Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
5/2019
O kraju na sześć liter
autor: Jan Karow
O kraju na sześć liter
foto: Karol Budrewicz

Piotr Cieplak i Magda Drab, wspólnie z legnickim zespołem, podjęli dyskusję z Wyzwoleniem Stanisława Wyspiańskiego.

 

Zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo, Piotr Cieplak i Magda Drab zrobili coś, co by od nich zależało. Oparli przedstawienie na autorskim scenariuszu, a równocześnie podjęli błyskotliwą grę z dramatem Stanisława Wyspiańskiego. Zachowali trzyaktową konstrukcję, przywołali nadspodziewanie liczne cytaty i, przede wszystkim, nie sprzeniewierzyli się myśli. By uzyskać jak najbliższy kontakt z widzami, posadzili ich na scenie. Jednak tego, co zdaje się dzisiaj stwarzać trudniejszy do pokonania dystans, nie da się zmierzyć w metrach. To język Wyspiańskiego. Nie podzielając różnorakich opinii – o retorycznej nieznośności (por. Podległość, wolność czy wyzwolenie, [skrót debaty spisała P. Ilska], „Sceny Polskie” nr 2/2019), czy przypisujących mu mętnawe, niedokończone i niedorozwinięte pomysły (Z. Greń, Wyspiański bez mistyfikacji, „Życie Literackie” nr 49/1957) – rozumiem intencję autorów. Niemniej coś za coś. Koszt decyzji o opowiadaniu własnymi słowami to pominięcie znacznej części niezwykłej wyobraźni ogarniętego obsesją Wawelu artysty, który przedstawił Konrada w perspektywie sięgającej antycznych tragedii. To także nieobecność tematu walki z ciągnącą ku śmierci romantyczną poezją, upostaciowaną w Geniuszu-Mickiewiczu. W Teatrze Modrzejewskiej skupiono się na innej istotnej myśli – na niewoli narodowości. Drobna zmiana w tytule – Wyzwolenia – akcentująca wielość, a nie pojedynczy los, podpowiada kierunek myślenia twórców. Jeśli prawdą jest, że „Wyzwolin ten doczeka się dnia, / Kto własną wolą wyzwolony!!”, Drab i Cieplak chcieliby, żeby od ciasnoty polskości uwolniło się możliwie wielu.

 

Większy pokój


Rzecz napisana w roku 2019 dzieje się w niewielkim mieszkaniu. Scenograf Andrzej Witkowski ze ścian (poza tylną) pozostawił jedynie kontury, a całość urządził tak, jak nadal to wygląda w wielu blokach i kamienicach. Od lewej: pokój dzienny z meblościanką i wersalką, dalej wąski przedpokój, ubikacja, do której wciśnięto wirującą jako tam-tam pralkę, oraz malutka kuchnia. W jednym rogu choinka, w innym palemki w doniczkach. Nim gromada „Polski współczesnej” zajmie kwaterę, przechodzi dookoła zwartą grupą z Dekoracją (Magda Skiba) jako przewodniczką. Pomiędzy mieszanką chóralnie przywołanych kwestii Prezesa („Powolni biegowi wydarzeń, / które około nas idą…”) i Przodownika („I jedno [ino] wciąż wołajmy: / Polska! Polska!”) Dekoracja rysuje wizję innego pokoju. Obszerniejszego. Takiego, który miałby „dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż”. I! (Paweł Palcat), będący połączeniem po trosze Reżysera i Muzy, pyta Aktora, Który Miał Zostać Obsadzony Jako Konrad, Ale Tak Się Nie Stało (Bogdan Grzeszczak): „Kim ty jesteś?”.


Pytanie to powraca kilkakrotnie, a kolejne sceny, często w formie piosenek, są próbami dojścia do oczywistej, a tak trudnej do wyrażenia odpowiedzi. To niczym zbieranie kolejnych liter do hasła w krzyżówce. Ani pionowo, ani poziomo; trzecia eL. Postaci w tej części, podobnie jak w I akcie utworu Wyspiańskiego, kompromitują różne przerysowane postawy. Żeby być precyzyjniejszym – Polacy raczej się ośmieszają, Polki bardziej burzą.


Podniesiony przez męskie ramiona Krwi (Bartosz Bulanda) i Dygotu (Mateusz Krzyk), Reklamacja (Rafał Cieluch) w igraszce na bazie Karmazyna i Hołysza grzmi na nikłą swojskość słowa „kakao” i każe „spedalać” od biało-czerwonej flagi: „Pedały mają swoją, Polacy swoją, a faszyści swoją”. Niedoszły Konrad spytany o to, gdzie w nim mieszka Polska, z niewytrzymania krzyczy: „W dupie! W dupie mieszka! I bardzo pana proszę, proszę mnie nie nazywać. Odpierdol się i mnie nie nazywaj”. Natomiast Polki, zmęczone bigosem, byciem matkami Polkami i niedocenianym lepieniem pierogów, śpiewają stanowcze „nie!” seksistowskiemu wykorzystywaniu ich ciał w reklamach opon czy szamponów. Protest songiem są dla nich Windą do nieba, To nie ja byłam Ewą, ale i Bogurodzica.


W tej plejadzie karykatur największe wrażenie wywołują dwa przebłyski w tonacji molowej. Pierwszy to, być może dla niektórych zaskakująca, choć przecież zupełnie na miejscu (wszak „Bożego Narodzenia / ta noc jest dla nas święta”), swoista eko-kolęda. Leciwa Firanka (Anita Poddębniak), przy wygaszonym świetle, przejmująco nuci na melodii Lulajże, Jezuniu (z kodą na podstawie „Gloria in excelsis Deo!” z Gdy się Chrystus rodzi) o tym, jak ludzie, nadużywając biblijnego nakazu czynienia sobie ziemi poddaną, doprowadzają do katastrofy świat przyrody. Drugim jest niepokojący w swojej podniosłej powadze wspólny chór Polek i Polaków. „I niech ręka boska broni / Bo my nie, my nie jesteśmy / Nie bo nie, my nie jesteśmy / Bo jasne, że nie jesteśmy semitami” – co uderza dobitniej po rozpoznaniu, że przewrotnie skorzystano z Mesjasza Händla.


W żonglowaniu tematami, cytatami i muzycznymi skojarzeniami nie obyło się bez potknięcia. W charakterze wtrętów Wróżba (Małgorzata Patryn) przywoływała fragmenty wiersza „Chcę, żeby w letni dzień…”. Podzielam opinię Swinarskiego (K. Swinarski, Wierność wobec zmienności, Warszawa 1988, s. 175), że, przy zwykle niedostrzeganej ironii, Wyspiański akurat ten fragment napisał z przekonaniem. Włączenie go w „Polskę współczesną” to pomyłka.

 

Pochodni nie uniosę


Do tak pokręconych i pogubionych Polaków przychodzi Kobieta Obsadzona Jako Konrad (Magda Drab). Od szarawej gromady odróżnia ją już ubranie: biała bluzka, czarne spodnie i okulary. Poza tym, że przynosi odpowiedź na postawione na początku pytanie o tożsamość – „Polak” – od razu, podobnie jak bohater Wyspiańskiego („Tu mnie ciasno”), czuje się nieswojo wśród teatralnych postaci: „Mogę otworzyć okno, jest duszno”. Zachęcona przez I! do przeczytania monologu „Idę z daleka…”, twierdzi, że nie rozumie. Argument odrzucono – w końcu dobry tekst broni się sam. Próbuje jeszcze raz. W takiej atmosferze rosnącej presji zaczyna się dialog z Maskami.


Tutaj Cieplak i Drab na dobre porzucają słowa Wyzwolenia i przedstawiają swoją wersję. Aktorzy-Maski są w niemal nieustannym ruchu. W precyzyjnie skomponowanym rytmie wchodzą i wychodzą z mieszkanka (ruch sceniczny Leszka Bzdyla), drażliwie domagając się od bohaterki różnorakich deklaracji. Jakie ma przesłanie? Gdzie jest Bóg w tym spektaklu? Jak taki „kobiecy teatrzyk” ma zmienić rzeczywistość? Widziałaś kiedyś śmierć? Gdzie twoja odwaga? Jak można mówić o tym kraju, nie mówiąc słowa o Kościele? Ile płacą za bycie lepiej wykształconym? Te i podobne pytania pojawiają się w trzech restartujących, coraz gęstszych seriach. Kobieta Obsadzona Jako Konrad stara się reagować na docinki. Czasem ironicznie, czasem merytorycznie, ale wynik jest przesądzony. W jej rozpaczliwym krzyku, że warchoły to my, pobrzmiewa bezradność. Polskość w jej aktualnej odsłonie przytłacza niemiłosiernie.


Mimo że te słowa nie padły, gdy obserwowałem aktorkę, powracało do mnie zdanie Wyspiańskiego (w formie żeńskiej): „Wzięłam to Imię”. Imię, czyli rolę. Sposób istnienia na scenie Magdy Drab – także po wzięciu pod uwagę pracy nad scenariuszem – jej osobność wobec mocnego, chwilami wspaniale szarżującego piętnaściorga legnickich aktorów, uwypukliły trud zmagania się z tego rodzaju zadaniem. Być może to właśnie bycie Polakiem było dla Konrada najtrudniejszym elementem roli. I pozostanie tak niezależnie od tego, czy gra go mężczyzna, czy kobieta. Bo to, co można by uznać za wątki odnoszące się do kwestii równouprawnienia, pojawiło się wcześniej. Konflikt z Maskami, chociaż sformułowany przez Wyspiańskiego oraz Drab i Cieplaka w odmiennych stylach, stawia problem w wymiarze szerszym, ludzkim.

 

Litera Pe


Gdy porażka Kobiety Obsadzonej Jako Konrad dokonała się, na chwilę powróciła prowadzona przez Dekorację gromada z marzeniem o większym pokoju. Pokoju z taką ilością okien, która pozwoliłaby go wywietrzyć ze stęchlizn niepozwalających normalnie oddychać. Chciałoby się tego, co jest wszędzie. Z tym mieszkaniem jeszcze się nie udało – trzeba zacząć od początku.

 

***


Była jeszcze jedna ważna scena w pierwszej części Wyzwoleń. Cud (Gabriela Fabian), najpierw postaci, następnie widzów, zachęcała w manierze trenerki personalnej, by rozejrzeli się po ludziach obok, zastanowili się, ile ich z nimi łączy i przedstawili to jako odległość między kciukiem a palcem wskazującym. Bezwiednie cisnęło się na usta: „A to Polska właśnie”.


Już raz Piotr Cieplak Polskę wymownie przemilczał. „Szanowni państwo, realizatorzy oświadczają, że litera Pe nie weźmie udziału w spektaklu, ponieważ wydaje nam się, że nie używając litery Pe, mówimy również o niej” – mówi Cela w Elementarzu Barbary Klickiej („Dialog” nr 7-8/2018). Marian Falski i Falski Marian musieli daleko poszukać przyjaznej nory, by reżyser mógł opowiedzieć i o niej. Alicja i ci wszyscy, którzy chcieliby usłyszeć o tej trudnej literze, powinni trafić do Legnicy.


 

Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy
Wyzwolenia Magdaleny Drab
reżyseria Piotr Cieplak
scenografia Andrzej Witkowski
muzyka Paweł Czepułkowski, Michał Litwiniec
ruch sceniczny Leszek Bzdyl
prapremiera 16 marca 2019
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij