Przewiń w lewo
Przewiń w prawo
Zwiń
Przegląd
3/2020
Po katastrofie
autor: Małgorzata Piekutowa
Po katastrofie
foto: Katarzyna Chmura

Oni w Teatrze Polskim są widowiskiem nie tylko wyjątkowo spójnie pomyślanym, ale i zrealizowanym. Począwszy od świadomej celu adaptacji, poprzez dobry casting, aż po bezbłędne wykonanie w zespole.

 

1.


Zawiódł się srodze, kto przychodząc do warszawskiego Teatru Polskiego, liczył na jeszcze jedną rozprawę z rodzimym „faszyzmem”. Na szczęście Joanna Kowalska (dramaturgia) i Piotr Ratajczak (reżyseria) nie potraktowali Onych jako repozytorium doraźnych aluzji, lecz jako tekst o rozpuszczaniu się ludzkości w jakiejś odmianie Huxleyowskiej utopii. Nie zapomnieli przy tym, że Oni są także – a może przede wszystkim – komediodramatem uczuć, choćby i spsiałych.

 

2.


Kalikst Bałandaszek (Tomasz Drabek) jest współczesnym metroseksualnym celebrytą w typie Kuby Wojewódzkiego. Szeroko dziś rozpowszechniony kult szczenięctwa nakazuje dorosłym nosić się zgodnie z dziecięcymi upodobaniami, czyli pstrokato i w zestawieniach od czapy; ideał ów Bałandaszek wciela wręcz perfekcyjnie. Spika Tremendosa (Hanna Skarga) wyznaje inną z modnych religii, mianowicie kult ciała doskonałego i wytrenowanego. Na sportowej bluzie z kapturem połyskują fragmenty liter bez trudu dające złożyć się w logo jednej z tzw. globalnych marek, których działalność polega na zachwalaniu i wciskaniu masom chińskiej tandety, jakby były to bele złotogłowiu; stylizacji Spiki dopełniają legginsy, sportowe buty i włosy związane w koński ogon. Kalikst i jego kochanka żyją między nocnym klubem i czerwonym dywanem, w przestrzeni, która jest kombinacją nowomodnej galerii sztuki i sali gimnastycznej wyposażonej w coś na kształt estrady i/lub ringu. Oboje są płytcy jak miejskie kałuże, wszystko jest w nich powierzchowne i podejrzane: erudycja Bałandaszka, dająca mu poczucie wyższości nad Spiką i tzw. dobry gust, który każe po równo uwielbiać dawnych i nowych mistrzów; aktywizm Spiki, obśmiewany zresztą przez narzeczonego (troska o lasy Amazonii, płonące kangury etc.), oraz tchnące sentymentalną szmirą, głośno wyrażane przeczucie nieszczęścia. Ulubioną formą ekspresji tej pięknej pary są erotyczno-fitnessowo-dance’owe konwulsje.


Żadne z nich, ani zblazowany Bałandaszek, ani skupiona na własnej urodzie Spika, nie zamierza jakkolwiek przeciwstawić się uniformizującemu porządkowi. Przeciwnie, oboje, jak większa część ludzkości, już dawno wywiesili białe flagi. W gruncie rzeczy ich jedynym pragnieniem jest, by oferowane konsumentom środki i formy znieczulenia były równie skuteczne, a świat równie poukładany i higieniczny, jak w powieściowej utopii Huxleya. Agonalny przemarsz Spiki przypomina nieporadne i chwiejne próby balansowania w tandetnych, niebotycznie wysokich szpilkach; pozostajemy z wrażeniem, że Tremendosa nie zginęła na skutek mężowskiej intrygi, z ręki Bamblioniego i w stanie rozpaczy spowodowanej emocjonalną impotencją Kaliksta, lecz że umarła z upokorzenia, bo zmuszono ją do publicznego występu w niegustownym, kabaretowym stroju. Z drugiej strony żałoba Bałandaszka po śmierci Spiki nie budzi ani cienia współczucia; podobnie konwencjonalny był jego żal nad zniszczoną kolekcją dzieł sztuki.

 

3.


Zapowiadany od wieków kryzys kultury i cywilizacji Zachodu wszedł w późnodojrzałą fazę. Żyjemy w warunkach katastrofy dehumanizacji, przed którą ostrzegał puszczyk Witkacy. Zaświaty zabrali nam już dawno temu, w zamian otrzymujemy łatwo zarażające zamienniki zagubionego sensu; ostatnio zastępują nam go ekspiacje z powodu przestępstwa śladu węglowego. Katalog narzędzi zarządzania masami rozszerza się w zawrotnym tempie: media społecznościowe, VOD, wakacje all inclusive, promocje i wyprzedaże, raty zero procent, diety i plany treningowe, żółte paski i sport na żywo całą dobę, półki bio i eko w dyskontach, kultura i sztuka jako gałęzie przemysłu czasu wolnego, Christmas płynnie przechodzące w Wielkanoc… W rubrykę „służba dla ogółu” wpisano prawa zwierząt i jednodniową dobroczynność.
„Tak dobrze jest”.

 

4.


Nie wiadomo, kto tu trzyma władzę. Każdy z Onych żyje w przeświadczeniu, że rządzi, a jednak – należy przypuszczać – każdy ma nad sobą jakiegoś szefa. Do roli wielkiego brata aspiruje Protruda Ballafresco (Katarzyna Strączek), choć nie da się wykluczyć (bo często tak bywa), że pod pozorami władzy kryje się konferansjer(ka). Onych łączy konformizm i/lub karierowiczostwo, skoordynowane gesty i kroki oraz czarnoszare stroje w stylu kampowego futuryzmu; wszyscy mężczyźni noszą spodnie ze skóropodobnej tkaniny. Tylko Rosika Prangier (Kaja Kozłowska, AT) wystylizowała się na Umę Thurman z Pulp Fiction, no ale taka już uroda wpędzanej w kompleks niższości szansonistki, że chciałaby być kimś innym (lepszym?), niż jest. Poza tym Oni mają pewne cechy osobnicze: Melchior Abłoputo (Antoni Ostrouch) reprezentuje ponadczasowy i wszechkontynentalny typ jowialnego trepa, Gliwuś Kretowiczka (Bartosz Włodarczyk, AT) zapewne lubi bywać na konwentyklach dziarskich chłopców o czysto aryjskiej urodzie, a Salomon Prangier (Tomasz Błasiak) jest finansistą, którego o pochodzenie majątku lepiej nie pytać. Z chęci osobistej wendety w to parweniuszowskie grono zaplątał się Seraskier Banga Tefuan vel hrabia Ryszard Tremendosa (Adam Cywka). Seraskier cierpi na podobną przypadłość, co Profesor z Gombrowiczowskiej Operetki – niekontrolowany odruch wymiotny; przy czym o ile Profesor womitował non stop, o tyle Seraskierowi, podstępnemu i utajonemu dostarczycielowi purnonsensowego repertuaru dla scen, zbiera się na rzyg, ilekroć musi wypowiedzieć słowo „sztuka” lub „teatr”.


Oto twarze technologiczno-informacyjnej rewolucji i ideologii automatyzmu absolutnego?

 

5.


A może karty rozdaje Marianna Splendorek (Dorota Bzdyla, AT), lojalna poddana państwa-państwa i troskliwa służąca państwa-chlebodawców, androidka obdarzona ludowym zdrowym rozsądkiem? Czy jej pozycja w obu układach istotnie jest relacją podległości? Może Marianna zapowiada epokę emancypującej się sztucznej inteligencji? Albo stanie się wzorcem dla człowieka przyszłości, która zaczęła się już dziś? Marianna zdaje się wszechobecna, nawet gdy nie ma jej na scenie; jeśli nie takie były intencje realizatorów, to o efekcie przesądziła osobowość i klasa młodej aktorki.

 

6.


Jeśli sztukę traktować jako próbę uporządkowania wewnętrznego chaosu, to przygotowanie przedstawienia teatralnego wymaga uporządkowania wielości chaosów, a także opanowania chaosu zewnętrznego, materialnego. Oni w Teatrze Polskim są widowiskiem nie tylko wyjątkowo spójnie pomyślanym, ale i zrealizowanym. Począwszy od świadomej celu adaptacji (trafne skreślenia i „obce” wstawki – Marinetti, Szewcy i Pożegnanie jesieni; sensownie połączone w jedną postaci – na przykład Marianna i Ficia; inteligentne, organiczne i nienachalne uwspółcześnienia), poprzez dobry casting (w znaczeniu rozszerzonym, chodzi mi nie tylko o obsadę aktorską, ale i o dobór wszystkich współpracowników), aż po bezbłędne wykonanie w zespole. Niezbyt często czyta się afisz, który w żadnym elemencie nie jest hucpą. Doceniam oryginalną, a przy tym służebnie funkcjonalną scenografię (Marcin Chlanda), muzykę (Dominik Strycharski, Mateusz Boruszczak) i choreografię (Arkadiusz Buszko), rozumiem znaczenia zawarte w kostiumach (Rober Woźniak – Grupa Mixer). Doceniam solidne, równe aktorstwo, z wybijającymi się na plan pierwszy Dorotą Bzdylą i Adamem Cywką, z przyciągającą uwagę Kają Kozłowską i budzącą uznanie pracę Hanny Skargi (Spice i Bałandaszkowi generalnie nie było łatwo, bo reżyser nie miał dla nich litości, choć Joanna Kowalska, jak wynika z eksplikacji, chętnie broniłaby Spiki – może nie trzeba było odbierać bohaterce traumy utraconego macierzyństwa, w nieco innym świetle ukazującej jej związek z Kalikstem? to moja jedyna uwaga do decyzji dramaturgicznych). Efektem jest przyjemność (nie tylko estetyczna, ale także etyczna) oglądania czystej, teatralnej roboty.


Więc może nie wszystko stracone?

 

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Oni Stanisława Ignacego Witkiewicza
reżyseria Piotr Ratajczak
dramaturgia Joanna Kowalska
scenografia, światła Marcin Chlanda
kostiumy Robert Woźniak – Grupa Mixer
muzyka Dominik Strycharski, Mateusz Boruszczak
choreografia Arkadiusz Buszko
premiera 29 stycznia 2020

 

Komentarze
W najnowszym numerze
DOSTĘPNOŚĆ CZASOPISM INSTYTUTU KSIĄŻKI


Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy,

w związku z panującą sytuacją epidemiologiczną uprzejmie informujemy, że wszystkie czasopisma wydawane przez Instytut Książki będą się ukazywać niezmiennie. Jednocześnie zawiadamiamy, że w najbliższym czasie z powodu zamknięcia większości salonów Empik na terenie całego kraju, nasze tytuły nie będą w nich dostępne. Zachęcamy jednak do składania zamówień za pośrednictwem sklepu internetowego sklep.instytutksiazki.pl (tak jak dotychczas zapewniamy bezpłatną wysyłkę) oraz księgarni Bonito.pl.
Przypominamy również, że czasopisma w wersji cyfrowej dostępne są w księgarni Nexto.pl.

Instytut Książki





 

„Teatr. Krytycy” tom 2

„Teatr. Krytycy” tom 1

http://polskidramat.pl/centrumsztukitanca.eu


Nasz serwis korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności i plików cookies [dowiedz się więcej]. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.

Zamknij