Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
11/2016
Piekielnie dobra msza
autor: Piotr Sobierski
Piekielnie dobra msza
foto: fotobueno/Teatr Muzyczny w Poznaniu

 Zakonnica w przebraniu to nie pierwszy w poznańskim Muzycznym tytuł ze światowej czołówki, ale pierwszy zrealizowany na naprawdę wysokim poziomie.

 

Nowojorski Broadway i londyński West End nie ustają w poszukiwaniu musicalowych hitów. Od kilku lat daje się tam zaobserwować wzmożone zainteresowanie kulturą masową, a w szczególności filmem. Nie zawsze zresztą z pozytywnym skutkiem. Nie wystarczy bowiem powszechnie znany bohater, potrzebne są jeszcze dobre libretto i kompozycja muzyczna, a z oryginalnością i przebojowością tej ostatniej twórcy mają coraz większe problemy. W gronie tych, którym się udało, jest Alan Menken, autor muzyki do Sister Act. Film o tym samym tytule z 1992 roku, w Polsce znany jako Zakonnica w przebraniu, to materiał na idealny spektakl muzyczny. Potencjał wykorzystany został przez duet Cheri i Billa Steinkellnerów. W 2009 roku na teatralne deski trafiła dynamiczna i pełna humoru historia o estradowej piosenkarce Deloris Van Cartier, która przypadkowo staje się świadkiem mafijnych porachunków. Dla własnego bezpieczeństwa umieszczona zostaje w zakonie, gdzie oczekiwać ma na rozpoczęcie procesu sądowego. Wolny czas poświęca na prowadzenie chóru. Zderzenie świata estrady z kontemplacyjnym charakterem zakonu wywołuje rewolucję w życiu obu stron.

 

Ważny głos


Rozśpiewane zakonnice na scenę poznańskiego Teatru Muzycznego sprowadził Jacek Mikołajczyk. Dzisiaj to jeden z najważniejszych ekspertów w dziedzinie musicalu. Pomimo krótkiego reżyserskiego stażu – na co dzień zajmuje się pracą naukową – widać, że doskonale odczytuje potrzeby widza i zna możliwości polskiego teatru. Zakonnica w przebraniu to klasyczny musical, z bardzo prostą, ale barwnie nakreśloną historią, w którym nie brakuje szerszego spojrzenia na kwestie wiary i wyzwań, jakie stoją przed Kościołem katolickim. Sporym nadużyciem byłoby przypisywanie reżyserowi manifestowania społeczno-politycznych przekonań, ale bez wątpienia spektakl wpisał się w szereg obecnie zajmujących nas spraw. Podzielił los ostatniego filmu Andrzeja Wajdy Powidoki, który również dość niespodziewanie stał się ważnym głosem w publicznej debacie.


Akcja musicalu rozgrywa się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a fabuła traktuje o przyjaźni i budowaniu silnej więzi, wykraczającej poza klasztorne mury. W spektaklu Mikołajczyka bardzo wyraźnie nakreślona została próba wydostania się ze sztywnych ram, które ograniczają nie tylko jednostkę, ale i określoną zbiorowość. Jedna z sióstr w kluczowym momencie sprzeciwia się Matce Przełożonej. Robi to w imię dobrych zmian dla całego zakonu. Sytuacja jest nieco przerysowana, trudna do wyobrażenia w realnym świecie, ale skłania do refleksji. Czym jest dzisiaj wiara i jak odnaleźć powołanie? Te pytania towarzyszą siostrom na każdym kroku. Dowcipnie, a zarazem dramatycznie brzmią ich rozterki. „Ksiądz zmienił się w Travoltę. Nie ma co robić. Nie ma w co wierzyć” – mówią. Równie mocno wybrzmiały w spektaklu słowa o budowaniu porozumienia ponad podziałami. Niezwykła rozmowa między Deloris a Matką Przełożoną o religii i stylu życia trafia w sedno dzisiejszych problemów. „Mówimy o tym samym, ale się nie rozumiemy” – stwierdza jedna z nich.


Ważnym krokiem prowadzącym do sukcesu poznańskiej realizacji jest tłumaczenie libretta i tekstów piosenek autorstwa samego Mikołajczyka. Jak trudno przenieść zagraniczny tytuł na polski grunt, widać na przykładzie kilku ostatnich premier, z gdyńskim Notre Dame de Paris na czele, w którym piosenki są równie wielkim wyzwaniem dla słuchaczy, jak i dla wykonawców. Tłumaczowi udało się doskonale zharmonizować trudy rodzimego języka z oryginalną kompozycją. Przede wszystkim nie przekroczył bardzo cienkiej granicy żartu, którym spektakl wypełniony jest po brzegi. Drobne nawiązania do polskich realiów nie są siermiężne i nie burzą całości. Powstał tekst dowcipny i niepozbawiony uroku.

 

Walka postu z karnawałem


Mocną kreską zarysowane zostały poszczególne postaci, w szczególności sióstr zakonnych. Każda z nich zdaje się odrębną jednostką, ale jako całość, pomimo wyraźnych różnic, tworzą ciekawą zbiorowość. Reżyser przygotował spektakl z dwoma obsadami (w przypadku Siostry Marii Robert są trzy aktorki do roli), prezentując paletę ciekawych kreacji. Odkryciem jest znakomita Marta Burdynowicz, która wciela się w rolę Siostry Marii Patryk. Młoda aktorka, znana dotychczas ze skromnych realizacji muzycznych, zbudowała dojrzałą i pełną werwy postać. Jej piękny, delikatny, a jednocześnie bardzo mocny głos stawia ją dzisiaj w czołówce musicalowych artystek. W opozycji do młodości i roztrzepania młodych zakonnic stoi Matka Przełożona, której partia wokalna jest jedną z najtrudniejszych w spektaklu. Klasycyzująca, daleka od muzyki popularnej, w naturalny sposób określa jej charakter. Najlepiej z wyzwaniem radzi sobie Lucyna Winkel, która obdarzyła swoją bohaterkę charyzmą, odrobiną wyniosłości i chłodu, a jednocześnie głęboko skrywaną gotowością na małe odstępstwa od sztywnych zasad klasztornego życia.


Nad całym zakonem dominuje Deloris Van Cartier. Rola nadzwyczaj wymagająca, ze względu nie tylko na ogrom wokalnych i aktorskich wyzwań (ponad dziesięć piosenek w spektaklu), ale również porównań z filmowym pierwowzorem, czyli kreacją Whoopi Goldberg. Zarówno Olga Szomańska, jak i Karolina Trębacz prezentują niebywałe możliwości wokalne. Aktorsko ciekawiej prezentuje się jednak Trębacz. Jej Deloris to nie tylko rozerotyzowana i nieco wulgarna wokalistka, ale przede wszystkim zagubiona kobieta, pełna życiowych rozterek, wciąż szukająca swojego miejsca. Mniej zróżnicowana jest postać kreowana przez Szomańską, która mocno nakreśliła komediowy charakter bohaterki i chwilami przekracza bardzo cienką granicę pomiędzy aktorskimi a kabaretowymi środkami wyrazu. Nie ulega jednak wątpliwości, że postać Deloris to dzisiaj jedna z ciekawszych ról, jakie w musicalu można zaproponować aktorce.


Mniej szczęścia mają w spektaklu panowie, którzy w naturalny sposób zepchnięci zostali na drugi plan. Curtis, typowy gangster, to wymarzona rola dla każdego aktora. Swojej szansy nie wykorzystał jednak doświadczony Tomasz Steciuk. Wokalnie jest to kreacja bez zarzutu, ale aktorsko zbyt przezroczysta, chwilami wręcz mało wiarygodna. Zdecydowanie lepiej prezentuje się Krzysztof Żabka. Curtis w jego wykonaniu ma w sobie odpowiednią dozę charyzmy i szaleństwa. Nietrudno uwierzyć, że tak ukazany bohater jest w stanie wydać wyrok śmierci na ukochaną kobietę. Ciekawym uzupełnieniem głównej męskiej kreacji jest trio pomocników. Maciej Zaruski, Łukasz Kocur i Krzysztof Suszek (na zmianę z Łukaszem Brzezińskim) niczym niegdyś Bee Gees porywają swoim nienagannym falsetem i pełnymi dowcipu kreacjami.

 

Droga do sukcesu


Film z Goldberg odniósł sukces dzięki obsadzie, ale w dużym stopniu również dzięki muzyce. Ta wykorzystana w spektaklu napisana została od podstaw. Ściśle nawiązuje do amerykańskiej kultury tamtego okresu. Nie brakuje w niej soulu i gospel, ale dominującą rolę odgrywa ponadczasowe disco. I mimo że nieco słabiej wypadają kompozycje napisane dla panów, to od początku muzyka nadaje całości tempo. Przebojowo odśpiewane msze, z finałowym występem przed papieżem, dorównują poziomem najlepszym kompozycjom światowych musicali. Ich doskonałym uzupełnieniem jest choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk, która w pełni wykorzystała trudne warunki poznańskiego teatru. Sceny zbiorowe są widowiskowe i pełne rozmachu, w czym spory udział ma również Ilona Binarsch, autorka doskonale zaprojektowanych kostiumów. Sporym potknięciem jest scenografia Grzegorza Policińskiego, która odsłoniła wszelkie mankamenty sceny. Chwilami niechlujna (odkryte podesty) i ocierająca się o kicz (estrada Deloris w pierwszym akcie), sprawia wrażenie nieprzemyślanej. Poważnym błędem jest jednak ciągła obecność na scenie pracowników technicznych. Szkoda, że reżyser nie pokusił się o włączenie ich do obsady spektaklu, tak aby realizowali powierzone zadania na przykład jako bracia zakonni.


Mała scena, zła akustyka i skromna widownia to kwestie, z którymi teatr będzie się zmagał do czasu przeprowadzki do nowej siedziby. Patrząc jednak na poziom wystawianych w Polsce musicali, Poznań dogonił pod względem artystycznym konkurencję. Zakonnica w przebraniu to nie pierwszy tutaj tytuł ze światowej czołówki, ale pierwszy zrealizowany na naprawdę wysokim poziomie. I co najważniejsze, zarówno dla teatru, jak i Jacka Mikołajczyka, to znaczący krok w kierunku najwyższej ligi polskiego musicalu.
 

Teatr Muzyczny w Poznaniu
Zakonnica w przebraniu
libretto Cheri i Bill Steinkellnerowie
piosenki Glenn Slater
muzyka Alan Menken
tłumaczenie i reżyseria Jacek Mikołajczyk
scenografia Grzegorz Policiński
kostiumy Ilona Binarsch
choreografia Ewelina Adamska-Porczyk
prapremiera polska 1 października 2016

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij