Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
12/2019
Perwersje i zbrodnie
autor: Jacek Cieślak
Perwersje i zbrodnie
foto: Łukasz Giza

Mock. Czarna burleska Konrada Imieli, Romana Kołakowskiego i Grzegorza Rdzaka na motywach kryminałów Marka Krajewskiego to majstersztyk całego zespołu Teatru Capitol na dziewięćdziesięciolecie jego siedziby i hołd oddany miastu.

 

Dziś historia się zaciera, ale po wojnie Wrocław naznaczony był dramatycznym losem wygnańców z polskich Kresów, w tym Lwowa, a choć w oficjalnej propagandzie dominował motyw stolicy piastowskich Ziem Odzyskanych – spuścizna przedwojennego Breslau, drugiego po Berlinie miasta Rzeszy, była trudna do ominięcia. Dopiero odzyskanie niepodległości i rozkwit metropolii sprawił, że wrocławianie patrzą w przeszłość bez resentymentów, czego literackim wyrazem stał się najpopularniejszy cykl kryminalny ostatnich trzech dekad, pisany przez wrocławianina Marka Krajewskiego, który uczynił swoim bohaterem Eberharda Mocka, niemieckiego policjanta z Breslau. Tak jak autor, jest on znawcą kultury i języków starożytności. To także erotoman zaznajomiony z prostytutkami, co pomaga rozwiązywać zagadki perwersyjnych i krwawych morderstw. Z czasem Krajewski stworzył też cykl o komisarzu Edwardzie Popielskim ze Lwowa, którego jedno ze śledztw połączyło symbolicznie z wrocławskim policjantem w Głowie Minotaura.


Krajewski doczekał się w 2015 roku debiutu Mocka w Teatrze Telewizji w reżyserii Łukasza Palkowskiego, ale dla spektaklu Capitolu ważniejsze okazało się przedstawienie Agnieszki Olsten Koniec świata w Breslau we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, gdzie Mocka zagrał Konrad Imiela, dyrektor Teatru Capitol. W czasie, gdy po dyrekcji Cezarego Morawskiego nie może wyjść z kryzysu Teatr Polski – Capitol przejmuje jego obowiązki i misję, a choć nie rezygnuje z profilu sceny muzycznej, poszerza swój repertuar o ambitne pozycje literatury światowej, premiery Agaty Dudy-Gracz oraz Wojciecha Kościelniaka, który ostatnio wystawił wysoko oceniany Blaszany bębenek.


Dyrektorski Mock. Czarna burleska powstał na finał obchodów dziewięćdziesięciolecia budynku Capitolu. Przed wojną mieściło się tu niemieckie kino o fasadzie rodem z Metropolis Fritza Langa. Padła ona ofiarą wojny, jednak w czasie niedawnej przebudowy zaklęte w murach ornamenty art déco zostały nowocześnie odtworzone. Teraz zaś Konrad Imiela uczynił Capitol jednym z bohaterów imponującego spektaklu.


Stał się on też piękną codą życia i twórczości Romana Kołakowskiego, kompozytora, poety, dyrektora Przeglądu Piosenki Aktorskiej, dla którego praca nad songami do Mocka – przerwana nagle w styczniu – okazała się ostatnią. Jednocześnie pożegnanie z Romanem Kołakowskim jest debiutem dwudziestotrzyletniego Grzegorza Rdzaka w roli kompozytora pełnowymiarowego spektaklu. Rdzak błyskotliwie połączył w partyturze wiele gatunków, od tanga po rap, czyniąc zeń dwugodzinną paradę przebojów.


Mierząc się z wielotomowym cyklem Marka Krajewskiego, zespół Konrada Imieli dokonał tytanicznej pracy. Stworzył coś na kształt Galaktyki Mock, łącząc w libretcie wątki i postaci z powieści Śmierć w Breslau, Dżuma w Breslau, Widma w mieście Breslau, Koniec świata w Breslau, Festung Breslau, Ludzkie zoo i Pojedynek. Każdy z wątków opowiedziany jest w rozbudowanym kilkunastominutowym songu o zmiennej muzycznej, ale i choreograficznej dramaturgii, za którą odpowiada Jacek Gębura.


Opowieść rodzi się ze scenicznego mroku, gdy promień reflektora wydobywa z niego dłonie i pałeczki perkusisty, a do jego gry dołącza powoli orkiestra. W uwerturze objawiają się różne warianty losu Mocka, które reprezentują Natasza Diabrinska, studentka literatury klasycznej, miłośniczka Wergiliusza, detektyw Eugster oraz chuligan Lotz. Ich cechy i zainteresowania to także odcienie osobowości głównego bohatera. Rozdzierające go, ale składające się też na jego bogactwo. Grany przez Artura Caturiana wrocławski detektyw śpiewa Wergilusza: „Wygnańcami jesteśmy, co strony rodzinne / porzucili, lecz obce kraje nam nie służą”.


Wydaje się, że to idealne credo bohatera o skomplikowanej tożsamości, ale najwięcej o Mocku powiedzieć mogą Damy Ulicy, czyli wrocławskie prostytutki: Mitzi (Elżbieta Kłosińska), Berta (Klaudia Waszak), Angela (Justyna Woźniak), Marika (Małgorzata Fijałkowska), Lola (Alicja Kalinowska) i Hilda (występująca gościnnie Marianna Linde, córka Katarzyny Groniec i Olafa Lubaszenki). Są narratorkami i chórem czarnej burleski – barwnym, przyciągającym oko zróżnicowanymi typami kobiecej urody, makijażu, głosu, tańca i kostiumów autorstwa Anny Chadaj. Każda z dam, wyposażona w ukulele, ma we wrocławskiej balladzie wokalną solówkę. Razem śpiewając, wprowadzają w didaskalia kolejnych scen. Domagają się zasłużonych braw i wchodzą w dialog z publicznością, prowokacyjnie domagając się deklaracji, co wolimy: Breslau, czy może Wrocław?


Scenografię możemy podziwiać zarówno na widowni, w postaci podświetlonego wklęsłego kasetonu art déco, jak i na scenie – autorstwa Anny Haudek. A są też wizualizacje retro: motywy ekspresjonizmu, Bauhausu i makabryczne fotografie Weegee’ego, który dokumentował ofiary morderstw. Oglądamy również projekcje gadżetów erotycznych z epoki, sztucznych fallusów i kostiumów. Zaś sceniczną zapadnię reżyser wykorzystał do wykreowania nieodzownych w rewii schodów oraz widowni przedwojennego kina Capitol. To znakomity finał pierwszego aktu. Współczesna publiczność staje się bliźniaczym odbiciem tej przedwojennej – z prozy Krajewskiego, a jednocześnie zaczyna się odsłaniać zagadka głównego bohatera. Już w pierwszej scenie do Mocka podchodzi Kelner (Michał J. Bajor), serwując mu kieliszek zimnej wódki, bez której nie może się obyć. I powraca często, jakby Mock był od Kelnera uzależniony. W kinie wciela się on w postaci wielu morderców i rapuje: „Siedzę obok pana, / siedzimy w kinie Capitol, / kino ma to do siebie, / że siedzimy incognito. / Jestem tą bestią, której szukasz miesiącami, / tropiąc kartki z kalendarza, dziką bestią z Breslau”. Kluczowa jest fraza: „Powiedzmy sobie Mock, jesteśmy na siebie skazani, / nikt tak wierny ci nie będzie jak twoja obsesja”, co brzmi niemal manichejsko, łącząc dobro i zło w porządku i chaosie świata.


Można powiedzieć, że poprzez mocno podejrzane życie detektywa wyraża się prawda, iż granica pomiędzy dobrem a złem bywa płynna, co wynika również z przypadkowych zrządzeń losu. Ale chociaż jeden z przełożonych Mocka, awansując go na komisarza, ironicznie wita go w gronie mizantropów i hipokrytów – to dzieje bohaterów Krajewskiego pokazują, że jednak lepiej być mizantropem niż mordercą lub jego ofiarą, bo ostatecznie różnica pomiędzy perwersją i zbrodnią jest zasadnicza. Perwersja to rodzaj fantazji, performansu, zaś zbrodnia to czyn nieodwołalny.


Galeria morderców i ofiar jest niezwykle barwna. To młode prostytutki Emma i Klara, które wbrew temu, że nie pójdą do nieba – stepują seksownie z nadscenia, podciągnięte tam na linach. Wachmistrz Kurt Smolorz dla spełniającej jego zachcianki prostytutki zaniedbał synka. Ale jak to bywa w burlesce, Imiela nie popada w sentymentalizm, a zanim ktoś zapłacze nad losem Smolorza – rozbawi go balet jodłujących niemieckich policjantów, rubasznie klepiących się po tyłkach.


Występuje w spektaklu kino, a jest też cyrk z jego gwiazdami: Indianinem i Mulatem, co daje okazję do skoków przez obręcz i innych popisów. Klasyczną burleskę oglądamy w scenie z udziałem bandytów Wirtha i Zupitzy. Sadystyczny Zupitza jest niemową, więc może potwierdzać opowieści o swoich wyczynach tylko mruczeniem. Mimo to rola Bartosza Pichera jest wielce wymowna: gra cyrkowego siłacza, tańcząc niczym lalka na pozytywce. W jego towarzystwie również świetny balet Capitolu zaczyna prężyć muskuły w rytm meksykańskiej serenady.


Divy Capitolu mają gwiazdorskie sceny. Wzruszający jest motyw przemyconej do Breslau Murzynki Frederiki, której córka Augusta trafiła w ręce pedofila. Wrocławska Aretha Franklin, czyli Emose Uhunmwangho, śpiewa pełna bólu i tęsknoty: „Na mojej dalekiej planecie / jest ciepło i pachnie deszczem, / co wieczór zamykam oczy / i śnię, że wciąż tam jestem”. Partię masochistki hrabiny Gertrudy von Mogmitz, która dokonuje rytualnego mordu z udziałem komendanta KL Breslau Hansa Gnerlicha, by odkupić winę Niemców – zaśpiewała z czerwonym krzyżem na białej sukni Bogna Joostberens. Spektakularna sekwencja z Sophie (Ewa Szlempo-Kruszyńska) jest wprowadzeniem do finału. Żonę Mocka oglądamy na granicy prawdy i halucynacji jako Marlenę Dietrich – postać wampiryczną, z podkrążonymi oczami. Pod wpływem kokainy tańczy na schodach kasyna, zaś choreograf zadbał o to, byśmy mogli cieszyć oczy klasycznymi układami tanecznymi z pawimi piórami w roli głównej – ale także śmiać się z nich, bo to jednocześnie cudowny pastisz.


Do śmiechu nie skłania końcowy song Mocka. Oglądamy go na scenie w wielu maskach. Z jednej strony zasłaniają ślady po pełnym poświęcenia czynie w czasie pożaru, z drugiej strony są też znakiem wewnętrznej tajemnicy. Słyszymy lament twardziela, który marzy o zwyczajnym rodzinnym życiu u boku żony i dziecka, niedzielnym obiedzie i granym z patefonu Beethovenie. A jednocześnie od tego wszystkiego ucieka, szukając towarzystwa prostytutek i morderców, z którymi Mocka łączy więcej, niżby się wydawało. I to jest tajemnica, którą być może zamierzał ujawnić sceniczny Mock. Jednak gdy chce wreszcie zerwać maskę – symbolicznie tonie w ciemnościach.


 

Teatr Capitol we Wrocławiu
Mock. Czarna burleska Konrada Imieli i Romana Kołakowskiego
reżyseria Konrad Imiela
scenografia Anna Haudek
kostiumy Anna Chadaj
choreografia Jacek Gębura
muzyka Grzegorz Rdzak
premiera 12 października 2019
 

Komentarze
W najnowszym numerze
„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij