayenburga, który jest właśnie opowieścią o podważeniu zaufania do historii materialnej i historii pamięciowej. Opowieścią o rozczarowaniu wypróbowanymi pozami i schematami (przy jednoczesnej tęsknocie za nimi). „Codziennie rano budzę się i wydaje mi się, że jestem w swoim dawnym pokoju – mówi w pierwszej scenie Hanna. – Otwieram oczy i doznaję szoku. […] Potrząsam głową, żeby się obudzić, żeby wszystko znalazło się na swoim miejscu i żebym znowu była w domu, ale mój dawny pokój nie wraca”. Kolejne sceny są w spektaklu właśnie takim potrząsaniem głową – desperacką próbą odnalezienia siebie w przeszłości: przedwojennej, powojennej, przed narodzinami dziecka, po jego narodzinach, przed zabraniem domu żydowskiej rodzinie, po jego zabraniu… Potrząsaniem głową i otwieraniem oczu z nadzieją, że wreszcie powróci ten dawny pokój. A on nigdy nie wraca, choć przecież trzymamy w dłoni ten kamień, co pamięta przeszłość i miał być przepustką do historii.
 

Teatr Studyjny Szkoły Filmowej w Łodzi
Kamień Mariusa von Mayenburga
tłumaczenie Jacek Kaduczak
reżyseria, scenografia, kostiumy, światło Grzegorz Wiśniewski
opracowanie muzyczne Rafał Kowalczyk
premiera 4 października 2014

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij