Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
4/2018
Danton jest zmęczony
autor: Anna Szymonik
Danton jest zmęczony
foto: Krzysztof Bieliński

Dla Georga Büchnera Danton i Robespierre to nie tylko tytani rewolucji, ale też – a może przede wszystkim – ludzie z krwi i kości. Autor nie analizuje przebiegu rewolucji, skupia się raczej na psychologii i motywacjach jej architektów.

 

„Widział pan tę nową sztukę? Wieża babilońska! Mnóstwo sklepień, schodków, korytarzy, a wszystko tak lekko i śmiało rzucone w powietrzu. Przy każdym kroku aż się w głowie mąci” – mówi jeden z epizodycznych bohaterów Śmierci Dantona. Jak zauważa Anna Róża Burzyńska w eseju Patomorfologia rewolucji, zamieszczonym w programie spektaklu Barbary Wysockiej w Teatrze Narodowym, tymi słowami Georg Büchner recenzuje swój własny dramat. Debiutancka sztuka młodego autora z 1835 roku to utwór złożony, wielowątkowy, poszarpany. Chaos rewolucyjnego świata, zderzenie idei i postaw wobec rewolucji i jej dalszego przebiegu, wyrachowane polityczne gry, filozoficzne rozważania nad naturą świata, wreszcie pytania o sens istnienia – przeplatające się wątki tworzą pełen ekspresji obraz rewolucji francuskiej widzianej od środka. Rewolucji, której twórcy, niczym budowniczowie wieży Babel, mają wprawdzie wspólny cel, ale z czasem zaczynają mówić różnymi językami i każdy próbuje do niego dążyć w sobie właściwy sposób.


W wieży także rozgrywa się akcja spektaklu Wysockiej. Trzykondygnacyjna metalowa konstrukcja, zaprojektowana przez Barbarę Hanicką, stoi na ruchomym podeście, którego obroty znaczą zmiany scen i zwroty akcji. Jej poszczególne piętra to, wymiennie, mieszkania rewolucjonistów, burdel, Trybunał Rewolucyjny czy cele więzienne albo jakieś bliżej nieokreślone pokoje. Można powiedzieć – cały rewolucyjny Paryż umieszczony w zdewastowanym budynku, w którym zachowały się jeszcze podesty i klatki schodowe, chociaż widać, że był już świadkiem niejednego przewrotu. Czy raczej będzie, jak zdają się podpowiadać pojawiające się w spektaklu pojedyncze rekwizyty i kostiumy: maszyna do pisania, dzwoniący kilkakrotnie telefon, męskie garnitury z lat sześćdziesiątych, w które przebierają się stronnicy Robespierre’a, gdy zaczynają obmyślać sposób na pozbycie się Dantona. Jest więc ta wieża gdzieś poza czasem. Razem z nią obraca się koło historii. Konstrukcję wieńczy gilotyna z długą rynną, którą spadać będą ścięte głowy.


Symbolem chaosu rewolucyjnego świata jest starcie jego dwóch słynnych przywódców, których różni stosunek nie tylko do samej rewolucji, ale i do życia. Postaci Georges’a Dantona i Maximiliena de Robespierre’a były wielokrotnie analizowane i oceniane przez historyków. Inspirowały też licznych twórców. Przykładem z polskiego podwórka jest Sprawa Dantona Stanisławy Przybyszewskiej z 1929 roku, która doczekała się kilkunastu teatralnych inscenizacji (w tym Jana Klaty z 2008 roku, za którą reżyser otrzymał Nagrodę im. Konrada Swinarskiego) i – pewnie najszerzej znanej – polsko-francuskiej filmowej adaptacji Andrzeja Wajdy z 1983 roku, z Gérardem Depardieu i Wojciechem Pszoniakiem w rolach głównych.


Dla Georga Büchnera Danton i Robespierre to nie tylko tytani rewolucji, ale też – a może przede wszystkim – ludzie z krwi i kości. Poważni polityczni gracze, ale i samotne jednostki wkręcone w tryby rewolucyjnej machiny, czasem pewne siebie, czasem przerażone, bywa, że śmieszne i żałosne. Autor dramatu nie analizuje przebiegu rewolucji, skupia się raczej na psychologii i motywacjach jej architektów.


Akcja sztuki rozgrywa się w 1794 roku, w ostatnich tygodniach życia Dantona, a kończy na szafocie, tuż przed jego ścięciem. Tytułowa śmierć bohatera to bowiem nie śmierć fizyczna, ale duchowa. Powolny proces umierania idei i wiary w słuszność własnych poczynań. Danton obserwuje rewolucję, którą współtworzył, i zaczyna wątpić w jej sens. Czuje się zmęczony i oswaja się z myślą, że tylko śmierć może mu przynieść spokój.


Danton jest przedstawicielem stronnictwa umiarkowanego, opowiada się za ograniczeniem rewolucyjnego terroru. „Gdzie się kończy samoobrona, tam zaczyna się mord” – mówi. „Rewolucja musi się skończyć, a zacząć się musi republika” – wtórują jego poplecznicy. Roztropne słowa, choć w ustach niegdysiejszego inicjatora terroru nie brzmią zbyt wiarygodnie. Danton bowiem nie jest święty i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. „Istnieją tylko epikurejczycy […] – tłumaczy Robespierre’owi. – Każdy postępuje wedle swej natury, to jest, robi to, co mu sprawia przyjemność”. Jemu przyjemność sprawia używanie życia, mimo że korzysta z niego jako beneficjent rzezi arystokratów, do której się przyczynił, a o ludziach, których bytu rewolucja nie poprawiła, cynicznie mówi, że „nienawidzą używających jak eunuch mężczyzn”. Co jednocześnie nie przeszkadza mu odwoływać się do emocji ludu i szukać w nim poplecznika, gdy wygłasza swoją płomienną mowę obronną przed Trybunałem Rewolucyjnym.


Na scenie Teatru Narodowego w Dantona wciela się świetny Oskar Hamerski. Jego kreacja oddaje całą złożoność Büchnerowskiego bohatera. Widzimy więc Dantona sybarytę w przybrudzonym czerwonym fraku, rozchełstanego i niedogolonego niczym po całonocnych hulankach, uśmiechającego się lubieżnie do trzymanej w ramionach prostytutki lub rozważającego po pijaku sens istnienia. Pewnego siebie politycznego gracza i charyzmatycznego oratora, poruszającego, gdy wprost do publiczności gniewnie wykrzykuje: „Wy chcecie chleba, a oni rzucają wam głowy! Was pali pragnienie, a oni każą wam zlizywać krew ze stopni gilotyny!”, i dręczonego przez sumienie inicjatora rzezi. Wreszcie godzącego się z losem zmęczonego człowieka, oczekującego, że znajdzie spokój w nicości.


Robespierre (Przemysław Stippa) to całkowite przeciwieństwo Dantona, łączą ich jedynie zdolności oratorskie. Fanatyk religijny i asceta o surowym obliczu, zwany przez lud „Nieprzedajnym”. Człowiek o moralności równie nieskazitelnej co jego surdut. „Wstydziłbym się przez trzydzieści lat tłuc się z taką moralną fizjonomią między niebem a ziemią, tylko dla nędznego zadowolenia, by móc stwierdzić, że inni są gorsi ode mnie” – zakpi z niego Danton podczas jedynej w sztuce konfrontacji antagonistów. „On chce zatrzymać rumaki rewolucji przed burdelem” – powie za chwilę Robespierre, opętany ideą cnoty jako podstawy wolności i siły republiki. Narzędziem służącym do jej egzekwowania ma być terror. Każdy, kto stanie na drodze realizacji tego celu, będzie winien występku przeciwko republice, a zatem czeka go śmierć.


Robespierre Stippy to psychiczna sinusoida. Jego zimny, nieprzejednany fanatyzm chwilami doprowadza go do granicy obłędu i emocjonalnego wybuchu. Paradoksalnie to w tych momentach wydaje się najbardziej ludzki, choć za każdym razem te drobne przejawy człowieczeństwa w sobie zagłusza. Wszystko w imię wyznawanej idei. W ostatniej scenie jednak znów będzie spokojny. Stojąc na najwyższym piętrze wieży, długo w milczeniu czeka na wyrok w z góry przesądzonym procesie Dantona. Z kamienną twarzą, bez emocji spogląda w dół. Wie, że zwyciężył, choć jeszcze nie wie, że tylko chwilowo.


Jest w Śmierci Dantona jeszcze jeden ważny bohater – lud. W teorii główny beneficjent rewolucji, w praktyce narzędzie w rękach wytrawnych polityków. Wiadomo, że politykę uprawia się w zaciszu gabinetów. Kontakt z ludem ogranicza się do minimum, a kiedy już do niego dojdzie, odgrywa się teatr na użytek tłumu. Dlatego Wysocka wycina większość scen z udziałem ludu. Zostawia jednak te najwyrazistsze, jak na przykład krótka scena po rozprawie Dantona, w której grupka obywatelek pod wpływem jego przemowy wykrzykuje: „Niech żyje Danton!”. Wystarczy jednak kilka zdań, krótka konfrontacja, wzmianka o bogactwie Dantona, po której pada pytanie, skąd on to ma, i już chór obywatelek woła: „Niech żyje Robespierre! Precz z Dantonem!”.


Tutaj wracamy do współczesnych odniesień w spektaklu. Takie okrzyki w kontekście sporu dwóch politycznych stronnictw każdemu dziś zabrzmią znajomo, wystarczy włączyć Internet, by znaleźć ich dzisiejsze odpowiedniki. U Büchnera zaś z pewnością znajdziemy liczne hasła i frazy, które i obecnie robią karierę w politycznym dyskursie. Metalowa wieża na scenie teatru się obraca, historia kołem się toczy, katalog politycznych figur retorycznych pozostaje bez zmian.


Na koniec trzeba wspomnieć, że Śmierć Dantona w Teatrze Narodowym to nie tylko wnikliwa lektura i inteligentna inscenizacja Barbary Wysockiej oraz dobre role Oskara Hamerskiego i Przemysława Stippy. To także piękne kostiumy Katarzyny Borkowskiej i dobra praca całego aktorskiego zespołu, któremu jednak tym razem powierzono role drugoplanowe.


 

Teatr Narodowy w Warszawie
Śmierć Dantona Georga Büchnera
tłumaczenie Wilam Horzyca
reżyseria, muzyka, opracowanie muzyczne Barbara Wysocka
scenografia Barbara Hanicka
kostiumy Katarzyna Borkowska
światła Artur Sienicki
premiera 3 lutego 2018

 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/http://centrumsztukitanca.eu/https://www.teatr-rozrywki.pl/projekty/obserwatorium-artystyczne-entree/189-obserwatorium-artystyczne-entree.htmlhttp://www.instytut-teatralny.pl/projekty/konkurs-fotografii-teatralnejhttp://teatrszwalnia.pl/fwp_portfolio/festiwale-teatru-szwalnia/http://www.terazpoliz.com.pl/corywarszawskie-100lat


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij