Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
10/2015
Były Lear, były papież
autor: Barbara Świąder
Były Lear, były papież
foto: Magda Hueckel

Tematem tego spektaklu jest sytuacja instytucji Kościoła w dzisiejszym świecie, zmieniająca się rola papieża, ale także starość, umieranie i poszukiwanie Boga, powiązane z poszukiwaniem siebie.

 

Mury Watykanu przyciągają Jana Klatę. Od najwcześniejszych realizacji, by wspomnieć Uśmiech grejpruta, Lochy Watykanu i Fanta$ego, eksploruje wątki papieskie, widząc w stolicy Piotrowej potencjał teatralności z jednej strony i połączenie władzy duchowej z ziemską – z drugiej. Religijność, grzech, sacrum i profanum spotykają się tu wszak w rozmaitych konfiguracjach. W związku z wystawieniem krakowskiego Króla Leara w papieskim kostiumie można się było spodziewać skandalu, świętokradczych gestów, prowokacji, antyklerykalnego zamachu na Watykan. Tymczasem powstał spektakl wyciszony, dojrzały, refleksyjny. Owszem, Klata krytykuje instytucję Kościoła i jej urzędników, ale czyni to nader subtelnie, rozkładając akcenty tak, by wydobyć z tekstu tematy starości, umierania, poszukiwania Boga, powiązanego z poszukiwaniem siebie. Stworzył dzięki temu swoiste współczesne misterium umierania, odchodzenia od świata ziemskiego i docierania do Prawdy.


Lear Klaty przeżywa kryzys tożsamości, spowodowany rozpoznaniem rzeczywistości wokół i zmianami związanymi ze starością. „Czy znasz mnie?”, „A kim ty jesteś?”, „Czy mnie poznajesz?” – te pytania z dramatu Szekspira są w tej inscenizacji bardzo dobrze słyszalne. Stary, niedołężny Lear jest już poza otaczającym go światem – i dosłownie, i metaforycznie. Szekspirowski bohater, wspaniale prowadzony przez Jerzego Grałka (deklamacyjny styl, który narzuca archaiczne tłumaczenie Leona Ulricha, doskonale współgra z jego interpretacją), staje się uniwersalną figurą ludzkiego losu – jest byłym Learem, ale przede wszystkim człowiekiem, który istnieje niejako w czasie przeszłym. „Zna tu kto Leara? Ja Learem nie jestem. Czy Lear tak chodzi? Czy Lear tak mówi?” – scena, w której wypowiada te słowa, wstając z tronu i nieporadnie stąpając o lasce, jest jedną z ważniejszych w krakowskiej inscenizacji. Lear rozgląda się wokół siebie, jakby nie rozumiał świata, w którym jeszcze żyje, jakby nie poznawał nikogo i niczego. Z jego postaci bije dojmująca samotność, zmęczenie, lęk i zagubienie, które objawiają się złością, gniewem i agresją. Mimo że niemal przez cały czas jest unieruchomiony, pozbawiony samodzielności i obsługiwany przez innych – noszony w lektyce, pchany na tronie-wózku inwalidzkim, układany i podnoszony na łóżku szpitalnym-katafalku – do końca nie traci nic ze swej dumy, godności, dostojeństwa. Klata otacza swojego bohatera niezwykłą troską, wręcz czułością. Jakby próbował go ochronić przed śmiesznością. W postaci Leara łączy dwie, przełamujące tabu, figury świadomości zbiorowej – papieża umierającego na oczach świata i papieża, który abdykuje. Duchowych władców z Boskiego nadania, którzy odważyli się pokazać ludzką słabość. I choć skojarzenia z pontyfikatami Jana Pawła II i Benedykta XVI powracają wielokrotnie w spektaklu, to te oczywiste konotacje zdają się być dla reżysera jedynie przyczynkiem do głębszych, uniwersalnych rozważań.


Klata zdaje się pytać poprzez swojego Leara o miejsce starości w dzisiejszym świecie, o to, jak i gdzie ma się znaleźć przestrzeń dla ludzkich słabości, niepełnosprawności, starczych dziwactw, szczególnie w kontekście osób sprawujących jakąkolwiek władzę. Czy mamy prawo sobie i innym na to pozwolić? I czy pozwoli nam na to kultura, w której żyjemy? Czy miejsce dla ludzi starych znajdzie się już jedynie w instytucjach i ośrodkach, izolujących ich od świata, niczym szklany sześcian w krakowskim przedstawieniu? Lear zostaje w nim zamknięty, kiedy opuszcza domy swoich córek i jest wyrzucony poza ramy Kościoła. On i jego towarzysze są więc wykluczeni, pozbawieni prawa głosu, ale widoczni dla innych – w tych scenach bardzo wyraźnie wybrzmiewa aspekt performatywności dzisiejszego świata, widowiska, którym staje się człowiek dla innych. Szklana klatka przywodzi na myśl przeznaczone do oglądania gabloty, witryny sklepowe i wreszcie ekran telewizora. Porządek ziemskiego oglądania i podglądania zostaje tutaj jednak wpisany w porządek Boskiego widzenia: nad sceną przez cały czas pracuje kamera, która pokazuje wydarzenia z perspektywy niebiańskiej – symultaniczna projekcja odbywa się na tylnej ścianie. Dzięki temu zabiegowi Klata może posługiwać się dodatkowo językiem filmowym: robić zbliżenia, stosować triki, komponować niezwykle piękne kadry, jak scena ekstatycznego tańca Edmunda (bardzo dobry, niepokojący i androginiczny, Bartosz Bielenia) czy rzekoma wspinaczka Gloucestera z Edgarem – chyba najpiękniejsza realizacja tej sceny z dramatu Szekspira, jaką kiedykolwiek widziałam. Niezwykły efekt ożywionych fresków z jednej strony odrealnia zdarzenia, a z drugiej wręcz przeciwnie – konkretyzuje wymowę poszczególnych scen.


Ważnymi postaciami w realizacji Klaty stają się Kordelia i Edgar, którzy już w pierwszej scenie, wystudiowanego, dworskiego ceremoniału, kiedy wszyscy oddają hołd Learowi, mają schylone głowy i twarze ukryte w dłoniach. Edgar mdleje, a Kordelia płacze – obydwoje są inni i przeczuwają zbliżające się wydarzenia. Przeklęta przez Leara, najmłodsza córka (w tej roli jedyna kobieta w obsadzie, bardzo dobra Jaśmina Polak), by wiernie towarzyszyć ojcu w ostatniej drodze, wchodzi w rolę Błazna, karykaturalnie przebranego za papieżycę z ogromnym różańcem na szyi i mitrą na głowie. Z kolei Edgar (ciekawy Krzysztof Zawadzki) po przemianie w Biednego Tomka przyjmuje postać Bożego szaleńca, wariata namaszczonego sacrum, jurodiwego, który ma kontakt z Prawdą. Jest półnagi, a na piersiach ma wycięte trzy krwawe krzyże, budzące z jednej strony skojarzenia z prowokacyjnym zdjęciem samego Klaty sprzed lat, a z drugiej ze słynną scenografią Andrzeja Pronaszki do Dziadów w inscenizacji Leona Schillera. Obydwoje popadają w mistyczne stany uniesienia: Kordelia głosi swoje proroctwo w formie niepokojącej wokalizy, a Edgar wykrzykuje w natchnieniu święte strofy – w obu wypadkach jest to modlitwa Ojcze nasz w języku aramejskim, która oznacza powrót do źródeł religii katolickiej, czystości i prostoty. Taka interpretacja tych postaci sprawia, że sceny z Szekspirowskimi odrzutkami, outsiderami z konieczności lub z wyboru, zyskują niezwykłą wymowę. Lear, Edgar, Błazen-Kordelia, Kent i Gloucester, pozbawieni dotychczasowej tożsamości, wygnani ze struktury, z porządku instytucji Kościoła, stają się reprezentantami świata na opak, niejako konstytuując własny, karnawałowy kontr-Kościół z byłym papieżem na czele, mikrokulturę alternatywną, której domeną jest dzikość, pierwotność. Ubodzy, bezdomni, półnadzy, na wpół szaleni, osuwający się w śmierć, ekscentryczni, kalecy, zdają się reprezentować głos maluczkich, innych, wykluczonych, którzy są bliżej sacrum niż jakikolwiek hierarcha Kościoła.


W swoim spektaklu Klata zderza pełne patosu, statyczne, monotonne sceny (sztuczny świat liturgii i dworskiej celebry) z działaniami dynamicznymi, pełnymi rozedrgania, histerii (dziki świat poza strukturą i systemem). Doskonale wpisuje się to w monumentalną, przytłaczającą przestrzeń, oddającą realistycznie jedno z pomieszczeń pałacu papieskiego (świetna scenografia Justyny Łagowskiej), którą wypełnia między innymi intrygująca choreografia Maćko Prusaka. Klamrę tego widowiska tworzą dwie kilkuminutowe sceny, rozegrane nieśpiesznie, w rytm przeboju Nothing Compares To You w chińskiej interpretacji Fatimy Al Qadiri, w której słychać elektronicznie spreparowany, fałszywie brzmiący chorał gregoriański. W scenie końcowej wszyscy bohaterowie w kardynalskiej purpurze, zgromadzeni w szklanej klatce, otaczają szczelnie Leara z Księgą w dłoniach, który budzi się po śnie życia, już po drugiej stronie. Kiedy klatka unosi się w górę (wniebowstąpienie?), wszyscy zgodnie odśpiewują odchodzącemu Learowi Sto lat i układają się na podłodze, tworząc ze swych martwych ciał i rozrzuconych szat koło. Powstaje piękny obraz, niczym wyjęty z choreografii Sashy Waltz, który można intepretować jako ostateczne pojednanie i eucharystię lub ilustrację jednej z ostatnich wypowiedzi Leara: „Jam jest wpleciony w ogniste koło”.


W watykańskim pomyśle na Króla Leara można znaleźć wiele szczelin i niejasności – przede wszystkim dotyczących motywacji działań niektórych postaci i zasadności samego pomysłu podziału papieskiego „królestwa”, ale wyestetyzowane widowisko Klaty przekonuje jako całość. Oddziałuje na widza także atmosferą, rytmem, barwami, sprawiając, że od krakowskiego Leara nie sposób się uwolnić. Z tym spektaklem „chodzi się” długo, a jego odbiór jest rozłożony w czasie. Reżyser mówi swym przedstawieniem jednoznacznie, że niebo nie jest puste, że Wielki Spektator cały czas na nas patrzy, a to daje mimo wszystko poczucie spokoju i ulgi. Przynajmniej na czas trwania spektaklu.

 

Narodowy Stary Teatr w Krakowie
Król Lear Williama Szekspira
tłumaczenie Leon Ulrich
reżyseria, opracowanie tekstu i opracowanie muzyczne Jan Klata
scenografia, kostiumy, światło Justyna Łagowska
ruch sceniczny Maćko Prusak
premiera 19 grudnia 2014
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij