Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
2/2019
Pierwsza decyzja
autor: Karolina Felberg
Pierwsza decyzja
foto: Natalia Kabanow

Cząstki kobiety, najnowsze dzieło teatralne Kornéla Mundruczó pokazywane w TR Warszawa, reklamuje się hasłem: „Spektakl dla wszystkich, którzy się urodzili!”. W tym przewrotnie brzmiącym sloganie daje się wyczuć sporą dawkę ironii.

 

Ironii i prowokacji. Żadna kwestia nie dzieli nas bowiem tak dalece, jak sposób i czas naszego przyjścia na świat. Węgierski reżyser sugeruje nawet, że poród i narodziny są zdarzeniem na zawsze określającym naszą kondycję – doświadczeniem fundamentalnym o tragicznym charakterze.


Cząstki kobiety to także spektakl medialny oraz spektakl o mediach. Pierwszy akt oglądamy jak film – poprzez ekran oddzielający nas od sceny zaaranżowanej jak zwykłe mieszkanie, w którym Maja (Justyna Wasilewska) i jej mąż Lars (Dobromir Dymecki) przeżywają właśnie najintymniejsze chwile w życiu. Rodzi się im dziecko, które, niestety, wkrótce umiera. Znamienne, że jako publiczność nie przebywamy wówczas na zwykłej widowni, tylko… w ogródku pod blokiem, w jakimś (nie)miejscu, które czyni z nas, siedzących na materacach przed ekranem, jakichś mimowolnych podglądaczy bardzo intymnej sytuacji. Stąd też finalnie o „tym”, co się wydarzyło – choć przecież widzieliśmy „to” na własne oczy w arcyrealistycznym filmie – wiemy tyle, co ludzie „gadają”. Ktoś coś słyszał, ktoś inny dodał do tego własne wyobrażenia, kolejny zabawił się w domorosłego psychologa, a wszyscy chcieliby na podstawie strzępów publicznej gadaniny postawić diagnozę i wydać wyrok. Przecież nawet w obliczu tragedii trzeba się jakoś zachować – owszem, nie można jej cofnąć, ale tym bardziej nie sposób żyć po „czymś” takim „normalnie”.


Drugi akt opowiada o życiu kilka miesięcy po tragicznym wydarzeniu, udatnie imitując „zwykły” teatr mieszczański. Widzowie zasiadają wreszcie na „prawdziwej” widowni z ponumerowanymi miejscami, a scenografia odtwarza wnętrze przeciętnego warszawskiego domu czy mieszkania. Centralnym obiektem są, rzecz jasna, stoły. Przy mniejszym, kuchennym, trzy młode kobiety (Maja, Monika i Zuza) oraz Magdalena (matka Mai i Moniki, a ciotka Zuzy) przygotowują obiad, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Przy większym Lars i Wojtek (chłopak Moniki) dyskutują o sprawach, na które, jako ludzie pogrążeni w nałogach lub właśnie z nimi walczący, od dawna nie mają większego wpływu. Za to, owszem, aż kipią od opinii na tematy społeczno-obyczajowe (poczynając od spraw wiary, religii, kościoła, a na gender, angażującej się politycznie sztuce i popkulturze kończąc), co chwila dolewając sobie piwa albo wódki. Naturalnie od czasu do czasu towarzystwo ulega przetasowaniom, dzięki czemu, zanim upiecze się niedzielna kaczka, każdy z każdym zdąży się zetrzeć, a nawet pokłócić – jak to w rodzinie. No właśnie.


„Po co nas tu zaprosiliście? Żeby było nam jeszcze ciężej?” – pyta w pewnym momencie Maja, matka zmarłej tuż po porodzie dziewczynki. „Żebyśmy mogli z tego wyjść” – odpowiada matka Mai (Magdalena Kuta), o której publiczność wie coś więcej niż jej własne córki, a mianowicie to, że Magdalena jest chora i że zostało jej naprawdę niewiele czasu.

 

MAJA: Wyjść? Z czego?
MAGDALENA: Z tej tra tra…
ZUZA: Tragedii.
MAJA (krzycząc): Mamo, ja nie chcę wychodzić.
MAGDALENA: Co, raczej będziesz udawać, że nic się nie stało?
MAJA: Nie. Tak. Nie!

 

Wymiana ta, choć pozostaje niekonkluzywna, ujawnia racje (oraz relacje) wszystkich stron. Bliscy Mai, choć zasadniczo pozostają zgodni co do tego, że w obliczu „tej tragedii” należy zdobyć się na pewne gesty, wręcz akty, dzięki którym ich wizerunek pozostanie spójny z emocjami, jakie przeżywają, to jednak różnią się w oczekiwaniach względem osieroconych rodziców. Wojtek (Sebastian Pawlak) z Moniką (Agnieszka Żulewska) uważają, że Maja z Larsem winni zmierzyć się z własną stratą w jakiejś wspólnocie – w kościele, gronie rodzinnym lub choćby na terapii. Z kolei Magdalena z Zuzanną (Marta Ścisłowicz) są zdania, że po zmarłym dziecku należy nosić żałobę (to „zamknęłoby” usta nieżyczliwym sąsiadom) i że trzeba poddać pod sąd winnych tragedii. Po co im tego typu „rekompensata”? Otóż udowodnienie winy położnej Ewie (Monika Frajczyk) raz na zawsze zdjęłoby ciężar odpowiedzialności z Mai, która, wbrew akceptowanej społecznie praktyce, zaryzykowała poród domowy.


Dlaczego to zrobiła? Przebieg rodzinnego sporu pozwala nam się domyślać, że Maja zdecydowała się na taki krok w reakcji na własne doświadczenie. Rodząc w domu, chciała uchronić córkę przez uprzedmiotowieniem i opuszczeniem, których sama wielokrotnie w dzieciństwie zaznała ze strony dorosłych. Nie dochowała „tradycji rodzinnej, żeby decyzję pozostawić lekarzom”, bo obiecała „dziecku, że się urodzi, kiedy będzie chciało, że to będzie jego pierwsza decyzja”. W ten właśnie sposób broniła prawa do samostanowienia – własnego i dziecka.


Media użyte w akcie pierwszym odpowiadają słowom i gestom z aktu drugiego. Ekran, który umożliwiał nam podglądanie porodu, ale uniemożliwiał pełne w nim współuczestnictwo, przepoczwarza się teraz w niewidzialną, acz dojmująco obecną barierę. Oddziela ona czas nadziei od czasu rozpaczy, którego niepogodzona z losem Maja, wbrew namowom, nie chce zakończyć. Ta sama granica dzieli ją też od ubranej w żałobę Magdaleny, a także od chętnie angażującej się w życie kościelne i polityczne Moniki. „Wiesz, jak się czuję? Jakby dzieliły nas lata świetlne? Twój ton… ledwie słyszę, bez sensu drzesz się jak opętana. Cały czas międlisz jeden temat. Wyrzygujecie jakieś gówno, a potem łykacie je znowu. Gdybyście byli na moim miejscu… Nie macie o tym pojęcia” – wyznaje Maja. Tymczasem, jeśli ktoś w tym skomplikowanym układzie rodzinnym wie, jak powinno toczyć się życie po stracie dziecka, to właśnie ona. Maja jest silna, a jej siła wynika z bezwzględnej wierności wobec pierwszej obietnicy, którą złożyła córce. Inna rzecz, że młoda matka z pewnością nie przypuszczała, iż obdarzając dziecko prawem do stanowienia o własnych narodzinach, przyzwala mu także odejść na własnych – wymykających się logice życia – warunkach. A mimo wszystko – mimo niesamowitości i jednocześnie bezwzględnej realności tego, co ją spotkało – to właśnie ona pozostaje lojalna „trzem kilogramom żądań” (sformułowanie wzięte z didaskaliów dramatu), które w takim bólu rodziła i które przez krótką jedynie chwilę tuliła w swoich ramionach.


Mundruczó nie tylko kompromituje ideę jednoznaczności i znosi iluzję jakichkolwiek trwałych rozstrzygnięć, ale i silnie afektuje publiczność, uruchamiając ad hoc na scenie rozmaite media – metadyskurs, intertekst i obraz filmowy, a zatem środki nie dość, że znoszące teatralność jako taką, to jeszcze stanowiące zaprzeczenie możliwej li tylko w teatrze współobecności. Chwytami o podobnej sile rażenia są także obecne w spektaklu prowokacje ideologiczne. Co ciekawe, w Cząstkach kobiety rację ma wyłącznie ta bohaterka, która sama nie pozwala sobie na formułowanie infekujących przestrzeń publiczną opinii na każdy temat. Maja jest nieugięta w krytyce stricte nowoczesnej medykalizacji życia (od poczęcia aż do – zawsze nieludzkiej – śmierci), a zarazem potrafi oprzeć się pokusie oceniania innych. Ta iście niewspółczesna powściągliwość alienuje ją w podobnym stopniu co (stanowiąca skandal) śmierć jej dziecka. Koniec końców, wyłącznie tę outsiderkę stać na lojalność wobec rodzaju ludzkiego i wszelkiego innego stworzenia. Znamienne, że ani wegetarianka Monika, ani przepełniona osobliwą miłością do natury Magdalena – która z jednej strony kocha roślinki, z drugiej zaś otacza się wypchanymi zwierzętami – nie zwracają najmniejszej nawet uwagi na ujadającego za oknem psa. Tylko Maja go słyszy i przejmuje się jego losem! Nawiasem mówiąc, pies w dziełach Mundruczó nieodmiennie stanowi znak tego, co jednocześnie ludzkie i nieludzkie – z jednej strony empatii, przywiązania i współczucia, z drugiej zaś bezwzględności.


W wywiadzie dla PAP-u Mundruczó wyznał, że chciałby „być bliżej codziennych ludzkich spraw, tego, co normalne, a nie ekstremalne”, dlatego też zainteresował się polską rodziną, a konkretnie – „jej wewnętrznymi barierami”. Bo też trudno uznać ją za fenomen jakiejkolwiek jedności, całości czy też stałości. Zresztą stan ów reprezentuje także osobliwa migracja rzeczy, z którą mamy do czynienia na przestrzeni całego aktu drugiego. Przedmioty bezustannie są podnoszone, przenoszone, odstawiane. Otwierane i zamykane (zwłaszcza lodówka, piekarnik i szafki). Stół co rusz ulega nowej aranżacji. Wypchanym zwierzętom i lalkom zapalają się (jak w horrorze) oczy… Stan rzeczy relacjonuje zatem afekty (a więc nieopracowane emocje) bohaterów. Niby żyją oni „normalnie”, jak klasa średnia, ale to ich „normalne życie” to bezustanne poruszenie. To sama nerwowość, czepliwość i popędliwość. To bezcelowe zabiegi i nieprowadzące donikąd wycieczki. „Tu” każdy próbuje przetrwać na własną rękę. Wojtek „leczy się” Panem Bogiem, Lars ucieka w nałogi, a w końcu też do Norwegii, Zuzanna i Magdalena przywdziewają żałobę, deklarując jednocześnie gotowość do walki o sprawiedliwość (boską, sądową, ziemską, a choćby i tylko formalną, symboliczną, społeczną), z kolei Maja wraz z młodszą siostrą Moniką oddają się wspólnemu tańcowi, robią więc to, czym ratowały się jako małe dziewczynki – odtwarzają wspólny, choć przecież pełen błędów i niedoskonałości, układ gimnastyczny ze wstążką. Być może nie ma innego sposobu na życie w cieniu (skandalu) śmierci, niż tylko tego rodzaju osobliwe „felicità” (podobnym, włoskim przebojem, przypomnijmy, kończył się także Nietoperz Mundruczó). „Umarło mi dziecko – powiada na koniec Maja. – A to jest dla was po prostu nie do pojęcia. […] A jednak tu jesteśmy. I to, myślę, jest pozytywne”.


 

TR Warszawa
Cząstki kobiety Katy Wéber
tłumaczenie Jolanta Jarmołowicz
reżyseria Kornél Mundruczó
scenografia, kostiumy Monika Pormale
muzyka Asher Goldschmidt
premiera 13 grudnia 2018
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij